Uwaga! Ten wpis ma ponad 6 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Moja teza brzmi - Snow to gigantyczna aktualizacja Leoparda a nie prawdziwa nowa wersja systemu. Przyjrzyjmy się z bliska przemawiającym za tą teorią poszlakom. Nazwa tak mocno nawiązująca do poprzednika nie jest w gruncie rzeczy niewinna - to pierwszy jasny sygnał że 10.6 będzie w gruncie rzeczy wielką poprawką. A być może nawet tym czym Leopard miał być od samego początku… Rychły termin wprowadzenia nowej wersji systemu na rynek zdaje się mówić to samo - Tygrys doczekał się jedenastu wersji, Pantera dziewięciu a Leopard dopiero trzech i już widzimy jego następcę. No i wreszcie naistotniejsze - zapowiedziany kierunek zmian. Staliność, optymalizacja i bezpieczeństwo. Świetnie! Tego właśnie oczekujemy od porządnego oprogramowania. Tyle tylko że na starcie! Lub ewentualnie od kolejnych uzupełniających luki i niedoróbki aktualizacji… Tak czy nie?

W tym momencie trzeba wyjaśnić sobie różnice pomiędzy nową wersją a aktualizacją. Bo przecież oba te zbiory jakoś na siebie nachodzą - innymi słowy każda nowa wersja jest jednocześnie aktualizacją ale też nie każda aktualizacja może być nową wersją, prawda? Zwykle za nową wersję bierzemy aktualizacje wprowadzające jakieś istotne zmiany - nowe funkcje, nowe możliwości, nowe GUI czy nowy przepisany od początku do końca kod programu. Zwykle też wszystkie te elementy nie występują osobno - idą ze sobą w parze. Nowy interfejs to nowy kod i możliwości, nowe funkcje to nowy interfejs i możliwości, nowy kod to nowe funkcje i tak dalej. Tymczasem aktualizacje niosą ze sobą zazwyczaj zwykłe poprawki - likwidują błędy, poprawiają niedociągnięcia a czasem też przynoszą różne inne - głównie drobne - zmiany. Innymi słowy, gdy zmienia się wersja zmienia się cyfra przed kropką - na przykład z 1.0 na 2.0 - a gdy pojawiają się poprawki zmienia się cyfra po kropce - np. z 1.4 na 1.5. Oczywiście sposób numeracji zależy od twórców programu i nie ma tu żadnych twardych reguł niemniej z jednej prostej przyczyny cały ten system działa tak jak opisałem powyżej - gdyby za każdym razem podnosić numer wersji szybko używalibyśmy iPhoto 13 lub iTunes 231. A to byłoby po prostu niewygodne.

Wróćmy jednak do Leoparda i jego następcy i przyjrzyjmy się pierwszej jego publicznej odsłonie. Nowość nosi nazwę Developer Preview (build 10A96) i sama nazwa wskazuje jest betą adresowaną głównie dla programistów, którzy przecież muszą mieć czas aby zapoznać się z nadchodzącymi zmianami i przystosować do nich swoje oprogramowanie. Dzięki temu rynek zachowuje niezbędną płynność. Słowem, zwykły użytkownik z założenia nie znajdzie tu zbyt wiele dla siebie. Tego typu wersje są zwykle pozbawione wszelkich wykończeń, ozdóbek i nowinek zawierają za to nowy szkielet i potrzebne do jego obsługi technologie i mechanizmy. Siłą rzeczy wyszukiwanie w czymś takim cech charakterystycznych dla ostatecznej wersji jest zadaniem trudnym i raczej z góry skazanym na niepowodzenie. Niemniej w tej akurat przypadku sytuacja jest nieco nietypowa - bowiem oficjalnie wiemy, że innych zmian po prostu nie będzie. Mimo to spróbujmy zobaczyć jak Snow wygląda z bliska…

Instalacja i pierwsze uruchomienie wygląda dokładnie tak samo jak w 10.5 - nie za bardzo jest tu o czym pisać. Za to sporo zmieniło się - i ma się zmieniać nadal - pod maską. Jak na razie wiemy raczej niewiele. Śnieżny Leopard ma być w pełni 64-bitowy i nie będzie działał na procesorach PowerPC. Ma za to bardziej efektywnie wykorzystywać wielordzeniową architekturę x86 za pomocą mechanizmu o nazwie Grand Central Dispatch co w połączeniu z dużą ilością pamięci powinno wyraźnie przyspieszyć działanie systemu i aplikacji o ile tylko macie w swoim maku procesor Intela. Kolejną nowością ma być wbudowana w system technologia OpenCL, która - pisząc w dużym skrócie - pozwala spożytkować mocy karty graficznej do obliczeń nie mających z grafiką zbyt wiele wspólnego. nVidia - znany producent tego typu elektroniki dosyć mocno lansuje podobne rozwiązanie - także dla Mac OS X - o nazwie CUDA więc być może coś już kiedyś o tym słyszeliście… Snow ma także w pełni wspierać popularny system pocztowy Microsoft Exchange. Obok tego mamy jeszcze zobaczyć nową generację QuickTima - oznaczonego dużym iksem o którym nomen omen nic jeszcze nie wiadomo - oraz obiecywany od dawna nowoczesny system plików ZFS.

Z kolei czwarta wersja Safari zyskać ma zupełnie nowy interpreter javascriptu o kodowej nazwie SquirrelFish. Mechanizm jest już publicznie dostępny w rozwojowej wersji webkita więc nie ma tu żadnej tajemnicy. Wystarczy tylko spojrzeć na prezentowane osiągi i od razu wiadomo jakim sposobem webowy interfejs MobileMe działał tak żwawo podczas swojej premiery na WWDC 2008. I to właściwie tyle. Wszystko to razem do kupy ma spowodować właściwie tylko jedno - komputery działające pod śnieżnym Leopardem mają być jeszcze bardziej wydajne. To oczywiście - od zawsze - dobry kierunek. Rzecz w tym że w czasach dwu i cztero-rdzeniowych procesorów taktowanych w gigahercach trochę mało atrakcyjny. Potrzebny - a jakże! - w końcu co za pożytek z szybkiego procesora, który na każdym kroku przycinany jest przez niepotrafiący wykorzystać jego możliwości program - jednak sami przyznacie - niespecjalnie działający na wyobraźnię czy sposób pracy z komputerem. A przecież siłą Apple nigdy nie były technologie same w sobie a wręcz odwrotnie - pomysły na ich sensowne wykorzystanie! Wiecie co mam na myśli - w tej grze wcale nie chodzi przecież o to żeby wymyślić dajmy na to backup a o to żeby zrobić go totalnym i niewidzialnym a wszystko to jeszcze w czasie kiedy dyski są tanie jak barszcz… Słowem liczy się nie tylko co ale także jak.

A tego właśnie w nowej wersji OS X ma zabraknąć. Oczywiście nowe mechanizmy ułatwią życie wszystkim - także szarym makuserom - kłopot jedynie w tym że prawdopodobnie nawet tego nie zauważą. Pisałem niedawno o tym, że makfani oczekują rewolucji, która będzie zdolna porwać tłum na barykady i rozpalić ich wyobraźnię. I że od dawna niczego takiego nie dostali. I stąd właśnie - jak sądzę - spory chór zawiedzionych. Otóż dla większości użytkowników Snow Leopard to nadal tylko Leopard. A jeszcze innymi słowy - wydajność i bezpieczeństwo winny być podstawami na których buduje się system operacyjny a nie jego elementami, które się potem dowolnie wymienia i - co gorsza - rozgrywa to jeszcze marketingowo. W końcu powolny i niestabilny system zawsze będzie zły niezależnie od tego co potrafi, prawda? Promując system bardziej bezpieczny i wydajny producent oznajmia jednocześnie że poprzednik taki nie jest. A jego psim obowiązkiem jest nam taki dostarczyć. Z czego mamy się cieszyć - że ktoś poprawia własne braki? Przecież to norma a nie przysługa czy poświęcenie! Co więcej, te dwa magiczne słowa - optymalizacja i bezpieczeństwo to w istocie etykietki zasłaniające skomplikowane zagadnienia - aby je zrozumieć trzeba mieć sporo rozeznania i jest to zwykle wiedza dostępna nielicznym. Zgadzając się na marketingowe - a więc z założenia kłamliwe - wykorzystywanie tych cech znajdziemy się w konsekwencji w punkcie w którym jedynym argumentem za wymianą systemu na nowszy będzie to że jest… nowszy. Bo nowszy znaczy lepszy. A to przecież nieprawda. Pisząc o zgodzie nie mam oczywiście na myśli tego, że uczestniczymy w podejmowaniu decyzji - chodzi mi raczej o sposób w jaki możemy rzeczowo podejść do tematu i prezentowanych nam informacji. Innymi słowy myślę sobie, że zamiast łykać jak gęś serwowaną nam propagandę lepiej spojrzeć na nią krytycznie. A wniosek jest prosty - Snow Leopard to pierwszy applowski service pack.

Wróćmy jednak do naszych baranów - jak mawiają Francuzi. W 10.6 naprawdę nie zobaczycie żadnych zmian! Nowe wersje systemowych programów wyglądają i działają dokładnie tak samo jak starsze. Sam system wydaje się bardzo szybki ale nie odniosłem wrażenia aby przewyższał pod tym względem zainstalowanego na czysto Leoparda. Podobnie zachowuje się nowe Safari - śmiga jak złoto ale to robiła już wersja 3.x więc trudno mówić tu o jakiejś niespodziance. Być może w pewnych konkretnych zastosowaniach wzrost szybkości będzie widoczny - poza benchmarkami gdzie widać go już ale porównywanie wyników przypomina mi bardziej odkrywanie, że liczba 134 jest wyższa niż 112 lub ewentualnie odwrotnie - niemniej w codziennej pracy zupełnie tego nie widać. Jedyna widoczna w tej chwili gołym okiem nowość polega na tym, że Safari 4.x pozwala zapisywać strony jako tzw web applications. Brzmi poważnie ale w gruncie rzeczy to tylko zwykłe skróty do stron internetowych zawierające własną ikonkę i otwierające się we własnym okienku. Znamy to już z iPhona od wersji 1.1.3. O ile jednak na iPhonie ma to głęboki sens - aby odwiedzić ulubioną stronę zamiast kilku puknięć w ekran wystarczy jedno - o tyle w przypadku normalnej przeglądarki i tradycyjnego obsługiwanego myszką interfejsu cały pomysł raczej nikogo nie zachwyci.

Co ciekawe instalacji 10.6 można dokonać prosto z pliku .dmg. Wystarczyło tylko uruchomić plik ukryty wewnątrz paczki instalatora (/Volumes/Mac OS X Install DVD/System/Installation/Packages/OSInstall.mpkg) aby zainstalować kompletny system na drugiej partycji czy zewnętrznym dysku. Nigdy wcześniej nie próbowałem takich sztuczek - więc nie mam pewności - ale wydaje mi się że do tej pory było to niemożliwe. I znów wracamy do początku - i tym bardziej wygląda to jak dystrybuowana przez Software Update wielka kilkugigabajtowa aktualizacja niż kolejna generacja OS X, prawda? Powstaje zatem pytanie - czy Apple zamierza nam sprzedać niezbędne poprawki w cenie całego nowego systemu? Czy to uczciwe żądać opłaty dwa razy za to samo? A może cena Śnieżnego leoparda będzie niższa lub - to już science fiction - będzie on dla użytkowników Leoparda dostępny za darmo? Bo przecież skoro rozmienili system na drobne - o czym za chwilę - to też drobne powinien kosztować…

Na dzień dzisiejszy widać jasno że Snow Leopard to po prostu dojrzała (dorosła?) wersja Leoparda. Co gorsza wydaje się że Leopard tak właśnie powinien wyglądać od samego początku. Niezadowolenie bierze się więc nie stąd, że nadchodzący system będzie zoptymalizowany a stąd, że Leopard był najwyraźniej niedorobiony - przynajmniej w pewnym sensie - a mimo to trafił do sprzedaży. Pamiętacie te zapowiedzi o ściśle tajnych nowościach które ujrzymy w finalnej wersji 10.5 i których właściwie nigdy nie zobaczyliśmy? Otóż dostaniemy je dopiero teraz. OK. Być może datę premiery Leoparda wyznaczył rynek. Pojawiła się Vista, Apple musiało podnieść poprzeczkę i pokazać że ciągle jest krok do przodu a jednocześnie całość spowolniły prace nad iPhonem. Być może. Ale czy o to właśnie chodzi? Kto pierwszy? To przecież nie sport. Może dla końcowego użytkownika lepiej byłoby jednak pracować na stabilnej i dopieszczonej wersji - powiedzmy 10.4.16 - i na początku 2009 roku dostać do ręki wyczekaną, równie dopieszczoną a przy tym hiper-super-mega nowoczesną wersje Leoparda zamiast tych wszystkich “rewolucyjnych” zmian - półprzezroczystego menu, pseudotrójwymiarowego doka - a także kilku miesięcy większych lub mniejszych kłopotów?

Jeśli faktycznie przyjąć że docieranie się kolejnych wersji iksów trwa zwykle przez kilka pierwszych aktualizacji i pełną stabilność zyskują sobie dopiero w okolicach czwartej czy piątej to prawdopodobnie znów czeka nas to samo z 10.6, prawda? OK. Przesadzam. Ktoś kto nie używa maka czytając powyższe mógłby pomyśleć że Leopard to jakaś ledwo działająca softwarowa porażka. Tak oczywiście nie jest. Jednak nie dajcie sobie wmówić że Leopard był jakimś wielkim przełomem. Pisałem o tym przy okazji premiery 10.5 i powtórzę to raz jeszcze - Tygrys był tak mocny a Leopard nadmuchany że wypadł raczej blado. I dlatego właśnie twierdzę, że można było spokojnie 10.4 przez ten rok czy półtora potrzebny na produkcję doskonałego następcy jeszcze poużywać… A Leopard który przyniósł kilka wodotrysków, dwa interesujące narzędzia - QuickLook i Time Machine - i w zasadzie nic ponadto mógł sobie rosnąć w spokoju i ciszy. Wtedy czekaliśmy na wielkie zmiany - i dostaliśmy kilka drobiazgów. A teraz z tych wielkich zmian pozostały podejrzanie brzęczące buzzwordy o stabilności, optymalizacji i bezpieczeństwie. Wolałbym raczej żeby te segmenty pozostały w ukryciu. Nudne, nieciekawe, nie będące przedmiotem eksperymentów, ukryte przed światłem reflektorów i fotograficznych fleszy. Po prostu działające jak trzeba. Gotowe wtedy kiedy trzeba. A nie wybite wielką czerwoną czcionka na opakowaniu - teraz jeszcze szybszy i bezpieczniejszy! Blah!




2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 36
link
…Brakuje tylko “za polowe ceny” .
Swietny tekst. BRAWO!
link
Tak obiektywnie surowe i wyczerpujące temat opisy, to tylko tutaj
Też obawiam się, że z 10.6 będzie wymagał dotarcia do 10.6.4 zanim będzie w pełni stabilny.
Jednak myślę, że Leopard już swoją stabilność osiągnął, bez problemu hulam już 9-ty (dzień od chwili, kiedy bez baterii w macbooku, zahaczyłem o kabel) i nie zapowiada się przerwa (no chyba, że aktualizacja iT pojawi się lada dzień i będzie wymagała restartu).
link
coz moj uptime - na tygrysie i leo - tez wyznaczaja zwykle updaty wymagajace restartu ale problemy w 10.5 o ktorych pisze sa raczej mniejszego kalibru
link
Jak zwykle wyczerpujaco… ale ja chcialem odnosnie tej niespodzianki, na ktora wszyscy czekali i ktora sie nie wydarzyla. Mogl nia byc pokazany gdzies, tuz przed WWDC’08 Mac Fusion (http://piotrpotera.com/stuff/fusion.jpg). Komputer 50% mniejszy od Maka Mini, w gustownej czarnej obudowie z wydajnoscia niemalze iMaka. To by bylo cos… i powiem szczerze, ze czekalem na to :/ No nic. Musze zadowolic sie iMakiem “24 ktorego mam od 3 dni
link
Bardzo, bardzo dobry wpis. Konkretny, rzeczowy, niedokoloryzowany. Z przyjemnoscia przeczytalem i rozwial on moje watpliwosci dot. 10.6
link
no ale jak Leopard był wydany na szybko tak żeby mieli czas na napisanie nowego systemu - od początku z gratisami.
to Snow Leopard - musi być płatny.
to tak jak microshit dałby Viste za 500zł a Windows 7 byłby za darmo jako upgrade - nie bądzcie śmieszni.
to jest ta sama zagrywka - apple
microsoft pisał windows 7 tylko że załabali że ludzie potrzebują nowego systemu. to dali na szybkiego Viste..
apple pisał Snow Leoarda - zobaczyli że windows vista się pojawił to wypuscili nie Leoparda bez Snow. i ludzie podnieceni Leopardem mają czas przekonać się że nie jest on stabilny. a zza rogu apple wychodzi znowym Snowem i wszyscy się radują że jaki bajer bo stabilny.
link
Nie jestem specjalistą, ale nie do końca się z Tobą zgodzę. Nie widziałem Leo S i nie używałem go. Jednak nazwanie aktualizacji lub serwis pakiem Leoparda Snow jest chyba mylne, zmiana architektury systemu z 32 na 64 bit chyba nie jest aktualizacją. Jest chyba poważną zmianą samego systemu i to od środka. Wydaje mi się także, że różnica między Tigerem a Leo polegała na tym, że Tiger był dostosowany do Inteli a Leo jakby przepisany od nowa pod procesory Intela. Wydaje mi się, że trochę sam sobie zaprzeczasz i za dużo oczekujesz od Apple. Nie mam czasu analizować całego tekstu, ale sytuacja nie jest tak klarowna i prosta.
link
Hmm… ja szczerze powiem do tej pory nie przesiadłem się na Leo, choć zastanawiałem się nad tym… stwierdziłem że przeczekam jakiś czas i tak trwam na Tygrysie i jest mi bardzo dobrze. Co prawda czasami znajdę coś nowego (program) i okazuje się że jednak wymaga Leoparda ale cóż… takie jest życie przecież, nie wszystko można mieć.
Czy snow to aktualizacja tylko… tak naprawdę wiele na to wskazuje ale w zasadzie gdzie jest napisane że nowy system ma się różnić tym i tym od poprzednika? Leo miał choroby wieku dziecięcego z których już chyba (z tego co czytam) wyrósł. Biorąc pod uwagę “nie działanie SL na PowerPC”, Leo był też w pewnym sensie ostatnim ukłonem w stronę Power.
Snow ma nie wprowadzać nowych funkcji ale za to staje się szybszy i wprowadza nowe technologie. Zmiany są chyba na tyle poważne że można je nazwać nową wersją.
Poza tym tak sobie myślę… jeśli się o numerki spierać to każdy kolejny Iks jest tylko aktualizacją… 10.0, 10.1, 10.2 (…) 10.6. Więc i tak zawsze płaciliśmy nie za nowy system a tylko za jego dużą aktualizację.
link
No ale Bartek, przecież nie od parady Apple tak a nie inaczej oznacza OS 10.? - kolejne cyfry po kropce są kolejnymi aktualizacjami. I to, z całym szacunkiem, nie jest Twoja teza, ale pomysł Apple. Każdy kolejny kot oznaczony numerem po dziesiątce jest aktualizacją OS X. To są słowa Jobsa.
link
Ale o czym wy mówicie/piszecie? Powiedziano że będzie nowy system i znane jest tylko to co nie ułatwi życia konkurencji przez najbliższe pół roku. Przecież to jest oczywiste. W grudniu szanowny Steve wystąpi, zaprezentuje nowe możliwości i całe iCommunity dostanie orgazmu.
link
BS napisał: “(..,) nie dajcie sobie wmówić że Leopard był jakimś wielkim przełomem. Pisałem o tym przy okazji premiery 10.5 i powtórzę to raz jeszcze - Tygrys był tak mocny a Leopard nadmuchany że wypadł raczej blado. I dlatego właśnie twierdzę, że można było spokojnie 10.4 przez ten rok czy półtora potrzebny na produkcję doskonałego następcy jeszcze poużywać…”
Zgadzam się w pełni i dokładnie tak robię - ciągle używam 10.4
link
@aa: Tego nie wie nikt, więc skąd możesz wiedzieć Ty? Tu nie pisze się o przyszłości traktat, tylko wnioski na podstawie przeszłości i aktualnej wiedzy.
aa, podziwiam Twoją wnikliwość, ale proszę napisz jeszcze jakie to możliwości będą zaprezentowane w grudniu? Bo szkoda czekać tyle miesięcy…
link
Tego ci nie powiem, Steve by się obraził i byłaby heca.
Ale idę o zakład (jestem przekonany na 99%) że to co teraz wiemy o OS X 10.6 to tylko jakiś zalążek. I twierdzę tak właśnie na podstawie wniosków z przeszłości.
link
@makojad - X oznacza 10 generacje i w tym sensie wszystkie wersje sa jej akualizacjami. ale przeciez nie o to tu chodzi…
link
Witam ciekawy tekst. caly czas sie zastanawiam nad jakims “pecetem” apple z jego systemem,zakup planowany po wakacjach ..zima. A wiec miesiac czy dwa dluzej i moze zakupie z ta nową “Śnieżną” stabilna aktualizacja:).
PS.
do pana “aa” przepraszam ale takie odp. pachna mi funboizem.. :D.
A jest to jedna rzecz, ktora czasem mnie odstrasza w tym applowskim srodowisku ;). a Ja szukam jakies zmiany. i odpowiedniego os’a do pracy, bez pokłonów w strone jobsa :D. sorka koncowka nie na temat :).
link
Wydaje mi się że nie do końca zauważasz co Apple zyskuje poprzez wypuszczenie SL. Dzięki pominięciu “widocznych” nowych funkcji i skupieniu się na systemie napisanym TYLKO dla komputerów na intelu oraz dodatkowe skupienie się na komputerach wielordzeniowych, Apple po pierwsze uniknie wielkiej afrey “że porzuca użytkowników PowerPC” a sam będzie mógł skupić wszystki swoje siły na optymalizacji systemu pod nowsze maszyny, ponadto zyska czas na tyle, aby następna wersja systemu (10.7) mogła wprowadzić wiele nowych funkcji bez szczególnego skupiania uwagi że nie będą one dostępne na PowerPC.
Przy tym wszystkim zgadzam się jednak że Apple powinno wyznaczyć za 10.6 niższą cenę.
link
@BS Oczywiście, że o to chodzi. “Większe (czy poważniejsze, jakkolwiek przetłumaczyć) aktualizacje OS X” - takim terminem określającym poszczególne koty “dziesiątki” posłużył się Jobs podczas prezentacji Leoparda. Więc tutaj Bartku przyznaj, że nie jest autorskim wymysłem nazywać 10.6 aktualizają.
A nazwać Service Pack’iem? Bartek, ja to traktuje jako użycie “licencji autora” w celu lekkiej prowokacji zmuszającej czytelnika do myślenia. Ale sam termin paskudnie się kojarzy i na szczęście nie jest adekwatny
link
Dodam jeszcze, że moim zdaniem poprzez nazwę Snow Leopard, Apple chciało zaznaczyć, że zmiany będą dotyczyć elementów, które być może dla przeciętnego użytkownika pozostaną niezauważone. A nie, że zmiany będą małe i nieważne, co stara się sygnalizować Bartek. Moim zdaniem, jak słusznie zasugerował użytkownik “Ja”, zmiany (choćby wsparcie tylko architektury Intel i ZFS) będą znaczące i zasługują na następny numerek
Chociaż zgadzam się z Bartkiem, że Leopard w pewnym sensie został rozbity na 2 aktualizacje. Ale ja akurat się z tego cieszę, bo to oznacza, że Apple (inaczej niż MS) nie oszukuje klientów, że Leopard jest cacy (tak jak uparcie o Viście przekonywał nas MS), ale że można, a nawet trzeba nad nim jeszcze popracować. Co do opłat - uważam, że za pracę się płaci i Apple może żądać spokojnie za SL kolejnej porcji gotówki.
link
przykro mi ze cie rozczaruje ale ja sie nie poczuwam do zadnych “autorskich wymyslow”.
link
@BS Nie chodzi o to czy się poczuwasz, ale o to co faktycznie piszesz i jakie stawiasz tezy. Ty się możesz nie poczuwać, ale ja jako czytelnik mam prawo tak się ustosunkować do Twoich słów.
A skąd pomysł że będę rozczarowany? Przecież a). nie znasz mnie tak dobrze, aby np. stwierdzić, że mam skłonność do rozczarowywań, b). nie napisałem nic co na to wskazuje. Więc mogę to podciągnąć po “autorską tezę”
link
Teraz mi przyszlo do glowy ze opcja zapisywania stron www jako osobnych aplikacji moze miec na celu wprowadzenie wersji online iLife oraz iWork. Uzytkownik zapisal sobie np iMovie jako WebApp a potem odpalal i nie musialby sie logowac na stronie itp. W koncu zauwazcie ze Jobs (lub nie on, juz nie pamietam) powiedzial ze w nastepnej wersji system schudnie zeby przyoszczedzic nasze cenne miejsce na dysku.
link
Ehm… Odnośnie cennego miejsca na dysku to przypominam, że dysk o pojemności 1 TB
kosztuje około 500 PLN. Uważam, że powierzchnia na HDD raczej nas już nie ogranicza prawda :). Choć znam takich którzy potrafią “zawalić” śmieciami (czytaj: filmy, tapety, muzyka i takie tam) każdy dysk lub nawet macierz ;).
link
Dziękuję Bartkowi za kolejny świetny tekst ponownie rozstawiający kropki nad “i” oraz ukazujący inny punkt widzenia. Szkoda tylko że tekst został zrecenzowany przez komentujących jaka brukowa sensację skupioną wokół magicznych słów Service Pack — Tak każde wydanie Mac OS X jest de facto Serwis Pakiem — i także oczywiste się staje że każdy jest mniej lub bardziej udany, przynosi mniej albo więcej funkcji, oraz wydajności. Jest to tak oczywiste że nikt przed Bartkiem tego nie uzmysłowił. I dzięki temu jego tekst jest świetny.
Jedyny problem który ja dostrzegłem: to że nikt nie zwrócił uwagi na tajemniczy termin Open CL oraz nie rozwinął koncepcji Grand Central Dispatch.
Niewielka dygresja:
ilordzeniowe procesory są dostępne na rynku? Czterordzeniowe. A ilolordzeniowe są planowane do wprowadzenia? Czterordzeniowe widoczne w systemie jako osiem jednostek logicznych z możliwością w ramach jednej architektury (Nehalem), czytaj w ciągu 2ch lat, zastąpienia tych procesorów je dwukrotnie większymi (po ilości rdzeni) następcami — co w sumie nam daje: Mac Pro sprzedawany w połowie roku 2010 będzie dysponował na poziomie OS 32 jednostkami CPU. Aż strach pomyśleć co nas czeka w roku 2020 — fakt, jednego możemy być pewni na pewno — iż ta liczba nie będzie maleć. I to samo dotyczy kart graficznych: od roku 2001 kiedy wprowadzono pierwsze modele z 4ma programowalnymi jednostkami wykonawczymi (typu szejder), mamy obecnie sprzedawane GPU z 240 fizycznymi jednostkami ogólnego przeznaczenia — to znaczy odpowiedzialnymi nie tylko za pracę z grafiką, ale prawie dowolnym ciągiem zero-jedynkowym. Oczywiście mamy jeszcze technologię 64 bitową — jaki w tym wszystkim tkwi potencjał dla marketingu… ;))
A teraz odwołajmy się do zdrowego rozsądku i postawmy pytanie:
Jaki program ogólnego przeznaczenia (nie mówię o grach) potrafi z tych wszystkich technologii skorzystać? Odpowiedz brzmi — żaden!!!
Potencjalna wydajność wykorzystywania takich obliczeniowych mocy jest niewyobrażalna, lecz nikt na razie nie wpadł na to by z niej skorzystać, dlaczego — bo to wymaga przepisania do podstaw całego oprogramowania dostępnego na rynku: jak systemu operacyjnego tak i związanych z nim programów.
A teraz dochodzimy do sedna — która firma dystrybuuje jednocześnie OS i związane z nim oprogramowanie i może przepisać je za jednym razem — zgadliście Apple Inc.
Więc tym i będzie Snow Leopard — przepisanym od podstaw pod katem wielowątkowości systemem operacyjnym i związanych z nim aplikacji, co wymaga takiego zaangażowania prac, porównywalne tylko z przeniesieniem Mac OS X na X86 architekturę, czy stworzeniem OS dla iPhone, że na wprowadzenie nowych funkcji nie będzie po prostu czasu… ;((
Technologia Grand Central Dispatch będzie odpowiadała za optymalne wykorzystywanie wolnych jednostek wykonawczych, takich jak CPU i GPU, a Open CL skupiając w sobie Apple. Inlel, Nvidię i AMD oraz kilkanaście innych graczy zamierza wprowadzić jeden standard obsługi obliczeń ogólnego przeznaczenia na kartach graficznych.
http://www.macrumo...-opencl-standard/
Co to wszystko da:
W ideale to że im więcej jednostek wykonawczych będzie w komputerze — tym prędzej będzie śmigał nasz OS i programy, natomiast wąskie gardło w postaci wolnego dysku twardego zostanie rozwiązane dzięki technologii SSD.
A w praktyce, już teraz na tym rozwiązaniu skorzystają wszyscy, co mają styczność na co dzień z materiałem HD, nie mówię wyłącznie o zawodowcach, ale o zwykłych użytkownikach — transkodowanie nowo nabytego filmu HD w iTunes aby go obejrzeć na ekranie iPod czy iPhone, równie jak i stworzenie pokazu slajdów wideo w rozdzielczości Full HD — zjada doby pracy komputera. Natomiast już teraz są dostępne, chociaż jeszcze w fazie beta rozwiązania firmy Elemental Technologies, jak chociażby BadaBOOM Media Converter (sprzedaż w sierpniu 2008), pozwalające na skrócenie tego czasu do kilkudziesięciu minut.
Na koniec mnie spytacie — czy warto kupić 10.6 Snow Leopard, pod warunkiem że będzie sprawnie korzystał z powyższych rozwiązań? Według mnie — Tak.
link
Z przykrością stwierdzam, że autor popada w coraz większą megalomanię. Owszem w kilku miejscach tekstu można znaleźć fragmenty, które (przynajmniej w części, którą aktualnie możemy znać) porządkują wiedzę na temat zapowiedzianego systemu, ale w zdecydowanej większości są one okraszone wnioskami i tezami, które zwyczajnie są błędne lub zbyt daleko idące. Stawianie śmiałych hipotez nie zawsze popłaca, co w tym wypadku widać ze szczególną ostrością. Oczywiście autor ma prawo wyrażać własne opinie (w końcu to jego autorski blog), nie może jednak sądzić, że wszyscy czytający bezkrytycznie będą się z nim zgadzać. Ja mogę jednoznacznie stwierdzić, że nie podzielam wywodów z tego artykułu w żadnym przypadku. Za szczególnie naganne uważam zaś posługiwanie się wczesną wersją deweloperską systemu (notabene przeznaczoną tylko dla ograniczonego kręgu deweloperów, co nie wskazuje, aby autor posiadał ją legalnie) do formułowania wniosków o tym czym jest ten system, a czym powinien być.
link
BS:
“Zwykle za nową wersję bierzemy aktualizacje wprowadzające jakieś istotne zmiany - nowe funkcje, nowe możliwości, nowe GUI czy nowy przepisany od początku do końca kod programu. Zwykle też wszystkie te elementy nie występują osobno - idą ze sobą w parze. ”
M@Czlek przytoczył Ci istotne zmiany, które wedle Twoich słów definiują “nową wersję”. Do tego LLVM, ponoć zupełnie nowy QuickTime X (z jego frameworków korzysta z połowa systemu, ta zmiana będzie POTĘŻNA) i wyraźne już parcie na ujednolicenie dewelopingu pod OS X i iPhone OS m.in. przez wprowadzenie nowego QuickTime, który działać ma też w iPhone i być platformą dla mediów w iPhone i Leopardzie. Kolorki i wodotryski wprowadził Leopard. Więcej funkcji (poza kosmetyką zapewne) nie ma zamiaru się wrowadzać i bardzo dobrze - system jest nowy, nie potrzebuję zmian w dopiero co wyrobionych przyzwyczajeniach.
Powyższe to NIE jest TYLKO załatanie istniejących dziur czy popracowanie nad wydajnością. To przepisanie bebechów systemu od nowa. Jeśli TO nie zasługuje na miane “nowej wersji” to już w sumie nie wiem co dla makówkarza powinno nią być i w sumie to dobry temat na następny artykuł :). Jestem switcherem i czasem po prostu nie rozumiem mentalności makówkarzy - pomóż mi w tym Bartku proszę. Po prostu nie wiem, czego się inteligentni i znający na rzeczy makówkarze spodziewają po nowych wersjach swojego systemu. Jako użytkownik Windows i Linuksa mniej więcej wiem, czego się spodziewać - z Makiem mam problem i po lekturze takich jak Twoje tekstów coraz bardziej jestem skonfudowany.
Nie wiem dlaczego Bartku dla Ciebie “nowa wersja” = konieczne zmiany w GUI, bo do tego w sumie zmiany mają się według Ciebie sprowadzać, by można było mówić o nowej wersji systemu - mają być widoczne dla ZU. Nie zgadzam się z takim podejściem i to nas różni.
Zgadzam się, że Leopard powinien mieć to wszystko na starcie i o wiele, wiele więcej na dokładkę. Z podejściem realnym jednak ma to niewiele wspólnego. Za chwilę pokaże się iPhone, dla którego już kodują setki i pewnie tysiące deweloperów. Niebawem pokaże się system operacyjny, który większość bibliotek pewnie będzie współdzielił z systemem iPhone. To wymarzone środowisko dla crossplatformowego dewelopingu i zgaduję tylko, że faktycznie Leopard jest efektem straszliwego laga, jaki się zrobił przy tak kompleksowej zmianie systemu. Owszem, można krzywić się na to, że Leopard wyszedł nieukończony, pełen błędów i niezabezpieczony. Krytyka zapewne uprawniona choć akurat po korzystaniu dłuższym z Leoparda i w pracy, i w domu nie mam żadnych zastrzeżeń co do stabilności i wydajności choć do bezpieczeństwa mam spore. Nie zgodzę się za to, że następca Leoparda to tylko service pack systemu i łaty owego plus kilka nowych ficzerów.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Makówkarze to wzrokowcy - muszą zobaczyć przewrócony do góry nogami interfejs by uwierzyć, że mają przed oczami coś nowego. A później i tak zaczną jojczeć, że ów interfejs im przewrócono. Zadziwiające
link
nie chce mowic w “imieniu makowkarzy” ale odpowiedz na twoje pytanie jest dosyc prosta - oprogramowanie ma byc przyjazne dla czlowieka nie dla komputera.
link
dobre podsumowanie rozmowy.
link
A nie jest?
link
Ciekawy artykuł.
Gdybym ja coś takiego napisał, z pewnością uznane by to było, za najazd na firmę.
Ale widzę, że coraz więcej mac userów jest świadomych tego, że Apple trochę przegina z wyciąganiem kasy od “potulnych baranków”.
Ale cóż. Brak konkurencji właśnie tak wpływa.
Podobnie było z Vistą, która nie była tym jaką ją zapowiadali, a wszystko to pojawi się dopiero w Windows 7, opartym na Viście.
A wracając do atykułu.
Czy Leo nie jest w pełni 64 bitowym systemem?
http://www.apple.c...nology/64bit.html
link
@costa - za $100 wymienimy ci komponenty o ktorych istnieniu nie masz pojecia to podejscie ktore raczej trudno nazwac “user friendly”
link
O ile rzadko się zgadzam z CoSTą (jakoś tak wychodzi
to tutaj się dołączam. do jego opinii.
To Apple decyduje o aktualizacjach OS X, o numerkach, o kosztach (za pracę nad systemem przecież, nie za deklaracje, jak koledzy z MS). Dodam jeszcze, że o ile 10.5 mnie nie przekonał do siebie (w dalszym ciągu używam 10.4), o tyle zapowiadane zmiany w 10.6 przemawiają do mnie i na to warto było czekać.
Ludzie, potrzeba konsekwencji i racjonalności w działaniu!
Jeśli komuś 10.5 nie odpowiadał (jak BS) to trzeba było poczekać na 10.6 - wtedy i zadowolenie pełne, i tylko jeden wydatek. A jeśli ktoś ma 10.5 i narzeka, że Apple wypuszcza 10.6 plus karze za to sobie płacić - przecież nikt nie zmusza do aktualizacji, niech ten co narzeka pozostanie przy 10.5 i będzie mężczyzną.
Bądźmy konsekwentni, bo inaczej dojdziemy do absurdu, że w ogóle nie powinnyśmy już za dalsze aktualizacje systemu płacić. Przecież każdy kto kupuje ma świadomość, że wypuszczą kolejną wersję. A że Apple robi to już w tym roku? Ich wybór i ich prawo, najważniejsze, żebyśmy otrzymali dobry i pełny produkt, by pieniądze nie szły na marne. Kto czyta, niech rozumie.
link
Zapewniam, że jest to możliwe
link
Bartek, świetny artykuł. Tylko z tymi tezami o “z natury kłamliwym marketingu” się nie zgodzę. Marketing to nie nieprawda. To umiejętne pokazanie i wyeksponowanie prawdy.
link
prawda jest zwykle zlozona a marketing zawsze prosty…
link
jest jescze cos o czym nie napisales. Jobs sprzedaje juz nam aktualizacje oprogramowania a nie system. Juz dzis trudno uzywac mac osx bez .mac zaszytego praktycznie wszedzie. niedlugo bedzeimy placic abonament teraz nazywa sie to nowym systemem potem bedzie juz jasno 10$ za miesiac i już.
link
@Pestka: Niesamowity wniosek. Jak to wydedukowałeś? Masz jakiś wgląd w tajne plany Apple? To na co czekasz, konkurencja Ci za to da miliony $.
Wybacz sarkazm, ale zdanie “trudno używać Mac OS bez .Mac zaszytego praktycznie wszędzie” i kolejne to chyba jakiś absurd albo humor angielski.
Inni napisali
[...] Więcej w tekście pod tytułem “Zima” na blogu Bartka. [...]
[...] cytatu jest bartosz blog.fotogenia.info Zima
[...] też dziś żadnego nowego softu - ale tego akurat właściwie należało się spodziewać. Skoro nowa wersja Leoparda ma być właściwie zupełnie pozbawiona widocznych gołym okiem nowości - a wiadomo, że nie da [...]
[...] ekranem, rewolucyjne połączenie minimaka z telejabłkiem, laptopa z imakiem i oczywiście Snow Leoparda. Ale już najlepiej byłoby gdybyśmy dostali [...]
[...] to wytrzyma? Swoją drogą zabawne jak to się wszystko zgrabnie układa - najpierw pojawił się śnieżny leopard, a teraz mamy żółty i niebieski śnieg… Zima pełną gębą! Napisany przez BS. [...]
[...] to że prawdziwą niespodzianką były braki - nie zobaczyliśmy i nie usłyszeliśmy ani słowa o Snow Leopardzie mimo iż przecież zapowiadano jego premierę na pierwszy kwartał tego roku. Nie zobaczyliśmy [...]