Uwaga! Ten wpis ma ponad 8 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.
.
.
![]()
.
Komputerek faktycznie robi dobre pierwsze wrażenie. Trudno to oddać słowami czy nawet pokazać na fotografii - na żywo jest po prostu bardzo, bardzo atrakcyjny. Jednocześnie otwarty wygląda zupełnie normalnie - normalny ekran, normalna klawiatura, normalny taczpad. Żadnych udziwnień, żadnych gołym okiem widocznych ułomności czy wynikającego z miniaturyzacji kalectwa. Słowem, jego wyjątkowe wymiary podczas pracy niezbyt rzucają się w oczy. Chyba że siądziemy z boku - ale to mocno niewygodne. Z przodu zaś wydaje się nawet… duży!

Ekran jest świetny - bardzo jasny, kontrastowy i czytelny. Wiecie że nie lubię lusterek ale naprawdę trzeba wyjątkowo złej woli żeby się do niego przyczepić. Zaskakująco dobry był też dźwięk - nie dam głowy ale mam wrażenie że lepszy niż z normalnego MacBooka. Po za tym - zwykły mak. Żwawy, responsywny, przewidywalny. Tyle że że super-ultra-hiperprzenośny i zapakowany w miniaturowe pudełko. Naprawdę! Nie mam na myśli obudowy - piszę o opakowaniu! Jest ma-lu-tkie! Maluteńkie nawet. Chyba niektóre pecetowe karty graficzne pakują w większy karton!

Klawiatura… Jest czarna. To wszystko co można o niej powiedzieć bo przecież znamy ten model od bardzo dawna. Jednym pasuje innym nie - ale całkiem obiektywnie można napisać że jest wygodna. Może nawet bardzo wygodna. Tylko ten kolor! Nie jest brzydka, nawet nie wygląda źle - po prostu jakoś nie za bardzo pasuje. Idealnie wkomponowałaby się tutaj srebrno-szara kolorystyka znana z klawiatur starszych PowerBooków i MacBooków Pro niemniej z jakiś powodów tak się jednak nie stało. Prawdopodobnie chodzi o podświetlenie - jasne klawisze wymagałyby ciemnych liter, te być może “mocniejszej żarówki” a ta zapewne więcej prądu… A może to tylko nowy - nomen omen czarny - rozdział w twórczości Jonanthana Ive?

Jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza - multidotykowy taczpad. Wygląda na całkiem wygodny choć wymaga wyrobienia w sobie nowych nawyków a sam pomysł wydaje się jeszcze trochę niewykorzystany. Powiększanie czy przesuwanie zdjęć w iPhoto jest w prawdzie bardzo fajne ale nie jest to tak wielki skok na przód jak się z początku wydawało. Weźmy za punkt odniesienia wprowadzony w laptopach Apple jakieś trzy czy nawet cztery lata temu “dwuplacowy skroling” - to była prawdziwa rewolucja - w końcu skrolujemy nieustannie i to nie tylko długie teksty ale zawartość okienek Findera, strony www a także milion innych rzeczy. Powiększanie czy zmniejszanie to zaś czynności znacznie mniej popularne. Co innego w iPhonie, tam z racji niewielkiego ekranu powiększamy cały czas i prawie wszystko ale w laptopie z trzynastocalowym ekranem… To tylko dodatek. Swoją drogą czemu oni u licha ten gest nazwali “szczypaniem”? Pomysł polega przecież na rozszerzaniu palców a nie na ich przybliżaniu, które zresztą mimo “szczypliwego” ruchu kojarzy się raczej z ze zmniejszaniem, delikatnym uchwytem lub ewentualnie z gromadzeniem czegoś w jednym punkcie. Może w angielskim termin ten nie ma tak negatywnych konotacji jak w polskim…? Ale to tak na marginesie.

Druga rzecz - porty za klapką. Klapka - świetna rzecz! Drobiazg ale cieszy zwłaszcza jeżeli pamiętamy o typowym zastosowaniu airbooka - to komputer przenośny, pozbawiony własnego biurka i smyczy z kabli, spędzający życie w drodze, pracujący na kolanach i odpoczywający w torbie. Klapka zapewnia świetna ochronę przed kurzem, paprochami i poniewierającymi się między papierami spinaczami. Warto też wspomnieć krótko o samych portach - wiadomo - słuchawki, zewnętrzny monitor i jedno USB. Trochę skromnie, prawda? Otóż wcale nie. To wyraz pychy! Ten komputer mówi niczego poza mną nie potrzebujesz i do cholery - jeśli tylko kupiliście go świadomie a nie pod wpływem zachcianki - ma rację! W podróży lub na kanapie nie ma miejsca na akcesoria, w domu lub w pracy lepiej siedzieć wygodnie przy biurku i przed dużym ekranem niż grabić się nad laptopem, no i przecież mamy XXI wiek więc po co wam te wszystkie kable? Poobcinać je żyletką!

Biorąc airbooka do ręki zrozumiałem też jedną ważną rzecz. To jest komputer dla kogoś kto wszędzie nosi torbę. Dzięki temu że Air jest taki lekki i cienki można go wsunąć między papiery i gazety i nie zauważyć różnicy. Zwłaszcza jeżeli nosicie ze sobą naprawdę dużo papieru. Laptop najzwyczajniej “zgubi się w tłumie”. Jeśli jednak nie nosicie ze sobą torby - waga i grubość przestaje mieć takie znaczenie. Tak to prawda że Air jest bardzo lekki ale co z tego skoro nie schowacie go do kieszeni? Owszem, może dla obładowanego sprzętem fotografa drepczącego po mieście w poszukiwaniu tematów każde dodatkowe 10 dkg ma znaczenie, może ktoś woli nosić lekką torbę zamiast ciężkiej albo nawet ciężką zamiast bardzo ciężkiej niemniej jeśli nie chodzicie wszędzie z torbą Air będzie wam zawadzał tak samo jak każdy inny laptop. Nawet jeśli będzie jeszcze cieńszy i jeszcze lżejszy. Twierdzę po prostu że chodzenie wszędzie ze sztywną płytą wielkości kartki A4 nie bardzo leży w naszej naturze…


Reasumując - to naprawdę fajny komputer. Seksowny, szpanerski, bezczelny, niebanalny i - co ważne - mimo wątłej postury także całkiem wydajny. Jednak kompletnie nie pasuje do polskich pszenno-plastikowych realiów. Nie wróżę mu u nas wielkiej popularności chociaż wróżę wielu zadowolonych użytkowników. Jeśli tylko zdecydują się - czy może lepiej byłoby napisać “odważą się” - go kupić. Nie liczę tu oczywiście tych dla których będzie to drugi laptop - takie jest jego przeznaczenie i tą rolę spełni bez trudu - mam na myśli użytkowników którzy zdecydują się kupić MacBooka Air jako podstawowy notebook i przedzierać przez tą naszą betonowo-kablową dżunglę wycinając sobie przejście tytułową żyletką. Nie będzie to łatwe ale niewątpliwie stylowe… I trochę szalone.

Więc? Kupić? Nie kupić? Chcecie znać moje zdanie? Naprawdę? Gdybym miał dziś wybierać dla siebie subnotebooka wybrałbym… iPhone. Oczywiście nie jest to rozwiązanie dla wszystkich - ja akurat znam swoje potrzeby, co więcej testuje takie rozwiązanie na co dzień i nie mam najmniejszych nawet wątpliwości - ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie potencjalne za i przeciw, które umiem sobie wyobrazić twierdzę że iPhone potrafi (lub niedługo będzie potrafił) z grubsza to samo. A nawet jeśli nie to jest pięć razy tańszy! Wiecie o co chodzi - jeśli wybieramy Air’a rezygnując z wielu możliwości jakie daje nam trochę tylko większy i cięższy klasyczny laptop to może wcale nie warto zatrzymywać się w pół drogi? Może zamiast kolejnego małego kroczku lepiej po prostu zadzwonić po taksówkę? Zrozumcie mnie dobrze - Air jest w porządku, naprawdę. Ale ja nie lubię nosić torby.



2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 6
link
Jaj sobie robisz z tym tekstem Bartek?
Teraz to już mi się całkiem odechciało pisać…
link
jak to mowia szewc bez butow chodzi
link
Jaki taczpad? To gładzik jest! hehehe
link
http://gospodarka....8732,5026954.html
MacMatolki.
link
Żenuś, mógłbym prosić abyś inwektywy zostawił na swoje podwórkowe spotkania ze znajomymi? Dziękuję.
link
Nie miałem problemu z wniesieniem na pokład samolotu
Napisali
[...] oszałamiających wodotrysków. Nowa aluminiowa obudowa, trochę szybsza elektronika i duży multidotykowy taczpad znany z airbooka to dość by zadowolić rynek - zwłaszcza przed świętami - i jednocześnie zbyt mało by [...]