Anuluj i poniechaj

08 stycznia

Uwaga! Ten wpis ma ponad 2 lata. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Spór o słownictwo obecne w polskiej lokalizacji OS X, który dość niespodziewanie i jaskrawo wybuchł ostatnimi czasy na chyba wszystkich makowych forach dyskusyjnych, nie mógł rozpocząć się w lepszym momencie… Dziś bowiem oto pojawiły się w sieci plotki o wbudowanej w ostatnią wersję Leoparda polskiej wersji językowej. Ba! Paweł pokazał nam nawet gotowe skrinszoty. Aż trudno uwierzyć! Od dawna przecież czekaliśmy na taką wiadomość! Wreszcie skończą się kłopoty z zablokowanym Software Update czy z wieloma innymi irytującymi drobiazgami, które tak wstydliwie “ukrywaliśmy” przed światem… Bo w końcu trudno było chwalić się owianym złą sławą Polonizatorem, czy prawie równie słynnym choć tajemniczym problemem “polskiego na pierwszym miejscu” oraz innymi tym podobnymi przykrymi niespodziankami jakie serwowali nam co jakiś czas programiści z Cupertino, CA. Lokalizacja wbudowana w system oznaczałaby - przynajmniej teoretycznie - definitywny koniec takich kłopotów. Ale też początek zupełnie nowego flejma.

Wodzik
rys. Piotr Kakiet (Komputer 12/87)


Bo przecież jeżeli Leopard zagada do nas wreszcie po naszemu to będzie mówił polszczyzną znaną nam z Polonizatora. Jak wiecie, makowa nomenklatura różni się nieco od tej powszechnie przyjętej czy może raczej, należałoby napisać, powszechnie narzuconej przez polską wersję Windows. I tak, na przykład - my mamy poniechaj, biurko, teczki i znaczki, które lata temu wymyślił Kuba Tatarkiewicz, oni - odpowiednio - anuluj, pulpit, foldery i ikony. Do tego, jak głosi krążąca po sieci legenda, makowa polonizacja jest bezdyskusyjnie lepsza bo starsza i bardziej “odpowiednia” (co by to nie znaczyło!) od tej windowsowej, która okaleczyła nasz piękny polski język z wyjątkową brutalnością. Oszczędzę wam szczegółowego streszczenia argumentacji dlaczego akurat “poniechaj” i w czym jest lepsze od “anuluj” - głównie dlatego, że nie chcę was na śmierć zanudzić rozwodzeniem się nad polem znaczeniowym tych dwóch arcyciekawych wyrazów, ale także dlatego, że zwyczajnie nie wierzę w to że jeden jest lepszy od drugiego. Jeden z nich jest za to powszechnie rozpoznawany i masowo używany, drugi zaś nie. Może jestem dziwny, ale wierzę, że znacznie prościej i dużo rozsądniej jest używać takiego zestawu pojęć, które komunikację nam ułatwiają a nie utrudniają. Choćby nawet były gorsze, brzydsze lub wręcz koszmarnie nieudane. Bo przecież głównym zadaniem języka jest umożliwić nam porozumienie a nie tylko “pięknie się rozwijać”. Innymi słowy to język jest dla ludzi, a nie ludzie dla języka.

Cursor-1

I tak, pomimo wysiłków różnych specjalistów, cała Polska mówi na mysz po prostu mysz, a nie, jak chcieli wrażliwi na precyzję, piękno i czystość języka światli uczeni - manipulator stołokulotoczny. A taki np. obco brzmiący interface został zwykłym interfejsem - pomimo literacko, pięknie i polsko brzmiącego międzymordzia. Ja wiem, tradycja to piękna rzecz, przyzwyczajenie to druga natura człowieka, nie mówiąc już o przywiązaniu do własnych racji itd. itp. - i wcale nie nawołuje do rewolucji! Chciałbym tylko abyśmy przestali “zawracać Wisłę kijem”. Stało się. Polacy mówią o komputerach w taki a nie inny sposób i nie zmieni tego ani prawa i sprawiedliwa Specjalna Komisja Językoznawców, ani żadna zorganizowana akcja w stylu “Niezależnie Co Zrobicie Nie Zaniecham Zakupów”, ani nawet perfekcyjna lokalizacja wbudowana w OS X. Zresztą, nawet jeżeli dziś uda się coś przeforsować to i tak efekt zobaczycie najwcześniej za kilka lat. Przyjęło się? Nie przyjęło się? Co więcej nie ma przecież żadnej gwarancji, że za kolejne kilka lat owo “zwycięskie słowo” nadal będzie w użyciu. Język to proces. Zmienia się cały czas. I dlatego należy się dostosować. Utrzymywanie za wszelką cenę kursu wytyczonego lata temu, w pionierskich warunkach i w zupełnie innych realiach ma tyle sensu ile podróżowanie po kraju według wskazówek starej mapy. Niby różnice są niewielkie, gór i rzek nikt nie poprzesuwał, a przecież jakoś trudno się w tym odnaleźć.

Literkimanymany-1

Oczywiście stosunkowo łatwo jest zapamiętać że biurko to pulpit a znaczek to ikona. Tylko, w imie czego tak się męczyć? Tradycyjnego znaczenia mało znanego szerszym kręgom słowa? Spójności metafory? Raz powziętej decyzji? Czy może niesłabnącej potrzeby oryginalności? I jakim kosztem? System niby gada po polsku a rozumiem z tego mniej niż jak tokował po angielsku… Komputer służy nam do pracy i rozrywki. Jest przekaźnikiem. Słowa są tu tylko uzupełnieniem ikon (nie umiem napisać znaczków!). Walka o poprawność i czystość języka to szlachetne zajęcie - nie ma sensu trywializować jej w ten sposób. Jeżeli zależy wam na języku piszcie prozą, piszcie poezje, dbajcie o staranność wypowiedzi na webforach czy w usenecie, zamieńcie wasze e-maile w prawdziwe e-pistolografy i czytajcie z uwagą co i jak piszą inni. To w efekcie da dużo więcej. Ale nie zastępujcie brzydkiego kursora pięknym wodzikiem! Proszę więc drodzy lokalizatorzy, użytkownicy i wy wszyscy niespożyci kawiarniani lingwiści - anulujcie i poniechajcie tej słownej ekwilibrystyki! Jeżeli mamy mieć wreszcie polski w systemie niech będzie on możliwie jak najbardziej przezroczysty dla użytkowników! Czego sobie i wam życzę.

PS. Ja tam w polską lokalizację w Leopardzie nie uwierzę póki jej na własne oczy nie zobaczę.

1,483

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*