Życie techniczne dzikich

22 stycznia

Uwaga! Ten wpis ma ponad 7 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Skończyłem właśnie czytać Być jak Steve Jobs Leandera Kahneya - i po raz drugi, tym razem w pełni świadomie, szczerze wam ją polecam. Książka jest kompetentna, wyważona, rozsądnie napisana i ma tylko jedną wadę - to jest pseudoporadnikowe zacięcie, które objawia się w głupiutko-naiwnych podsumowaniach po zakończeniu każdego rozdziału. Nauki Steve’a w stylu: Weź się do roboty. Podwiń rękawy i od razu zajmij się pracą to zbiór na siłę dopisanych, nierzadko wzajemnie sprzecznych rad i banałów, które przypominają raczej karykaturę niż cokolwiek innego. Cóż, myślałem, że tytuł książki to metafora podczas gdy zdaniem wydawcy (lub/i autora) należy go potraktować dosłownie. Trochę to nawet dla czytelnika obraźliwe ale mniejsza już o to bo być może właśnie dzięki nim zacząłem się zastanawiać co jest nie tak ze współczesnym światem, że trzeba ludziom wyjaśniać rzeczy oczywiste, i że - co dużo ciekawsze - brzmią one jakby były nowe, zaskakujące i odkrywcze? Kahney opisuje Jobsa i Apple dosyć beznamiętnie tłumacząc decyzje, posunięcia i reguły rządzące firmą prawie jak botanik. Nie znajdziecie tam żadnych rewelacji ani sensacji, niewiele sympatii i antypatii - to po prostu solidna, dobrze udokumentowana, merytoryczna robota opisująca historię firmy i Jobsa w kilku kluczowych momentach. Opatrzona jest przy tym jedynym możliwym komentarzem - a jest nim szacunek. Szacunek dla faktów, dla logiki oraz dla człowieka i firmy, która osiągnęła niezaprzeczalny sukces. Firmy, która sprzedaje produkty nie prototypy, której zależy na tym aby sprzedawać i produkować rzeczy porządne a nie byle co, która dba o szczegóły i detale a nie tylko o ogólne wyniki i która, dzięki temu, cieszy się sympatią i przywiązaniem konsumentów. Naszym pierwszorzędnym celem jest budowanie najlepszych komputerów na świecie a nie bycie największą i najbogatszą firmą na świecie - cytuje Jobsa Kahney.

Macbopen78Sok1

Nie są to przecież rzeczy nowe - przynajmniej dla stałych czytelników tego bloga - ale dla większości zwykłych zjadaczy chleba takie podejście okazuje się zupełnie niezrozumiałe. Szukają w nim podtekstów, dopatrują się w nim hipokryzji i cynizmu, tłumaczą je jakąś pseudonaukową mistyką (hipnotyczny marketing, neurochemia, moda, snobizm, słynne pole zakrzywienia rzeczywistości) mimo, że przecież wszystko co potrzebne do ich zrozumienia leży przed nimi jak na tacy. Zarówno rynek, historia Apple jak i życie Jobsa pokazują, że nie są to tylko puste obietnice i słowa bez pokrycia. Ludzie kupują maki i są z nich zadowoleni, prawda? Apple faktycznie produkuje świetne urządzenia i komputery, prawda? Konkurencja kopiuje applowskie rozwiązania, tak? A Jobs ewidentnie jest człowiekiem któremu zależy - czyż nie? To przecież widać gołym okiem. Do licha, nie można być przecież modnym przez trzy dekady! Nie da się też oszukiwać przez tyle czasu i na taką skalę! Nie można być także skutecznym nie podejmując ryzyka czy unikając wyborów. Nie ma tu żadnej tajemnicy - jest ciężka praca wielu utalentowanych jednostek. Po prostu. Zastanówcie się ile wysiłku wymaga stworzenie urządzenia tak skomplikowanego i jednocześnie tak prostego w obsłudze jak iPod czy iPhone. Jak wiele pracy musiało kosztować stworzenie systemu takiego jak OS X. Mówimy tu o rzeczach, które trzeba wymyślić, skonstruować i wyprodukować - one przecież nie rosną na drzewach! Nie ma w nich rzeczy przypadkowych, zbędnych, nieprzemyślanych. A nawet jeśli są to jest ich mniej niż u konkurencji. Na tym w końcu polega ich przewaga nad resztą, nieprawdaż? Wielokrotnie pisałem, że Apple robi więcej niż inni, nie zatrzymuje się w połowie drogi produkując komputer bez oprogramowania, że troszczy się nie tylko o to by go sprzedać ale też aby dało się go używać. Dlaczego tak trudno to zrozumieć? Dlaczego trzeba o tym pisać blogi i książki? Oto jest pytanie.

Imac27Tearddddown

Jobs niczego nie stworzył ale wszystko ukształtował - powiedział kiedyś John Sculley. Bez wątpienia, nieco złośliwie. To jednak prawda - Jobs nie jest inżynierem, projektantem, nie zdobył nigdy formalnego wykształcenia. A jednak to on założył tą firmę, nadał jej kierunek, wybrał właściwych ludzi, stworzył im miejsce do pracy i zaraził ich pasją - to chyba wystarczająco dużo? Tymczasem przedstawia się go jako potwora, despotę i kłamcę manipulującego pracownikami i opinią publiczną. Zalety takie jak unikanie kompromisów, wysokie wymagania, dbałość o najdrobniejsze szczegóły, inteligencja pozwalająca widzieć więcej oraz odwaga powalająca podejmować radykalne decyzje przedstawiane są jako wady. We wszystko się wtrąca - mówią ci co zarzucają mu że przypisuje sobie osiągnięcia innych. Zwalnia ludzi w windzie - mówią ci, którzy są tak zapracowani, że nie potrafią odpowiedzieć na pytanie czym się zajmują. Zakazuje rozmów z prasą i dziennikarzami, wszystko trzyma w sekrecie - mówią ci, którzy domagają się poszanowania prywatności i jednocześnie powtarzają plotki. Wykorzystuje ludzi - mówią ci, którzy uważają, że zarobki powinny być wysokie, obiady w stołówce dotowane, kawa za darmo a wysiłek jest - oczywiście - dobry ale tylko dla innych. Wszystko kontroluje - mówią ci, którzy domagają się aby komputer był bardziej konfigurowalny i “nigdy nie był mądrzejszy od użytkownika”. To jednak raczej problem użytkownika a nie komputera - nie sądzicie? I tak dalej. I tym podobne. Apple jest pazerne, robi ludziom wodę z mózgu, Jobs jest zwykłym szarlatanem a maki są przereklamowane i zbyt drogie. Taka jest wiedza powszechna. Oto jest świat i technika widziana oczami ludów dzikich. Współczesnych ludzi pierwotnych. Często wykształconych ale pozbawionych zdolności odróżniania od siebie przyczyn i skutków. Ciekawskich ale nie ciekawych. Moralnych - rzecz jasna - lecz nie potrafiących zdefiniować ani dobra ani zła. Konsekwentnych tylko w niekonsekwencji. Słowem, ludzi, którzy zawsze chętnie uciekają w intelektualną mistykę gdyż nie uznaje ona sprzeczności - co pozwala uniknąć dyskomfortu. A równa się B. Lub C. Lub Z. W końcu co za różnica? Przecież chodzi tylko o to, żeby mieć ciastko i je zjeść… Cóż, zatem życzę smacznego!

4,223

komentarzy: 19

  1. 1 22 styczeń 2010 o 14:47
    link
       

    Brzmi to jak książka dla fanów tzw. “American Dream” przeznaczona dla przeciętnego amerykanina … takie odniosłem wrażenie po pierwszym akapicie i skutecznie mnie zniechęciłeś do podnoszenia tej pozycji przed oczy …

  2. 2 22 styczeń 2010 o 15:04
    link
       

    ale tak nie jest - kahney oddaje jobsowi sprawiedliwosc ale wcale nie jest dla niego lagodny. nie narzuca interpretacji po prostu uwzglednia ich namacalne konsekwencje. nie szuka plotek i dziwactw tylko skupia sie na rozwoju przelomowych produktow. to nie jest laurka ani poradnik choc ten poradnikowy styl moze zniechecic - ale na szczescie na dobre znika po kilkunastu stronach. zostaja tylko te “madrosci” w formie podsumowania-skrotu rozdzialu ale spokojnie mozna ich nie czytac ;)

  3. 3
    Marek
    22 styczeń 2010 o 15:08
    link
       

    A ja jeszcze czytam te książkę. Mi - jako inżynierowi - szczególnie podobają się opisy dotyczące rozwoju produktu. Wielu projektantów mogłoby sobie kilka cytatów wziąć do serca, a wtedy ich konstrukcje byłyby ciekawsze i lepsze.
    Niestety, produkcja sprzętu Apple wyniesiona z USA, już nie jest tak idealna, jak proces konstruowania… Stąd różne słuszne narzekania użytkowników.
    Pozdrawiam.

  4. 4 22 styczeń 2010 o 15:42
    link
       

    Bartosz, stałeś się ideologiem. Opisywana książka staje się tylko pretekstem do sformułowania wytycznych ideologii, której pokarmem jest resentyment.

    Spójrz na Apple, które opisujesz i gloryfikujesz - ono nie istnieje. Idealne Apple i nieskazitelny Jobs są wytworem Twojego umysłu, efektem asymilacji złudzeń. Opisujesz koncepcję, która jest mieszaniną rzeczywistych etapów w historii firmy oraz zwykłego marzycielstwa i braku odniesienia do rzeczywistości. Mam wrażenie, że nie tylko zatrzymałeś się w czasie w swoim postrzeganiu Apple i technologii, ale stojący w miejscu zegar czynisz nośnikiem jedynej żywej legendy oraz źródłem technologicznego oświecenia.

    I do jakiego wniosku dochodzisz? Każdy, kto nie chce być jak Steve Jobs, kto rozwoju technologicznego nie podporządkowuje jednej koncepcji i jednemu stylowi, w tym wypadku Apple, jest wg Ciebie dzikusem. Brawo! Oto dziś ideologiczny fanboyism zatriumfował.

    Wiesz co ideologia robi z umysłem? Wprowadza go w stan hibernacji, wciska w ciemny kąt Matrixa. Dla zniewolonego w ten sposób umysłu twórcze i samodzielne myślenie (czyli odłączenie) to wróg nr 1. W Matrixie nie ma miejsca na rozwój intelektualny, nie ma miejsca na moralność - to cechy dzikusów, ludzi pierwotnych, którzy nie przyjęli jeszcze jedynej słusznej i nowoczesnej wizji rozwoju człowieka: symbiozy z Matrixem.

  5. 5 22 styczeń 2010 o 15:50
    link
       

    “kto rozwoju technologicznego nie podporządkowuje jednej koncepcji i jednemu stylowi” - nie wiem skad te wnioski. chyba ze “jeden styl i koncepcja” to dbalosc o szczegoly, przemyslenie zastosowania produktu czy wysokie wymagania co do efektow jego dzialania. jesli to sa wady to trudno wole byc “totalitarysta” niz oredownikiem tezy ze byle jak zrobiony gniot jest czyms dobrym. kazdy moze produkowac komputery jak chce ale technika i zastosowania narzedzi niosa ze soba pewne wymagania - taki np. mlotek ze szkla to kiepski produkt jesli ma przybijac gwozdzie… a dzikus to ktos kto nigdy tego nie pojmie. dzikus odmawia myslenia bo marzenia sa latwiejsze. i tyle.

  6. 6
    Robaczywy
    22 styczeń 2010 o 17:03
    link
       

    Tytuł książki mógł skutecznie odstraszyć, ale dobrze że pana nie odstraszył i może się pan podzielić uwagami po lekturze. Bo jak czytam nie jest to ani poradnik ani biografia pisana na kolanach. A spotkać się z nieprzeciętnym człowiekiem choćby tylko na kartkach książki zawsze warto. Też zamierzam się spotkać.
    PS Ciekawe jakimi to meandrami krążą myśli niektórych komentatorów skoro we wszystkim widzą pretekst do formułowania wytycznych ideologii dokarmianej resentymentem, czy może resentymenty w temacie dokarmiania ideologii wytycznymi, czy też… Pozdrawiam.

  7. 8
    Jacek
    22 styczeń 2010 o 19:44
    link
       

    Nie wiem w jak beznadziejnym stanie umysłu trzeba być by dostrzegać w powyższym wpisie treści w rodzaju “Każdy, kto nie chce być jak Steve Jobs, kto rozwoju technologicznego nie podporządkowuje jednej koncepcji i jednemu stylowi, w tym wypadku Apple, jest wg Ciebie dzikusem. Brawo! Oto dziś ideologiczny fanboyism zatriumfował.”

    Polecam więcej uwagi przy czytaniu, mniej adrenaliny i dużo, bardzo dużo melisy.

  8. 9 22 styczeń 2010 o 22:09
    link
       

    @BS: podejmę się na Twoją odpowiedzialność. ;-)

  9. 10
    SP
    22 styczeń 2010 o 22:12
    link
       

    Tytuł brzmi efektownie, ale w tekście nie znajduje żadnych analogi lub nawiązań do pracy prof. Malinowskiego.

  10. 11 22 styczeń 2010 o 23:55
    link
       

    Dajcie pokój makojadowi. On ma swój świat. Siedzi w oblezonej twierdzy i walczy z cudzymi tezami, które sam włożył w usta innych. Mesjasz w trakcie kolejnej misji od Boga.

  11. 12
    Piotr
    23 styczeń 2010 o 8:19
    link
       

    Dla mnie jest jeden nowy dodatkowy element w ukladance. Istotny. Czy Apple kradnie patenty Nokii i ew inne czy nie? Cala konstrukcja moze legnac w gruzach.
    A produkty z jabluszkiem oczywiscie mam i sobie chwale.

  12. 13 23 styczeń 2010 o 10:54
    link
       

    Mi tam utknęła w głowie jedna historia (chyba opisana w ksiązce icon), chodzi o wyprawę na dziki wschód daleki bardzo. Stefan spotkał tam jednego z lam (tworze nowy jezyk ale tylko cos mi dzwoni), zastanawiajace jest co sie od niego dowiedzial. Bo od tamtej chwili mysle, ze wpadl na genialny pomysl, stworzenia sekty z firmy sprzedajacej faktycznie dobre komputery.

  13. 14 23 styczeń 2010 o 11:02
    link
       

    skoro komputery sa dobre to ludzie je chwala - zwlaszcza jesli mieli wczesniej kontakt z pecetami, a kto nie mial? co w tym dziwnego? gdzie tu jest niby miejsce na sekte?

  14. 15 23 styczeń 2010 o 11:42
    link
       

    Ja osobiście uważam, że ta książka może służyć za podręcznik - zarządzania projektami. bo tak naprawdę podkreśla ona cały czas wagę dbania o jakość i pamiętania o końcowym odbiorcy/użytkowniku. Bardzo ciekawa i motywująca pozycja, podpisuję się pod rekomendacją.

  15. 16
    oli
    23 styczeń 2010 o 11:51
    link
       

    @BS. Myślę, że ujmując brzydko, jako sekte, mozna to traktować z przymrużeniem oka, Bo jaka firma może mieć i sie pochawlić zagorzałymi uzytkownikami, osobami zadowolonymi z produktów apple, pomijając funboji ;). Są strony na temat softu M$ czy np urządzeń PDA/Smartphonów ale wszystko sie jakos tak rozmywa.. Targi CES 2010 byly mineły, wiemy ze jest 3D, wieksze wsparcie dla LED TV, i wysyp czytników i tabletopodobnych urządzeń. Ale tak mało kto pamieta jakie firmy byly, może przez moment.. coś tam świta. A o mimo braku Apple caly czas sie o nich mówiło i mówi ;). Choć chore juz możę być to jak niektórzy traktują SJ’a jak guru .. to już to jak wyznanie w Boga (elektroniki) :D

  16. 17 23 styczeń 2010 o 11:56
    link
       

    nic dziwnego - byle jakie strony dla byle jakich produktow - to idzie w parze. wszystkie urzadzenia majace charakter - inni mowia dusze - znajduja predzej czy pozniej obok uzytkownikow takze wielbicieli/pasonatow ktorzy doeceniaja nie kawal plastiku, stali czy elektroniki ale pomysly jakie w nich zmaterializowano. natomiast czyms co jest letnie, nijakie i rozmyte raczej trudno nie sie interesowac prawda?

  17. 19
    Tomek
    26 styczeń 2010 o 16:03
    link
       

    Niepodważalny fakt: żeby w życiu coś osiągnać (cokolwiek) trzeba się za to zabrać. Samym myśleniem nic nie zdziałamy.

    zajawka: http://www.whatsplus.com

  18. 20
    k-kolacz
    31 styczeń 2010 o 16:28
    link
       

    Dla mnie jest to solidna publikacja, która mimo denerwującego wprowadzenia stylu “american dream” jest cenny źródłem informacji o Apple. Jako nieliczna, przedstawia dość obszernie kwestię dizajnu firmy i jego znaczenia. Kiedy ją skończyłem, zdałem sobie sprawę, że naprawdę nie ma zbyt wielu firm, o których można by pisać w takich słowach. Jeśli ktoś chciałby opisać Microsoft, byłyby to zapewne suche, techniczne gloryfikacje pozbawione smaku - bo jak opisać z uczuciem Win. XP? Viste już próbowano, ale tylko jej to zaszkodziło sprowadzając do rangi “bazarowego cukierka”.
    Polecam w 100%. Warto pochylić się nad tym kawałkiem historii.

  19. 21
    Wieslaw
    26 czerwiec 2010 o 6:38
    link
       

    Po prostu dobry artykuł o Apple ale , celnie opisujący źródła naszej zbiorowej inteligencji chorej na schizofrenię.

Inni napisali

  1. [...] Dzisiaj na blog.fotogenia.info pojawił się wpis, mały komentarz, na temat tej książki. Serdecznie [...]

  2. [...] aż 30% rabatem! Ponoć rzecz fajna, ostatnio Bartek Skowronek książkę opisał na swoim blogu i tamże odsyłam po kilka słów komentarza do niej. Hmmm… W sumie Bartek rozkręcił całe ideolo ale taki ma [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez