Uwaga! Ten wpis ma ponad 8 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Tak czy siak, brzmi to wszystko bardzo złowrogo i właściwie nie pozostawia złudzeń, że w Cupertino rządzi paranoja, obsesja, podsłuchy, inwigilacja oraz paraliżujący wszystkich strach. Ale, ale - byliście ostatnio w jakimś banku? Widzieliście kamery na ścianach, cyfrowe zamki w drzwiach, wachlowanie magnetycznymi kartami przez pracowników, szafki zamykane na klucz…? Albo może w jakiejś fabryce? Widzieliście szlaban przy wjeździe na parking, przepustki, książkę wejść i wyjść, ochronę, kamery i pozamykane na głucho drzwi? A może byliście w jakimś urzędzie - zwróciliście uwagę na portiera, recepcję, pytania z kim się spotykamy lub dokąd idziemy, bramki, poczekalnie i tak dalej? Albo może na lotnisku, w supermarkecie, na jakimś niedawno wybudowanym osiedlu lub chociaż w dużym kinie? Wszędzie spotka was z grubsza to samo jeśli spróbujecie otworzyć niewłaściwe drzwi. Takie czasy. Nie mówię, że to dobrze, mówię tylko że tak wygląda rzeczywistość. Do licha - nic w tym dziwnego - bez zaproszenia trudno wejść nawet na zaplecze głupiego warzywniaka, prawda?

Zastanówmy się więc przez chwilę czy NYT napisałby swój tekst gdyby nie chodziło w nim o Apple tylko o siedzibę Sony, Unilever albo browar w Tychach? Wszystkie firmy mają swoje tajemnice i muszą je jakoś chronić. Część z nich dotyczy produkcji, część szeroko rozumianego bezpieczeństwa, część dostępu poufnych informacji i tak dalej. Zależność jest tu raczej prosta - im bardziej ktoś che je poznać tym bardziej są pilnowane. Informacja to przecież broń. Wszędzie tam gdzie ścierają się jakieś interesy - i to obojętnie jakiego rodzaju: militarne, gospodarcze czy polityczne - wszędzie tam znajomość planów, słabych punktów czy innych krytycznych informacji może zostać spożytkowana przeciwko więc się ich strzeże. Skąd więc ta niezdrowa ekscytacja? I kolejne pytanie - dlaczego znów padło na Apple? Bo owa kontrola jest nadmierna? Być może - tylko skąd bierze się przekonanie, że dziennikarze lub czytelnicy wiedzą lepiej jak powinna wyglądać organizacja i ochrona applowskich interesów niż samo Apple? A może chodzi tylko o to, że Apple jest modne? Że tajemnice jabłuszka przyciągają czytelników a sekrety Asusa, Toshiby czy Della już nie?

Żyjemy w świecie, który został już prawie całkowicie strywializowany. Mediami rządzi dziś logika spektaklu a to przecież głównie za ich pośrednictwem oglądamy i poznajemy świat. Dominuje przekaz powierzchowny, skrótowy, przyjemny w odbiorze i zdumiewająco pusty - taka jest bowiem ich natura. A my? Zabawiamy się na śmierć jak to lapidarnie ujął Neil Postman. To przykre, ale to moda, trendy oraz popularność stały się dziś filarami wokół których ogniskują się definicje, opinie i prawdy. Jesteśmy ciekawi i znudzeni jednocześnie. I chyba niczego już nie traktujemy poważnie. Rozejrzyjcie się wokoło - dzisiejsza polityka to przecież zwykły sport! W sezonie rozgrywki ligowe a raz na cztery lata mistrzostwa albo puchar - liczy się tylko kto wygra a kto przegra i właściwie nic więcej - wszyscy i tak od dawna robią i mówią z grubsza to samo. Nawet nasza własna niedaleka historia wydaje się już tylko nieszkodliwą grą w przaśne życie, śmieszne fryzury, obciachowe ubrania i stanie w kolejkach. Choroba czy śmierć kogoś znanego to natomiast okazja na udane polowanie z nagonką, zakończone zwykle obłudnym, wymuszonym konwencją współczuciem i spiżowym pomnikiem z desaturowanych fotografii. Każda większa katastrofa to z kolei okazja do sensacyjnych relacji wprost z miejsca wydarzeń, nawet jeśli nie są prawdziwe. Patrzymy sobie na przerażone ofiary, zapłakane rodziny - i tak! - oto jest prawdziwe widowisko! Czasem sobie myślę, że gdyby wież WTC nie zburzyła Al-Kaida to w końcu zwaliłaby je jakaś telewizja…

Krew, łzy, walka z czasem a wszystko to stereo, w kolorze, z pięciu kamer i z lotu ptaka. A my siedzimy sobie na wygodnej kanapie i jemy kolację lecz wydaje nam się, że współodczuwamy, wszystko wiemy i wszystko rozumiemy. Internet nie jest wcale dużo lepszy - w sieci pełno ludzi posiadających uniwersytecką wiedzę o pokemonach i elementarne braki w wykształceniu, w Wikipedii najlepiej rozbudowane definicje dotyczą filmów i seriali podczas gdy sprawy podstawowe leżą odłogiem. I tak dalej - można by długo. Sądzę, że dokładnie z tych samych powodów szpiegostwo przemysłowe kojarzy się nam się raczej z widowiskową paranoją i z kapelusznikiem w ciemnych okularach (albo może z Jamesem Bondem - nie wiem) niż z realnym zagrożeniem i racjonalnym przeciwdziałaniem. Cała nasza dumna cywilizacja pogrążyła się w bezmyślnej niefrasobliwości nie zwracając zupełnie uwagi na rzeczywistość. Dlatego właśnie współczesny marketing, polityka czy tzw. nowe technologie to głównie historia obietnic bez pokrycia. Dlatego da się robić sensację z niczego, dziwić się oczywistościom, gadać czy sprzedawać byle co. Byle tylko w nowych łachach i z odpowiednią pompą. Od lat słyszymy, że jogurt zamiast śniadania zmieni nasze życie na lepsze, że liczne urzędy rozwiążą wszystkie nasze problemy i co roku kupujemy sobie nowe-lepsze-to-samo. Właściwie wiemy, że to bzdury ale wcale nam to nie przeszkadza. Więcej, potrzebujemy tego aby śnić dalej. Wake up Neo! Wake up!





2005-2009 by 


komentarzy: 21
link
Dalej trzymam przy swoim - media muszą się sprzedawać, więc tworzą sensację gdzie jej nie ma.
link
Jakbyś cytował Kaczmarskiego. Polecam “Błogosławię zło”.
link
NIhil novi. U mnie w korpo jest dokładnie to samo. Wahlowanie kartą norma. Kontrola bezpieczeństwa też norma. Dezinformacja szeregowego pracownika? Zastanówmy się…. też norma. Więc o co tyle rabanu?
link
Zgadzam się w 100%.
Dobry tekst.
link
No i znów Bartek włożyłeś kij w mrowisko
Zaraz Cię mędrcy tego świata zlinczują słownie… :> Zarzucają Ci klapki na oczach, zauroczenie Apple, a IMHO im samym brak dystansu do rzeczywistości, który niezbędny jest by ujrzeć to co Ty nazywasz po imieniu. Dzięki Bartek, dzięki Twoim artykułom nie tracę wiary w normalność.
link
Już nie mogę wytrzymać
Ile można pisać o tym co piszą media i przez to jeszcze bardziej rozdmuchować tę paranoję. A o to o iTunes Store w Polsce, chorobie Jobsa, teraz to. Przecież to poniekąd certyfikowanie tych pokrętnych tekstów. Dobrze by było, żeby w tej grze media nie wciągały jeszcze polskiej blogsfery. Chyba jest sporo miejsca i świeżego powietrza, by pisać o czymś innym.
Nie daje rady już czytać tego typu tekstów czy tu czy na innych blogach. Jakby ktoś nie wiedział: czytając takie wpisy inicjatorzy tych rewelacji tylko zacierają ręce z radości. Może warto im wreszcie przestawać dawać powody do satysfakcji i nie połykać haczyka wędki pt.: “szum komunikacyjny”.
link
@tony
Ale przecież ten wpis jest “kontra” a nie “pro” podawaniu tego typu informacji. Nie uważasz, że B. po prostu po raz kolejny przypomniał nam jak wygląda rzeczywistosc. I że zasadniczo rózni sie od tego co widzimy/czytamy/słuchamy? Że nie wazne czy Apple czy Starbucks - firmy mają prawo do sekretów bo sa one ich bronią na wojnie zwanej “gospodarką wolnorynkową”. Przecież nikt nie ma pretensji do CocaColi za to, że strzeże swojej receptury? A winą Apple jest tylko to, że ma charyzmatycznego (naprawdę a nie waannabe) przywódcę.
Na jakiej więc podstawie sugerujesz, że ten wpis nakręca zjawisko przeciw ktoremu jest skierowany?
link
Apple prowadzi specyficzną politykę komunikacji i zbiera tego plony. W przypadku innych firm z tej branży jest po prostu inaczej. Nokia od paru miesięcy obnosi się z mniej lub bardziej gotowymi prototypami N97. Na ok. miesiąc przed premierą HTC Hero było wiadomo, że HTC pokaże w Londynie “coś z Androidem”. W przypadku Apple zawsze pada sakramentalne “nie komentujemy informacji na temat nowych produktów” - nawet w zupełnie nieoficjalnych rozmowach. Są jeszcze bardziej komiczne przypadki, o których niespecjalnie mogę pisać publicznie (nie chcę nikogo nie narażać na kłopoty). Nie powiesz mi, że chodzi o ochronę przed konkurencją, która potrzebowała dwóch lat żeby poprawnie skopiować niektóre rozwiązania znane z pierwszego iPhone (chociażby takie jak przeglądarka oparta na WebKit i obsługująca multitouch). Gdyby dowiedzieli się miesiąc wcześniej, że Apple coś takiego planuje, w niczym by im to nie pomogło. Schiller i jego koledzy nie są 8-latkami i doskonale wiedzą, w jakim otoczeniu działają, jakie skutki przynoszą ich działania, etc. Prowadzą grę z mediami i konsumentami. Nie uważam, że to coś złego - taki mają po prostu pomysł na biznes i robienie szumu wokół swojej działalności. Nie powiem, całkiem skuteczny. Wszystko co ukryte, jest ciekawe.
link
@MM “Nie powiesz mi, że chodzi o ochronę przed konkurencją, która potrzebowała dwóch lat żeby poprawnie skopiować niektóre rozwiązania znane z pierwszego iPhone ” - a moze to tyle trwalo wlasnie dlatego ze konkurencja zaczela kopiowac dwa lata za pozno?
mysle tez ze rownie wazne jak sam pomysl i technikalia jest takze wzornictwo czy nawet flagowe funkcje. wyciek takich informacji pozwala nie tylko zmniejszyc dystans przy produkowaniu “kopii” ale tez opracowac odpowiednia tatyke i kalendarz premier…
link
Oj, Bartek. Czytając ostatnią serię Twoich wpisów mam nieodparte wrażenie, że piszesz pod publiczkę. Swoją oczywiście.
Czytając Twój wpis pojawił mi się przed oczyma tekst utworu “Vicarious” grupy Tool. Bardzo podobny w wydźwięku. I nawet podobne argumenty padają. http://toolshed.do...10kdayslyrics.php
Trochę też nie mam na co odpowiadać, bo mój wpis nie był zapisem moich przemyśleń tylko gruntownym streszczeniem artykułu w New York Times (czytałeś go w ogóle?). Chciałem zwrócić na niego uwagę czytelników, ponieważ był to ciekawy tekst, który patrzył na problem z nieco innej strony.
A tak na marginesie mam swoją teorię, czemu taki tekst pojawił się w NYT… Wiadomo, że NYT i WSJ ścigają się o informacje, a to ten drugi podał informację o przeszczepie wątroby u Jobsa. Zwróćcie też uwagę na to, że w tekście WSJ nie pada w ogóle zdanie typu “nasz informator”, “jak się dowiedzieliśmy” itd. WSJ pisze z pozycji informowania o fakcie: było to tu, tam, zdarzyło się tu i tam, co jest w tego typu tekstach niezwykłą rzadkością. Moim zdaniem sugeruje to, że Apple po prostu sprzedało tą informację dziennikarzowi WSJ. Timing był dobry - kolosalny triumf sprzedaży iPhone’a 3GS. Ewentualne negatywne skutki dla wyceny Apple minimalizowane mogłyby być więc minimalizowane. NYT też oczywiście czytało tekst WSJ i było wściekłe, że to nie ono dostało cynk od Apple. No to popełnili tekst o “obsesyjnej skrytości Apple” po to, aby nie dopuścić do spekulowania, że WSJ i Apple mogliby być w lepszej komitywie od NYT.
PS. Spójrzcie teraz co się dzieje wokół śmierci Michaela Jacksona.
link
Kolejny tekst z serii: świat jest zły, ludzie są płytcy i w ogóle nikt nie traktuje świata na poważnie, a przecież wszyscy wiemy że trzeba. Naprawdę, życie nie musi być ciągiem głębokich myśli i drogą do świecenia (najlepiej przez ciernie), może być po prostu dobrą zabawą, to że Ty lubisz inaczej, nie znaczy że wszyscy muszą zamienić się w filozofów.
link
“browar w Tychach”
milo mi sie zrobilo ze wspominasz dume mojego miasta jednak browar to nic w porownaniu z moja uczelnia. Na teren uczelni nie wejde bez legitymacji bedacej jednoczesnie identyfikatorem RFID otwierajacym bramki przy wejsciu a kazda sala monitorowana jest minimum 2 kamerami. 
link
@przemekspider
Nic. Zbol kopnął w kalendarz.
link
@ja w zyciu jest miejsce i na zabawe i na filozofie. nawet jesli ta ostatnia sprowadza sie do refleksji “dziwny jest ten swiat” czy “po co ja sie z czyms tak mecze” przy piwie czy kielichu. owszem, nie kazdy musi byc filozofem - jednka kazdy musi myslec. rozum to narzedzie przetrwania, odmawiajac sobie refleksji godzisz sie na zycie w klatce, wedlug regul ktore narzucaja inni. muszisz brac rzeczy na wiare i nie masz zadnych mozliwosci aby je zweryfikowac. slowem, jestes bezradny i zdany na cudza łaske. a wszystko to tylko dlatego zeby zabawa trwala bez konca? to nie jest mozliwe.
@przemekspider trop z wrzutka jest calkiem interesujacy.
a co do pisania pod publiczke - przypomnial mi sie jeszcze fragment z ortegi y gasseta - on to pisal prawie sto lat temu! - ktory doskonale ujmuje caly problem: “obecnie pisarz kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie - po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeżeli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika”.
link
Ja się z Bartkiem zgadzam w 100% i powiem że czytam jego artykuły z wielką przyjemnością. Twój blog trzyma poziom naprawde a w tej chwili o to trudno. Bo większośc blogerów chyba posmakowała kasy z reklam (broń boże nie zazdroszcze) Poprostu nie lubie czytać artykułów sponsorowanych
A co do tematu to da się zauważyć ostatnio istne polowanie na czarownice. Ciągle widze jakies artykuły które próbują mi udowodnić że Apple to kicha. No cóż ja mam swoje zdanie swoje
i tego się będe trzymać 
Pozdrawiam
link
“Na jakiej więc podstawie sugerujesz, że ten wpis nakręca zjawisko przeciw ktoremu jest skierowany?”
Na takiej, ze robi wiecej szumu medialnego niz sam tekst, ktory rzekomo krytykuje.
Gdy przeczytalem tekst BS’a “porozmawiajmy o watrobie”, odnioslem wrazenie ze temat choroby Jobsa ma w mediach range niemal taka, jak obecnie smierc M.Jacksona. Wczytalem sie w artykuly ktore BS przytaczal i okazalo sie, ze jest to niewazna notka umieszcona na 20-ktorejs stronie papierowego wydania codziennej gazety.
Tutaj zas wywolala swiete oburzenie, bluzgi na temat naruszania prywatnosci i tak dalej…
Teraz zas pleplanie o “tajnosci Apple” uroslo do rangi newsa co najmniej tak waznego, jakby ktos zdradzil tajemnice konstrukcji najnowszego F-costam.
Ludzie, poza Apple tez jest swiat. Sledzenie pieciorzednych informacji na temat ukochanej firmy (ktorych zreszta nikt poza fanami Apple nie czyta - vide komentarze pod tekstami linkowanymi przez BS’a w tekscie “porozmawiajmy o watrobie) i opatrywanie kazdej z nich odpowiednio krytycznym komentarzem zakrawa o paranoje :”)
Ludzie, zlapcie troszke dystansu do “ukochanej” firmy.
link
Przykład z życia pokazujący jak media kreują rzeczywistosć
Na gazeta.pl wielki tytuł
Stec: Lewandowski w Milanie. To pewne!
Napalony jak dzikus klikam w linke a pod nią…
“La Gazzetta dello Sport” spytała 30 ekspertów, jakiego piłkarza komu w Serie A radzą kupić i przy Milanie usłyszała od Andrei Berty, dyrektora sportowego Parmy (zna się na młodych!), że klub z San Siro powinien się zainteresować 21-letnim napastnikiem Lecha Poznań - pisze piłkarski ekspert “Gazety Wyborczej” Rafał Stec na swoim blogu
No to faktycznie pewnik… Gazeta musi się sprzedawać klikalność to sianko… Kasa rządzi tym światem…
link
@adam - oj, chyba nie do końca doczytałeś ten tekst na gazeta.pl, który linkuje do bloga Rafała Steca. Wydźwięk tego wpisu jest jednoznaczny - Stec wyśmiewa to, że fakt obserwowania Lewandowskiego przez 30 ekspertów od ligi włoskiej będzie zapewne przedmiotem artykułów w polskich tabloidach w stylu “Milan daje 5 mln euro za Lewandowskiego”. Stąd prowokacyjny tytuł (notabene doskonały).
Swoją drogą wszystkim, którzy interesują się piłką nożną polecam szczerze postać Rafała Steca. To jeden z tych nielicznych dziennikarzy sportowych, który umie pisać w sposób nieco inny niż zwykłe “relacje”.
link
A propos machiny prasowej polecam wszystkim film STAN GRY,
z Russulem Crowe ( reż Kevin McDonald). Film poza tym, że jest świetnym sensacyjnym kawałkiem dobrej roboty.
BTW, dużo racji Bartka - natomiast, to, że poboczny temat tutaj staje się nr1. jakoś mnie nie dziwi, to w końcu BLOG o Apple ! :))
link
Ech, pardon dopiero drugie pół litra kawy… jeszcze śpię, może dokończę zdanie :
Film poza tym, że jest świetnym sensacyjnym kawałkiem dobrej roboty, to wspaniale ilustruje stawiane tu tezy na temat działania prasy i mediów.
!
Ale to, że nawet tutaj wielu uważa takie spostrzeżenia za banał, nie zmienia faktu, że prawda choćby banalna - istnieje.
Nie warto jej lekceważyć. Popieram myśł, która dąży do tego by się zdystansować od obecnych trendów, sensacji i totalnej komercjalizacji wszystkiego.
VIVAT SLOW FOOD
link
A swoją drogą (jak już tak prowadzę dialog sam z sobą), nie uważacie, że Maki były Slow Foodowe, a robią się coraz bardziej Fast Foodowe ? Ten cały Intel, Windows… tak wiem..banały…
Inni napisali
[...] Pojęcia nie mam i sądzę, że wy też nie. Po prostu nie ma takiego powodu. Przytłoczeni tonami różnych bezinteresownych i interesownych bzdur powtarzamy chwytliwe hasła zupełnie nie zwracając uwagi na ich treść i znaczenie. Dlatego [...]
[...] wątrobą w całkowitej tajemnicy? Odpowiedź jest prosta. Obok komputerów, iPhone’ów i iPodów tajność to jeden ze znaków rozpoznawczych Apple. W korporacji obowiązuje mafijny kodeks omerta. Albo - fani Apple czekają całą noc, żeby [...]
[...] Od miesięcy nie wybuchł żaden iPod, nikomu znanemu nie przeszczepiono wątroby, permanentna inwigilacja nie wzbudza już zainteresowania a pisać przecież trzeba… Dlatego dziś niezdrową ekscytacje budzi informacja o odrzuceniu [...]
[...] jest na przykład to, że Apple utrzymuje w tajemnicy swoje plany a gotowe produkty pokazuje dopiero wtedy kiedy mają swoją premierę. Tak przynajmniej ludzie [...]