Uwaga! Ten wpis ma ponad rok. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.
Pisałem swego czasu obszernie
o polskim iTunes, wytwórniach fonograficznych, zaiksach i dzielnej Unii Europejskiej. Pewnie pamiętacie. Dziś temat powraca za sprawą kolejnego komunikatu wydanego przez Komisję Europejską, który obwieszcza, iż francuska organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi SACEM oraz koncern fonograficzny EMI zadeklarowały przed majestatem urzędu, że będą wydawać licencje paneuropejskie a nie tylko lokalne co ma umożliwić konsumentom “korzystanie w pełni z możliwości, jakie daje internet”. Warto podkreślić, że producentom także o czym zdaje się znów nikt nie pamięta. Wprawdzie - jak mówi przysłowie - jedna jaskółka wiosny nie czyni ale
to oczywiście dobra wiadomość i - miejmy nadzieję - pierwszy kamyczek, który kiedyś poruszy wielką lawinę… Wspominam o tym nie tylko z kronikarskiego obowiązku ale też dlatego, że oświadczenie to po raz kolejny jasno pokazuje faktyczne źródło problemu -
to nie Apple stworzyło przeszkody, to nie Apple podzieliło rynek na segmenty i
to nie Apple należy winić za brak polskiego czy bułgarskiego iTunes. Gdy
pisałem o tym trzy miesiące temu mało kto jednak chciał w to uwierzyć - w końcu wszyscy wiedzą, że różni rumiani biurokraci zawsze chcą dobrze a prywatni przedsiębiorcy zawsze źle. A już zwłaszcza
tacy wredni jak Jobs i Apple. To przecież dogmat. Zresztą nawet dziś
przeczytacie w mainstreamowych mediach, że “iTunes nie traktuje tak samo wszystkich Europejczyków”, że “Apple wbrew samej idei ponadgranicznego internetu, podzielił swój sklep na rynki krajowe” i tym podobne rewelacje. Doprawdy odnalezienie związku pomiędzy przyczyną i skutkiem najwyraźniej wymaga podwójnej wierszówki… Szczyt “prawdziwego dziennikarstwa”
osiągnął wojujący ostatnio z blogerami Dziennik pisząc -
w Polsce mogliśmy w ogóle zapomnieć o tym sklepie, bo, choć firma sprzedaje u nas swe odtwarzacze, to o muzyce przez sieć możemy zapomnieć. Oto prawdziwe arcydzieło logiki i wyszukanego stylu, nieprawdaż? Prawdę mówiąc sam już nie wiem co gorsze - zwykła bezmyślność, streszczenie “własnymi słowami” czy “ctrl+c i ctrl+v” z depeszy
papy… Ale za to pod nazwiskiem!

komentarzy: 13
link
Matko, ale Dziennik zbiera baty. Z każdej strony. Ale tak im się należy, że chyba sam się dorzucę
link
SACEM to chyba odpowiednik polskiego ZAIKSu, czyli stowarzyszenie artystów, jedno i drugie zbiera tantiemy od wszelkich praw - autorskich, wykonawczych etc.
link
tak to francuska organizacja zbiorowego zarzadzania
link
“reklama (testowo, tylko na 3 dni)”
Jak dla mnie może zostać, napisz że wprowadzasz reklamy, ‘znając cię z czytania’ nie powinny być upierdliwe, to będziesz wyjątkiem w adblocku
link
komunikat jest nieprecyzyjny - reklama pewnie bedzie na dluzej a na 3 dni mozna ja tylko wykupic… system adtaily sluzy do samodzielnego kupowania reklam ale jeszcze oficjalnie nie wystartowal wiec trudno wyczuc co z tego wyjdzie.poza tym ja nie znam cen wiec ustalilem 5zl/dzien za box na probe i stad limit. ale jak widac nie ma wielkiego zainteresowania
link
Z malutkim zażenowaniem już, muszę przyznać, czytam po raz kolejny na różnych blogach na ten temat. Czytając, wydaje mi się, że sprawa iTunes Store w Polsce w relacjach piszących, zaczyna przypominać fatamorganę. Pojawia się nagle, znikąd, po raz wtóry. Coś ktoś czasem dostrzega - tak się mu wydaje - niewyraźny, mglisty horyzont, który próbuje opisać na tysiące wrażeń.
Przypomina też ta sprawa podróż Koziołka-Matołka, pamiętam z mojego dzieciństwa. Szukał on Pacanowa we wszelkich możliwych miejscach, nie wiedząc iż cel podróży leży bliżej niż się wydaje. Czytając cykle poematów nt iTunes Store mam podobne wrażenie o piszących. Myślami sięgają hen aż do Brukseli czy do kieszeni organizacji (nawet zagranicznych), które istniały, istnieją i istnieć prawdopodobnie będą wciąż, a nie ma w tym nic dziwnego (najwyżej można z politowanie popatrzyć się na artystów - sami pozwolili na bałagan z prawami autorskimi).
A wszystko się rozchodzi o to, że targowisko rządzi się swoimi prawami. Francja-elegancja to nie w Polsce, u nas przekupki (te europejskie też, a jakże) urosły w siłę i harde są, nieprędko oddadzą stragany. Jeśli ziemniaki sprzedają się dobrze, zadowolony i producent, i pan Józek z koniem, to po co wirtualny woźnica? Ale na każdego bat się znajdzie - obecnie taki woźnica i tak daleko w Polsce nie zajedzie, bo póki co ziemniaki nie dla niego…
Ale szumu przy tym jest - jak to na jarmarku, kto ma tubę w ręce, ten pogadać musi. I dobrze, byleby wcześniej pomyśleć nieco. Heraldów nadmiar, myślicieli jak na lekarstwo.
P.S. A propos reklam na blogu - niesamowite hasło przy kosmetykach: “Działaj na gorąco! Ale bezpiecznie!” Będe pamiętał przy desce do prasowania.
link
za rok-pięć-dziesięć lat dostaniemy nasze ITMS i będziemy śmiać się z tego całego zamieszania
link
“Nasze ITMS”? Ani ono nasze, ani wasze nie będzie, to raz. A dwa, zapomniałem dodać, że w sumie jest powód do radości, bo z dwojga złego lepszy już pan Józek z koniem, który ziemniaki klasycznie na worki, a nie placki ziemniaczane na spalonym tłuszczu z odessanego pure, prosto z fotela super-hiper-iMarketu.
link
Bartku, ja wciąż podtrzymuję, że Apple albo miało sposób, by to ominąć, albo odpowiedzieli na pytanie dziennikarzy nie na temat, czyli nie podając bezpośredniego powodu. Czyli wtedy to, co pisałeś było tak samo prawdziwe, jak jego przeciwteza. Tak to już jest z logiką, że prawdziwe jest i 0=>1, i 1=>1.
Tak więc bardziej w całej sprawie z mojego punktu widzenia chodziło nie o odpowiedź, dlaczego, ale o metodologie i nie spocznę, zanim Ci nie wyłożę błędów logicznych, jakie popełniłeś kiedyś na forum. A dałeś materiał pod świetną rozprawkę dydaktyczną :]
link
Ostatnie wypowiedzi przedstawicieli Apple to czysta kurtuazja. Nic się nie zmienia.
http://www.przemek...-czyli-dalej.html
link
Niestety zgadzam się z Przemkiem. Od słów do ustawy w UE droga daleka, zaś od ustawy w UE do zmiany prawa w takiej np. Polsce droga jeszcze dalsza… A klientom nadal pozostaje Empik, Allegro, ściąganie płyt z zagranicy i szara strefa w postaci np. 7digital.com ;).
I bądź tu, człowieku, uczciwy…
link
Bartku, jeżeli Dziennik jest po jednej skrajnej stronie, to Ty jesteś po drugiej równie skrajnej.
Prawda, to nie Apple podzielił rynek, natomiast to Apple wybrał jedną część podzielonego rynku a olał drugą (w uproszczonym modelu 2-częściowym).
I to że tak zaczął jest zupełnie oczywiste, ale My (Pan, Pani, Społeczeństwo!) powinniśmy wywierać na niego presję żeby zajął się również tą brzydszą i mniej posażną częścią, niezależnie on paneuropejskich licencji.
PS. Co do Dziennika i innych rewelacji medialnych zgadzam się całkowicie.
link
apple - jak kazda firma - dysponuje ograniczonymi zasobami. wybiera rozwiazania bardziej oplacalne kosztem mniej oplacalnych z tego prostego powodu ze zysk pozwala funkcjonowac i sie rozwijac a strata nie. presja wywierana na apple jest po prostu zle wymierzona - bo za obecna sytuacje odpowiada zabetonowany “nowoczesnymi” ustawami o prawie autorskim “rynek”. wiecej na ten temat pisalem tutaj: http://blog.fotoge.../27/ibiurokracja/
Napisali
[...] Inaczej niż w raju « Aroganckie jabłko kontra Godzilla [...]