Jestem fanbojem!

08 kwietnia

Uwaga! Ten wpis ma ponad rok. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Wiecie jaka jest zasadnicza różnice pomiędzy Windows, Linuxem a OS X? O ile dobrze pamiętam szło to jakoś tak: Windows - nie działa i nie wiesz dlaczego, Linux - nie działa ale wiesz dlaczego i OSX - działa i nie wiesz dlaczego. Zabawne? Ja sądzę, że tak i pewnie dlatego przy bardzo różnych okazjach słyszę ostatnio, że jestem fanbojem. Toż to przecież oczywiste! Od kilku lat prowadzę stronę o komputerach Apple, udzielam się na forach poświęconych Apple, z powodzeniem używam różnych urządzeń wyprodukowanych Apple, co więcej, jestem z nich zadowolony i dlatego też uważam, że są nieco lepsze niż podobne oferowane przez konkurencję. Może nie zawsze i nie dla każdego ale dostatecznie często. Wszystko zatem pasuje prawda? Jednak fanboj to określenie jednoznacznie pejoratywne. Oznacza nakręconego nastolatka albo wręcz przygłupa, który ślepo, wbrew faktom i z infantylną naiwnością oddaje się jakiejś idei. Słowem, fanboj to taki niedojrzały fanatyk. Fanatyk to zaś jak podaje SJP osoba żarliwie wyznająca jakąś ideę lub religię, skrajnie nietolerancyjna w stosunku do zwolenników innych poglądów lub też ktoś, kto z pasją oddaje się jakiemuś zajęciu lub jest czyimś zagorzałym wielbicielem. Nie jest to jednak ktoś kto jest po prostu wierny własnym poglądom, pewnym zasadom czy uznający jakiś obraz świata za prawdziwy ale ktoś kto jest nim wierny obsesyjne, z przesadą i bezrefleksyjnie a swoją wiarę próbuje - czy to się komuś podoba czy nie - szerzyć w około. I gdyby mu tylko pozwolić narzuciłby ją pewnie siłą…

Jihad Flag.Jpg

W myśl jednej i drugiej definicji - choć przecież prawdziwa pasja to nic złego - taka etykietka nie jest jednak zbyt twarzowa, prawda? Nawiasem, nie spotkałem się jeszcze nigdy z tym żeby ktoś na kimś wymuszał kupno maka parę razy widziałem za to mniej lub bardziej finezyjne wciskanie ludziom peceta z Windowsem (vide popularny Płatnik, zadeeremowane media na różnych stronach i inne tego typu niewinne projekty). Cóż, mniejsza o to. Co zabawne, etykietę fanboja przyklejają człowiekowi rozmówcy, którzy są zwykle równie pewni własnych racji jednak swą siłę i zacietrzewienie czerpią stąd, że ich sympatii nie da się zidentyfikować lub po prostu stąd, że ich nie posiadają. W zamian oferują zatem czystą, nieukierunkowaną i nieposkromioną antypatię. Co więcej etykietka taka ma zwykle zastąpić rzeczową argumentację - bo kto by tam gadał z jakimś fanbojem? Słowem, zamienić dyskusję w pyskówkę. Maki to przecież tylko przereklamowane, drogie śmieci i każdy kto tego nie widzi jest po prostu żałosny - czytam sobie to tu to tam. Wiecie o co chodzi, widzieliście to pewnie setki razy. Na podobnym pomyśle oparto nawet ostatnią kampanię reklamową Microsoftu. Trochę to dziwne, że największy na świecie producent oprogramowania ignoruje w ten sposób rolę i wartość softu sugerując, że mak to taki sam pecet jak każdy inny - tylko droższy i ładniejszy - a system operacyjny pod którym pracuje to po prostu nieistotny szczegół… Z drugiej strony - użytkownicy maków mieli na biurkach wszystkie funkcje ultranowoczesnej Visty jakieś dwa-trzy lata wcześniej więc faktycznie nie bardzo jest się czym chwalić… Może naprawdę jedyną zaletą windowsowych pecetów jest cena? Ale wróćmy do tematu - przyjmuje więc rolę fanboja zupełnie dobrowolnie. Nie dlatego, żebym ślepo wierzył w ugryzione jabłko ale dlatego, że wierzę że każda, nawet jeśli chwilowa, przesadzona lub nawet źle ukierunkowana pasja lepsza jest od zgorzkniałego, bezmyślnego i bezradnego nihilizmu.

Ces 45345Rebag

A że maki są za drogie? Być może. Ale przecież wydaję własne pieniądze więc co komu do tego? Co więcej w cenie komputera dostajemy unikalny i właściwie niezawodny system operacyjny, wszechstronne i wygodne oprogramowanie, miły dla oka wygląd, przemyślane i ułatwiające życie dodatki w stylu podświetlanej klawiatury, pracującej dwa razy dłużej niż u konkurencji baterii, multidotykowego trackpada, magnetycznej wtyczki i tym podobne. Słowem, rzeczy które prawdopodobnie warte są tych kilku-kilkunastu procent różnicy w cenie. Z tymi wysokimi cenami to zresztą typowa legenda - ceny maków w ostatnich latach wyraźnie przecież spadły. Ale przyjrzymy się temu z bliska - po pierwsze, to czy coś jest drogie czy tanie zależy nie tylko od tego ile kosztuje ale też od tego ile zarabiamy. W Polsce zarabiamy średnio cztery razy mniej niż na tak zwanym Zachodzie, mamy też stosunkowo wysokie i dosyć rozliczne podatki - mam tu na myśli także takie koszty prowadzenia działalności, które formalnie podatkami nie są ale w istocie niczym się od nich nie różnią a ich koszt przenoszony jest ostatecznie na klienta - oraz sprawiający niemiłe niespodzianki kurs złotego w efekcie czego przekonanie, że maki są drogie ma się u nas całkiem dobrze. Ale gdy spojrzeć na liczby - i to nie tylko ceny ale też udział w rynku i ilość maków w waszym otoczeniu - widać że nie jest to wcale prawda. I tu dochodzimy do punktu drugiego - otóż mak wydaje się nieproporcjonalnie drogi dopiero gdy porównany go ze składakiem złożonym z tanich podzespołów. Gdy jednak weźmiemy markowe konstrukcje uznanych producentów okazuje się że różnice są niewielkie i wcale nie takie oczywiste.

6010Open4560.Jpg

Ostatnio media pisały wprawdzie o tym jak to Mac mini jest o 40% droższy od podobnego mu małego peceta Asusa ale nie eksponowały już zbytnio faktu, że cena innych desktopów jest właściwie porównywalna, nie mówiąc już o tym, że iMac z 24″ calowym ekranem okazał się nawet tańszy od podobnej mu konstrukcji Della! Co więcej wszystkie te porównania z uporem ignorują specyfikę applowskich produktów - a więc oprogramowanie i - co równie ważne - porządnie zoptymalizowaną konfigurację. Że niby co? - zapyta ktoś złośliwy. A jak myślicie, czemu to właśnie maki okazywały się najszybszymi maszynami pracującymi pod Windows? To po trzecie i ostatnie. Dochodzimy tu do sedna a więc do wartości oprogramowania. Uparte ignorowanie faktu, że mak to komputer z systemem operacyjnym jest oczywistym nadużyciem. Nie jest to system preinstalowany - tak jak ma to miejsce u innych producentów - to system dedykowany wykorzystujący racjonalnie możliwości sprzętu na którym działa, dzięki czemu nawet sędziwe komputery z procesorem G4 radzą sobie dziś jeszcze całkiem nieźle. Owa spójność softu i sprzętu odnosi się jednak nie tylko do fizycznej strony zagadnienia ale także decyduje o kulturze pracy z komputerem, konsekwencji w rozwoju i ogólnej stabilności całej platformy. Co więcej model ten pozwala też gładko wprowadzić różne niezbędne zmiany w kolejnych konfiguracjach bez oglądania się na innych. Dziś większość komputerów dorównuje już makom pod względem rozsądku w konfiguracji ale jeszcze dwa, trzy lata temu producenci uważali, że użytkownikowi laptopa bardziej przyda się czytnik linii papilarnych - bo było to modne i quasinowoczesne - niż głupi bluetooth czy nawet wifi! Albo czytnik pięćdziesięciukilku kart pamięci niż wbudowana kamera i mikrofon. Albo wypasiona grafika i bateria trzymająca niewiele ponad godzinę. I tak dalej.

Sku 5858 441.Jpg

Komputery Apple chyba nigdy nie kusiły modnymi nowinkami w zamian jednak zawsze dostawaliśmy rozwiązania sensowne, wzajemnie spójne, przemyślane i co najważniejsze dobrze oprogramowane. Spokojnie! Nie napisałem doskonałe czy idealne - napisałem przemyślane, uszyte na miarę, koherentne. Słowem, lepsze niż wypadkowa mody, przypadku i dostępnej akurat techniki. Lepsze bo wynikające z racjonalnego projektu a nie z nadarzającej się okazji. Owszem, rozwiązania całościowe mają zapewne kilka wad - z drugiej strony, co ich nie ma? Jednak mają też sporo zalet a tu już dużo trudniej znaleźć podobną równoważnię… Wady zawsze wytknąć jest raczej łatwo, prawda? Od razu wiemy co nam nie gra w Windowsach, z mety wiemy co nie pasuje w OS X czy w Ubuntu. Ale - choćby dla zabawy - spróbujmy przez chwilę poszukać zalet i dopiero wtedy porównać ze sobą stworzoną w ten sposób listę… Zrobiłbym to za was ale rzecz w tym, że to zwykle bardzo subiektywne - dlatego polecam wszystkim własnoręczne zestawienie, naprawdę bardzo kształcąca zabawa. A innymi jeszcze słowy, twierdzę że nawet jeśli to samo można zrobić na dwa różne sposoby nie oznacza to jeszcze że są one równie dobre. To prawda, że wszyscy używamy komputerów trochę inaczej, że każdy z nas ma trochę inne potrzeby, upodobania i oczekiwania ale jednak - mimo wszystkich tych różnic i poza garstką wybitnie specjalistycznych zastosowań - większość z nas używa komputera z grubsza tak samo i do podobnych celów. Nie są to wprawdzie kryteria bezwzględne i nie obejmują one wszystkich bez wyjątku lecz przecież nie trudno je sobie wyobrazić. I dlatego właśnie twierdzę, że w większości wypadków mak sprawdzi się tu lepiej niż dowolny pecet z dowolnym systemem. Nie dlatego, że Apple jest cudowne ale dlatego, że przyjęte przez Apple zintegrowane, kompleksowe rozwiązania - w stylu ekosystemu iPod/iPhone/iTunes czy dedykowanego dogadującego się wzajemnie oprogramowania dla komputerów - mają po prostu dla użytkownika więcej zalet niż tkwiące wciąż w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku kiepsko oprogramowane klony i stojące za nimi podejście w stylu 640kB ought to be enough for anyone. Wiecie o co chodzi - śrubokręt krzyżakowy, optymalizowane sterowniki w piętnastu wersjach, jeszcze szybszy procesor i nieoczekiwane - faktycznie, kto by się spodziewał! - kłopoty z wydajnością lub stabilnością.

Ram 5645654N.Jpg

Jedyną zaletą klonów i niedopasowanego oprogramowania była niska cena - wtedy faktycznie taniej znaczyło lepiej. Dziś wiemy, że była to tylko sytuacja przejściowa. Co więcej wiemy też jak wiele kłopotów sprowadził ten model na rynek - szybki lecz chaotyczny wzrost przyniósł ze sobą monopol bylejakości. Wspaniałe maszyny jakimi od zawsze były domowe komputery - choćby jeszcze ośmiobitowce - konkurujące ze sobą na poziomie sprzętu, oprogramowania, pomysłów i możliwości stały się nagle zaskakująco nudne, problematyczne w obsłudze i kompletnie nijakie. Zamiast rozwoju techniki wygrała ekonomia masowej produkcji. Nie twierdze, że to coś złego - dzięki temu komputery stały się dostępne i szeroko wykorzystywane - twierdzę jednak że to tylko etap przejściowy - choroba wieku dziecięcego - a nie jedyny, ostateczny i obowiązujący model rozwoju tego biznesu. Dziś zresztą widać to już dość wyraźnie - zwłaszcza gdy spojrzymy na łatwość z jaką urządzenia takie jak iPod czy iPhone wchodzą w istniejący rynek i szatkują wielokrotnie silniejszą, lepiej okopaną i dużo bardziej doświadczoną konkurencję. Widać też doskonale, że poza kolejnymi wizualizacjami jakiś fantastycznych. inteligentnych domów, telepatycznych osobistych asystentów i całej tej wytartej, obiecywanej od dwudziestu lat cybermagii producenci elektroniki użytkowej oferują nam pustkę. Za wytwarzaną obecnie technologią nie stoi bowiem żadna sensowna idea lecz tylko bezwzględna arytmetyka prawa Moora. Dobrze - powiecie - a co w taki razie stoi za Apple, cwaniaczku? Ładna obudowa? Chwytliwy marketing? Hipnotyczny prezes?

Jesus Jo43534Bs.Jpg

Otóż nie. Drobiazg - czyli konsekwentne podporządkowanie całej tej technologii zwykłemu człowiekowi. Nie chodzi tu o to co komputer potrafi zrobić - chodzi o to co ja potrafię zrobić za pomocą komputera. Oto cała różnica. Mak, to komputer który nie tylko ma zostać wyprodukowany i sprzedany, to także komputer który ma być używany. Inni producenci najzwyczajniej kończą swoją pracę w połowie drogi. Apple robi więcej. I jest to znacznie więcej niż tylko “ma działać więc działa”. Oto jest właśnie powód dla którego użytkownicy maków nie tylko ich używają ale dodatkowo jeszcze je lubią. Bowiem - po prostu - da się je polubić. Jak każde sprytnie pomyślane, starannie wykonane, dobrze zaprojektowane i często używane narzędzie. Wiemy ile mu zawdzięczamy. Znamy je. Poza tym komputer to przecież owoc ludzkiej pracy, ucieleśnienie myśli, zmaterializowana koncepcja - tak jak każda maszyna. I tak jak piękny budynek, dobra muzyka, poruszająca fotografia czy błyskotliwa książka powinien budzić szacunek a nawet podziw. Mimo to gdy tylko powiecie coś z sympatią o jakiejś technologii, swoim własnym komputerze lub zresztą o czymkolwiek co akurat lubicie w oczach każdego spotkanego w sieci mądrali-nienawistnika natychmiast zostaniecie fanbojem. Wy jednak macie swoje jabłka (albo znaczki, motocykle, maszyny do pisania, kapsle od butelek, czarnoprochowce, rybki w akwarium i tak dalej i tym podobne) a on nic poza wami - całe to hodowane latami niezadowolenie, które ma niby świadczyć o jakimś “wyższym stopniu intelektualnego rozwoju”, nie jest wiele warte jeśli nie można go potem wyeksponować. Nie dajcie się zatem wykorzystać - zamiast się spierać, prostować i tłumaczyć lepiej już zostańcie fanbojami. Naprawdę - to nie wy macie się czego wstydzić. To właśnie prawdziwa pasja nadaje życiu smak, nie pozwólcie więc sobie wmówić, że wymaga ona jakiegoś pozwolenia czy aprobaty. Dziś będziecie się usprawiedliwiać z wyboru komputera i wstydzić radości jaką wam daje a jutro…?

3,783

komentarzy: 29

  1. 1
    Wiesław
    8 kwiecień 2009 o 21:29
    link
       

    Powiem szczerze -jeden z lepszych Twoich tekstów!

  2. 2 8 kwiecień 2009 o 21:36
    link
       

    Amen! :)

  3. 3 8 kwiecień 2009 o 21:47
    link
       

    Cytat—
    To właśnie prawdziwa pasja nadaje życiu smak, nie pozwólcie więc sobie wmówić, że wymaga ona jakiegoś pozwolenia czy aprobaty. Dziś będziecie się usprawiedliwiać z wyboru komputera i wstydzić radości jaką wam daje a jutro…
    – koniec cytatu—

    czym zatem jest cały wcześniejszy wywód o tym, że Maki są lepsze w tym i w tamtym od jednych czy drugich PeCetów?

    Wydaje mi się, że posiadacze komputerów Mac - jeśli tylko nie dostali ich na przysłowiową komunię - wybrali je mniej lub bardziej ale jednak świadomie (jeśli wady Maków przysłoniłyby ich zalety z pewnością mielibyśmy sporo switcherów w drugą stronę). Nie widzę więc powodów dla których mieliby się usprawiedliwiać.

    Ze zestawiając cytowany fragment z resztą tego, jak i kilku innych Twoich tekstów, wyraźnie widać sprzeczność. Od pewnego czasu - a czytam Twojego bloga od ponad roku - odnoszę wrażenie, że w swoich tekstach sam siebie przekonujesz czy przed sobą tłumaczysz, tak jakby reklamy Microsoftu czy różne inne mniej lub bardziej bzdurne opinie zasiały w Tobie ziarno zwątpienia w Twoje własne wybory.

    Nie trafia do mnie też, mesjański ton cytowanego fragmentu. Być może wynika to z faktu, że credo mojego życia jest realizacja własnych pasji i temu się poświęcam bez oglądania się na opinie innych.

    Czy jesteś fanbojem? Być może, choć pewnie bardziej pasowałoby tutaj określenie fan - skoro fanboj ma zdecydowanie ładunek negatywny. Niezależnie od tego, ja się takimi opiniami nie przejmuję. Robię swoje bez zastanawiania się nad etykietami jakie ludzie mi przypinają.

    Co do reszty tekstu i przykładów i opinii o Apple, Macach i iPhone to oczywiście się w pełni z Tobą zgadzam.

  4. 4 8 kwiecień 2009 o 21:47
    link
       

    Ja staram się oddzielić od “wojen religijnych” wyznawców różnych systemów, ale i tak od czasu do czasu słyszę, że “jestem gejem albo designerem”, bo mam maka. Mimo wszystko ciężko jest niektórym ludziom zrozumieć, że mak to po prostu skuteczne narzędzie pracy…

  5. 6 8 kwiecień 2009 o 22:45
    link
       

    Gdzie jest IRO?!?! :-D

  6. 7 9 kwiecień 2009 o 0:28
    link
       

    “Windows - nie działa i nie wiesz dlaczego, Linux - nie działa ale wiesz dlaczego i OSX - działa i nie wiesz dlaczego. Zabawne?”

    Kiedyś czytałem bardzo sympatyczne w podobnym humorze utrzymane powiedzonko:

    instrukcja obsługi dotyczy tylko systemu windows, ponieważ użytkownicy Linuxa napewno sami sobie poradzą, a użytkownicy Maków przywykli już do tego, że wszyscy ich olewają :D:D:D:D

  7. 8
    bmalkow
    9 kwiecień 2009 o 7:10
    link
       

    Ja bym chciał się odnieść tylko do ceny.
    Nie analizowałem tańszych/uboższych modeli Maków. Chciałem kupić MacBooka Pro, więc skupiłem się na tym.
    To prawda, wydałem na komputer jedenaście kawałków. Mogłem mieć dobrego lapka za połowę tej kwoty. Jednak gdy porównałem dokładnie konfiguracje to okazało się, że MBP wcale nie jest dużo droższy a chwilami i tańszy.
    Poszukałem sobie na stronach Komputronika komputerów z procesorem T9600 (bo dzięki promocji w Cortlandzie taką wersję rozszerzoną nabyłem). I co? I to, że ceny kształtują się w granicach od 8.4 do 12.1 tysiąca. Czyli w porównaniu do podobnego markowego sprzętu nie wypada to tak źle.
    Więc chyba bardzo wysokie ceny notebooków od Apple w porównaniu z konkurencją (markową! nie porównujmy do laptopów na wagę z hipermarketu) to jednak urban legend.

  8. 9
    grafmarr
    9 kwiecień 2009 o 8:03
    link
       

    Tekst niesie w sobie duży emocjonalny ładunek i trudno się oprzeć wrażeniu, że w znacznej części jest on dość osobisty. Z drugiej strony nie da się ukryć, że opisywane zjawiska mają jednak charakter ogólny i czy tego chcemy, czy nie, dotyczą one nas wszystkich (użytkowników Apple). Nie możemy jednak tak łatwo podzielić środowiska użytkowników komputerów na tych co lubią i są fanami (użytkownicy Mac-ów) oraz tych co muszą (użytkownicy zwykłych PC). Obydwa środowiska są znacznie bardziej zróżnicowane, a już na pewno nie wszyscy użytkownicy Mac-ów są fanami, jak też nie wszyscy użytkownicy PC są nimi z przymusu.
    Wydaje mi się, że zbyt dużą wagę przykładamy do “napastliwości” garstki PC-towców, którzy są bardzo aktywni w przeróżnego rodzaju komentarzach, blogach internetowych, itp. Znakomita większość zwykłych użytkowników PC w ogóle się nie wypowiada w internecie.
    Nie wiem więc, czy jest potrzebne szerzenie jakichś postaw “Mac-obronnych” często przekształcających się w tzw. “Macewangelizację” choć przyznaję, że sam często “nie wytrzymuję” i odpowiadam czasem na szczególnie irytujące wypowiedzi dotyczące Apple. Zdaję jednak sobie sprawę, że przypomina to trochę sytuację psa odszczekującego się otaczającej go sforze kundli. A przy okazji życzę Wszystkim zdrowych, spokojnych Świąt Wielkanocnych.

  9. 10 9 kwiecień 2009 o 9:23
    link
       

    Moridin @ “Gdzie jest IRO?!?!”

    Jetem, jestem.
    Przez ostatnie kilka lat obserwuje fanów Apple.
    I widzę, że coraz mniej jest w śród nich fanbojów.

    Rozumiem tych, co używają systemu OSX, bo na obecną chwilę, Windows posiada więcej wad niż zalet.
    Choć traktuję oba te systemy równorzędnie, to ostatnio doceniłem Leo, za to, że nie ma w sobie zaszytego procesu aktywacji produktu ;).
    Co do sprzętu, to komputery Apple psują się tak samo często, jak inne PC. Ale jest jednak wielka różnica.
    Od prawie roku leży mi zepsuty iMac i nie ma nadziei na naprawę.
    W sobotę miałem awarię mojego HA-MACa, a w poniedziałek mam go już w pełni sprawnego, gotowego do pracy! Mogłem go naprawić w ciągu kilku godzin, ale niestety hurtownie nie są czynne w soboty wieczorem, a już na pewno nie w niedzielę.
    Wniosek:
    Komputery Apple, to bardzo drogie, ładne JEDNORAZÓWKI.
    Dlatego wole kupić system, a sprzęt dobrać sobie sam.

    Znam Bartka od lat osobiście. Bardzo go lubię i doceniam to co robi dla środowiska makowników.
    Życzę Apple, żeby przynajmniej po części potrafiło odwzajemnić lojalność swoich użytkowników tak, jak oni to robią w stosunku do tej firmy.

  10. 11
    tomo
    9 kwiecień 2009 o 9:39
    link
       

    Swietny punkt wyjscia, a tak poza tym moze ciut za obszernie ? Powiem tak: I am FaNboy, who cares ?

  11. 12 9 kwiecień 2009 o 9:45
    link
       

    Świetny felieton! Rewelacja, więcej, więcej, więcej…..
    Brawa dla Autora, szacunek.
    Wszystkiego najlepszego na te Święta!

  12. 13
    Fanboj ;)
    9 kwiecień 2009 o 11:59
    link
       

    Iro, piszesz, ze lezy Ci uszkodzony iMac ktorego nie da sie naprawic. Z mojego doswiadczenia wiem, ze naprawienie iMaca G3, G4, G5 i Intel jest mozliwe, kazda (prawie) awaria jest mozliwa do naprawienia (moze i nie jest oplacalna ale jest mozliwa).
    @B.S. Wiecej takich tekstow :D.
    Amen.

  13. 14
    mantis30
    9 kwiecień 2009 o 12:51
    link
       

    Jak zwykle Bartosz ujął esencję problemu, i jak zwykle w przekonujący - choć na pozór wyłącznie osobisty - sposób go opisał. Szkoda tylko, że Ci “tolerancyjni inaczej” przypinający pasjonatom i fanom czy po prostu zadowolonym użytkownikom, etykietę fanboja, i tak nie zrozumieją o co tak naprawdę chodzi…

  14. 15
    zakrzes
    9 kwiecień 2009 o 13:01
    link
       

    …na wieki-wiekow - AMEN!!

  15. 16 9 kwiecień 2009 o 13:26
    link
       

    Fanboj ;) @
    No właśnie. Naprawa jest nie opłacalna!
    Pewnie kiedyś dostane płytę do iMaca 20″ na intelu w rozsądnej cenie.
    Ale pierwsze co potem zrobię, to wystawie go na sprzedaż.

  16. 17
    EOS
    9 kwiecień 2009 o 19:24
    link
       

    Ciezkie macie zycie chlopaki w kraju ojczystym
    Z tego co wiedze to ciagle panuja tam pewne stereotypy ..ktorych wydaje mi sie nie wykorzeni zaden system ..:-)))

  17. 18
    jargo
    9 kwiecień 2009 o 20:16
    link
       

    tekst super , ale jeszcze lepszy jest witraż, no RM oj.R masz na karku ;)

  18. 19
    Lukas
    9 kwiecień 2009 o 21:38
    link
       

    Text the best i witraz intrygujący… Brawo Bartek! Udanych, szczęśliwych Świąt

  19. 20 10 kwiecień 2009 o 0:38
    link
       

    Iro napisał:”W sobotę miałem awarię mojego HA-MACa, a w poniedziałek mam go już w pełni sprawnego, gotowego do pracy! Mogłem go naprawić w ciągu kilku godzin, ale niestety hurtownie nie są czynne w soboty wieczorem, a już na pewno nie w niedzielę.
    Wniosek:
    Komputery Apple, to bardzo drogie, ładne JEDNORAZÓWKI.”

    Jak zwykle uparcie konfrontujesz Maki ze składakami (vide tekst Bartosza) zapominając że idąc za Twoim wnioskiem jednorazówki produkuje: Sony, Dell, HP itd. można wymieniać WSZYSTKICH producentów tzw. markowych komputerów.

    Co z tego że PC-ta naprawisz w tempie błyskawicznym skoro już w momencie zakupu jest przestarzały? SIEDMIOLETNIE Maki obsługują NAJNOWSZY system operacyjny Apple o lata świetlne lepiej niż NOWE budżetowe (najczęściej sprzedawane) PC-ty mielą jedyny dostępny na rynku system dla nich.
    Nie pomylę się wiele jak napiszę że 7-mio letni komputer PC choć nadal sprawny (lub do naprawienia w 5 minut) jest do wyrzucenia bo system jaki na nim pracuje dawno porzucony został zarówno przez jego twórców jak i wszelkich innych dostawców oprogramowania i sprzętu, nawet wirusy nowe na 9x-tkę nie powstają! ;-) - czyżby… “jedno-sezonówka”?

    I jeszcze:”Co do sprzętu, to komputery Apple psują się tak samo często, jak inne PC. ” tu pojechałeś “po bandzie” bo cokolwiek miałeś na myśli (ilość, rodzaj czy uciążliwość awarii) to jedno jest pewne: Maki psują się INACZEJ, a już bez wątpienia producent INACZEJ niż inni (o niebo lepiej) do usterek podchodzi - podkreślam producent czyli Apple, a nie jego polscy przedstawiciele.
    Ale to zupełnie inna historia.

    Pozdrawiam fana systemu Apple :-)

  20. 21 10 kwiecień 2009 o 9:57
    link
       

    Zauważyłem szczególnie na makowym forum, jak producent podchodzi do usterek, lub wad konstrukcyjnych.
    Ludzie są zbywani, po to, żeby po rocznej gwarancji wykręcić się sianem!
    Może w Anglii, tam gdzie obecnie mieszkasz jest inaczej, ale ja piszę o rodzimych problemach.
    Co do siedmioletnich maków, to ludzie ich nie ostawiają, bo wydali nie nie kupe kasy i teraz szkoda im to wyrzucać.
    Może i do zabawy się nadają, ale do pracy na nowych programach już nie.
    Nie napisałem też o zachowywaniu kompatybilności. Programowej i sprzętowej.
    Mam zakupioną sporą ilość softu. I na XP wciąż mogę pracować np. na moim Photoshopie 5, a pod leo niestety musiałbym dokupić update, bo nie działa.
    Tak samo jest z kartami na PCI. Działały na G5, ale po przejściu na Maca pro, trzeba by je sprzedać z duuuużą stratą, lub wyrzucić na śmietnik.
    To jest właśnie to, dlaczego tak mało ludzi decyduje się na przejście na maki.

  21. 22
    dsy
    10 kwiecień 2009 o 16:28
    link
       

    Naprawdę fajny tekst Bartek :)

  22. 23
    dsy
    10 kwiecień 2009 o 16:30
    link
       

    Miło wiedzieć, że nie tylko ja mam takie myślenie jak w tym tekście.

  23. 24
    seleros
    11 kwiecień 2009 o 9:42
    link
       

    Oj tak jesteś fanboyem, na dokładkę sam sobie wmawiasz, że nim nie jesteś :). Siedzisz w temacie apple od dawna, prowadzisz blog chwalący maca, zaprzedałeś duszę Jobsowi. To tak, jakby mieć za złe Gatesowi, że używa Zune nie Ipoda, czy Dellowi, że pracuje na Dellu a nie na Asusie. Tłumacząc się z tego, że zamiast czerwonych krwinek masz nadgryzione jabłuszka, stajesz się mniej więcej tak żałosny, jak Piotr Semka nazywając się obiektywnym dziennikarzem, który wysławia PIS za jego bezsprzeczne, zgodne z prawdą i niepodważalne zalety. Jesteś fanboyem, jak kilku autorów blogów w temacie apple- nie traktuję Cię obiektywnie i wiem, że obiektywny nie jesteś, ale czerpię sporo wiedzy i przyjemności z czytanie Twojego bloga.
    Mój test na fanboya jest dość prosty, jeśli posiadacz maca lub ipoda, nakleja gdzieś w widocznym miejscu, dołączone do sprzętu jabłuszka, to jest to znak że chodzi mu o coś więcej niż, poruszana tutaj co chwilę, bezproblemowa praca na komputerze. Jeśli nie nakleja jabłek należy testować go dalej :)
    Oczywiście bez urazy- wesołych świąt i pozdrawiam autora serdecznie.

  24. 25 11 kwiecień 2009 o 14:53
    link
       

    dziwny jest ten świat osób związanych z komputerami - może przez to że macie za mało powietrza i przez to trochę nie dotlenieni jesteście maniacy komputerowi
    a dlaczego dziwni - a dlatego że sobie wiecznie wyrzucacie jakiś fan bojstwo - jakby było w tym coś złego - na codzień ujerzdzam triumpha bonneville i kiedy kupuję do niego akcesoria za tysiące żaden inny motocyklista nie mówi mi że mogłem kupić suzuki, yamahę i jest taniej. A ktokolwiek ze mną rozmawia czuje że triumph bonneville i cafe racer to jedyne i jedynie słuszne w motocykliźmie posunięcie. I całe grono wie że jestem maniakiem triumpha - tak jak kiedyś byłem maniakiem driftera, i będę maniakiem ducati - jak mnie będzie stać. Ale żeby było coś w tym złego - nikt nie widzi - co najwyżej mówią że jestem nawiedzony.
    Jestem fanbojem - jasne dla katamaraniarzy jestem dawcą i w ogóle pojabany Ale kierowcy “samochodów” niech mnie w dupę pocałują - zawsze im to mówię - trudno jeśli nie poczuli nigdy co oznacza WOLNOŚĆ albo nie mają ikry aby się obudzić. I widzę tutaj porównania mac kontra wingroza.

  25. 26
    miner
    11 kwiecień 2009 o 19:05
    link
       

    klaus: przecież wobec “katamaraniarzy” robisz dokładnie to samo co chwilę wcześniej krytykujesz jako niezrozumiałe w świecie komputerów. Jesteś niekonsekwentny… Czy może to z powodu nadmiaru ołowiu we wdychanym powietrzu?

  26. 27
    patrycju5z
    12 kwiecień 2009 o 12:53
    link
       

    Wszystko oprocz windowsa. Uzywalem 2 lata linuxa aby uciec od windowsa, po to aby pare tygodni temu przeniesc sie ostatecznie na maca :)

    Pozdrawiam “prostych” ludzi dla ktorych praca na komputerze jest wazniejsza niz udowadnianie ktory system potrafi wiecej mimo ze uzytkownik nie :)

  27. 29 17 kwiecień 2009 o 11:58
    link
       

    @seleros
    “Mój test na fanboya jest dość prosty, jeśli posiadacz maca lub ipoda, nakleja gdzieś w widocznym miejscu, dołączone do sprzętu jabłuszka, to jest to znak że chodzi mu o coś więcej niż, poruszana tutaj co chwilę, bezproblemowa praca na komputerze. Jeśli nie nakleja jabłek należy testować go dalej.”
    A ja mam koszulkę z logo pewnego polskiego zespołu, jeżdże po Polsce na ich koncerty, udzielam się na ich Forum, piszę o nich na swoim blogu, słucham ich muzyki conajmniej raz w tygodniu, infekuję nimi moich znajomych, udzielam się w Fanklubie i jeżdżę po Polsce na spotkania tegoż tworu… Jestem fanbojem? Otóż nie. Jestem standardowym fanem, level może i 3ci, ale nadal fanem.
    Jabłko na klapie samochodu, koszulce czy czapce to taki sam objaw przynależności do pewnej subkultury jak szerokie spodnie, czapka z daszkiem, plastikowa bransoletka i koszulka z dziwnymi napisami u hiphopowca.
    Na litość! Każdy z nas ma jakieś upodobania, coś co lubi i ceni.
    Wszyscy jesteśmy fanbojami. U mnie to Apple. U mojego kolegi to dźwięk HiFi (jak to brzmi…). U mojej koleżanki stare maszyny do pisania. U kogoś innego motocykl. U jeszcze innego samochód… Co to za różnica co lubimy? Ważne, że cośtam lubimy i robimy coś więcej nić picie piwa i oglądanie TV.

    @autor: Świetny tekst. Gratuluję.

  28. 30
    seleros
    19 kwiecień 2009 o 22:37
    link
       

    Tomku- każdy ma jakieś pasje, jest powiedzmy FANEM, ja jednak rozróżniam to o czym piszesz Ty i Klaus. Fan to dla mnie ktoś kto utożsamia się ze źródłem swojego kultu i ma gdzieś co mówią inni, fanboy- ta definicja z przymrożeniem oka- to ktoś kto stara się sprawiać wrażenie obiektywnego, jawi się specem, nigdy nie przyzna się do zaprzedania duszy swojemu bożkowi, opinie wygłaszane podpiera wygodnymi mu faktami zachowując pozory obiektywizmu, nie powie kocham japko i go używam, tylko obiektywnie rzecz biorąc itp itd. Dlatego taki fan jest dla mnie fanboyem bo jest to zachowanie dziecinne, i tylko dzieci są w stenie w ten obiektywizm uwierzyć.
    Ponownie bez urazy, bardzo cenie autora bloga i lubie go czytywać

  29. 34 30 październik 2009 o 23:37
    link
       

    ” I tu dochodzimy do punktu drugiego - otóż mak wydaje się nieproporcjonalnie drogi dopiero gdy porównany go ze składakiem złożonym z tanich podzespołów. Gdy jednak weźmiemy markowe konstrukcje uznanych producentów okazuje się że różnice są niewielkie i wcale nie takie oczywiste.”

    Zapomniałeś tylko, że obecnie wszystkie maki (może oprócz maca pro) są złożone z gównianych podzespołów a wyposażenie laptopów jest raczej mierne (tak pomijając te “super” nowe baterie). Gdyby nie system operacyjny nie widziałbym żadnego powodu do kupna… Do tego ta strategia by pchać ludziom coraz gorsze gówno i zabierać oraz dodawać elementy wyposażenia….(glossy, mat, firewire, obudowa metalowa, plastikowa). O awaryjności obecnych maców nawet nie wspomnę bo przecież każdy wie, że to taka sama chińska tandeta jak wszystko inne a i serwis w Polsce to jakiś żart. No i to płacenie ekstra za 2 lata gwarancji….. Dodatkowo nawet kupując ten zbyt drogi komputer musisz sobie dokupić przejściówkę by podłączyć do niego cokolwiek co wyświetla obraz…

    “Jak każde sprytnie pomyślane, starannie wykonane, dobrze zaprojektowane i często używane narzędzie”

    Chyba miałeś na myśli to co było kiedyś prawda?

    Pozdrawiam.

    Szczęśliwy użytkownik PowerBooka G4.

Inni napisali

  1. [...] pióra w dłoń?”. Bartosza po prostu czyta się z przyjemnością - polecam uwadze kolejny felieton. Uważacie mnie za fanboja? Teoretycznie spełniam warunki, w praktyce bliżej mi do [...]

  2. [...] Microsoftu wzbudziła sporo zamieszania. Pisałem o niej przynajmniej dwa razy - w tym raz dosyć obszernie choć przy innej okazji i myślę, że wystarczy - jednak chciałbym wam pokazać kolejny odcinek… Tym razem [...]

  3. [...] telefony nie mogły korzystać z iTunes, że Apple potrzebuje konkurencji jak kania dżdżu, że to gadanie fanboja, że “biznes is biznes”, że przesadzam, że gesty to nie technologia, którą można [...]

  4. [...] silnej konkurencji. Od lat. Użytkownicy je w przytłaczającej większości chwalą a nawet darzą szczerą sympatią… Od lat. Dlaczego więc Apple ma zmieniać leżące u jej podstaw założenia, plany oraz [...]

  5. [...] często słyszę, że bronię Apple w ciemno, obsesyjnie i wtedy kiedy na to nie zasługuje, że jestem doktrynerem, fanbojem i w ogóle macmudżahedinem postanowiłem - dla zabawy - stworzyć listę produktów Apple, których nigdy bym nie kupił. Po [...]

  6. [...] 17 lipca 2008 roku zawitał w domu upgragniony Macbook Pro. Duży, aluminiowy, zgraby i przede wszystkim piękny. Regularni czytelnicy wiedzą, że mam w sobie nutę estetyki i po prostu cenię nie tylko samą funkcjonalność – forma ma też swoje znacznie. To był punkt zwrotny – w końcu system operacyjny, który robił to co chcę. Miał mnóstwo narzędzi, które były ze sobą zintegrowane. Był intuicyjny. Jak narkotyk. Za czasów Windows siadałem do komputera kiedy miałem coś do zrobienia, dzisiaj robię to dla przyjemności. Stało się przy okazji najgorsze – zostałem fanboyem. [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez