Puknij się w łeb!

11 marca

Uwaga! Ten wpis ma ponad rok. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Parę dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Konrada Niklewicza o tym jak dzielni unijni komisarze walczą o wolny rynek z pazernym przedsiębiorcą. Artykuł wywołał w makowej blogosferze małą burzę a dziś mamy ciąg dalszy - tym razem autor zadzwonił do ZAIKS i polskiego oddziału koncernu fonograficznego EMI. Prawie codziennie zastanawiam, dlaczego te firmy nie działają, dlaczego nie ma takiego sklepu w Polsce. Do tej pory tłumaczyłem to sobie małym rozpowszechnieniem szybkiego internetu ale teraz jest lepiej (…) Może ktoś uznał, że polski rynek jest niedojrzały? To trochę dziwne, bo my byliśmy przygotowani udzielić licencji na sprzedaż online. Mieliśmy już nawet ustaloną stawkę, porównywalną do stawek obowiązujących w innych krajach: 10 proc. ceny sprzedażowej utworu. To nie jest wygórowana stawka, akceptowana rynkowo - powiedział pan w ZAIKSIE. Niedawno ceny piosenek w iTunes uległy zmianie ale dla równego rachunku przyjmijmy iż nadal kosztują one jednego dolara za sztukę - zresztą licząc średnią z grubsza tak właśnie jest.

Coin0173455Etdfa

Dziesięć procent od dolara daje nam dziesięć centów. Przypomnijmy sobie teraz ile Apple zarabia na sprzedaży muzyki - wedle różnych źródeł jest to od 10 do 30 centów z dolara. Tą pierwszą kwotę podawała Gazeta Wyborcza w 2004 roku, tą drugą IDG za CNN Money w 2007 roku. Co ważne nie muszą się one wykluczać bo pierwsza nie zawiera kosztów dystrybucji czyli obsługi sklepu, transferu i tak dalej. W skali globalnej może to zapewne kosztować owe 20 centów różnicy. Reszta trafia do wytwórni, które płacą wykonawcom od 6 do 8 centów. Z dolara. There’s no business like show business. Oczywiście, nie wiadomo na ile informacje te są rzetelne bo to pewnie spekulacje ale możemy sobie roboczo przyjąć iż są one raczej prawdziwe. Mamy więc ładny model: Apple zarabia na jednej piosence 10 centów a niewygórowana rynkowa stawka ZAIKSu to… 10 centów. Słowem, złoty interes - prawda? A to tylko jedna z wielu organizacji, która może rościć sobie finansowe pretensje - ZAIKS to związek autorów, jest jeszcze stowarzyszenie wykonawców STOART, związek producentów ZPAV, związek - uwaga cytuję! - Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych SAWP i jeden Bóg wie kto jeszcze. Każdy weźmie sobie akceptowalne 10%? A gdzie podatki, zusy i obowiązkowe szkolenia strażaka? Warto wspomnieć także o tak zwanym domniemaniu pełnomocnictwa, które w praktyce wygląda tak - wprawdzie X nie jest członkiem naszego stowarzyszenia ale przecież może nim być więc weźmiemy pieniądze w jego imieniu a jak już się do nas zapisze to mu wtedy wypłacimy… ZAiKS podkreśla, że bez jego wiedzy (i zgody) żaden duży sklep online z muzyką raczej nie mógłby działać, bo ZAIKS zarządza prawami autorskimi do wielu katalogów muzycznych - czytamy dalej. Prawdziwy wony rynek - prawda? Ty chcesz sprzedać, ja chce kupić ale zgodzić się na to musi jeszcze ktoś trzeci, oczywiście za drobny niewarty uwagi procencik. Nic dziwnego że Komisja Europejska musi wymuszać podaż siłą a różni panowie z różnych OZZ zachodzą w głowę - dlaczego u nas te firmy nie działają? Dlaczego nikt z nami nie rozmawiał? I w ogóle w czym problem? Mogą ale nie chcą tytułuje swój tekst Niklewicz. Zrozumieć? Pozwolić? A może zbankrutować?

Ituposlk7F8Gsiid

Drugi wątek jest nieco ciekawszy niż wcześniejsze “kpiny z traktatowej zasady swobody handlu, przepływu dóbr i usług” i z uporem wmawiane nam “lekceważenie przez Apple polskiego rynku”. Bo kto wyjaśni tajemnicę, że na tym lekceważonym rynku Apple sprzedaje, do tego jeszcze przez iTunes, oprogramowanie dla iPhona? Czemu OS X jest od ostatniej wersji zlokalizowany? I czemu - u licha! - nowa szufla gada po polsku? Apple lekceważy tylko melomanów? Ale mniejsza już o to - otóż, z rozmowy z Piotrem Kabajem, szefem EMI Music Polska, wynika że wytwórnie - a przynajmniej ta jedna - mają z Apple jakąś globalną umowę. Nie wiadomo wprawdzie co to konkretnie oznacza, ale jeśli przyjąć, że to - jak nazwa wskazuje - zezwolenie na globalną sprzedaż to widać wyraźnie, że coś na tym rynku pęka. Do tej pory świat był podzielony na kawałki jak pomarańcza a wytwórnie fonograficzne i filmowe nerwowo pilnowały aby czasem zamożny Niemiec nie kupił sobie taniej jakiejś płyty zamawiając ją np. w Meksyku. A tu niespodzianka! Wprawdzie - jakimś cudem - oferta niemieckiego iTunes różni się od oferty brytyjskiej czy amerykańskiej wersji sklepu - mimo iż umowa jest globalna! - ale kto by się tam przejmował takimi detalami. Skoro można budować wolny rynek za pomocą biurokratycznych nakazów to można też pewnie oferować swój katalog globalnie ale lokalnie… Ale może jestem niesprawiedliwy? Może EMI po prostu zachowuje się inaczej niż reszta wielkiej czwórki? Doprawdy nie wiem i dlatego z radością czekam na ciąg dalszy. Pisanie o Apple jest teraz w modzie więc na pewno się doczekam.

Gazwyb76Df76Shs

Nie chciałbym tylko aby ktoś czytając powyższe pomyślał, że ja z jakiegoś pokrętnego powodu - Apple ma zawsze rację! Apple ma zawsze rację! - nie chce polskiego iTunes. Chcę - jak każdy. Nie mogę tylko strawić tej spiętrzonej bzdury. Apple jest pośrednikiem, nie produkuje muzyki, nie określa kto gdzie i kiedy powinien jej słuchać - sprzedaje to co dostanie. Ma oczywisty interes w tym aby sprzedawać ten “towar” wszędzie tam gdzie ludzie kupują iPody i iPhony. I ma interes w tym aby sprzedawać go jak najwięcej. O ile tylko zarabia. Postawiło się przemysłowi muzycznemu nie raz - i to dzięki uporowi Apple i Jobsa mieliśmy w iTunes jednolite i niskie ceny, dzięki Apple możemy kupować muzykę bez zabezpieczeń DRM. A wszystko to bez nakazów, biurokratycznych regulacji, surowych kar , interwencji rządu czy innej komisji. Wytwórnie w tym czasie poświęcały swoje zasoby na edukowanie społeczeństwa, że przegranie płyty od kolegi do kradzież, na finansowanie i wytaczanie sądowych procesów, na instalowanie na komputerach swoich klientów rookitów i tym podobne, mające zatrzymać rozwój technologii i poziom dotychczasowych dochodów, pomysły. Ale to Apple jest złe bo Apple nie chce sprzedawać wam muzyki! Jasne. Puknij się w łeb i mocno potrząśnij nim, walnij o mur i przyłóż mu lód - jak to ładnie śpiewa Waglewski.

PS. Jest już dostępne iTunes 8.1.

Ciąg dalszy historii znajdziecie tutaj.

2,717

komentarzy: 31

  1. 1 11 marzec 2009 o 23:52
    link
       

    Tak zupełnie przy okazji od bardzo dawna zastanawia mnie gdzie się podziewają pozostałe (około 80) centy z każdego dolara. Muzycy opłaceni, światło opłacone, sprzątaczka ze studia też dawno swoje dostała. A “wytwórnia” ciągle rąbie artystę i klienta na kasę?

    Coś mi się wydaje że wytwórnie tak naprawdę boją się nadejścia tej chwili (a mam nadzieje rychłego) gdzie artysta sam sobie opłaci studio, sprzątaczki, dźwiękowców, po czym dogada się z takim Applem 50:50 i będą sprzedwać muzykę po 30 centów. I wszyscy będą szczęśliwi.

    Ps Do autora bloga “Wyslij komentarz” na conajmniej 2 LCD jest niewidoczny.

  2. 2
    Łukasz
    12 marzec 2009 o 0:09
    link
       

    Czytuje tego bloga bardzo krótko. Muszę napisać ze powyższy tekst sprawił że mam ochotę sięgnąć do portfela i zakupić twoją książkę.

  3. 3 12 marzec 2009 o 0:27
    link
       

    Warto poczytać przy okazji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaiks

    @Parasit: u mnie na 4-ech LCD jest ok. :)

    @Łukasz: kupuj kupuj bo inaczej swojej nie dostanę!

  4. 4
    Rafał
    12 marzec 2009 o 0:57
    link
       

    Jak zwykle dość emocjonalnie i dość obok tematu. A problem jest następujący: Albo Apple rozmawiało z majorsami oraz organizacjami reprezentującymi wykonawców albo nie. Udowodnić jest to dość łatwo, bo zwykle ślady w postaci maili, pism etc. zostają. Jeśli rozmawiało i zderzyło się z nieakceptowalną biznesowo ofertą, to ma problem z głowy. Jeśli w ogóle nie rozmawiało, może mieć problem na gruncie prawa europejskiego. A jeśli prawdą jest, że np. z EMI ma umowę zezwalającą na sprzedawanie muzyki na całym bożym świecie, z Polską włącznie i tejże muzyki Polakom nie sprzedaje, to może mieć problem całkiem spory. Natomiast grubą bzdurą jest przymowanie domniemania (w czym, niestety, celujesz), że Apple na pewno “sprzedaje co dostanie”. Orliński już na swoim blogu napisał, że z tego, co się dowiedział niegdyś u źródeł, Apple być może czeka na Euro w Polsce. No to się może nigdy nie doczekać.

  5. 5 12 marzec 2009 o 1:09
    link
       

    w pierwszym tekscie niklewicza masz oficjalne stanowisko czarno na bialym: „Powód, dla którego sklep iTunes nie jest dostępny w każdym państwie Unii Europejskiej jest taki, że wiele krajów nie oferuje wystarczająco dużego rynku, który by uzasadniał koszty i wysiłek potrzebne do sprzedaży w danym kraju (…) Żeby sprzedawać muzykę w jakimkolwiek państwie Unii, iTunes musi najpierw uzyskać prawa do nagrań i dzieł muzycznych w danym kraju, i przestrzegać obowiązujących w tym państwie przepisów ochrony konsumenta /…/ iTunes musi ocenić sytuację każdego kraju indywidualnie, by podjąć decyzję, czy zyski przewyższą koszty dystrybucji treści w tym kraju”.
    http://ec.europa.e..._contribution.pdf

    ocenili i uznali ze nie beda negocjowac z panem kierownikiem wydzialu licencji i inkasa ktory ma mandat procesowy i wlasny paragraf w ustawie. nie wiem czy mozna to jeszcze napisac jasniej. a problem to raczej beda miec ci ktorzy w wyniku uwalniania rynku nakazami straca dostep do its. cos w ten desen: http://biznes.gaze...y_od_youtube.html

  6. 7 12 marzec 2009 o 1:44
    link
       

    Związek Socjalistycznych Republik Europejskich po prostu ma biurokrację. Ot tak. Dużą, wolno działającą z masą przepisów. Ułatwiających nam życie. Poprawiających bezpieczeństwo. Sprawiedliwie rozdzielającą (nie swoje), dającą na WOLNOŚC.

    Polska ssie te wzrorce jak damy negocjowalnego afektu różowe mięso. Może w sejmie stworzą komisję i sześć podkomisji by sprawę zbadać? Przecież wtedy będzie praca, bezrobocie spadnie, a my będziemy mogli kupić sobie piosenkę. Za 10 pln.

    Pozdrawiam.

  7. 8 12 marzec 2009 o 5:24
    link
       

    Przy cenach 0,99 dolara za utwór muzyczny Apple oddaje 70 centów organizacji wydawców muzyki, z czego 9,1 cena trafia na konta artystów. Niewiadomo dokładnie jaki jest podział w przypadku droższych plików.

  8. 9
    Rafał
    12 marzec 2009 o 6:08
    link
       

    No więc jeśli nie wykażą, że faktycznie np. rynek w Polsce, Czechach i w każdym kraju UE gdzie nie ma iTunes jest właśnie taki jak piszą to dostaną w d. Tak działa Komisja Europejska, która jest odpowiednikiem naszego UOKiK w sprawach antymonopolowych. Bo napisać, że “rynek nie uzasadnia” każdy potrafi. Sęk w tym, że w postępowaniu antymonopolowym trzeba to jeszcze udowodnić. A trudno to udowodnić, jeśli się w ogóle nie rozmawiało z organizacjami.

    Zrozum - to jest wierzchołek góry lodowej, której podstawy oczywiście są tworzone przez praktykę ukształtowaną na podstawie przepisów prawa autorskiego. A która to praktyka powoduje, że obywatel PL nie może legalnie nabyć utworu zespołu Queen w sklepie internetowym w DE jeśli nie posiada miejsca zamieszkania i rachunku bankowego w DE. Sęk w tym, że od jakiegoś czasu PL i DE to wspólny obszar gospodarczy niewiele różniący się z punktu widzienia UE od województw Mazowieckiego i Podkarpackiego. I jeśli okaże się, że problemem są umowy licencyjne zawarte w twórcami, to spoko wodzu. Przyjdzie czas i na umowy licencyjne.

  9. 10 12 marzec 2009 o 8:40
    link
       

    “Sęk w tym, że od jakiegoś czasu PL i DE to wspólny obszar gospodarczy niewiele różniący się z punktu widzienia UE od województw Mazowieckiego i Podkarpackiego.”

    W końcu ktoś to napisał. Ciekawe czy dotrze to w końcu to obrońców apple. Robisz interesy z unią - robisz z całą albo wcale. O to biega.

  10. 11 12 marzec 2009 o 10:04
    link
       

    @btd
    “W końcu ktoś to napisał. Ciekawe czy dotrze to w końcu to obrońców apple.”

    Zapomnij. Przecież to zła, biurokratyczna, szatańska Unia. Nawet kiedy działa na ich rzecz.

  11. 12
    pk5
    12 marzec 2009 o 11:10
    link
       

    A ja nie rozumiem jednej rzeczy. Kupujemy utwór za dolara , 10-30 % trafia do Apple. reszta powinna trafaić do wytwórni, które z kolei rozdzielają to artystom. Czyli prawa autorskie powinny być reprezentowane przez wytwórnie, a nie przez organizacje. Chyba, ze dopuścić drugą sytuację - artysta nie potrzebuje wytwórni (lub płaci TYLKO za produkcję) i dalej sam (lub poprzez organizacje) reprezentuje swoje prawa autorskie przed Apple. Więc potrzebna ograniczona liczba organizacji zrzeszających artystów, których NIE reprezentują wytwórnie. Bo inaczej Apple płaciłoby 2 razy.

  12. 13 12 marzec 2009 o 11:23
    link
       

    i tu wlasnie lezy sedno. panowie apple nie robi interesow z zadna unia tylko z nami milionem kowalskich, havrankow i tak dalej. to nie unia kupuje od apple tylko ty - nkt nie wie lepiej od ciebie co chcesz kupic i nikt nie wie lepiej od sprzedawcy czy oplaca sie mu sprzedac. skoro tak to jej zadaniem jest zadbac o to aby transakcja byla mozliwa - czego nie robi a wrecz odwrotnie, ustanawia ogniwa posrednie jak ozz - a nie wymusic sila jej warunki. roznica jest mniej wiecej taka jak pomiedzy ustaleniem przepisow kodeksu drogowego a wskazywaniem komus gdzie ma jechac.

  13. 14 12 marzec 2009 o 11:29
    link
       

    @pk5 tak wlasnie jest. nie tylko apple placi dwa razy. ty tez. jak kupujesz plyte to placisz ozz i arytystom. jak potem ja puscisz na zabawie ktora zorganizujesz to placisz ozz i artystom. oczywiscie nikt tego nie robi ale masz taki obowiazek. z kolei jak ja dasz przegrac koledze to okradasz ozz i artystow. jak wracasz do domu nad ranem i sobie spiewasz na ulicy to tez powinienes zaplacic ozz i artystom bo to publiczne wykonanie. brzmi nieprawodpodobnie ale jednak! jak wrzucisz film z imprezy na youtube to okazuje sie ze youtube powinien zaplacic ozz i artystom. taka jest idea tzw. pol eksploatacji. zaiks chcial kiedys nawet oplat od kiniarzy za wyswietlanie filmow - bo jest w nich wykorzystywana muzyka ktora oni maja w katalogu ergo nalezy sie procencik…

  14. 15
    grafmarr
    12 marzec 2009 o 13:14
    link
       

    Ja tylko przypomnę wszystkim zagorzałym “zwolennikom” wolnego rynku w handlu internetowym, którzy całego zła w niedostępności iTunes Store dopatrują się u Apple, że jest mnóstwo sklepów internetowych w krajach UE (ze sprzętem RTV AGD, komputerowym, z programami, muzyką, itd.), które nadal sprzedają tylko na terenie własnego kraju lub, jak to niekiedy bywa, tylko w obrębie kilku wybranych państw. O fakcie tym informują bez żenady na swoich stronach regulaminowych. Myślicie, że naczelną misją Apple jest zwalczanie barier rynkowych w UE?

  15. 16
    RomeoAD
    12 marzec 2009 o 14:55
    link
       

    Jeśli chodzi o podział ‘zysku’ wypracowanego ze sprzedaży utworu, to z tego co dostaje wytwórnia jakieś 2-10% otrzymuje wykonawca, 5-10% autor tekstu i tyleż samo autor muzyki. Sumarycznie zbliża się to do 30% kwoty za 1 sprzedany egzemplarz. Dalej mamy prawie stałe koszty produkcji ‘nośnika’ (uzależnione od wielkości nakładu w modelu fizycznym, w elektronicznym trochę to inaczej wygląda) na poziomie 1-2% ceny, potem koszt produkcji materiału na nośnik - kolejne 20-30% i reszta (czasami 50%) to koszt reklamy i marketingu oraz koszty administracyjne wytwórni (zgłoszenie utworów do ochrony przez ZAiKS tudzież inne organizacje, koszta pracy pracowników wytwórni itd).

    Tak to wygląda u majorsów. W małych wytwórniach jest bardziej normalnie - artyści/autorzy dostają więcej, bo na reklamę nie wydają zbyt dużych kwot.

  16. 17
    RomeoAD
    12 marzec 2009 o 14:59
    link
       

    @BS: [...] jak potem ja puscisz na zabawie ktora zorganizujesz to placisz ozz i artystom. oczywiscie nikt tego nie robi ale masz taki obowiazek. [...]

    To nie tak do końca. Duże imprezownie, takie jak kluby (czy to nocne, czy fitness) płacą ryczałt za możliwość skorzystania z muzyki (słyszałem o kwotach rzędu 2000 zł/miesiąc), zaś to co jest u nich odtwarzane powinno mieć w licencji zezwolenie na publiczne odtwarzanie (czyli cena za nośnik była większa).

    Większość drobnych lokali obchodzi ten obowiązek biletując wejście, co prowadzi do tego, iż nie jest to publiczne odtwarzanie gdyż organizator nie wpuszcza byle kogo, tylko ‘znajomych’.

  17. 18
    RomeoAD
    12 marzec 2009 o 15:02
    link
       

    Napisałem o biletowaniu a chodziło mi o selekcję… ech za mało kawy.

  18. 19 12 marzec 2009 o 15:23
    link
       

    a mi znane mi sa przypadki kiedy domagano sie oplat za przyjecia urodzinowe albo od samego autora zeby go ochronic przed nim samym albo od ulicznych grajkow… zreszta wystarczy pogoglowac zeby znalezc tysiac roznych wynaturzen. mnie osobiscie zaiks zwisa problem widze w istnieniu tego typu organizacji ktore z ochrony praw autorskich uczynily po prostu haracz w majestacie prawa i sa wlasciwie nie do ominiecia. maja mandat procesowy, domniemanie pelnomocnictwa itd. trzeba sie im oplacac niezaleznie od tego co, kto i w jakim celu robi co w efekcie oznacza ze istnieje podatek od puszczania i wykonywania muzyki.

  19. 20
    Rafał
    12 marzec 2009 o 15:52
    link
       

    “Myślicie, że naczelną misją Apple jest zwalczanie barier rynkowych w UE?”

    Otóż nie. Natomiast Apple ma całkiem sporą szansę jako pierwsza firma z branży dostać za swoje praktyki w de. I to boleśnie, bo dla przykładu. Ot, przywilej pioniera :) Tyle, że postępowanie takie bywa długotrwałe, co obniża czujność.

    A poważnie - nie masz Bartku racji, że unii nic do relacji między apple, konsumentami, twórcami i że każdy ma prawo robić co mu się opłaca. Po prostu tak to nie działa - i na rynku unijnym i na krajowym. Podmiot posiadający na rynku właściwym pozycję dominującą nie może różnicować klientów - w szczególności nie może sobie spośród nich wybierać tych, z którymi biznes mu się opłaca a olewać tych, którzy odpowiedniego profitu nie przynoszą - chyba, że ma na to niesłuchanie dobre uzasadnienie, a nie gołosłowne opowieści o tym, że rynek jest zbyt mały. Ja jako prawnik mam klientów, którzy się niesłychanie boleśnie przekonali, ile kosztuje robienie interesów tylko z wybranymi kontrahentami. Jednego, na przykład, brak dostatecznie dobrego (w ocenie urzędu) uzasadnienia, dlaczego nie chce świadczyć usług własnemu konkurentowi kosztował przeszło 40 milionów złotych (nowych, nie tych sprzed denominacji ;))

    Właśnie na tym, w praktyce, polega zwalczanie nieuczciwych praktyk rynkowych. Taka już jest uroda prawa antymonopolowego.

  20. 21 12 marzec 2009 o 16:10
    link
       

    @Rafał “Podmiot posiadający na rynku właściwym pozycję dominującą nie może różnicować klientów (…) Ja jako prawnik mam klientów, którzy się niesłychanie boleśnie przekonali, ile kosztuje robienie interesów tylko z wybranymi kontrahentami.” - przez chwile myslalem ze z jakis obiektywnych powodow ale pewnie chodzi o to ze w wyniku niedostosowania do obowiazujacych regulacji i przegranego procesu. mniejsza o to bo teoretyzujac o ekonomii i tak pozostaniemy w sferze roznych uproszczen i generalizacji. ja caly czas twierdze ze nikomu sie nie oplaca lekcewazyc klientow - z nich sie przeciez zyje. rzecz w tym ze owo lekcewazenie nie wynika z zadnego widzi-mi-sie lub nie-chce-mi-sie ale wlasnie z regulacji. apple ma techniczne mozliwosci sprzedawac muzyke globlanie a jednak jej nie sprzedaje - pisze tez wprost dlaczego. porownujemy doniesienia prasowe na temat stawek ozz i zyskow ze sprzedazy muzyki. to jest wymowny obrazek mimo ze malowany gruba kreska. zastanawiamy sie tez nad mozliwym rozwiazaniem problemu - z jednej strony mamy nakaz prowadzenia dzialanosci czyli kolejna regulacje pod sztandarem swobody (a wiec braku regulacji), z drugiej takie zmianya by apple nieproszone i z wlasnej woli zaczelo prowadzic dzialalnosc. prosta relacja - i prosta odpowiedz. to co jest teraz to jest stawianie policjanta zeby pilnowal policjanta ktory pilnuje policjanta. takie konstrukcje nie sa efektywne, nie sa tez zdrowe. nieuczciwosc polega na tym ze za tych wszystkich policjantow zaplacimy z wlasnej kieszeni - albo w cenie towaru albo w podatkach jesli dla wyrownania szans biurokraci zdecyduja sie doplacac komus do interesu ktory sam nie jest w stanie sie utrzymac.

  21. 22
    Rafał
    12 marzec 2009 o 19:55
    link
       

    “nieuczciwosc polega na tym ze za tych wszystkich policjantow zaplacimy z wlasnej kieszeni - albo w cenie towaru”

    Tak właśnie :) Bardzo bym chciał zapłacić. Alternatywą jest bowiem, że w ogóle z towaru/usługi nie mogę skorzystać. Oczywiście, że nikt nie będzie do biznesu dopłacał na życzenie urzędnika. Istota prawa antymonopolowego polega na tym, by podmiot posiadający pozycję dominującą nie mógł zmniejszać sobie kosztów rezygnując z obsługi niektórych klientów. Tak, to powoduje, że być może podniesie cenę. Tak, to zmniejsza jego konkurencyjność. Tak, to powoduje, że łatwiej jest z nim konkurować - bo konkurenci mogą skoncentrować się na obsłudze wyłącznie najatrakcyjnejszych segmentów rynku a dominant nie. Jeszcze raz powtórzę - tak właśnie działa prawo ochrony konkurencji (zwane prawem antymonopolowym). Nie ma w tym nic nieuczciwego.

    PS. Nie bardzo rozumiem, co miałeś na myśli w pierwszych zdaniach swego listu. Na wszelki wypadek wyjaśniam, że nie przemawia przeze mnie gorycz przegranej sprawy, lecz doświadczenie w prowadzeniu takich właśnie spraw. I niezależnie od tego, że akurat uważam, że w sprawie mojego klienta urząd popełnił błąd, dostrzegam racje, jakie leżały u podstaw rozstrzygnięcia oraz przestrzegam, przed bagatelizowaniem zarzutów o nadużycie pozycji dominującej. Czasy, gdy urząd antymonopolowy nikomu nie mógł zrobić krzywdy dawno już minęły. Dziś można napytać sobie sporej biedy nie dostrzegając, że wiek XIX dawno się już skończył…

  22. 23
    Rafał
    12 marzec 2009 o 20:12
    link
       

    PS. Się poniekąd sprawa wyjasniła. Z pisma pani Komisarz

    “Jednak zgodnie z informacjami, jakimi dysponuje Komisja, wydaje się, że wprawdzie iTunes jest najpopularniejszym oferentem utworów muzycznych w Internecie, jednak jego pozycja na rynku internetowych dystrybutorów utworów muzycznych nie jest pozycją dominującą w rozumieniu art. 82 WE.”

    Nie ma pozycji dominującej - nie ma nadużycia pozycji dominującej. Ale, na marginesie, widać przeceniłem pozycję rynkową ITMS ;)

  23. 24
    Nencky
    12 marzec 2009 o 22:14
    link
       

    Nie wiem jak szanownego Autora, ale mnie bardzo irytuje fakt, że jesteśmy traktowani przez Apple po macoszemu.
    Niczym nieuzasadnione ceny, brak polskich lokalizacji lub spolszczenia za dopłatą(!!!), niepełny dostęp do części usług sieciowych etc.
    Można być entuzjastą, ale nie trzeba być wyznawcą…

  24. 25 12 marzec 2009 o 23:08
    link
       

    i prosze - mamy ciag dalszy. nawet unijni komisarze uznali ze zamiast nakazac apple dogadywac sie z za-drobny procencik-iksem i sprzedawac ze strata jednak nalezy usunac istniejace przeszkody . cytuje:

    “Komisja opowiada się za rozwiązaniami, które umożliwiają klientom nabywanie utworów muzycznych w sklepach internetowych na terenie całej UE, niezależnie od ich miejsca zamieszkania. Komisja jest jednak świadoma tego, że praktyki związane z udzielaniem licencji na utwory muzyczne, obowiązujące obecnie przepisy w zakresie praw autorskich oraz zróżnicowane przepisy dotyczące ochrony konsumentów mogą utrudniać prowadzenie sklepów internetowych, które byłyby dostępne dla wszystkich konsumentów w UE, niezależnie od kraju zamieszkania. Z tego powodu przedstawiciel Komisji odpowiedzialny za kwestie konkurencji nawiązał konstruktywne rozmowy z wysokimi przedstawicielami przemysłu i konsumentów dotyczące tego, w jaki sposób można usunąć istniejące bariery w transgranicznej sprzedaży online .”

    ile z tego wyniknie to juz inna bajka ale przynajmniej komunikat ten nie ma juz usmiechnietej facjaty mussoliniego…

    @Nencky jak nie kijem go to palka? ;) rozmawiamy tu o konkretnym problemie. masz racje ze ceny w polsce sa skandalicznie wysokie (choc 22% to wymysl panow z ministerstwa) ale nie wiem o co ci chodzi z lokalizacjami? i tymi doplatami?

    @Rafał chcesz placic za “policjantow ktorzy pilnuja policjantow” czy za muzyke?

  25. 26
    pk5
    13 marzec 2009 o 11:45
    link
       

    Należy w końcu opracować zasady rozporządzania prawami autorskimi, a nie, że i wytwórnia płaci artystom i ozz niby płaci artystom i jeszce żąda za każdym razem za to. Kupiłeś utwór? robisz z nim co chcesz. Co do tego rozpowszechniania publicznego, może wyższa stawka za utwór, ale nie jakieś ryczałty. Dlaczego mamy tak pobabrane prawo? Moim zdanie państwo za bardzo się wtrąca, a jednocześnie pozwala na takie chore działania ozz. Wystarczy jedn, jasne prawo, które traktowałoby o prawach autorskich.

    Ja widziałbym to tak jak mówiłem. Właścicielem jest wytwórca/producent. który “wynajmuje” artystów i im za to płaci (muzyka, słowa, wykonanie) - potrzeba mądrych umów, ale to problem artystów.

    Ograniczyć monopolową pozycję ozz (;) ) i zbudować nowe prawo. Tylko tyle i aż tyle.

    Bartku, w idealnym, trochę anarchistycznym, super wolnorynkowym świecie owszem państwo i UE nie mogą się wtrącać do relacji klient-sprzedawca. Tylko czy my żyjemy w takim świecie? Państwo reguluje handel, a unia jest takim quasi superpaństwem regulującym EWG. I trochę ma do powiedzenia ogólnie. Najlepiej, aby wyraziła to tworząc dobre prawo.

  26. 27 13 marzec 2009 o 12:01
    link
       

    jasne z drugiej strony czy oczekiwanie od biurokracji ze sama sie ograniczy to jednak gigantyczna naiwnosc, prawda?

  27. 28
    pk5
    13 marzec 2009 o 12:22
    link
       

    Owszem gigantyczna naiwność z mojej strony, jednak chyba innej drogi nie ma - cóż, możemy sami napisać ustawę, zebrać podpisy, ale czy wygramy - wątpliwe.

  28. 30
    RomeoAD
    13 marzec 2009 o 14:54
    link
       

    @pk5: Właścicielem jest wytwórca/producent. który “wynajmuje” artystów i im za to płaci (muzyka, słowa, wykonanie) - potrzeba mądrych umów, ale to problem artystów.

    To jest złe podejście. Właścicielem jest ten, kto stowrzył dzieło w rozumieniu prawa autorskiego. Automatyczne przechodzenie majątkowego prawa autorskiego nie będzie zachęcało do tworzenia, co więcej spowoduje, że bogaci będą się bogacić (wytwórnie) a biedni (artyści) zostaną tak samo biednymi.

    Naprawdę chciałbyś, żeby ktoś czerpał korzyści majątkowe z Twojej pracy tylko dlatego że ten ktoś ma fundusze żeby założyć firmę zwaną dalej wytwórnią i nieograniczenie korzystał z Twojego talentu?

  29. 31
    bazi22
    13 marzec 2009 o 18:13
    link
       

    Panowie zdaje się, że nie do końca rozumiecie co miała na myśli Pani Komisarz.

    Otóż nie jest dyskryminacją brak polskiego iTunes, ponieważ nie można ingerować w działalność prywatnych firm i ich decyzję gdzie chcą otwierać swoje sklepy.

    Dyskryminacją jest jednak blokowanie możliwości korzystania ze sklepu otwartego w jednym z krajów UE dla klientów z innego.

    Tak więc nie sądzę, żeby pojawił się iTunes Store Polska, najprawdopodobniej Apple zostanie “zmuszone” do umożliwienia zakupów w sklepach iTunes w UE dla wszystkich obywateli krajów UE.

  30. 32
    dominik
    14 marzec 2009 o 19:27
    link
       

    Ostatnio przygotowywaliśmy gadżet reklamowy w postaci płyty CD z muzyką - opłaty dla ZAIKS stanowiły kilkadziesiąt procent całości kosztów.

  31. 37 1 luty 2010 o 1:11
    link
       

    That is manifestly that essay writing services should show the facts referring to dissertation service moreover, people would effortless purchase essays and thesis writing service just about this topic

Inni napisali

  1. [...] ciąg dalszy zapraszam tutaj. Napisany przez BS. Opublikowany o godzinie 16:52. W kategorii Jabłuszka. Bezpośredni link [...]

  2. [...] już o tym wczoraj w komentarzach pod poprzednim tekstem na ten temat ale w końcu doszedłem do wniosku, że jak już mamy serial to serial, a więc nie wypada [...]

  3. [...] traktować jak potwierdzenie, dziesięcioprocentowy udział w rynku nazywać monopolem albo obwiniać iTunes za utrudnianie sprzedaży muzyki. Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin? - przypomina mi się stary peerelowski dowcip. Ale żeby [...]

  4. [...] ale też dlatego, że oświadczenie to po raz kolejny jasno pokazuje faktyczne źródło problemu - to nie Apple stworzyło przeszkody, to nie Apple podzieliło rynek na segmenty i to nie Apple należy winić za brak polskiego czy [...]

  5. [...] pamiętać, że licencja paneuropejska nie niczego nie załatwi jeśli okaże się zbyt kosztowna - przypomnijcie sobie wyliczenia pana kierownika wydziału licencji i inkasa. Diabeł tkwi przecież w szczegółach. A to oznacza, że mamy do czynienia z kolejną medialną [...]

  6. [...] - zaczęły teraz działać przeciwko samym producentom. Są klienci, jest infrastruktura tylko pomiędzy wchodzi pan kierownik działu inkasa i chce dla siebie 1/10 ceny detalicznej. Tyle ile wynosi marża sprzedawcy! Więcej nawet niż [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez