Tora! Tora! Tora!

28 lutego

Uwaga! Ten wpis ma ponad półtora roku. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Żyjemy w czasach w których łatwiej jest rozbić atom niż zwalczyć przesąd - zauważył kiedyś Einstein. Za to łatwo jest go stworzyć. Magazyn Wired opublikował dziś tekst o tym jak to Japończycy nienawidzą iPhona. Kłopot tylko w tym, że cytowani w tekście rozmówcy - w tym Nobuyuki “Nobi” Hayashi nazywany japońskim Waltem Mossbergiem - niczego co zostało ostatecznie wydrukowane nie powiedzieli. Autor artykułu po prostu wymyślił sobie słowa pasujące do postawionej z góry tezy i bez skrępowania włożył je w cudze usta. Cała sprawa jest dosyć dobrze opisana tutaj. Ależ piękna katastrofa! - chciałoby się rzec. Ale to jeszcze nie koniec - na naszym podwórku temat podjął serwis Webhosting. Niestety w typowym dla siebie stylu tytułując całość: W Japonii niemodnego iPhone nie chcą nawet za darmo oraz dodatkowo dramatyzując tekst: Jednak jest kraj, w którym iPhone’a nikt nie chce – nawet za darmo po podpisaniu odpowiedniej umowy z operatorem. Japończycy nie kochają firmy Apple. Popularność komputerów z logo nadgryzionego jabłka nigdy nie była w tym kraju wielka. Jednak niechęć z jaką spotkał się na rynku iPhone jest czymś dotąd niespotykanym. Po interwencji czytelników tytuł został złagodzony (zmieniony) a pod tekstem pojawiło się skromne sprostowanie. Dobrze że chociaż tyle. Zrozumcie mnie dobrze - przywykłem już do tego, że polska blogosfera czy pseudoblogi i duże internetowe serwisy zajmują się głównie przedrukami z anglojęzycznej części sieci i z siebie nawzajem. Przywykłem do durnych tytułów i do tego, że przeklejanie to jest najczęściej bezrefleksyjne, tłumaczenie byle jakie a komentarze banalne. Przywykłem też do bzdur jakie wypisuje się ostatnio na temat Apple, do piarowych wrzutek konkurencji, do dziennikarskiej niekompetencji oraz do infantylnej paplaniny. Ciągle jednak nie mogę nadziwić się zaciekłości komentujących wszystkie te dezinformacje czytelników. Fakty są inne? Tym gorzej dla faktów!

Bonzaitoratoratoradf6

Każdy kto zwróci uwagę na nieścisłość, błąd czy nawet rażące - i bezdyskusyjne! - przekłamanie z mety otrzymuje etykietkę fanboja a próba jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji kończy się mniej lub bardziej wyszukanymi wyzwiskami. Skąd ta agresja? Skąd to zaślepienie? Skąd taki brak krytycyzmu? - pojęcia nie mam. Jednocześnie rzadko kiedy stawia się jakiekolwiek zarzuty autorom odpowiedzialnym za publikowanie nieprawdziwych informacji - bo było, minęło, trudno, kogo to obchodzi? - a przypadki takie jak wycofanie nieprawdziwego tekstu można policzyć na kciuku jednej ręki. Co więcej nierzadko w tą całą nagonkę włącza się także sam autor! Wbrew pozorom nie dotyczy to tylko tzw. dziennikarstwa obywatelskiego - byłem kiedyś świadkiem takiej oto połajanki której udzielił publicznie jednemu z czytelników dziennikarz pracujący w newsroomie dużej ogólnopolskiej gazety. Po prostu - ryba psuje się od głowy. Tymczasem jednak plotka raz puszczona w ruch żyje własnym życiem - w kraju nad Wisłą wszyscy wiedzą na przykład, że Apple nie dopuściło do powstania Opery mini dla iPhona, mimo że przecież Opera nigdy jej nie napisała. Podobnych przykładów jest zresztą bez liku - pamiętacie przecież groźny czarny przycisk, rzekomy brak konkurencji w App Store, słynny applowski marketing, rozliczne wady iPhona czy nawet chorobę Jobsa… A przecież to tylko jeden, mało ważny i do tego jeszcze mało popularny temat! Kogo w końcu obchodzą jakieś iPhony i komputery? Garstkę geeków, pasjonatów i zapaleńców komputerowej techniki - pomyślcie tylko co musi dziać się w tekstach o polityce, gospodarce czy ekonomii! Słowem, tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, wpływy i władza. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą - twierdził nazistowski minister propagandy Józef Geobbels. Dodajmy - tym trudniejszą do odkłamania, że przecież nienamacalną, nieistniejącą i nieuchwytną. Jak z tym walczyć? Bo że trzeba nie mam akurat najmniejszej wątpliwości.

Konkurs 2009 Zadanie 03 03

2,802

komentarzy: 7

  1. 1 1 marzec 2009 o 9:23
    link
       

    Hm, a nie dalej niż kilka dni temu ktoś pisał o wojnie owoców, na podstawie reklamy… która nie była emitowana. O której nie wiadomo czy jest w ogóle reklamą czy jedynie wewnętrznym filmem agencji. No ale tytuł o wojnie owocowej jest mocny, więc co za różnica ;-)

  2. 2 1 marzec 2009 o 11:22
    link
       

    no wydaje mi sie ze jednak zasadnicza - sadze ze tytul nie jest mocny tylko zartobliwy. walczace ze soba owoce nie kojarza sie raczej zbyt powaznie. zreszta sprobuj to sobie zwizualizowac - nie bedzie to chyba zbyt ponury obrazek? jest tez prawdziwy - bo rynek to walka. w reklamie sluchac strzal, pocisk-jezyna rozpruwa jablko - skojarzenie jest proste i dosyc jednoznaczne. jak pisalem nie ma znaczenia to ze reklama nie byla emitowana w tv, ze to zart lub byc moze tzw. wiral http://pl.wikipedi...arketing_wirusowy - jest dostepna w sieci, widzialo ja juz prawie 400000 osob a zlinkowany przeze mnie film na youtube to pewnie nie jedyne miejsce w ktorym sie pojawil. rozmawiamy o czyms co istnieje wiec nie bardzo rozumiem jakie ma znaczenie ze “isnieje nieoficjalnie”? przeciez to niczego nie zmienia.

  3. 3 1 marzec 2009 o 20:07
    link
       

    ;-)

  4. 4 3 marzec 2009 o 12:41
    link
       

    Odnośnie pytania o agresywny ton komentarzy, warto zastanowić się nad relacją w drugą stronę - im starszy macuser tym bardziej szydzi z Windowsa i często odnoszę wrażenie, że pod sztandarami “lepszego świata” zadzierają nosa mając wszystko inne za chłam.

    Tak wiem, użyłem mocnych słów, ale z drugiej strony kiedy czytam niektóre posty na Szarlotce, nóż otwiera mi się w kieszeni. Nie dlatego, że czuję się osobiście dotknięty, ale raczej zszokowany obrazem świata, który dzieli się na “my” i “dresiarzy w BMW”.

    Oczywiście zupełnie uzasadnione jest także zerknięcie w przeszłość, kiedy maczki były o wiele droższe, a to buduje barierę, prowadzi podziały, a więc i frustrację i gniew.
    Do tego mity oraz pikujący standard sprzętu z jabłkiem w logo tworzą mieszankę wybuchową.

    A już z zupełnie innej strony, znakomita większość komentarzy na portalach to bełkot, często kaprys ulotnej chwili.

  5. 5
    Kamil
    3 marzec 2009 o 13:50
    link
       

    Komentarze na portalach to jakiś koszmar… zresztą tak jak opisane tutaj informacje na portalach to koszmar do potęgi. Przeklejane bezmyślnie, a tutuły to o ziemię powalają.

  6. 6 4 marzec 2009 o 14:18
    link
       

    a tak to się rozchodzi:

  7. 7 6 marzec 2009 o 16:12
    link
       

    wlasnie zauwazylem ze autor tekstu - brian x. cheng - generalnie zajmuje sie pisaniem “przeciwko apple”: http://technologie...uz_wyjatkowy.html

Inni napisali

  1. [...] drugiego Microsoftu, dobrze sprzedającą się w mediach antyapplowską histerię i umiejętnie podsycaną przez różnych pseudodziennikarzy niechęć… Jeśli więc Apple zablokuje możliwość synchronizacji Palma z iTunes - na co potrzebuje [...]

  2. [...] tyle, że ów przełom dokonał się w ludzkiej mentalności. Oto opiniotwórcze pismo, ustami skompromitowanego redaktora, bez najmniejszej żenady chwali ordynarną zrzynkę a wszystko to oczywiście pod [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez