Nie bądź gnidą poczuj fridom

16 lutego

Uwaga! Ten wpis ma ponad półtora roku. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Od jakiegoś czasu z zainteresowaniem obserwuje dwa ściśle połączone ze sobą zjawiska - jedno to, że internet jest coraz młodszy, w sensie że coraz więcej w nim nastolatków, a drugie, że ja jestem coraz starszy. Efekty wynikające z obu tych procesów są dosyć łatwe do przewidzenia - czytając różne dyskusje, blogonotki i tym podobne coraz częściej łapie się za łysą głowę. Przynajmniej tak długo dopóki nie uświadomię sobie po raz kolejny, że młodość musi się wyszumieć, że pstro ma w głowie i że to zupełnie naturalna kolej rzeczy. Rozpoznanie bywa często trudne bowiem choć nie jesteśmy w sieci anonimowi to jednak w jakimś stopniu występujemy w niej incognito. Na dobrą sprawę nigdy nie wiadomo kto kryje się za pseudonimem Eliza, nie wiadomo też czy Eliza Kowalska jest kobietą ani nawet czy w ogóle jest człowiekiem. Gdy dołożymy jeszcze do tego jakiś niewielki acz hałaśliwy procent socjopatów, ludzi niespecjalnie lotnych lecz agresywnych, źle wykształconych czy po prostu nieuczciwych - których, gdy są wyjątkowo uparci, przyjęło się nazywać trollami - to problem staje się całkiem poważny. Jak bowiem rozpoznać intencje, zamiary i kompetencje rozmówcy? Nie bójcie się jednak - nie będzie to kolejny tekst o tym jaka to zła jest ta sieciowa anonimowość. Wbrew pozorom nie mam nic przeciwko. To jest tekst o tym, że zamiast kłócić się, irytować i obrażać lepiej czasem wytłumaczyć. Prosto, cierpliwie - jak dziecku, z którym rozmawiamy. Nawet jeśli zamiast nastolatka po drugiej stronie kabla siedzi równie rozentuzjazmowany dwudziestolatek. Albo zamilczeć.

Kid6544564Gs 001

Dyskutować bowiem można tylko z kimś kto słucha i jest w stanie zrozumieć cudze argumenty oraz wyłożyć własne racje. W innym wypadku to po prostu niemożliwe. Zwłaszcza w przypadku tematów chwytliwych, gorących i wywołujących niezdrowe emocje. A takich jest przecież bez liku. Żeby nie pisać zaraz o małżeństwach homoseksualistów, konkordacie, aborcji, lustracji i całej reszcie “dyżurnych tematów zastępczych” trzymajmy się przez cały czas komputerów. Mamy tu doskonały ekwiwalent - czyli piractwo. Legalność kontra nielegalność. Dozwolony użytek konta niedozwolony. I tak dalej. Dorosły człowiek wie, że przesada szkodzi. Wie, że przymiotniki się stopniują. Zdrowy nastolatek jest bezkompromisowy, przekorny, widzi i przedstawia problem jaskrawo. Albo albo. To wbrew pozorom bardzo cenna rzecz - nigdy nie pozwólcie jej w sobie umrzeć - wymaga jednak konsekwencji, szerokiego oglądu sprawy i znajomości tematu. Samo zaangażowanie nie wystarczy. Nie da się w prosty sposób opisać świata ślizgając się po powierzchni znaczeń, generalizując albo dostosowując fakty do ulubionych teorii. Mam nadzieje, że wybaczycie mi to krótkie kazanie - nie mam żadnych specjalnych praw aby kogokolwiek pouczać. Każdy miał przecież kiedyś naście lat. Nie jestem też wcale taki stary ani taki mądry - moja łysina bierze się z wyboru a nie z konieczności - po prostu wiem, że bloga czytują także ludzie bardzo młodzi, i głównie do nich kieruje te słowa. A że mam odrobinę więcej życiowych doświadczeń więc staram się nimi podzielić… Wiem na przykład, że piractwo nie jest wcale podobne do kradzieży, nielegalny nie zawsze znaczy zły, legalny nie oznacza automatycznie dobry. Opinia, stanowisko czy komentarz to nie prawo. Prawo to nie przekonanie. Przekonanie to nie wiedza. Wiedza to nie doznanie. I tak dalej i tym podobne. Można to osiągnąć tylko weryfikując, podchodząc krytycznie, analizując i konfrontując ze sobą różne zdarzenia i wyciągając z nich, przepraszam za wyrażenie, koherentne wnioski. Pamiętajcie, że ostatecznie można tylko albo szukać i bronić prawdy albo ją ukrywać i omijać. Nie ma trzeciej drogi. Piszę o tym wszystkim bo któryś już raz z rzędu obserwuję jak rodzi się durna plotka, jakie wywołuje emocje i zacietrzewienie. I gdy patrzę na ten tryumf bzdury edytor tekstu mi się w kieszeni otwiera.

Iphonreer5E Pirate 2

Gruchnęła ostatnio wieść, że Apple uważa jailbrekowanie telefonu za nielegalne. Oczywiście nikt nie zadaje sobie pytania czy kiedyś było inaczej? A przecież nigdy nie było - skąd więc nagle ta nowina? Ale to jeszcze nic. Kolejna sensacja ma polegać na tym, że Apple żąda w zamian 2500 dolarów grzywny a nawet pięciu lat więzienia. Co zabawne wnioski w tej sprawie składa do… Biblioteki Kongresu USA. Strach pomyśleć co się stanie jeśli wszechwładny bibliotekarz spojrzy na nie przychylnym okiem, prawda? Co gorsza informacja rozprzestrzenia się na zasadzie głuchego telefonu - jeden coś powie, drugi z grubsza powtórzy, trzeci opowie własnymi słowami, czwarty trochę tylko podkoloruje, piąty słusznie się oburzy, szósty przeklei i tak dalej. Ktoś sprytny po drodze jeszcze temat podkręci, bo przecież chwytliwy tytuł lub przejaskrawione wnioski przyciągają czytelników i wywołują zażartą dyskusję - i gotowe. Mamy komunikat który jest totalnie wstrząsający i kompletnie nieprawdziwy. Co uwiera tym bardziej, że jako źródło rewelacji widnieje zwykle jakiś Reuters albo jak w tym wypadku New York Times. Jednak gdy sięgniemy do źródłowego tekstu łatwo zauważyć, że to nie Apple straszy użytkowników tylko niejaka Jennifer S. Granick czyli prawniczka reprezentująca EFF, która wyolbrzymia konsekwencje sporu tak aby uwypuklić stojące za DMCA zagrożenie. Widać też, że to nie Apple domaga się karania użytkowników lecz, że EFF chce aby rząd zezwolił użytkownikom na jailbreak - the government should allow iPhone owners to circumvent technical barriers. Słowem, oznacza to, że teraz najwyraźniej zabrania. I znów - rząd USA, nie Apple.

Fridomeeff4

Widać wreszcie, że to nie Apple wymyśla te drakońskie kary a że określa je najprawdopodobniej owa nieszczęsna ustawa. Ustawa, która - przypomnijmy - powstała po to aby zabronić tworzenia i rozpowszechniania technologii, przy użyciu których mogą być naruszone cyfrowe mechanizmy ograniczeń kopiowania czyli w istocie po to aby uniemożliwić ripowanie płyt DVD, hakowanie konsol, obchodzenie DRM i tym podobne “zbrodnie”. Warto też zauważyć że całą ta wymiana pism ma charakter czysto abstrakcyjny i służy właściwie tylko wytyczeniu prawnych granic. To wolno, tamto jest zabronione. Bezdyskusyjnie ważny temat ale nikt tu nikogo nie pozwał, nikt nikogo nie skarży, nikt nie siedzi w areszcie, nikt nie ucierpiał. To po prostu kolejna batalia o kształt amerykańskiego prawa. Cały ten zgiełk bierze się stąd, że dziś w myśl obowiązujących w USA przepisów Apple może dochodzić swoich praw w stosunku do osób łamiących zabezpieczenia iPhona. Co jednak nie oznacza przecież, że tak robi ani nawet że chce tak robić. Może. Tak samo jak każdy z nas może oddać sprawę do sądu jeśli poczuje się oszukany, obrażony lub naciągnięty. A EFF chce taką możliwość zablokować. I tyle. Nie ma to nic wspólnego z karaniem, wiezieniem i tak dalej. Co więcej, Apple może przecież utrudniać życie jailbrekowcom znacznie bardziej skutecznie i na tysiąc różnych sposobów - choćby regularnie zmieniając zabezpieczenia tak że ich obchodzenie stanie się w efekcie bardzo uciążliwe - a mimo to tego nie robi. Dlaczego więc nagle miałaby zacząć pozywać kogoś do sądu? Owszem DMCA jest zapewne głupia i szkodliwa ale taką ją sobie Amerykanie napisali, przegłosowali i teraz stosują/zwalczają. Apple ma z tym dokładnie tyle samo wspólnego co z kodeksem drogowym. Gra według tych reguł - to fakt - lecz ich nie stanowi. I mimo całej swojej przewagi nie występuje przeciwko użytkownikom. Przynajmniej na razie. O co więc ten cały hałas? Skąd te dziwaczne wnioski? Czy naprawdę umiejętność czytania ze zrozumieniem to już sztuka dostępna tylko dla nielicznych?

Trytryytrpirckitty

Zrozumcie mnie dobrze - DMCA to jest fatalny przykład “ochrony dóbr intelektualnych”. Podobnie jak DRM, regiony DVD, patentowanie kliknięć i inne tego typu wynalazki. Wcale nie próbuje bronić tego punktu widzenia. Nie próbuje też tłumaczyć Apple - bo zwyczajnie nie mam za co. Dali światu świetny telefon, jednym możliwość zarabiania na nim pieniędzy, innym rozrywki i sporo frajdy. Nie wiesza się, działa jak w reklamach. Nie rozumiem co w tym złego? Że niby źle to zrobili, źle że kontrolują aplikacje w App Store, źle że mają zamknięty kod? Może i źle ale używam ich produktów od lat i jakoś to doktrynalne niespełnienie do mnie nie dociera… Przeciwnie jestem całkiem zadowolony choć przecież daleko im do doskonałości. Psują się tak samo jak wszystkie wyroby człowieka. Ale i tak dają mi więcej satysfakcji niż wyroby konkurencji. Wiem to - bo używam a nie dlatego że sobie wyobrażam. Może tu właśnie tkwi cała tajemnica? Ja rozumiem - żaden normalny człowiek nie patrzy spokojnie jak zabiera się mu prawa, przywileje, mienie albo wolność. Fundacja Elektronicznego Pogranicza (EEF) robi wiele dobrego - nawet jeśli ktoś nie pochwala stojącej za jej kulisami lewackiej ideologii czy wszystkich bez wyjątku postulatów nie sposób przecież odmówić im pewnych racji. Trudno też zaprzeczyć temu, że organizacje walczące o swobody obywatelskie mają swój pozytywny wkład w ostateczny kształt naszej codzienności. Ale to tylko stanowisko, siła przyłożona z jednej tylko strony a nie prawda objawiona. Czasem jest bezsporna, czasem dyskusyjna, czasem wręcz szkodliwa. To zależy. Jeśli więc naprawdę chcecie walczyć “o lepszy świat” i robić to w imię wolności to nigdy nie odmawiajcie jej swoim przeciwnikom - oni też mają swoje racje, też mają swoje prawa i swój punkt widzenia. Słuszność nie leży w atrakcyjnych sloganach, mantrycznym powtarzaniu haseł i prawd ani nawet byciu “po właściwej stronie”. W ten sposób można bardzo łatwo dać się wykorzystać… Istnieje tylko jeden punkt widzenia któremu powinniście być oddani i wierni - wasz własny. Pozwólcie więc innym troszczyć się o swój. W każdym innym wypadku zamiast swobody wybudujecie tylko niewole.

3,102

komentarzy: 13

  1. 1 16 luty 2009 o 13:30
    link
       

    W ramach bycia dzieciakiem internetu parę lat temu: Pierwszy!

    A teraz na poważnie - media dzisiaj to wolna amerykanka nastawione na zysk i sensację - daleko im do podawania rzeczowych faktów niestety.

    Ciekawe czy ktoś kiedykolwiek nad tym zapanuje …

  2. 2 16 luty 2009 o 13:41
    link
       

    mimo to amerykanie jakos potrafia - przynajmniej teskt w NYT opisuje zagadnienie i podaje podstawowe informacje - kto i co powiedzial na jaki temat i w jakim kontekscie. ponad sto lat temu nietzsche zapowiadal ze po kolejnym stuleciu istnienia gazet wszystkie slowa przesmierdna. oto spelnione proroctwo. ale teraz jest jeszcze gorzej - bo gnije juz sens…

  3. 4 16 luty 2009 o 14:41
    link
       

    Nie było by problemu ze słowami, czy ich znaczeniem, gdyby ludzie ich nie nadużywali. Obecnie powiedzenie, że coś jest ewenementem na skale świata nie robi na nikim wrażenia. Zmieniają się z czasem nasze perspektywy i inaczej patrzymy na to co nas otacza. To też powoduje, że czasem zdarza się nam dopowiadać wymysły, by nasz przekaz stał się ciekawy i zauważalny dla odbiorcy, a gdy nas widzi i słyszy, to znaczy, że się sprzedaliśmy, więc wszystko jest dokładnie tak jak być powinno. Komercjalizacja pełną gębą.

  4. 5
    marek
    16 luty 2009 o 17:04
    link
       

    W życiu nie czytałem niczego głupszego. Widać, że się popłakałeś nad swoim Apple ukochanym. Ale nie bój, Steve zrobi jeszcze jakąś fajną konferencję nie raz. Jesteś lepszy od tych strasznych Windowsiarzy, fajniejszy, pewnie z Harvardu. Wrzucam Ci tu mój iKomenatrz i pokój. Ale nie, jednak Ci to powiem. Jesteś marnym zapłakanym grafomanem. Someone on the Internet is wrong!!! Pokaż mu. Pokaż mu, jak to tylko Ty potrafisz.

  5. 6
    a
    16 luty 2009 o 17:18
    link
       

    może kilka akapitów/wcięć by się przydało. Co to jest “dobro intelektualne” może Pitagoras (i inni ), i jego potomkowie powinni się domagać kasy za wykorzystywanie jego twierdzeń? Myślę, że tak!!!

  6. 7 16 luty 2009 o 17:20
    link
       

    @marek. dzieki za komentarz! argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant porzuca właściwy spór i zaczyna opisywać faktyczne lub rzekome cechy swego przeciwnika, nie przebierając przy tym w słowach. W ten sposób unika stwierdzenia, że jego racjonalne argumenty zostały wyczerpane, a jednocześnie sugeruje audytorium, że nasze poglądy są fałszywe. Dodatkowo, obrażanie oponenta ma na celu wyprowadzenie go z równowagi, tak by utrudnić mu adekwatne reagowanie na przedstawiane postulaty. http://pl.wikipedi...entum_ad_personam

    @a polecam lekture Lessiga http://www.futrega.org/wk/

  7. 8
    a
    16 luty 2009 o 17:55
    link
       

    ok. zapoznam się. ja polecam http://www.gnu.org.../why-free.pl.html

  8. 9 16 luty 2009 o 18:37
    link
       

    dzialanosc RMS oczywiscie znam i szanuje - jak juz sobie polecamy to polecam wszystkim ktorzy nie czytali: http://stallman.helion.pl/ - choc nie zgadzam sie z jego pogladami dotyczacymi wlasnoci. wlasnosc to odpowiedzialnosc a swiat potrzebuje odpowiedzialnych ludzi. poza tym uwazm ze roznorodnosc jest dobra - jesli ludzie chca sie dzielic i wspoltworzyc wolny kod nie ma zadnego problemu. tak dziala GNU. jesli nie chca - rowniez go nie ma o ile tylko nikt nikogo nie zmusza do przyjecia jednego lub drugiego rozwiazania sila. dzieki temu mamy tu naturalna konkurencje a ona sprzyja zarowno rozwojowi idei jak i rynku. obie te koncepcje mieszaja sie ze soba co owocuje potem i w jednym i w drugim srodowisku. natomiast zastapienie obu podjesc tylko jednym z nich - i to obojetnie ktorym - w konsekwencji doprowadzi nas do niezbyt zdrowej “jednomyslnosci”

  9. 10
    tobiks
    16 luty 2009 o 20:34
    link
       

    ahhh… marzenia, żeby prawo było jak najprostsze, tego życzę wszystkim :)
    zapotrzebowanie na prawników coraz większe będzie i niedługo żeby coś kupić albo sprzedać (bywa że teraz już tak jest) trzeba będzie się skonsultować z prawnikiem :) [plus dla studiujących prawo]

    Bartku… tekst tym razem bardzo “polityczny”, to znaczy nie o polityce ale jakoś tak i po jednej i po drugiej stronie, bez wyrazu i jakby własnego zdania… ale tak czy tak przyjamnie się czyta

    bardzo dobrze, ze zwrociles uwage, że to nie apple chce “źle” tylko rząd US itp. to mnie zaciekawilo…

  10. 11
    a
    16 luty 2009 o 21:30
    link
       

    @BS czytałem Free as in Freedom. Co do poglądów RMSa w tej części, którą poznałem - zgadzam się. pzdr

  11. 13
    Sylvek
    22 luty 2009 o 6:04
    link
       

    Wszystko ładnie poza jednym szczegółem: Jennifer jest gramatycznie “niejaka” a nie “niejaki.”

  12. 14 22 luty 2009 o 10:29
    link
       

    fakt - dzieki za poprawke

  13. 19 28 maj 2009 o 16:20
    link
       

    łysina ostatnio w modzie

Inni napisali

  1. [...] się bardzo ciekawe i warte przeczytania wpisy. Tak też jest i przy okazji tego tytułu - Nie bądź gnidą poczuj fridom. Autor w piękny sposób opisuje to co spotyka i mnie - ludzie, którzy wiedzą (i są tego [...]

  2. [...] podobnych niezbędnych każdemu człowiekowi funkcji, ma za to kiepski aparat i bluetooth a do tego Apple jest nowym Darthem Vaderem całej branży IT. Dosyć tego! Najwyższy czas na jakieś zmiany! Tak dłużej być nie może! [...]

  3. [...] ale w dyskusji przeważają emocje, słowne przepychanki i osobiste wycieczki a często także zwykła ignorancja, naiwność oraz powierzchowne ujęcie tematu. Słowem, jak to w internecie. Jednak przecież problem istnieje. Nie tylko na webforach czy w [...]

  4. [...] na temat Apple, do piarowych wrzutek konkurencji, do dziennikarskiej niekompetencji oraz do infantylnej paplaniny. Ciągle jednak nie mogę nadziwić się zaciekłości komentujących wszystkie te dezinformacje [...]

  5. [...] kontrolowany i ograniczany? No kto? Do krytykujących przyłączyła się więc także Fundacja Elektronicznego Pogranicza (EFF), która najwyraźniej przechodzi ciężkie chwile i postanowiła użyć metody wypracowanej [...]

  6. [...] tych trzech prostych faktów najwyraźniej jest na tyle trudne lub nieciekawe, że w zamian czytamy o nowej metodzie walki z nielegalnymi iPhonami a plotka zapewne jeszcze “wołem wróci” - jak mówi stare przysłowie. Przypomina mi [...]

  7. [...] plany oraz świetnie sprzedające się produkty? Żeby być jak wszyscy inni? Żeby grupka jakichś krzykliwych malkontentów mogła spać spokojnie? Żeby ułatwić życie konkurencji, która nie potrafi nawet podjąć [...]

  8. [...] Dziś pojawiła się aktualizacja oprogramowania iPhona do wersji 3.0.1. Aktualizacja zamyka lukę pozwalającą na atak za pomocą SMS wykrytą przez Charliego Millera. Jeśli jednak posiadacie iPhona pierwszej generacji nie aktualizujcie go jeszcze! Po takim zabiegu telefon wymaga ponownej aktywacji a tej nie da się przeprowadzić bez jailbreaka co oznacza, że jedno kliknięcie za daleko i zostaniecie z cegłą! Ewidentnie Apple zmieniło swoją politykę wobec jailbreakowanych iPhonów - od kilkunastu miesięcy kolejne aktualizacje nie brickowały telefonów - i trudno oprzeć się wrażeniu, że zawdzięczamy to głównie medialnej wrzawie i kretyńskim akcjom EFF… [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez