Uwaga! Ten wpis ma ponad półtora roku. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

W tekście było sporo ilustracji Perrego Hobermana - pasujących jak ulał! - i równie dużo różnych wątków, które wymagały szczegółowego omówienia. Dlatego artykuł robił się coraz dłuższy i coraz bardziej zawiły. Rzecz w tym - pisałem - że komputer powinien wiedzieć więcej o użytkowniku. Dobry projekt interfejsu to taki który tą wiedzę uwzględnia. A więc, na przykład, potrafi wyświetlić bardziej istotne informacje większa czcionką niż te mniej istotne. Tylko tyle! Cała przewaga rozwiązań proponowanych przez Apple polegała - i polega nadal - na tym, że projektanci starali się zastanowić nie tylko jak dany mechanizm ma funkcjonować od strony technicznej ale też jak - i kiedy! - będzie on przez nas używany. Powtarzam - tylko tyle. I jednocześnie aż tyle, bo nikt chyba w całej branży nie zrobił tego na taką skalę i z taką konsekwencją. Wszystko to były jednocześnie rozwiązania w poprzek - wbrew panującym przekonaniom, modzie a nawet statystykom. Nie jest to wcale przepaść technologiczna ale mentalna… I tak to sobie mniej więcej szło. Mówię wam - masa tekstu, masa dygresji, masa zastrzeżeń, masa definicji i masa przykładów. Naprawdę grube kilobajty.

Co gorsza - kilobajty tekstu z którego nie byłem zadowolony. Może gdybym pisał książkę i rozbił zagadnienie na rozdziały miałoby to sens ale w blogonotce… Zamiast krótko, zwięźle i na temat brnąłem w coraz to nowe rejony ale jedno wymagało drugiego - i łączyło się z nim nierozerwalnie. Bo przecież chodzi tu nie tylko o sam projekt interfejsu ale i o wolność wyboru, i o realizację koncepcji i o jakość pracy. Okazało się, że komputer to nie tylko skomplikowane urządzenie ale i szalenie skomplikowane zagadnienie. Zwłaszcza gdy człowiek chce jednocześnie opisać jego działanie, historię, różne jego koncepcje i wynikające z tego złożone konsekwencje… Słowem po kilku próbach wycięcia zbędnych fragmentów - co skończyło się oczywiście dopisaniem dwóch nowych akapitów - dałem sobie z tym spokój. I tak by już pewnie zostało gdyby nie to że dziś znów gdzieś przeczytałem, że użytkownik winien mieć możliwie największy wybór i narzucanie mu czegokolwiek jest po prostu karygodne. Wpadłem więc na pomysł, że zamiast męczyć się z tym pokażę wam krótki wykład Barrego Schwartza. Schwartz jest psychologiem i popełnił kilka lat temu - chyba raczej słabo znaną w Polsce - książkę pod tytułem Paradoks wyboru. Film jest niestety po angielsku ale skoro ja z moim peerelowskim angielskim (czendż many, czendź many) zrozumiałem nikt raczej nie powinien mieć z tym problemów… Zatem do zobaczenia za 20 minut.
Zakładam, że obejrzeliście - ostrzegam, że bez tego nie ma sensu czytać dalej… Obserwacje Schwartza nie dotyczą oczywiście komputerów bezpośrednio. Dotyczą jednak bardzo wielu bardzo różnych spraw. Różnych jednak tylko z pozoru. Schwartz opisuje bowiem narzucony nam przez cywilizacyjny rozwój współczesny model życia i konsumpcji. A w tym także i nasze myślenie o komputerach. Cały problem leży w tym, że człowiek nieświadomy po prostu nie potrafi wybrać. Wybór sam w sobie nie jest żadną wartością - nie chodzi nam przecież wcale o to aby wybierać dla samego wybierania ale o to by wybierać dobrze, czyż nie? Bo jeśli moglibyśmy wybrać cokolwiek nie troszcząc się zupełnie o rezultat to jakie w ogóle znaczenie miałoby to że wybieraliśmy? Równie dobrze można by rzucić monetą, prawda? W prawdziwym świecie wybór jest siłą rzeczy ograniczony - mamy ograniczone możliwości, każda decyzja rodzi jakieś konsekwencje i tym samym zmienia się cały układ. Pewnych rzeczy nie da się cofnąć lub zmienić. W przypadku komputerów jest jednak odwrotnie. Gdy obrabiacie zdjęcie w Photoshopie możecie z nim zrobić właściwie wszystko. Gdy projektujecie stronę www lub interfejs aplikacji może on wyglądać i działać właściwie dowolnie. Nie ma tu ograniczeń innych niż konwencje. Prawie zawsze można też cofnąć się i zacząć od początku. A to oznacza że zamiast nieskończonej możliwości gwałtownie potrzebujemy pomysłu, który nada wszystkim tym potencjalnym wariantom jakiś sens. Inaczej po prostu utoniemy w pustce. Komputer bez żadnych ram i prawideł to wyzwanie a nie narzędzie - a przecież stworzyliśmy go po to by ułatwić sobie życie a nie je dodatkowo komplikować, prawda? Myślę, że warto o tym pamiętać kiedy znów weźmiemy się za bary z “wiedzącym lepiej” komputerem. Przechył w drugą stronę byłby dużo gorszy.




2005-2009 by 


komentarzy: 4
link
Ciekawie i bardzo madrze facet gada…smutna prawda
link
lepsza smutna prawda niz wesole klamstwo
link
Kolejny dowód na to że nie zawsze więcej znaczy lepiej…
link
Idąc tropem tego wpisu znalazłem dłuższy wykład Schwartza http://video.googl...27548813950043200
.
Szczególnie ciekawie w kontekscie iPhone brzmi to co mówi w okolicach 30 minuty (tam gdzie opowiada o odtwarzaczach mp3).
Inni napisali
[...] wam ostatnio krótki wykład Barrego Schwartza o kłopotach wynikających ze zbyt dużego wyboru. Schwartz mówi, że wielka ilość dostępnych [...]
[...] bety systemu Windows 7 moje wymagania znacznie wzrosły. Jednak pamiętajcie, warunkiem szczęścia są „niskie oczekiwania”. Tym humorystycznym akcentem kończę krótki test [...]
[...] bety systemu Windows 7 moje wymagania znacznie wzrosły. Jednak pamiętajcie, warunkiem szczęścia są „niskie oczekiwania”. Tym humorystycznym akcentem kończę krótki test [...]