Co różni Apple od innych korporacji?

28 listopada

Uwaga! Ten wpis ma ponad półtora roku. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Po pierwsze… Mała liczba sprzedawanych produktów. Apple to wprawdzie całkiem spora firma jednak jej oferta na tle konkurencji wygląda dosyć skromnie. Wiecie o co chodzi - mamy trzy modele laptopów i desktopów zamiast kilkunastu, jedną wersję systemu zamiast kilku, jeden telefon zamiast szesnastu a nawet jedną czy dwie premiery w roku. Różnice w szybkości procesora czy wielkości dysku są z tego punktu widzenia zupełnie pomijalne w końcu to tylko warianty. Nawet iPody które rozmnożyły się jak króliki były w sumie tylko cztery… Ma to dosyć poważne zalety - łatwiej skupić się na kilkunastu projektach niż na kilkudziesięciu czy kilkuset. Do tego dochodzi dosyć unikalna - mam tu na myśli ścisłe zespolenie software i hardware - i w miarę konsekwentna strategia rozwoju. Realizowana zresztą często w poprzek modzie i obowiązującym na rynku trendom. Być może właśnie dzięki temu produkty Apple mogą nosić indywidualny rys projektantów zamiast realizować niekończący się cykl “nowy-lepszy-inny” którym od lat żywi się cała branża? Oto iMac - dziesięć lat i… cztery modele.

Imac Gallery

Często słyszę argument, że Apple jest takie samo jak reszta bowiem każda firma jest nastawiona na zysk i istnieje tylko po to aby go wypracować. To prawda, która jednak niczego nie wyjaśnia - a wręcz odwrotnie. Wynika z niej zresztą, że wszystkie firmy na świecie robią właściwie to samo, a to już przecież czysta fikcja. Złudzenie to bierze się to z faktu, że dziś większość produkcji i praktycznie cały handel jest w prosty sposób utożsamiany z marketingiem, tak samo zresztą jak cała gospodarka z rynkiem finansowym… Słowem, nie ważne co sprzedajemy - ważne jak. Muzyka, kartofle czy stal uzyskują w ten sposób wspólny mianownik - wszytko to bowiem “tylko towar”. Takie myślenie wiedzie jednak na manowce - za każdą firmą stoi bowiem jakieś wyobrażenie tego jak ów zysk wypracować. Jedni widzą go w masowej i taniej produkcji, inni w technicznych innowacjach, inni w pogodni za modą a inni jeszcze w jakiś inny sposób. Gdyby tak nie było wszyscy faktycznie robiliby to samo - co zresztą można sobie patrząc na dzisiejszy rynek IT wyobrazić - ale także, co znacznie ważniejsze, z równym powodzeniem - a rynek dzieliłby się po równo przez ilość uczestniczących w nim przedsiębiorstw… Nie chodzi tu oczywiście o żadną misję realizowaną kosztem akcjonariuszy a po prostu o głęboki sens istnienia każdego przedsiębiorstwa - coś co odróżnia nas od konkurencji. Warto sobie uświadomić że jedno wcale nie wyklucza drugiego.

Banknot76Y-1

Po drugie… Z powyższym łączy się bezpośrednio podejście do technologii. To rzecz która od początku wyróżniała Apple na tle konkurencji. Od samego początku firma mówiła: produkujemy komputery dla “normalnych ludzi”. Przyjazną technologię “dla reszty z nas”. Tymczasem konkurencja oferowała produkty zaprojektowane “przez inżyniera i dla inżyniera”. Tu ważna rzecz - nigdy nie były to tylko słowa. Żyjemy w czasach w których zewsząd jesteśmy bombardowani pustymi obietnicami, które dookreślają zapisane malutkimi literkami warunki promocji. Internet za 19zł miesięcznie? Tak ale tylko przez pierwsze trzy miesiące. Bilet na samolot za złotówkę? Tak plus 300zł dodatkowych opłat na lotnisku. Pizza za pół ceny? Jasne ale jak zamówisz cztery i tylko o północy. I tak dalej i tym podobne. Jednak obietnice składane przez Apple zawsze miały pokrycie. Owszem, nigdy nie był to sprzęt bez wad lecz zawsze trochę inny i - co widać z perspektywy czasu - lepiej pomyślany. Gdy cały komputerowy świat pytał jak zbudować szybszy komputer na boku zostawiając całą resztę, Apple pytało jak można ową wydajność sensownie wykorzystać i dosyć łatwo znajdowało odpowiedź… Paręnaście lat takiej polityki doprowadziło ostatecznie do tego, że użytkownicy nie tylko stali się wierni marce ale też mają do niej sporo zaufania. Mimo kilku wpadek i niespodziewanych zwrotów kursu - przesiadka na PowerPC, przesiadka na OS X, przesiadka na Intela by wymienić te najbardziej spektakularne. I to jest kapitał, który pozwolił Apple zarówno przetrwać kryzys jak i zintensyfikować sukcesy. Są takie chwile kiedy obraz jest więcej wart niż słowa - spójrzcie na rysunek poniżej. Oto różnica, o której piszę…

Apple Iphone Hardware3 2008U339 Copy

Po trzecie… Ludzkie oblicze. Czyli Steve Jobs i jego pole zakrzywenia rzeczywistości. Złośliwcy mówią o nim hipnotyzer, prorok, kaznodzieja. Jednym słowem, wielki manipulator. A może po prostu facet, który wierzy w to co mówi? Człowiek, który ma fenomenalną intuicję, duże wyczucie technologii i dobrze rozumie ludzkie potrzeby? Niezależnie od tego jak ocenimy tą postać trudno zaprzeczyć, że Jobs miał i ma wielki wpływ na kierunek w jakim podąża Apple. Moment w którym odszedł - a firma skręciła w stronę informatycznego mainstreamu próbując sił na nowych rynkach i produkując między innymi konsolę do gier, aparat cyfrowy czy rozpoznający odręczne pismo kieszonkowy komputerek - okazał się jednocześnie momentem, w którym mimo spektakularnego wzrostu sprzedaży firma o mało nie zbankrutowała. Dopiero jego powrót i nowe pomysły - system operacyjny oparty na Unixie, iMaki, iBooki, iTunes z iPodem i tak dalej i tak dalej - postawiły ją na nogi. To oczywiście duże uproszczenie i niezbyt sprawiedliwa ocena historii - Jobs nie zrobił tego w pojedynkę a John Sculley nie był wcale czarnym charakterem - jednak sami przyznacie, że zbieżność ta nie jest przypadkowa. I znów nie chodzi tu wcale o technologię samą w sobie. Ba! Przecież Newton, Pippin czy QuickTake były właściwie technicznymi fajerwerkami - wyprzedzały swój czas i teoretycznie to od nich mogła zacząć się rewolucja, która przyszła kilka lat później i przyniosła wielkie pieniądze… Dlaczego więc nie wyszło?

Pippquictak45

Zastanawialiście się kiedyś - tak jednym zdaniem - co było główną zaletą i zarazem przyczyną wielkiej popularności iMaka? Brak kabli i wbudowane w komputer niezbędne peryferia. A iBooka? Wygląd - w końcu laptopa z definicji nosimy ze sobą więc staje się on przez to częścią naszego ubrania podobnie jak okulary, zegarek czy torebka. iPoda? Pojemność a z czasem także sensowny i tani dostęp do muzyki. iPhona? Realna a nie pozorna agregacja kilku zaledwie funkcji. A wszystko to oparte na prostym, czytelnym i zrozumiałym nawet dla laika interfejsie. Już rozumiecie? To nie są osiągnięcia techniki! To tylko kwestia podejścia. To zarazem odpowiedź na stare pytanie o to czy nos jest dla tabakiery czy też może tabakiera dla nosa? Ludzie potrzebują technologii, której mogą swobodnie używać a nie zabawek które potrafimy wytworzyć i które choć zwykle robią wrażenie to jednak nie znajdują praktycznego zastosowania lub wręcz utrudniają życie. Przed laty przyszedł do mnie znajomy obwieszony elektroniką jak taternik linami - miał przy sobie nowoczesną komórkę, zawodowy cyfrowy dyktafon, wypasiony odtwarzacz CD, w torbie cyfrowy aparat małpkę a w kieszeni jeszcze jakiegoś PDA. A to oznaczało pięć ładowarek, pięć różnych sposobów wymiany danych z komputerem, pięć rzeczy o których trzeba dodatkowo pamiętać i - co być może najważniejsze - pięć rzeczy, które nosimy ze sobą bo mogą się przydać mimo iż zwykle się jednak nie przydają…

1174655352Cruiser+Kable

Korporacje wyobrażamy sobie zwykle - co zresztą nie odbiega tak bardzo od realiów - jako bezduszne, bezosobowe i gigantyczne ludzkie fabryki. Pracownicy w roboczych uniformach (zminimalizowanych dziś do krawata) zamknięci w klatkach-kubikach rozwiązują jakieś abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości problemy. Rządzą procedury a co za tym idzie korporacyjna inercja całego układu. Człowiek w takiej maszynie jest tylko małym trybikiem a przecież trybiki powoli się zużywają… Każdego więc można zastąpić. Tymczasem Apple - przynajmniej na zewnątrz - wygląda inaczej. Jobs zupełnie nie pasuje do tego obrazka. A Apple ma przecież jego twarz. Co trochę tłumaczy, choć nie usprawiedliwia - ale to już inna kwestia - histeryczne zainteresowanie jego zdrowiem. Jobs rzadko pojawia się w mediach ale gdy już to robi jest człowiekiem z krwi i kości. Cieszy go każda nowa premiera, denerwują niektórzy dziennikarze. W jego wykonaniu prezentacja nudnego przecież urządzenia jakim jest kolejny komputer czy iPod staje się nagle fascynującym show. Oczywiście to starannie przygotowany i wyreżyserowany występ ale entuzjazm prowadzącego i widowni nie jest przecież udawany… Jobs pokazuje nam swoje nowe zabawki a my patrzymy na to z nieudawaną przyjemnością - czyż nie? A potem jeszcze je kupujemy choć przecież kosztują krocie…

Oto trzy odpowiedzi na tytułowe pytanie - ludzkie oblicze, oryginalne podejście do technologii oraz skromna i konsekwentna strategia rozwoju. Mimo wszystko myślę jednak, że Apple to taki sam interes jak każdy inny. Z tą tylko różnicą, że to dobry interes.

4,643

komentarzy: 14

  1. 1 28 listopad 2008 o 12:08
    link
       

    Chyba lepiej nie można ująć fenomenu apple. Ale z drugiej strony wizjonerski CEO jako postać dominująca w kontaktach z rynkiem jest niebezpieczeństwo zbytniej ufności w osobę prowadzącego. Który też jest tylko człowiekiem;) I może się mylić…
    Ale z drugiej strony gdyby nie Jobs nie byłoby apple i pixara i rynek cyfrowej muzyki wyglądałby inaczej. Tak więc żyj nam sto lat Steve;)

  2. 2 28 listopad 2008 o 12:23
    link
       

    oczywiscie ze moze sie mylic i tez sie myli. jednak zamiast teoretyzowac na ten temat - bo przeciez nie znajdziemy zadnej metody ktora zagwarantuje nieomylnosc - lepiej popatrzec na historie. apple nie istnieje od wczoraj zatem posuniecia jobsa mozna poddac calkiem racjonalnej analizie co pozwoli zarowno wychwycic wpadki jak i sukcesy.

  3. 3
    M@Czlek
    28 listopad 2008 o 16:22
    link
       

    Gratulacje, Bartku, świetny tekst, kolejny, na który tak długo czekałem. Całkowicie zgadzam się z Przemkiem :-), że leprzego tekstu, wyjaśniającego fenomen Apple, dotychczas nie powstało — Mam nadzieję ujrzeć ten teks w nadchodzącym Moim Jabłuszku, a możę nawet i w kilku obcojęzycznych serwisach, poświęconych tematyce Apple.

    Serdecznie Pozdrawiam!

  4. 4 28 listopad 2008 o 17:49
    link
       

    Ojej, Bartku, czy Ty naprawdę wierzysz w obraz Apple, który stworzyłeś w tym tekście? Moim zdaniem za pomocą miłej w odbiorze retoryki napisałeś po prostu kolejny poemat z cyklu “Apple jest wyjątkowe”.

    Niestety nie jestem pewien czy należy przyjmować takie absolutorium. Bo też każdy punkt choćby ostatniego akapitu można zakwestionować, nie mówiąc już o tym, że posłużyłeś się także wieloma całkowicie lub po części nieprawdziwymi tezami - np. “mała liczba sprzedawanych produktów” (a iPod, a iPhone, a iTunes Store i AppStore?), “obietnice składane przez Apple zawsze miały pokrycie” (np. MobileMe do dziś nie działa tak jak zapowiadano), “iPod oferował sensowny i tani dostęp do muzyki” (by korzystać z iPoda trzeba mieć komputer, nie wystarczą same nośniki mediów; iPod nigdy nie był tani, a tania muzyka - masz na myśli torrenty? ;), “Apple nie pasuje do obrazka korporacji” (takie twierdzenie może być tylko efektem obrazu medialnego i wiedzy szeptanej), “Jobs pokazuje nam swoje nowe zabawki a my patrzymy na to z nieudawaną przyjemnością” (szczególnie wtedy, gdy już wszystko wiemy z plotek oraz w momentach gdy np. MacBook traci FireWire), “oryginalne podejście do technologii” (Apple stosuje pomysły i rozwiązania technologiczne już istniejące, choć wykorzystuje oryginalnie i sprawnie), “skromna i konsekwentna strategia rozwoju” (”skromne” dążenie do np. opanowania rynku cyfrowej rozrywki).

    Ani udowadnianie, że Apple niczym się nie różni od innych firm (bo czy wszyscy produkują własny system?), ani udowadnianie, że jest wyjątkowe (bo czy inne firmy nie oferują dobrych i oryginalnych produktów?), nie przynosi wiele pożytku, a niesie ze sobą konieczność stosowania uproszczeń i fałszywych twierdzeń. Czy warto zatem porzucać rozsądek i krytyczne myślenie na pożytek tworzenia pożywki dla fanatyzmu i mesjanizmu?
    Pozdrowienia.

  5. 5 28 listopad 2008 o 18:31
    link
       

    Trochę racji ma Makojad, ale czy nie jest tak, że rzeczy nie są takimi jakimi są, tylko takimi na jakie wyglądają? Dlatego Apple mimo korporacyjności (no nie jest to niszowa firma zatrudniająca 10 pracowników) potrafi stworzyć atmosferę spójności między użytkownikami, sprzedając im swój produkt. I nie chodzi tu o to czy jest się ‘fanboyem apple’a’ czy patrzącym krytycznym okiem użytkownikiem sprzętu, który potrafi docenić zalety innych platform. Ta jedność wykracza przy tym poza samo logo, bo nie można powiedzieć o ‘jednoczącej funkcji znaczka np. Nike’ a jednak jest coś w makjuzerach że siedzą na forach, czekają na update systemu, obserwują kolejne odłony Keynote etc. Oczywiście użytkowników PC postępujących tak jest więcej bezwzględnie, ale chodzi mi raczej o stosunek procentowy - chyba niewielu użytkowników laptopów Hp szuka namiętnie nowości związanych z marką i tym podobnych.
    Nie można pominąć jeszcze jednego faktu - medialnego aspektu użytkowania produktu z nadgryzionym jabłkiem - pamiętacie jak pierwsze iPody (a właściwie ich białe słuchawki)pojawiły się w towarzystwie gwiazd? Albo w ilu filmach “występują” iMaki, czy MB, MBP? To swoisty ‘product placement’ który często działa lepiej niż solidne wykonanie produktu i suche fakty mające przekonać mnie do kupna produktu x.
    Myślę, że to i wiele innych czynników, mniej lub bardziej subtelnych powodują, że apple kojarzy się pozytywnie, nawet jeśli jest to błędne lub choćby przesadzone przekonanie.
    Pozdrawiam.

  6. 6 28 listopad 2008 o 18:51
    link
       

    @makojad niczego nie porzucam. to po prostu druga strona medalu. wiele mnie w apple ostatnio irytuje ale tez ciagle zywie do niej wiele sympatii. staralem sie tez umiescic temat w nieco szerszym kontekscie niz ostatnie 3 lata…

  7. 7
    LifeforMac
    28 listopad 2008 o 19:05
    link
       

    Makojad, a czy nie jest tak że szukamy dziury w całości, gwoli zaspokojenia poczucia własnej odrębności?

    Jestem użytkownikiem wielu innych marek i produktów, podobnie jak każdy inny tu wypowiadający się, i nigdy u mnie nie powstawało uczucie że te inne produkty są tak samo wyjątkowe jak Apple…
    Może za wyjątkiem kilku, ale to dosłownie kilku luksusowych marek posiadających ten Magnetyzm Funkcjonalnego Minimalizmu… Będzie to Dyson, Apple, Volvo, Bang & Olufsen…

  8. 8 28 listopad 2008 o 23:53
    link
       

    @PanSowa:
    Gdybyśmy np. o Apple zmogli powiedzieć tylko to co widzimy, nie umielibyśmy trafnie (a to nie znaczy jednobiegunowo) ocenić wielu działań (np. braku FireWire w MacBooku). Nie byłoby przestrzeni do wymiany zdań, wreszcie nie byłoby możliwości by np. podjąć dobrą decyzję o zakupie.
    Z drugiej strony lustra zaś Apple nie jest obojętne jak kształtuje swój wizerunek i umiejętnie go wspiera odpowiednią strategią, która tak naprawdę wzmacnia obraz Apple jako firmy wyjątkowej, chcąc tym samym zminimalizować nasz własny osąd w sytuacjach gdzie interesy firmy i użytkownika się spotykają, np w przypadku kupna Maka.
    Co do jednego chyba się wszyscy zgodzimy - Apple jest firmą, która stawia na marketing i pozytywny obraz. Problem tkwi w tym czy np. zdanie wzięte z tekstu powyżej “produkujemy komputery dla ‘normalnych ludzi’” to rezultat marketingu czy obraz rzeczywistości. Naturalnie po tylu latach nieustannej kampanii reklamowej będzie to jakaś mikstura. Pamiętać jednak należy, że przy tak agresywnych (w sensie silnej) i stale obecnych wysiłkach ze strony Apple w kierunku umacniania wizerunku firmy wyjątkowej, użytkownicy muszą wykazać się sporą dozą zdrowego rozsądku by móc zachować w miarę obiektywny osąd i nie dać ponosić się emocjom, które z wielu uczyniły fanatyków, a z Apple obiekt kultu.

    @BS:
    Wiesz, ja traktuję ten tekst raczej jako prowokację z Twojej strony, niż jako opinię, pod którą podpisałbyś się obiema rękami. Nie wiem czy jest to druga strona medalu czy trochę łatwy i na skróty rodzaj przywołania emocji z czasu gdy zaklęcie miało moc. :)
    W każdym razie pisanie, że “Apple sprzedaje mało”, “iPod to tani dostęp do muzyki”, “Apple prowadzi skromną strategię rozwoju” wywołuje u nie poddającego się bezkrytycznie “magii Apple” człowieka naturalny odruch sprzeciwu. A te hasła przecież padają na podatny grunt, co zresztą sam możesz zauważyć po pierwszych komentarzach. Ja się właśnie o to dopominam, żeby odmitologizować myślenie o Apple.

    @LifeForMac:
    Szukanie dziury w całym spełnia, podobnie jak cerowanie, pożyteczną funkcję tylko do pewnego stopnia. Jeśli z Apple chcemy zrobić na siłę wyjątkowe zjawisko, które na dodatek ma stymulować emocje i potrzebę identyfikacji - przystanek nazywa się Ślepy Zaułek lub Bezkrytyczne Uwielbienie.
    Niektórzy ludzie potrzebują komputerów, które spełniają potrzeby emocjonalne lub są wyznacznikiem przynależności do określonej grupy czy nadają określony status społeczny. Samochodów i innych produktów firm, które wymieniłeś rownież używają w tym celu. W związku z tym potrzebują “wspaniałych firm”, które mogą “kochać” za to, że spełniają ich pragnienia.
    A inni po prostu piszą, programują, jeżdzą, słuchają muzyki, komponują, tworzą grafikę, itd. - ich dobór narzędzi warunkowany jest działaniem, treścią, a nie “miłością do producenta”.

  9. 9
    Grzegorz
    29 listopad 2008 o 10:45
    link
       

    @ makojad

    IMHO zdecydowanie przeceniasz siłę reklamy i owego budowania wizerunku. Apple to oczywiście nie jest jakaś mityczna Pani z Jeziora która za friko wręcza przechodzącym Lancelotom magiczne miecze, tylko zwykła firma produkująca elektronikę i to nie tanio (wg mnie ta relatywnie nie mała cena to jeden z kluczy do sukcesu - sprzęt nie trafia do grupy użytkowników o pewnej mentalności - na ogół wiecznie niezadowolonych fanatycznych wyznawców wzoru cena/wydajność).
    Jednak nie przesadzajmy z żaby nie da się zrobić krokodyla mimo, że oba zielone i wodne, i żadne budowanie wizerunku czy marketing nie przysłoni kiepskich produktów. Może znasz jakąś firmę, której produkty cieszą się takim uznaniem userów nawet w naszej rozmarudzonej, wiecznie zrzędzącej i nigdy nie zadowolonej ojczyźnie, ja mam trudności żeby taką wymienić (oczywiście mowa o branży tej samej branży)

    BTW co do FW to z pewnością trochę żal ale:
    1) mam (i pewnie nie tylko ja) “starego” MB i starego iMaca i jakoś nie widze potrzeby zmiany w dającej się przewidzieć perspektywie czasu - czemu ludzie muszą mieć natychmiast nowy model nawet jeśli za na prawdę duże pieniądze mają wzrost wydajności zauważany głównie w benchmarkach.

    2) po dość długim poszukiwaniu udało mi się na allegro onegdaj kupić obudowę do dysku z FW była droższa i … ma także USB. Nie ma co kruszyć kopie, SCSI też było lepsze w pewnym momencie. Rynek ma zawsze rację i zdecydownie nie postawił on FW tylko na USB koniec i kropka.

    Pozdrawiam

  10. 10 29 listopad 2008 o 13:01
    link
       

    @Grzegorz
    Makojad chyba chce też w swoisty sposób ocenić środowisko makjuzerów, zaliczając wszystkich spośród nich do grona Ślepych Wielbicieli Apple’a, a jednak nie wszyscy muszą się do nich zaliczać. Kiedy zastanawiałem się nad przesiadką na maka przeliczałem wszystkie ‘za’ i ‘przeciw’ a jednak wydając ok 5tys na laptopa nie sądzę żebym kupił najwydajniejszy sprzęt na rynku, czyli ten o najmocniejszym hardware. Teraz natomiast patrzę na znajomych męczących się z ich Hp czy Toschiba (nie ważne czy z Xp czy Wistą) i jakoś tak łatwiej mi się używa komputera. Nie mam takich problemów z pozornie normalnych funkcjami komputera jakie powinny być oferowane w standardzie przez każdego z producentów. I jakoś trzeba było przetrwać okres kiedy byłem dla znajomych ’superlanserem’. Ale poza lansem maki mają wiele realnych zalet.

  11. 11
    LifeforMac
    29 listopad 2008 o 15:33
    link
       

    @Makojad, obawaiam się, że w swych wysokosyntetycznych wywodach zapędzileś się daleko poza granicę objektywności wyboru i przyczyn powstania ciepłych uczuć podczas używania sprzętu u konsumentów, niestety egzałtując eksluzywność wymienionych przeze mnie Marek, odwracasz kota ogonem, interpolując pojęcie luksusu jako stan przynależności do określonego targetu majętnych. Natomiast w rzeczywistości wybór tych konkretnie Marek jest dokonywany nie dla egzałtacji własnej pozycji społecznej (czyli nazwy marki), lecz z powodu oferowanej przez nie kultury eksploatacji (czyli wartości użytkowych), co de fakto i definiuje ich cenę oraz wartość pozycji wyboru w porównaniu do innych często nawet bardziej luksusowych marek niż one, co w koniecznym rozrachunku i stanowi o wartości tych konkretnie marek.

    Tłumacząc to na język codzieności, polecam popracować w środowisku Windows XP na dowolnym laptopie HP, pojezdzić malucem czy transportem miejskim, zacząć obsługiwać otwarzacz z Biedronki, oraz dla przykładu wybrać najbardziej wydajny Pen-Drive w pobliskim Mediamarkt, by zrozumieć różnicę o której mówi Bartek w swym artykule.

    Niestety, ale w twoich wywodach, muszę z przykrością stwierdzić brak zdrowego dystansu do opisywanych zjawisk, skonfrontowanego z surową codzienna rzeczywistością, pozbawionej różowych okularów, pozwalających na szukanie dziur w całości korporacyjnej polityki Apple.

    Dlatego twierząc że Macuserzy swym uwielbieniem tworzą specyficzny kult, tym samym dowodzisz swej ignorancji w dziedzine świadomego wyboru konsumentna, co stoi już tylko o krok od przedmiotowego traktowania otaczających cię osobowości…
    Pozdrawiam.

  12. 12 30 listopad 2008 o 3:35
    link
       

    @Grzegorz
    Nie wiem czy przeceniam siłę reklamy i budowania wizerunku Apple, czy po prostu czytam blogi o Apple, w których często huczy o tym jakie Apple jest wyjątkowe (a to również element czy pochodna strategii wizerunku). Zaś powody tej wyjątkowości są budowane - nie, oczywiście nie na glinianych nogach, ale często na pewnej zbiorowej świadomości, że Apple to “coś wyjątkowego”.

    I o ile racjonalnie rzecz ujmując produkty Apple są wciąż wg określonych kryteriów ponadprzeciętnej jakości i trwałości, o tyle cyfrowo-blogowy szum wokół producenta może się jawić owym racjonalnie rzecz ujmującym jako ponadnaturalny efekt jakiegoś magicznego zaklęcia wypowiadanego przez np. dajmy na to maga S.Jobsa Pottera. ;)

    Dla Ciebie to zwykła firma - i tu masz mój głos - ale dla wielu Cupertino to Panteon technologii informatycznej, a ich produkty mają znamiona boskiego nektaru, którego używając wielu dostępuje namaszczenia na wybranych. Traktując te słowa z przymrużeniem oka należy jednak stwierdzić, że Apple-fanatyzm jest żywy, szczególnie w Polsce - gdzie rynek komputerów Apple jest wciąż dość kaleki, zaś logo i marka budzą respekt i rozbudzają wyobraźnię. Daleki jestem od potępiania tego zjawiska (choć czasem bywa niesmaczne), ale nie waham się by dostrzec i nazwać po imieniu rzeczywistość. Trzeba również powiedzieć, że dzięki temu nasz makowy świat nie jest tak szary jak bywały niegdyś jednakowo szare blaszane pudła pecetów.

    P.S. Ja też mam starszy model i jakoś wciąż brak ochoty, a tak naprawdę dostatecznego uzasadnienia, by zamienić go na lśniące, nowe, magiczne lustra. ;)

    @PanSowa
    Pewnie, że dobre rzeczy mają wiele zalet. Również taką, że kupują je ludzie, którym może bardziej niż o rzeczywiste pozytywne cechy chodzi o nabycie poczucia wyjątkowości, które w przypadku Apple kupuje się w komplecie. Przynajmniej tak słyszymy.

    Naturalnie, różni są użytkownicy, różne mają motywacje, różne nimi kierują przesłanki. I już. Trudno chyba tej różnorodności zaprzeczyć. Tak jsamo ak trudno zaprzeczyć realnym zaletom Apple oraz mitom, które krążą wokół produktów z jabłkiem, niezależnie od tego ile prawdy w mitach a ile… marketingu i marzycielstwa. ;)

    @LifeForMac:
    Nie jestem pewien czy dobrze mnie zrozumiałeś, LifeForMac. Ja poruszam się tu w obrębie teorii (opartej na doświadczeniu i analizie), chcąc, powiedzmy, dołożyć swą cegiełkę do odmitologizowania Apple - przez napisanie co myślę. Nie znaczy to, że zobowiązuję kogoś by miał podobną do mojej opinię. Nie znaczy to również, że jeśli wg pewnych schematów i dość obrazowo skategoryzowałem użytkowników np. Apple, to nie mam szacunku do jakiejś grupy użytkowników czy uważam ich za gorszych.

    Natomiast fakt istnienia różnych motywów wyboru konkretnego produktu, różnych użytkowników, różnych osobowości i gradacji świadomości konsumenta (podkreślam to ostatnie) jest właściwie bezdyskusyjny. Dlatego użytkowników można w uproszczeniu pogrupować tak jak to zrobiłem w poprzednim komentarzu (nie jest to jedyny sposób) - na tych, którzy nabywają produkt dla poczucia wyjątkowości oraz na tych, którzy nabywają ten sam produkt by służył do określonych celów. I tu zrozum mnie dobrze - z punktu widzenia firmy, i ci, i ci przyczyniają się do sukcesu producenta - a to ważne. Egzaltacja marką, ekskluzywność, luksus - to są tylko pochodne (tak jak zresztą mitologizacja) i to bardzo relatywne. O żadnej z tych rzeczy zresztą wcześniej nie wspominałem (bo to inny temat), więc tu opatrznie mnie zrozumiałeś i mam wrażenie, że konstruujesz spontaniczne swoje własne wnioski, wkładając je w moje usta (tj. klawiaturę).

    W rzeczywistości, w poprzednim komentarzu chciałem Ci przekazać swoje widzenie bardzo prostej zależności. Mianowicie, że “szukanie dziury w całym, podobnie jak cerowanie, spełnia dobrą funkcję, jednak tylko w określonym stopniu”. Czyli mowiąc bez przenośni - wyłuszczanie zalet i superlatyw, w tym przypadku nt Apple, jest dobrą i pożyteczną rzeczą, tak samo jak krytyka wad i pokazywanie słabych punktów. Ale gdy superlatywy przeradzają się w mało twórcze mity, zalety w półprawdziwe hasła, a jedyny element krytyki ma charakter sublimacyjny (w sensie psychologicznym), to w takiej nadętej konstrukcji wyjątkowego zjawiska trudno znaleźć jakieś racjonalne odniesienie, prawda?

  13. 13
    LifeforMac
    30 listopad 2008 o 13:01
    link
       

    @Makojad, prawda, lecz w przypadku, jerzeli nie wiesz nic o przyczynach powstania opisywanego zjawiska, niestety, ale w swych wypowiedziach tego nie dowodzileś aż do teraz. Wiem, w niektórych moich stwierdzeniach, nie cytowałem cię bezpośrednio, lecz illustrowałem skrajność, do jakiej podąrza rozumowanie operające się na przyjęciu tylko jednej perspektywy, zapominając o innych, nie mniej ważnych, a co naistotniejsze, nieodłącznie istniejących obok siebie.
    Tak, nabywając Luksusową przynależność do Marki Apple, dostajesz w komplecie nieprzeciętne pomysły ujęte w nieprzeciętnych pomysłach, i odwrotnie, nabywając Markę Apple dla nieprzeciętnych Pomysłów, dostajesz nie odłączne od tego, jak by automatyczne zaliczenie do grupy użytkowników Luksusu, dlatego bardzo trudno mówić o spontaniczności moich wypowiedzi, bo jak widzisz ja staram się przedstawić cały system, a nie pojedyncze równania z niego…

    Reasumując, wydaje mi się, że swoją dyskusją wydatnie uwidoczniliśmy główny nurt wartości Marki Apple :-)
    Pozdrawiam.

  14. 14
    bartek
    30 listopad 2008 o 13:46
    link
       

    tekst bardzo fajny, ale nad przecinkami musisz popracowac ;)

Inni napisali

  1. [...] te gimnastyczne wygibasy rodem z kina science-fiction. A Apple - wbrew pozorom - do tej pory rzadko koncentrowało się na robieniu zabawek. Czym zatem miałby być nasz iTablet skoro nie bardzo może być normalnym komputerem? Tylko [...]

  2. [...] Jobsa… Też tak myślicie? Bo ja sądzę, że to właśnie jeden z elementów dzięki którym Apple nie jest postrzegana jak kolejna bezduszna korporacja. Słowem, fajnie że jest jeszcze na tym świecie jakaś firma, która ma prawdziwego [...]

  3. [...] jednak pojawi się jakaś niespodzianka będzie to niestety równoznaczne z potwierdzeniem, że Jobs faktycznie choruje i oddał ster w inne ręce… Czego właśnie sobie i wam nie życzę. Napisany przez BS. Opublikowany o godzinie [...]

  4. [...] ale przecież prawdziwy - obrazek widać wyraźnie, że nie sposób odmówić Apple osiągnięć. Tyle że różnią się one nieco od powszechnie wyznawanych kryteriów sukcesu - zamiast kilkudziesięciu procent rynku i niskiego stopnia satysfakcji klientów widzimy tu wprost [...]

  5. [...] marketing. Wiadomo, też że Inni producenci sprzedają lepsze telefony i tańsze komputery więc applowską elektronikę kupują tylko snoby, fanboje i wyznawcy iBoga. To są prawdy oczywiste więc się ich nie [...]

  6. [...] blog.fotogenia.info » Co różni Apple od innych korporacji?. [...]

  7. [...] punkt odniesienia pozycję i sposób działania Microsoftu skoro Apple realizuje zupełnie inny - własny, oryginalny i imponująco konsekwentny - model biznesowy? I dlaczego w ogóle uważamy, że głównym celem Apple - czy jakiegokolwiek [...]

  8. [...] drobiazgów takich jak multidotykowy trackpad, magnetyczna wtyczka czy podświetlana klawiatura a skończywszy na oprogramowaniu i podejściu producenta. Próba wmówienia ludziom, że mak to nic więcej jak tylko logo jest tak samo absurdalna jak [...]

  9. [...] zestawienie, naprawdę bardzo kształcąca zabawa. A innymi jeszcze słowy, twierdzę że nawet jeśli to samo można zrobić na dwa różne sposoby nie oznacza to jeszcze że są one równi…. To prawda, że wszyscy używamy komputerów trochę inaczej, że każdy z nas ma trochę inne [...]

  10. [...] na pewno gdy ma ona rozmiary zbliżone do airbooka. A skoro tak czemu Apple miałoby produkować jeszcze jeden, jeszcze mniejszy komputerek? Przecież już go robi - to iPhone/iPod Touch. Wagą i rozmiarami bije na głowę wszystkie znane [...]

  11. [...] leżące u jej podstaw założenia, plany oraz świetnie sprzedające się produkty? Żeby być jak wszyscy inni? Żeby grupka jakichś krzykliwych malkontentów mogła spać spokojnie? Żeby ułatwić życie [...]

  12. [...] na nabożeństwo. Zawsze kończy je słowami: “i jeszcze jedna rzecz”, po czym przedstawia najnowszy gadżet witany głupkowatymi okrzykami: “alleluja!”. Nie brak też “pogłębienia [...]

  13. [...] tu dochodzimy do sedna problemu - Apple znowu robi coś w poprzek, po swojemu, inaczej. Apple olewa flasha nie z powodów czysto technicznych (procesor), nie dlatego że producent nie [...]

  14. [...] Owszem chcieli go sprzedać i dobrze zarobić ale nie chodziło im tylko o pieniądze - oni chcieli zrobić coś nowego, po swojemu, inaczej i wiedzieli jak. Gdyby myśleli jak biznesmeni mogliby równie dobrze zająć się produkcją [...]

  15. [...] doskonale pasuje przecież do nieistniejącej przyszłości… Wracając jednak do sedna - firma która mówi “oto jest produkt który sprzedajemy, który działa, który możecie kupi

  16. [...] potrafi każda firma produkująca elektronikę - sprzedać coś odpowiednio licznej grupie ludzi. Apple jednak zawsze robiło więcej. Czyżby przyszedł już czas na odcinanie kuponów? Skoro ludzie chcą sobie kupić deseczkę [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*
Śledź blogowe dyskusje przez