Web 2.0 Stable

20 listopada

Uwaga! Ten wpis ma ponad miesiąc. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Niewiele piszę tutaj o samym internecie - trochę dlatego że to nie na temat, trochę dlatego że sieć zmienia się wolniej niż się powszechnie wydaje a trochę dlatego, że to po prostu nudny temat. Poważnie! Dziś chciałbym jednak zrobić wyjątek i poświęcić parę słów zjawisku, które nazywamy Web 2.0. Powszechnie przyjmuje się, że Web 2.0 to sieć nastawiona na współtworzenie treści przez użytkownika ale to przecież gołym okiem widoczna nieprawda. Internet od samego początku był taki i z tego powstał - dość by wymienić usenet, webfora, rózne e-mailowe listy dyskusyjne, IRC, a jeszcze wcześniej węzły sieci Fidonet i tak dalej. Zresztą nawet niektóre sztandarowe serwisy czy technologie Web 2.0 są starsze niż samo pojęcie (P2P, Wiki, RSS, blogi itd.) a więc w oczywisty sposób musiały zrodzić się z innych inspiracji… Dlatego chciałbym zaproponować inną definicję 2.0, która moim zdaniem lepiej oddaje istotę zagadnienia. Otóż moim zdaniem Web 2.0 to sieć skomercjalizowana. Powstała w momencie w którym wielki biznes a także różni pomysłowi i przedsiębiorczy ludzie dostrzegli w niej finansowy potencjał.

Tutorial5Bator

Mam tu na myśli bardzo szeroki obszar - zaczynając od klasycznych stron firmowych, które są w przecież pośrednim rozwinięciem działalności handlowej, marketingowej i piarowej (wizytówki, firmowe blogi, sklepy internetowe, prezentacje produktów, spam i tym podobne) aż po typowe serwisy społecznościowe, które od samego początku przyciągają użytkownika głównie po to by pokazywać mu reklamy… Oczywiście takie strony istniały w sieci od samego początku www jednak ważny jest moment, w którym osiągnięto masę krytyczną, a więc kiedy zaczęły one wpływać na obraz internetu a tym samym na ludzką wyobraźnię. Reasumując granicę widzę w momencie, w którym ludzie przestali tworzyć strony z nudów, z pasji - lub nienawiści opisując swoje problemy i ich rozwiązania - i innych osobistych skłonności a zaczęli z myślą o takim lub innym zysku - jedni oferowali jakieś usługi, drudzy zdobywali popularność (markę) a jeszcze inni sprzedawali to co akurat mieli na sprzedaż. Słowem gdy siecią zawładnęły pieniądze. Jednocześnie nie wydaje mi się aby była to jakaś szczególnie oryginalna teoria - nawet czytając Tima O’Reilly, który pisał iż Web 2.0 jest rewolucją biznesową w świecie komputerowym, spowodowaną ruchem w stronę Internetu jako platformy, oraz próbą zrozumienia reguł zwycięstwa na tej platformie. Główną zasadą jest: Twórz aplikacje, które lepiej okiełznają Sieć, by więcej ludzi ich używało wyraźnie widać iż chodzi tu głównie o kasę, prawda?

830

komentarzy: 8

  1. 1 20 listopad 2008 o 13:53
    link
       

    Chyba jednak nie jest to do końca słuszna droga, Web 2.0 ma być współtworzony przez czytelników. Jak blogi albo onetowskie fora. Na blogach choćby, niewiele tu reklam a treści całkiem dużo, oczywiście to uogólnienie, ale całkiem jednorodne. Co innego z blogerem, może on swoją działalnością też w komercyjny sposób się promować by powiększyś sakwę, jak choćby Paweł Nowak (to absolutnie żadna ujma, czy zarzut) promuje swoje poradniki u siebie, czy wykłady, które ma okazje prowadzić. Ale taki blog to już raczej wersja ‘pro’. Nie można też zapominać o takim Web 2.0 jak choćby Last.fm, czy Facebook, które może i atakują reklamami, ale na dobrą sprawę nie są zdominowane przez migające bannery. Co do aplikacji które mają okiełznać sieć przykładem idealnym (choć nie jest to stricte aplikacja) jest google - monopolista jak się patrzy a jednak funkcjonalność tej niepozbawionej wad wyszukiwarki i w ogóle pakietu google sprawiają, że użytkownicy jakoś przymykają oko na jawną dominację, która trzeba powiedzieć wypływa z jakości oferowanych usług a nie z sytuacji zastanej jak np. TP s.a. w naszym pięknym kraju. No ale google trzyma fason utrzymując swoją główną stroną czystą i wolną od reklam, tylko tak naprawdę to kto używa głównej strony google, skoro jest ona zintegrowana z przeglądarką? Ale samo google to zupełnie inna beczka.
    Pozdrawiam

  2. 2 20 listopad 2008 o 13:56
    link
       

    oszzz sorry za podwójny post, niechcący wysłałem w trakcie pisania…

  3. 3 20 listopad 2008 o 14:01
    link
       

    moim zamiarem bylo nazwanie po imieniu tego co odroznia od siebie siec od “sieci 2.0″ bez wsluchiwania sie w definicje “wanna-be”. komercjalizacja to naturalny etap w rozwoju internetu i nie mam nic przeciwko - chodzi tu raczej o samo zjawisko. “web 2.0 to biznes” pisze sam tworca i popularyztor terminu. reszta to juz tylko proby jego dookreslenia - z tego punktu widzenia wlasciwie zupelnie nieistotne.

  4. 4 20 listopad 2008 o 15:05
    link
       

    no biznes chyba jednak bardziej dla twórców stron, niż “przeglądaczy” jak ja. Chyba że biznesem jest też przeglądanie forów w celach zrobienia jak najlepszego interesu, zakupu Maka. Dla mnie jednak Web 2.0 to ciągle zabawa i raczej przyjemne czytanie niż biznes. Ale z drugiej strony czytanie - nauka - wiedza - dobry interes ;)

  5. 5 20 listopad 2008 o 16:01
    link
       

    @PanSowa, Bartoszowi właśnie o to chodziło. Co dla nas jest zabawą i zwyczajnym umiananem sobie czasu, powoduje, że reklamy w serwisach społecznościowych są tak dochodowe.
    A tak na marginesie już w 2000 roku w Enterze czytałem o końcu ery darmowego Internetu…

  6. 6 20 listopad 2008 o 16:14
    link
       

    internet nigdy nie byl darmowy - doskonale pamietam rachunki jakie placilem za 0202122 na modemie 33,6 kbit ;) natomiast byly takie czasy gdy byl w duzej mierze bezinteresowny. co zreszta widac do dzisiaj tyle ze dopiero na drugi czy nawet moze piaty rzut oka

  7. 7 20 listopad 2008 o 16:48
    link
       

    BS ale za to każda chwila była niezapomniana :)

  8. 8
    PanSowa
    20 listopad 2008 o 20:19
    link
       

    @BzArEx: Wiem o co chodziło, ale nie jestem zwolennikiem takiego myślenia. Jakoś jak pewnie większość mam skaner w oczach i nie zwracam uwagi na bannery na stronach. Jeśli ktoś na tym zarabia to ok, ale tylko pod warunkiem że ja na tym nie ucierpię, czyli że reklama nie będzie zbyt napastliwa, nie wiem jak Ty, ale ja zmieniam strony (w końcu nie ma niezastąpionych) których wygląd jest nie teges.

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*