Uwaga! Ten wpis ma ponad miesiąc. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Wróćmy do komputerów. Kiedyś sprawy były proste. Szybszy procesor, większa pamięć i większy monitor były lepsze niż wolny procesor, mała pamięć i mniejszy monitor. I tak dalej. Gdy siądziemy dziś przed monitorem CRT z ekranem o przekątnej piętnaście cali a potem przed dwudziestocalowym LCD skok jakościowy jest zauważalny gołym okiem a zalety nowej technologii i większego ekranu bezsporne. Więcej równa się lepiej. Potrafimy też sobie wyobrazić, że za kilka lat standardem stanie się ekran trzydziestocalowy - ale co dalej? Trzydzieści dwa cale może jeszcze tak. Trzydzieści cztery - czemu nie? Ale już pięćdziesiąt? Dziewięćdziesiąt? Sto trzydzieści? Kiedy to przestanie mieć sens?

W przypadku laptopów już do tej granicy dotarliśmy - okazuje się, że coraz częściej wybieramy komputery przenośne z mniejszym ekranem niż z większym bo dużo łatwiej je ze sobą nosić. W tym tkwi między innymi popularność tak zwanych netbooków. Mobilność to zaleta. Wielki ekran to zaleta. Jednak widać wyraźnie że łącząc je zamiast coś zyskać przeciwnie - tracimy. Nagle w jakiś tajemniczy sposób okazuje się, że owo więcej nie znaczy już wcale lepiej. W różnych flejmach pomiędzy użytkownikami Windows i OS X ten sam problem pojawia się w nieco innym świetle - mamy tu skomplikowany interfejs przeciwko prostocie. Znacie to doskonale, prawda? Gdy rozmawiamy o telefonach mamy z kolei “wybrakowanego iPhona” kontra wszystkomające komórki Nokii, Samsunga czy Sony-Ericssona. W fotografii większa rozdzielczość matrycy była przez lata - bo już w powszechnej opinii chyba nie jest - synonimem lepszego aparatu… I można by takich przykładów mnożyć bez liku. Słowem, im więcej tym gorzej. Nawet jeśli nie widać tego jeszcze zbyt wyraźnie, nawet jeśli rynek próbuje nadal forsować dotychczasowe wzorce i pakuje masę pieniędzy w oparty na tego typu półprawdach marketing to my klienci przeczuwamy to coraz mocniej. Bo jak inaczej racjonalnie wytłumaczyć fakt, że ktoś świadomie wybiera rozwiązanie “gorsze” choć stać go na “lepsze”? Czyżby wyścig dobiegał końca? Otóż niekoniecznie - choć warto mieć nadzieję.

Każdemu chyba obiło się o uszy słynne prawo Moora. Na jego podstawie oparty jest chyba cały dzisiejszy rynek IT - z roku mamy więc coraz szybsze komputery, większe dyski, więcej pamięci i nowe wersje starych aplikacji. Nie spadają tylko ceny - choć to akurat zrozumiałe. Stać nas - więc płacimy. Mimo kryzysu żyjemy przecież właściwie w dobrobycie - choć oczywiście na kredyt. Jednak właściwe pytanie brzmi - stać nas ale czy naprawdę ciągle potrzebujemy tej wydajności? Gdzie jest granica za którą przemysł zacznie sztucznie wytwarzać popyt na megaherce oferując mające nieracjonalnie rozbuchane zapotrzebowanie na zasoby systemowe i coraz wolniej działające oprogramowanie, które pozwala nam robić dokładnie to samo co robiliśmy z komputerem pięć, a nawet dwadzieścia lat temu? Otóż jak sądzę, już dawno za nami. Kiedyś potrzebowaliśmy wydajności żeby wykorzystywać komputer do złożonych obliczeń, wyświetlić sensowny graficzny interfejs, potem żeby grać w różne gry i obrabiać pliki wideo. Ale dziś to wszystko - a być może nawet więcej - właściwie mamy już na biurku.

Zatem co dalej? Niewygodna gimnastyka pod okiem pięciu kamer? A może Blu-Ray i wyższa rozdzielczość? To akurat dobry przykład bowiem HD to konsekwentne rozwinięcie obecnego systemu a w istocie nawet ukryty DRM. W dzisiejszych czasach przesłanie poprzez sieć divxa w akceptowalnej jakości to nie problem - ale przecież nie można tego samego powiedzieć o materiale HD, nieprawdaż? Litościwie zostawmy już na boku fakt, że wszystko to tylko po to aby oglądać coraz bardziej infantylne filmy, coraz głupsze reklamy i grać w coraz bardziej nudne gry. Trudno wszakże przeoczyć, że ów technologiczny blitzkrieg odbywa się także kosztem treści - w kinie fabułę na dobre zastąpiły już efekty specjalne, a różnego rodzaju gry, złożone lecz puste symulacje pseudorzeczywistości. Ponadto - gdy zwiększymy rozdzielczość znów będziemy potrzebować szybszych procesorów, potem pewnie znowu zwiększymy przepustowość łącz… Czy czasem czegoś wam to nie przypomina?
Od lat gonimy w piętkę. I jeśli miałbym krótko powiedzieć za co lubię Apple to chyba właśnie dlatego, że od zawsze było trochę w poprzek.
Zdjęcie tytułowe: Michael Wolf




2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 15
link
I właśnie dlatego kupiłem sobie iPhone-a na którego tak wszyscy narzekają… Nie dla szpanu, nie dlatego że jest “dżezi” tylko dlatego, że Apple “zawsze było trochę w poprzek”.
link
“od zawsze było trochę w poprzek.”
Dobrze napisane - było :->
link
Coś w tym wszystkim jest na rzeczy. Z mojego “podwórka” np.: Już prawie 2 dekady temu oprogramowanie do DTP (Calamus, Ventura) posiadało funkcje, które wprowadzane są (albo i nie) do najnowszych wersji pakietu Adobe CS lub Quarka jako “nowości”. Teorię o “gorszym” pieniądzu, który wypiera z rynku “lepszy” pieniądz można by przenieść na rynek komputerów i oprogramowania…
link
Zgadzam się z artykułem, to taki wycinek z czegoś w rodzaju książki o pędzącej konsumpcji która zjada własny ogon. Klarownym przykładem ze świata nadgryzionego jabłka jest dla mnie (przyłapałem się na tym) sprawa systemu operacyjnego a konkretnie Tiger vs. Leopard. Ten drugi mimo iż lepszy pod względem funkcji i wreszcie jakoś zlokalizowany to wolniejszy od poprzednika, co pomijając kilka elementów nie jest uzasadnione. I tu jest paradoks, zamiast wywalić Leosia i wrócić do Tygrysa to czekam na Snow Leoparda bo zapowiedzi mówią o ‘przyspieszeniu działania systemu’. To w mniejszej skali chyba taki ‘efekt Visty’… Tak czy inaczej czekam na Snow Leoparda, choć na dobrą sprawę nie jestem w stanie tego uzasadnić racjonalnie.
Pozdrawiam
link
@BTD Trafiłeś bracie w sedno. Apple było wyjątkiem. A teraz jest zwyczajną wyścigówą, jak wszyscy inni. A że goni nawet szybciej niż inni jest większe prawdopodobieństwo, że zobaczymy wielki wypadek. Starym użytkownikom się to nie podoba, bo na ich oczach Apple staje się wszystkim tym, wobec czego kiedyś stało w opozycji. Dla młodszych użytkowników to chleb powszedni, oni nie pamiętają “starej dobrej firmy”, bez iPodów, bez iPhone’a, bez pogoni za… no właśnie za czym?
@BS Trochę Ci powyższe zepsuło puentę.
link
niespecjalnie - moglem przeciez napisac “jest”. tez nie jestem zachwycony ostatnimi posunieciami apple czemu wielokrotnie dawalem tutaj wyraz. bronilbym tylko ipoda i iphona. imho to swietne urzadzenia mimo kilku oczywistych wad. poza tym to proces - teraz jest tak jutro moze byc inaczej. wazna jest tendencja a ta nie jest jeszcze az tak jednoznaczna zebym z czystym sumieniem mogl prorokowac ze bedzie juz tylko gorzej.
link
Zgadzam się z tezą, że granica rzeczywistych potrzeb normalnego człowieka w zakresie sprzętu i oprogramowania komputerowego została już dawno przekroczona. Pisząc tekst w Wordzie na komputerze z procesorem Core2Duo 3.06 GHz, wcale nie robię tego szybciej niż na komputerze z procesorem MC68020 32 MHz. Uważam, że współczesne oprogramowanie jest w ogóle nie zoptymalizowane do sprzętu, pożera setki megabajtów pamięci i gigaherce taktów procesora po to by wykonywać operacje, które 15 lat temu z powodzeniem były wykonywane w kilku megabajtach pamięci i z użyciem kilkunastu megaherców procesora. Algorytmy programów w pogoni za nowościami są poświęcane na rzecz ciągle nowych funkcji i “wodotrysków”. Niech mi nikt nie mówi, że stan kiedy komputer z procesorem 1000 razy szybszym uruchamia się 5 razy dłużej jest normalny.
link
Po pierwsze samotne wyspy jak PPC w świecie komputerów osobistych nie miały racji bytu. Więc przejście na podzespoły Intela to nie zło wcielone. A to, że w środku Mac jest podobny do typowego PC nie może go skreślać. To użytkownicy doprowadzili do wojny na cyfry. I niech teraz nie płaczą. To nic nie da, a na pewno przyczyni się do jałowej dyskusji w stylu “ale to Apple wredne”…
link
A ja się nie zgadzam z tezą zawartą w artykule. Według mnie Bartek popełnił próbę “obrony Częstochowy”, która z natury zkazana jest na porażkę. Jeśli chcesz uczestniczyć w czymś, to nie możesz w tym nie uczestniczyć. Jeśli Apple ma ambicje bycia najlepszą firmą (pod każdym względem) - a zdaje się, że każda firma chce być najlepszą - to musi uczestniczyć w pewnej grze rynkowej. Tak bowiem skontruowany jest dzisiejszy świat biznesu. Próba redefiniowania tego jest typowym zawracaniem nurtu rzeki kijem.
Nie zgadzam się z tezą Bartka, ale przyjmuję do wiadomości i próbuję kontrargumentować. Z resztą myślących i umiejących werbalizować myśli osób wcale nie jest tak dużo. Dlatego mimo, iż się z Bartkiem często nie zgadzam uwielbiam go czytać.
Argumenty podawane w powyższych komentarzach na temat “starych” i “nowych” użytkownikach Apple uważam za totalnie absurdalne i z natury rzeczy “faszystowskie” (bo segregujące na dobrych i złych => tych złych trzeba tępić). Drogi Kolego Makojadzie, sposób Twojej argumentacji dowodzi Twojej mentalności - bufona, zakochanego we własnej logice i nie akceptującego (i nie przyjmującego do wiadomości) zdania innych. Już ktoś Ci kiedyś pięknie odpisał na jedną z Twoich zaczepek - poczytaj trochę o nowym rozumieniu świata (postmodernistycznego). Przyda się na zagotowaną głowę manii własnej wielkości.
link
@przemekspider - alez ja wlasnie pisze o tym ze reguly tej gry sie zmieniaja. co wiecej apple “wynalazlo ponownie” telefon (reinvented - pamietacie?) wlasnie dzieki temu ze nie przyjelo dzisiejszej “rzeczywistosci biznesowej”. z jakim efektem sam wiesz doskonale. rynek it to dzis co najwyzej gra pozorow - wraz z rozwojem technologii wiele sie pozmienialo ale chyba najwiecej - wsrod jej uzytkownikow. ostatecznie zawsze wygrywa popyt. zaskakujace jest chyba tylko to ze wyglada na to ze apple wie o nim o wiele wiecej niz sie nam (komentatorom) wydaje - zwlaszcza gdy wziac pod uwage narzekania odnosnie braku mmsow w iphonie
link
“Od lat gonimy w piętkę. I jeśli miałbym krótko powiedzieć za co lubię Apple to chyba właśnie dlatego, że od zawsze było trochę w poprzek.”

Ale ten “poprzek” to taki sam marketing jak tworzenie coraz bardziej wymagających aplikacji tylko po to aby kupić nowy szybszy sprzęt.
Fakt … inaczej wygląda
Przypomnę tylko Aperture i jego wyśrubowane wymagania i to że całkiem ładnie chodził po zhakowaniu na sprzęcie niby nie obsługiwanym przez program.
Dla mnie Apple to taka sama korporacja jak każda inna, choć jej korzenie mają wpływ na oryginalne oblicze marketingowe, oraz na to “trochę” na które “poważne” korporacje sobie nie mogą pozwolić
link
@przemekspider: Tok rozumowania BS jest w powyższym tekście jak najbardziej racjonalny i poprawny oraz oparty o szerszy horyzont myśleniowy. Poza tym tekst ukazuje przynajmniej 2 cechy zdrowego postrzegania Apple:
1. Bartek umieszcza Apple w szerszym i prawidłowym kontekście całego rynku komputerowego.
2. Pamięta iż Apple nie pojawiło się nagle, na fali skutecznej strategii ekonomiczno-marketingowej, ale ma swój wymiar wertykalny - historię, ktora wpisuje się w ogólne dzieje i tendencje rozwoju technologii informacyjnej, a w szczególności komputerów osobistych.
Takie podejście Bartka jest możliwe nie tylko dzięki niewątpliwym zaletom umysłu i umiejętności przełożenia myśli na papier, ale również przez doświadczenie i obserwację (czy nie dlatego czytamy Fotogenię?).
Zatem Przemku to co uważasz za “faszystowskie” jest naturalnym odzwierciedleniem i nazwaniem procesów przemian. Podział czytelników na starszych i młodszych jest naturalny i nieunikniony. W danym momencie czasu zawsze mamy bardziej i mniej doświadczone osoby wokół siebie, niezależnie od tego jaką grupę społeczną (np. użytkowników komputerów Apple) weźmiemy pod uwagę. Stosowanie podziału na bardziej i mniej doświadczonych jest po prostu elementem uchwycenia ciągłego procesu. Oczywiście to jest podział o tyle sztuczny o ile dzisiejsi “młodsi, mniej doświadczeni użytkownicy” staną się wkrótce starszymi, bardziej doświadczonymi. Tak czy owak wtedy będą jeszcze starsi, itd. W Twoim rozumowaniu Przemku widzę jakieś echo kompleksu bycia zaliczonym do młodszych użytkowników Apple. Myślę, że tak jak mamy niewątpliwie do czynienia z historią i rozwojem Apple, tak na każdym etapie mamy do czynienia z bardziej doświadczonymi użytkownikami - nie należy się obawiać, Przemku, a wręcz przeciwnie - zaletą jest, że można z tego skorzystać.
Skupiłeś się na formie mojej wypowiedzi, a uciekła Ci treść. Nie wdając się w podziały, bo nie one były sednem, chciałem zaznaczyć, że inaczej będą postrzegać Apple np. współcześni użytkownicy iPhone’a czy iPoda, którzy kupują pierwszego Maka - najnowszego MacBooka, który jest “na fali”, a inaczej Ci którzy pierwsze kroki w świecie Apple stawiali jeszcze wówczas gdy aktualną była nazwa Apple Computers, a o iPodach jeszcze nie słyszano. Zresztą zmiana nazwy, patrząc z perspektywy, może stanowić swoisty symbol przełomu w filozofii Apple. Symbol nie tylko zmiany rynkowej strategii, czy dostosowania się do wymogów rynku, ale ogólnej strategii rozwoju firmy.
Jeśli chodzi o Twoje, Przemku, niemerytoryczne osobiste uwagi - masz na nie wiele miejsca na swoim blogu (z czego korzystasz), tym bardziej, że ja się nie uchylam od krytyki i nie uważam jej za - jak to nazwałeś u siebie - “faszyzm”. Na Fotogenii obaj jesteśmy gośćmi, warto to uszanować.
@BS: Masz rację, że przemiany to ustawiczny proces. A jak je uchwycić? Na przykład wyznacza się etapy, dokonuje porównań, analizuje tendencje. Moim zdaniem dokładnie to robisz w powyższym poście, zostawiając jednak otwartą kwestię wyrażającą się w pytaniu “dokąd to wszystko zmierza?”. Co do Apple, myślę, że nie boisz się zauważać jak wiele zmian i tu zaszło, jak zmieniły się tendencje. Ja dodałem spostrzeżenie, że puenta “Apple od zawsze było trochę w poprzek”, dziś nie jest już tak oczywistą. Choć współcześnie Apple również wyznacza standardy (iPhone), warto zauważyć sposób w jaki wdraża i realizuje swoje odkrycia, a także - co ważne - wielorakie koszta zwiększenia zasięgu oddziaływania, powiększenia produkcji czy wtargnięcia na rynki tradycyjnie mniej związane z technologią informatyczną (np. muzyczny).
Masz rację, że trudno przewidzieć przyszłość - być może za parę lat nie będzie koniunktury dla Apple i ujrzymy na nowo mniejszą, skupioną na rozwoju, a nie sprzedaży firme - “Apple Reinvented” (czego akurat sobie życzę). Znamy jednak tendencje ogólne - trudno zatrzymać pogoń za pieniądzem, a zarabiać można, jak to udowodnili inni, również na bylejakości. Może właśnie z tego powodu mamy dziś wątpliwości co do prostego przełożenia ilości gigaherzów i gigabajtów na polepszenie naszego zwykłego codziennego doświadczenia obcowania z komputerami.
Pozdrowienia.
link
Abstrahujac od Apple. Technologia granic rozwoju nie posiada. Po prostu aktualnie obserwujemy spowolnienie rozwoju, pozorna granice potrzeb czy zastosowan ale tylko do kolejnego przelomu po ktorym, tak jak w wypadku np iPhona, inzynierowie zadawac beda sobie pytanie ‘Dlaczego ja na to nie wpadlem?’. Wszystko co dzisiaj moze wydawac sie niemozliwe czy niepraktyczne - jak 30″ ekrany w laptopach moze zostac latwo osiagniete w praktyczej formie jednak ogranicza nas wlasna wyobraznia. “Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic.”
link
technologia byc moze nie ale czlowiek tak - i o to wlasnie chodzi. zeby technologia byla dla ludzi a nie wyczynowa.
link
Ja tak swoja droga zastanawiam sie ilu zwolennikow teorii krojenia “niepotrzebnych” funkcjonalnosci w iphone ma na swoim sprzecie zrobiony jailbreak.
Inni napisali
Granice rozwoju technologii…
Wpis sprowokowany przemyśleniami Bartka o terroryzującej nas technokracji.Bartek rozprawia się w swoim wpisie z maksymalizacyjnym sposobem myślenia twórców sprzętu i oprogramowania. Przeciwstawia się dążeniom do tworzenia produktów, w który…
[...] dostępność czy niekompatybilność i brak niektórych popularnych złącz - a z drugiej strony jak wiele można było zrobić na komputerze z procesorem taktowanym 8MHz i 1MB pamięci… Polecam [...]
[...] inny sposób. Gdyby tak nie było wszyscy faktycznie robiliby to samo - co zresztą można sobie patrząc na dzisiejszy rynek IT wyobrazić - ale także, co znacznie ważniejsze, z równym powodzeniem - a rynek dzieliłby się [...]
[...] nowości dla samych nowości zawsze kończy się jakimiś pokrakami - jak laptop Lenovo z dodatkowym wysuwanym ekranem - które być może atrakcyjnie wyglądają na [...]
[...] rozwija rynek, którego większość ludzi nie rozumie bo najzwyczajniej nie rozumieją własnych potrzeb. Rozumieją tylko rzeczy policzalne bo przecież “każde dziecko wie, że więcej równa się [...]