Uwaga! Ten wpis ma ponad 2 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Swoją drogą ostra zmiana kursu w porównaniu z tym co mówił Jim Allchin, który w słynnym mejlu do Gatesa i Ballmera pisał, że gdyby nie pracował w Microsofcie kupiłby sobie maka. Ale oczywiście to była korespondencja wewnętrzna, nie wystawiona na widok publiczny, a tymczasem całe to gadanie o “podatkach Apple” jest przeznaczone głównie dla mediów, które złapią i powielą wszystko byle tylko brzmiało to wystarczająco sensacyjnie. Idźmy dalej. Goszczący ostatnio w Polsce lewicujący amerykański politolog Benjamin Barber opisując współczesny konsumpcjonizm - momentami całkiem trafnie, gorzej już z diagnozowaniem przyczyn ale to temat na zupełnie inny tekst - na pytanie o to jaka jest różnica między prawdziwymi a sztucznymi potrzebami odpowiada:
Czy radio i słuchanie muzyki to wykreowana potrzeba? Nie. To jest sztuczne, ale nie wykreowane. Ale iPhone, czyli połączenie mnóstwa niedoróbek w jednym opakowaniu? Słaby aparat, słaby telefon, słaba przeglądarka internetowa. W jednym. Po co? Ludzie krzyczą: chcę iPhona! Dostarczają iPhona, bo ludzie mówią: tego chcę. Czy to jest coś niezwykłego? Nie, ale oni to złożyli do kupy i wmówili nam, że to jest coś, czego powinniśmy chcieć.
To zresztą całkiem interesująca rozmowa z której wynika - między innymi - że przez ostatnie 20 lat w Polsce panował wilczy kapitalizm i wolny rynek albo że kupno iPhona to prawdziwa rozpusta a Audi A4 to już racjonalna konsumpcja… Ale mniejsza o to. Pamiętacie jak Greenpeace rozpętał wielką medialną aferę z powodu toksyczności jabłkowych blach i plastików - zarzuty cytowały chyba wszystkie gazety, nawet te z programem telewizyjnym - a na pytania dlaczego akurat uwzięli się na Apple skoro ma ono zaledwie jednocyfrowy udział w rynku i w porównaniu z resztą jest właściwie nieszkodliwe z rozbrajającą szczerością przyznano że tylko dlatego że atak na Apple będzie bardziej zauważalny? Pamiętacie tekst w Newsweeku który firmę mającą w porywach kilka-kilkanaście procent rynku napiętnował jako monopolistę? A na podstawie kilku błahych incydentów z usuwaniem aplikacji z App Store przypiął łatę drugiego, gorszego od oryginału, Microsoftu? A skoro nie ma różnicy…

Albo głupiutki tekst o wadach iPhona z Dziennika? Nie mówiąc już o całej masie sensacji związanych z bezpieczeństwem iPhona - od słynnego “czarnego przycisku” aż po możliwość podglądania przez ramię - które potem powtarzały wszystkie wortale poświęcone technologii oraz konfekcji? Albo złowieszcze plotki o tym, że stacjonarne Maki wydzielają jakieś trujące opary które wywołują raka? I dwa - w ciągu trzech miesięcy! - fałszywe doniesienia o śmierci Jobsa? Skąd się to wszystko bierze, u licha? Mamy tu do czynienia z jednej strony z modą, która nie tylko każe kupować - ale również mówić i pisać - choć nie wiadomo zbytnio co i po co. Po prostu tak wypada. A z drugiej z próbą nadania jabłkowemu wizerunkowi negatywnego ergo korzystnego dla konkurencji zabarwienia. Nie wierzycie że coś takiego jest w ogóle możliwe? No to proszę - źródło wyjątkowo trudno posądzić o lansowanie spiskowej teorii dziejów:
W czasie spotkania przedstawiciele (firmy - przypis mój) zapytali nieśmiało, czy istniałaby możliwość, aby odnieść się do ich działalności również w materiale redakcyjnym. Jaka był odpowiedź? »To żaden problem. Wszystko jest wycenione. Jeżeli kupią państwo pakiet reklam na całą stronę, dostaną powiedzmy tekst liczący tysiąc znaków. My wszystko zrobimy «. (…) Co ciekawe, w trakcie tego pamiętnego spotkania usłyszeliśmy mniej więcej takie słowa: »Jednego mogą być państwo pewni: tekst przez nas przygotowany nie będzie krytyczny. Czego będzie dotyczyć, nie możemy powiedzieć - to już jest niezależność dziennikarstwa «.”
Słowem legendarna dziennikarska niezależność wygląda dziś tak - ty zamawiasz ogólną wymowę a my sobie dobierzemy słowa. Zabawne że pisze o tym gazeta która trzy miesiące temu sama wykazała się zadziwiającą ślepotą opisując fenomen kolejek pod salonami Orange… Ale mniejsza z tym. Wszystko to świadczy tylko o tym, że Apple przestało być dla branży komputerowej wygodnym “laboratorium”, w którym testuje się pomysły na mała skalę a stało się konkurentem z którym trzeba walczyć. Bez pardonu. To właściwie dobra wiadomość - przez lata walczyli o to liczni makewangelizatorzy - jednak wejście do pierwszej ligi ma także liczne wady. Zmieniają się bowiem reguły gry. Masowy rynek pociąga za sobą między innymi widoczne gołym okiem pogorszenie się jakości a także narzuca konieczność dostosowania się do oczekiwań masowego odbiorcy. Słowem, nic za darmo. Obserwujemy ten proces co najmniej od kilkunastu miesięcy. I oby nie skończył się tym, że podczas kolejnej prezentacji nowej wersji OS X zamiast gładkich słówek o szybkości i fantastycznej optymalizacji kodu usłyszycie - nie działa? Kupcie sobie szybsze komputery…
Ale może Apple znów pokaże że jednak można inaczej i nie zrealizuje scenariusza dużej komputerowej firmy? Jak myślicie?




2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 8
link
Chlip chlip, bo się wzruszę :-/ A prędzej spawiuję.
Tak, jest moda na jechanie po apple, no ale skoro apple same zdaje się posługiwać ‘hype’ to nic dziwnego że okazało się to bronią obosieczną.
Ale też nie jest tak że to taka biedna, skrzywdzona dziewica, którą każdy chce przelecieć. Ma swoje za uszami i bagatelizowanie w stylu “na podstawie kilku błahych incydentów z usuwaniem aplikacji z App Store” tego nie zmieni.
Nie widzisz tego?
link
widze ze z ponad 4000 programow dostepnych w app store usunieto 6. z czego dwie zupelnie slusznie. larum grają!
link
Oczywiście, że Apple nie jest bez wad. Jednak szukanie “dziury w całym” stało się w jego przypadku zbyt wielkie. Na tak dużą skalę nie było to jeszcze spotykane w przypadku żadnej innej firmy. Owszem jest to w pewnej mierze “cena” wyjścia z niszy rynkowej, ale czy może to usprawiedliwiać dyletanctwo i zwykłą nierzetelność dziennikarską. Na pewno nie, ale wychodzi na to, że mając głos przeciwny (merytorycznie uzasadniony) tzw. “obrońcy” Apple są znowu w mniejszości i ich głos zanika w tej oczerniającej zalewie. Tak, jak głos, będących przecież nadal w mniejszości użytkowników Mac-ów, że nie są “wielbłądami”.
link
Coś ostatnio dużo komentuję ale jakoś nie mogę się powstrzymać. Uważam że diagnoza jest celna. Apple wychodzi na szerokie wody, co korzystnie odbija się na poziomie przychodów ale:
1) już nie może obrazić się i zerwać kontraktu z dostawcą za łamanie tajemnic, bo nieco inna jest wzajemna pozycja partnerów
2) masowa produkcja i masowy klient powoduje kompromisy dawniej nie do przyjęcia
3) Apple stało kiedyś jakby nieco z boku wyścigu gigaherców teraz mamy to czego można było się spodziewać po przejściu na intela - co chwila nowy lepszy, szybszy procesor, chipset, karta graficzna. Rat race jak wszyscy. Nie to żeby firma Stefana była jakimś ewenementem i kiedyś robiła sprzęt dla idei, wręcz przeciwnie Apple zawsze było dość “łupieżczą” firmą, po prostu pewien nonkonformizm powodował, przynajmniej w moim odczuciu dość pozytywny oddźwięk. Teraz pozostały w zasadzie już tylko hasła i drobne złośliwości względem “Redmont”
4) Faktycznie coś w tym jest, że wejście na wilczy rynek komórkowy i względny sukces iPhona uruchomiło jakiś czarny PR i zamieszanie wokół apple jako takiego wywołuje jakiś szum medialny, do którego podłączają się media od gazet komputerowych, aż po jakieś pisemka dla pani domu.
Pozdrawiam
link
Hmm… trochę chyba dramatyzujesz tym razem, Bartku.
- taki jest koszt popularności.. Nie sądzę, żeby Apple spotykała jakaś straszna fala negatywnego PR w mediach. Obserwuję media pisane w Polsce bardzo dokładnie. Praktycznie od pół roku wszystko co napisano o Apple (w ujęciu korporacyjnym) i iPhone w kontekście przejrzałem i odpowiednio skatalogowałem, i powiem Ci, że tych negatywnych przekazów jest zdecydowanie mniej od naprawdę pozytywnych. Albo inaczej: te negatywne (wielokrotnie absurdalne, zgadzam się) są bardzo łatwo chwytane przez inne media. Szczególnie w Polsce - co sam już też pisałem - bardzo fajnie jest przyrżnąć mocnej marce. Wtedy dziennikarz czuje się “lepszy” niż ta marka, która to niby taki duży sukces osiągnęła. Te pozytywne są jednak bardzo przyjazne marce Apple i jej hybrydom (iPod, iPhone, Mac), gdyż nawet jeśli nie są to stricte przekazy na temat tych marek, to kontekst pojawiania się o nich informacji jest zazwyczaj doskonały, gdyż personifikują coś wyróżniającego się na rynku.
- Apple nie ma gorszego PR niż inni wielcy świata nowych technologii. Nie analizując nawet niezwykle negatywnie nastawionych mediów do Microsoftu (niejednokrotnie w ogóle nieuzasadnione), to takie firmy jak: Sony, Canon, Google, HP, czy IBM są “bite” przez media w dużo bardziej bezpardonowy sposób.
- zmienia się trochę wpływ mediów na wizerunek firmy i produktów. Jest on teraz dużo większy niż na przykład wtedy, kiedy rynek zawojowywał iPod. Wtedy było dużo mniej mediów, Web 2.0 z całą armią bloggerów był w fazie raczkowania i Apple nie musiało się zderzać z problemem medialnym. W dobie kultu wokół iPhone’a już takiego komfortu nie ma. Stąd myślę, że Steve Jobs i spółka zmieniają swój stosunek do mediów, a co za tym idzie za przeciekami, plotkami i insiderami. Poza tym, mimo iż często pisze się negatywnie o iPhone, to prawie zawsze jest on stawiany jako benchmark (sam zresztą pisałeś o tym w artykule iPhone Admirer). Dla przeciętnego czytelnika i konsumenta jest wtedy jasne: aha, to znaczy, że iPhone wyznacza trendy a inni go naśladują (z czym chyba sami się zgodzimy…;-). Nawet jeśli w danym artykule kamień okaże się lepszy niż iPhone, bo będzie miał 3-megowy aparat fotograficzny, to i tak zwycięzcą jest iPhone, gdyż to do niego porównuje się inne gadżety. A to wartość nie do przecenienia.
- ważne jest także to, że we współczesnym świecie wszechobecności mediów przekaz komunikacyjny jest bardzo rozdrobniony i przez to sterowanie wizerunkiem jest bardzo trudne. Wielu znawców tematu przekonuje, że jakikolwiek przekaz - nawet negatywny, ale stały - przynosi markom i produktom wiele dobrego. Nazywają to nawet “madonnizacją współczesnego biznesu”, czyli nie ważne jak, ważne żeby stale i ciągle o tobie mówili. Więc, jeśli przyjąć tą argumentację, im więcej negatywnego pisze się o Apple i iPhone, tym ich ważność i pozycja są większe.
- wydaje mi się, że jakość produktów nie ma tu nic wspólnego z tym, co dzieje się wokół Apple w mediach. Niemniej jednak będąc pod ciągłym ich obstrzałem Apple musi być pewne, że utrzyma dobrą jakość produktów (dlatego również, że w segmencie premium nie można sobie pozwolić na złą jakość - konsument bowiem płacąc więcej za produkt premium także i wymaga więcej niż za produkt value for money, czy economy). I tak sobie teraz myślę, że prezentacja Ive’a podczas ostatniego keynote i później video z procesu obróbki nowego Maca dostępne na stronach Apple właśnie uderzają w tą nutę. Apple chyba teraz będzie i komunikowało i podążało w kierunku jakości. Mówi się w marketingu, że komunikuje się w zasadzie tylko dwie rzeczy: cenę albo jakość. No, chyba że jesteś siecią sklepów Lidl i najpierw przez dwa lata wrzeszczysz z telewizora “Lidl jest tani”, a teraz od pół roku “Lidl ceni jakość”…
Tyle, że kto w to teraz uwierzy?
link
Jabłko ma za co dostawać po dupie to i dostaje. Otwiera sklep dla aplikacji rezerwując sobie prawo ich oceny i dopuszczania do handlu? OK. A gdzie klarowne wytyczne, których nie mogą się deweloperzy doprosić?
Braki iPhone są już wręcz przysłowiowe a uparte niepoprawianie najprostszych rzeczy pod słońcem (copy-paste, brak todosów itd.) wymagające lekkiego dopracowania kodu to już nawet nie szczyt tupetu wobec swoich klientów.
Po tym jak zobaczyłem na własne oczy, jak znajomemu rozpada się MacBook w rękach, wyciera i ogólnie psuje w sposób katastrofalny - porzuciłem myśl o kupnie laptopa od jabłka (być może te nielubiane przez ciebie nowe MacBooki po przejściu na sensowną technologię produkcji pozbędą się kłopotów choćby ze zwykłą wytrzymałością konstrukcji ale jak znam Apple zaraz okaże się, że się niemiłosiernie grzeją lub coś w nich zdycha a najpewniej nieprzetestowany software).
Tak można jeszcze długo. I bardzo się cieszę, że walą w jabłko jak w bęben. Jeśli w wyniku tego dostaję wersję softu 2.1 do iPoda, która likwiduje problemy z baterią (a co znaczy, że wersja 2.0 była po prostu wersją testową testowaną na milionach użytkowników i to odpłatnie z ich strony), jeśli w wyniku tego pójdę do iSpota i kupię komputer ładny, nie grzejący się, nie rozpadający po jakimś czasie, bez zdychających wyświetlaczy czy grafiki - to ja się tylko cieszę z tego powodu.
link
przeciez ja nie jestem przeciwko konkurencji na rynku a przeciwko przenoszeniu jej na poziom pelnej klamstw klotni, ciosow ponizej pasa i nierealnych obietnic. bo po jakims czasie taka witrtualna rzeczywistosc odsuwa w cien rzeczywiste problemy. dokladnie tak samo jak dzieje sie to w naszej polityce. wszyscy emocjonuja sie ze X przysral Y albo ze Y iksowi a nikt juz nie zauwaza ze to klotnia dla samej klotni. ze nic z niej nie wynika. ze to show dla mediow. ze sedno lezy gdzies obok. prawda jest taka ze od takiego gadania nic sie nigdy nie poprawi - poza moze dykcja - wiec z tego akurat powodu raczej nie kupisz komputera ładnego, nie grzejącego się, nie rozpadającego sie i tak dalej i tym podobne…
link
Od zawsze polityką Apple było przewidywanie i decydowanie za swoich użytkowników co jest dla nich lepsze (CD czy Floppy), (teraz MMS czy E-Mail). Symbioza pomiędzy użytkownikami, a Apple zawsze opierała się na z a u f a n i u. Apple robiło swoje, a użytkownicy spokojnie zajmowali się własnymi sprawami, nie przejmując się rynkiem komputerowym.
Jednak ostatnimi czasy, gdy świadomość technologiczna ludzi jest dużo bardziej rozwinięta, Apple nie nadąża za potrzebami i wymaganiami użytkowników (już nie wspominając o ich przewidywaniu) dostaje pewnej zadyszki, i musi iść na kompromisy. Całe szczeście że dotyczą one wyłącznie sprzętu a nie oprogramowania.
Mimo tego wciąż darzę Apple dużym zaufaniem, mam wiele własnych spraw na głowie, i nie interesuja mnie ich plany na przyszłość, kupuję i będę kupywał ich sprzęt, bo jestem przekonany (może nieco naiwnie) że projektując swój sprzęt i oprogramowanie mają na myśli moje dobro.
Jeśli chodzi jakość:
Każdy użytkownik Mac’a i innych produktów Apple nie zauważający wad swojego sprzętu prawdopodobnie posiada ziemniak zamiast mózgu. Od ośmiu lat używam low-endowych laptopów Apple, dużo mogę powiedzieć o trwałości tego sprzętu (w szafie leżą dwa zdechłe iBooki), po trzech-czterech latach operacje jak wymiana płyty głównej są nieopłacalne.
Czemu brnę i kupuję kolejne? Dla świętego spokoju.
Gdy Mac działa (czyli większość czasu) praca na nim sprawia mi przyjemność, i jest całkowicie bezstresowa.
W przeciwieństwie do mojego drugiego komputera (nie Mac’a), który sprzętowo jest bez zarzutu, jednak ciagle się na niego denerwuję i mam ochotę wyrzucić go przez okno.
Napisali
[...] konsumentom wolność wyboru, nie tylko produkuje zacofane technologicznie urządzenia i wywołuje raka ale też nareszcie przestało być odporne na internetowe zagrożenia! Taka gratka nie zdarza się [...]