Uwaga! Ten wpis ma ponad półtora roku. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

A tak mamy jasny komunikat. Apple jest złe. Monopolista pożera Vudu i inne mniejsze rybki. Ale powstaje też kilka pytań - czy Vudu byłoby złe gdyby pożerało Apple? Skoro nawet “wielka-klapa-tv” wykańcza dzielną konkurencję - to czy problem nie leży raczej w jej wewnętrznej słabości? I czy w związku z tym nie pożarłaby jej każda inna firma działająca na tym samym rynku? Poza tym czyż nie jest czasem tak, że mamy tu do czynienia z klasycznym łańcuchem pokarmowym? Że w każdy rozwój jest po prostu wliczone pożeranie mniejszych od siebie? Od kiedy więc Newsweek uważa, że coś złego jest w tym że firmy ze sobą konkurują? Cóż, na początek trochę poteoretyzujemy. Nie trzeba ekonomicznego wykształcenia czy wybitnej inteligencji żeby wiedzieć, że wszystkie firmy dążą w stronę monopolu. Nawet jeśli miałby on zajmować tylko jedną ulicę. Nie trudno też zgadnąć, że żaden przedsiębiorca nie lubi konkurencji - obojętnie czy chodzi o pisanie stron www na umowę o dzieło, komputeryzację w skali makro, handel bronią czy o wyrywanie zębów wygląda to dokładnie tak samo. Każdy kto prowadził jakąś działalność na własny rachunek wie o tym także z autopsji. Konkurencja zagraża naszym interesom i zmusza nas do wysiłku - w końcu oferuje to samo co my tylko taniej lub lepiej - a więc w odwecie traktujemy ją z naturalną i zrozumiałą niechęcią.

Jednak obok tego, że coś wytwarzamy przecież także nieprzerwanie konsumujemy. A konkurencja jest dobra dla konsumentów - to dzięki niej dostajemy towar dobrej jakości i w dobrej cenie. Jednym słowem, wprawdzie musimy się bardziej wysilić, żeby klient kupił u nas a nie obok ale gdy tylko wyjdziemy z pracy sami z tego skorzystamy - bo ktoś wysili się bardziej żebyśmy kupili u niego. Proste, prawda? W praktyce sprawy się trochę komplikują i rysunek nie jest taki klarowny jednak z grubsza tak to właśnie wygląda. Ale to wciąż zbyt mało - bowiem prawdziwa konkurencja pojawia się dopiero wtedy kiedy każdy może wejść na rynek i zacząć oferować swoje usługi jeśli tylko uważa że zrobi to taniej i lepiej. To konieczne do zachowania równowagi. Dzięki temu gdy nasz konkurent nie wytrzyma presji - pojawi się ktoś inny. A gdy sami nie potrafimy zaspokoić popytu - pojawi się ktoś kto potrafi. I tak dalej. Dlatego w naturalnym środowisku coś takiego jak monopol właściwie nie występuje - nawet jeśli powstaje kolos to szybko okazuje się że stoi na glinianych nogach i w końcu przegrywa z mniejszymi i bardziej elastycznymi. Co więcej - ich zalety widać tak wyraźnie głównie dzięki niezgrabnym ruchomi giganta. To po prostu dwie strony jednego medalu. Niestety prawie każda zewnętrzna ingerencja w ten system tworzy oligopol a więc konkurencję fałszywą, która ma nie tylko wszystkie wady monopolu ale także na dobre konserwuje całą sytuacje - a jedyne co oferuje w zamian to pozory i obietnice. Spójrzmy więc na dzisiejszy rynek IT i zastanówmy się przez chwilę jaką rolę pełni na nim Apple i komu naprawdę zagraża. Konsumentom? Skąd więc te wszystkie obawy? Cóż zgadnij koteczku!


Apple rozwija się ostatnio w imponującym tempie, otwiera nowe rynki zbytu, połyka mniejsze firmy, od samego początku (1976) ma też niezmiennie spory - i co warto podkreślić - wybitnie niematerialny wpływ na rynek, jest naśladowane i kopiowane przez wiele innych firm - to wszystko prawda - ale konia z rzędem temu kto wytłumaczy mi jak dzięki temu można pisząc o branży IT nazwać firmę z kilkuprocentowym udziałem w rynku monopolistą… Poza tym wyjaśnijmy sobie jeszcze kwestię specyfiki - silą rzeczy oferowanie pewnych usług czy produktów powoduje, że inni stają się od nas zależni. Jeśli nagle zdrożeją marchweki to podniesie się cena karotki i tyle - jednak gdy podrożeje benzyna wpłynie to już na cała masę innych produktów i usług. Trudno więc mieć na poważnie pretensje do producenta systemu operacyjnego o to że od jego decyzji zależni są jednocześnie także producenci oprogramowania - prawda? Przecież to oczywiste. To prawda, że jeśli Apple wypuści nowego iPoda to wszyscy producenci ipodowych akcesoriów będą zmuszeni zmienić swoje plany ale - u licha! - przecież właśnie dzięki temu zarabiają! Apple nie zdominowało “rynkowych ekosystemów” jak chce Lyons ale je stworzyło - a to spora różnica. Idźmy dalej - jeśli kupiliśmy sobie dwa tysiące komputerów z Windows to kupimy też zapewne dwa tysiące kopii Excela - i wiemy o tym od samego początku! Co więcej właściwie należałoby powiedzieć, że te wszystkie komputery kupiliśmy dla Excela a nie odwrotnie… Gdzie więc tu niby straszy? Owszem - diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Ale tych nie znamy. Nie ma ich też w źródłowym tekście. Wiemy tylko, że Apple robi coś złego ale nie wiemy co. Możemy się domyślać - a domysły jak wiadomo są dużo gorsze od rzeczywistości. Ale może właśnie o to chodzi?

Piszę o tym wszystkim tylko po to żeby uzmysłowić wam, że trudno obwiniać Apple czy Microsoft o to że istnieją i prowadzą interesy. To jak mieć pretensje do jednego czy drugiego żołnierza o to że wybuchła wojna. Przecież oni także są jej ofiarami. I naprawdę - uwierzcie mi - gdyby na świecie nie było żołnierzy to tasakami zabijałyby się kucharki. Albo kelnerzy. Zło tkwi bowiem gdzie indziej. I podobnie jest tutaj. To nie jabłko jest robaczywe - robaczywa jest cała współczesna ekonomia z tym swoim korporacyjnym ładem, pseudoetyką i pseudofilozofią która próbuje zamaskować właściwie tylko jedną prostą ideę - kasa ponad wszystko. Zrozumcie mnie dobrze - biznes od zawsze robiło się po to aby zarabiać. Zysk to nic złego. Rzecz w czym innym - apetyt jednego lub nawet kilku ludzi którzy zawiązali spółkę jest naturalnie ograniczony. Każdy człowiek ma bowiem jakieś cele, ambicje, marzenia, zasady lub wyobrażenia których nie przekroczy. Wpływowy i bogaty biznesmen może być bogobojny, może być próżny i łasy na pochlebstwa, wreszcie może być także zły i wredny - ale jest także śmiertelny. A to jest perspektywa przy której bledną inne plany. Co więcej prawdziwy biznesmen spróbuje pohandlować nawet ze śmiercią - a to uniwersytet postawi, a to bibliotekę, szpital czy kościół ufunduje. Tak zwane grono akcjonariuszy, obiektywne uwarunkowania, kapitał bez właściciela czy bezosobowa korporacja - nie. Widzicie różnice? Chodzi o to, że nasz świat staje się z dekady na dekadę coraz bardziej odhumanizowany. Ludzie zwykle mają jakieś skrupuły a korporacje żadnych. Przejdzie w nich każdy ruch który zwiększy efektywność o marne 5% - durny, nieuczciwy, obciachowy. Dziś wszystkie większe firmy działają w ten sam bezduszny sposób - a to oznacza że tytułowe zarzuty można by postawić każdej z nich, bez wyjątków. Dlaczego więc autor przypisuje je tylko Apple?

Trudno mi zresztą oprzeć się wrażeniu że tekst Lyonsa powstał z takiej właśnie sztucznej - w sensie obliczonej na zysk i pozbawionej skrupułów - inspiracji. Zwłaszcza że publikacja zbiega się w czasie z wartą ponoć 300 milionów dolarów kampanią reklamową Microsoftu mającą redefiniować zły wizerunek firmy - jeśli nie można kogoś dogonić to może warto spróbować go spowolnić? To byłoby przewrotne - polepszyć wizerunek własnej marki poprzez zohydzenie cudzej uwypuklając istniejące pomiędzy nimi podobieństwa - sami przyznacie? Mimo iż zgadzam się z negatywną oceną wielu wydarzeń wspomnianych w artykule to jednak prowadzą mnie one do zupełnie odmiennych wniosków. Otóż po pierwsze, głównym grzechem Microsoftu nigdy nie była rynkowa dominacja - był nim od zawsze słaby produkt. A dopiero potem wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji do jego ochrony i dalszej ekspansji. I “wielkie mnóstwo” kiepskich pomysłów. Jednak gdyby Microsoft sprzedawał dobre rozwiązania prawdopodobnie nigdy nie zyskałby sobie tak powszechnej niechęci i tak złej prasy. Nie wierzycie? To przyjrzyjcie się dwóm generacjom xboxów. Przecież mimo licznych usterek i chamskiej polityki gwarancyjnej ludzie je kochają! Ot, zagwozdka! Po drugie, Apple wywaliło z App Store kilka programów - część zupełnie słusznie - np. I’m A Rich kosztujący tysiąc dolarów i wyświetlający obrazek z napisem “jestem bogaty” - część zupełnie nie wiadomo czemu - jak zastępujący modem NetShare lub ściągający podkasty Podcaster. A jak wiemy - gdy nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze. Owszem, mnie też nie podoba się usuwanie lub niedopuszczanie aplikacji do App Store - znajduje jednak jedną drobną choć jak sądzę istotną okoliczność łagodzącą. A przynajmniej klucz dzięki któremu można spojrzeć na problem z nieco innej strony. I spróbować zrozumieć - co podkreślam - nie oznacza przecież pochwalać.

Widzę to tak - obserwujemy start platformy iPhone/Touch więc siłą rzeczy dochodzi tu do zderzenia wielu różnych interesów. W ten właśnie sposób rodzą się granice i wszystkie te niepopularne wybory nadają im ostateczny kształt. Tego tutaj nie chcemy, to ma wyglądać tak i tak, tamto trzeba poprawić a na to jest zbyt wcześnie - mówią te wszystkie applowskie bany i zakazy - skupcie się na rozszerzaniu możliwości iPhona w nowych kierunkach a nie na poprawianiu naszej pracy. To przykre ale to także immanentna część projektu. I nie załatwi tego żaden regulamin - bo nie da się zamknąć ludzkiej inwencji w kilku punktach. A kilkaset problem odsunie ale go nie rozwiąże. Poza tym im owe przepisy będą bardziej precyzyjne i co za tym idzie zawiłe tym łatwej będzie je ominąć. Ostatecznie więc i tak dojdzie do zderzenia dwóch sprzecznych “tak chcę” i wygra silniejszy. Nie można tego zostawić także samemu sobie - bowiem wtedy zamiast oryginalnego projektu otrzymamy uśredniony przypadek. To docieranie ma swoją cenę także dla Apple. Jeśli zniechęceni deweloperzy przestaną pisać soft dla iPhona firma straci równie dużo - a patrząc perspektywicznie może nawet więcej - niż oni pisząc swoje programy nadaremno. To biznes a tu nie ma miejsca na emocje - jest na kalkulację. To po trzecie. Żebyśmy mieli jasność - uważam, że brak jasnych zasad gry jest zły. Zawsze. Nikt nie lubi wiedzieć że zależy od jakiegoś bezosobowego widzi-mi-się - sądzę jednak że hałas jaki podnosi się przy wyrzucaniu z App Store każdego kolejnego tytułu - w tym także programu do “puszczania bąków” - jest nieco przesadzony. To się zresztą szybko skończy - Apple nie ma żadnego interesu żeby toczyć z deweloperami podjazdową wojnę i niezależnie od przyczyn będzie musiało przestać. Niemniej warto mieć coś w odwodzie i dlatego tak bardzo ważnym projektem jest nadal Installer/Cydia. To właśnie jailbreak i środowisko hakerów zmusiło Apple do rozwinięcia - lub do przyspieszenia bo przecież nie można wykluczyć, że Apple planowało ten kierunek rozwoju - mobilnej platformy.

I to Cydia właśnie stanowi dziś prawdziwą konkurencję dla App Store. A także doskonały “zawór bezpieczeństwa” - zarówno dla użytkowników jak i dla samego Apple. To wszystko po czwarte - bowiem na tym przykładzie doskonale widać że prawdziwa konkurencja nie tylko pojawiła się całkiem znikąd i bez ostrzeżenia ale też nie potrzebowała wcale miliona dolarów żeby wystartować. Po piąte, myślę że dobrym porównaniem ukazującym kruchość wszystkich wyartykułowanych przez Lyonsa obaw i zagrożeń jest jedno z nich - czyli sklep iTunes. Niby monopol, de-er-emy i w ogóle samo zło a jednak dzięki temu, że Apple udało się uzyskać tak mocną pozycję na rynku - a wręcz poukładać go po swojemu - wyraźnie zmniejszyły się podejmowane przez wielkie koncerny muzyczne histeryczne próby ukręcenia sprawie łba. Dziś szeroko rozumiana “cyfrowa muzyka” jest nie tylko tania i łatwo dostępna ale także nadal przynosi sensowne zyski. Oczywiście wiem, że argument ten w Polsce nie zabrzmi zbyt donośnie ale chyba rozumiecie o co mi chodzi… Apple od kilku dobrych lat dominuje na tym rynku - łatwo więc stwierdzić co też dzięki temu zyskaliśmy a co straciliśmy, prawda? Co więcej od wielu, wielu lat Apple jest także dla większości użytkowników maków “monopolistą w mikroskali”. Kupujesz komputer, dostajesz system, preinstalowane oprogramowanie i tak dalej i tym podobne. Samo zło według pecetowych standardów, czyż nie? I co robią owi zniewoleni użytkownicy - skarżą się czy raczej to sobie chwalą? Owszem, niby można na maku postawić linuksa ale jakoś mało komu się chce to robić. Ba! Od niedawna nawet można w prosty sposób i z błogosławieństwem producenta zainstalować Windows choć - czyż to nie zastanawiające? - burzy to przecież ów “sukcesogenny” i złowieszczy monopol… Ciekawe, co? I - co za pech - kompletnie sprzeczne z rewelacjami z Newsweeka…




2005-2009 by 


komentarzy: 32
link
widze ze trzeba sie logowac zeby dotrzec do tresci tekstu z newsweeka - co za kwas! dlatego leniwi powinni zajrzec tutaj.
link
Nie czytałam artykułu w Newsweeku (niestety trzeba się logować), ale wydaje mi się, że ostatnie niezadowolenie z Apple jest uzasadnione. Po pierwsze wypuszczają coraz częściej upgrady produktów i przez to zmniejszyła się trochę jakość (np. MobileMe). Po drugie ich zwiększona sprzedaż trafia do większej grupy ludzi, a im ich więcej tym więcej widzą wad. Po trzecie, chyba wszyscy trochę oczekiwali, że Apple będzie inne od Microsoftu, takie właśnie bielutkie, a okazuje się, że business is business i niech wygra silniejszy!
link
Tak, ten artykuł w Newsweeku to po prostu słaby artykuł. Nawet jeśli przyjąć tezę dziennikarza, to widać jak na dłoni, że nie pokusił się on o liczne przykłady na poparcie swojej tezy. Bardziej przypomina felieton, czyli opinię subiektywną na zadany temat.
A co do samej tezy - tak to już jest w dzisiejszych mediach, że żeby coś napisać musisz walnąć z grubej rury od razu. Inaczej dany tekst nie ma szans na publikację. Każdy jeden tekst w tygodniu opinii musi albo a) burzyć pewien stan rzeczy; b) obwieszczać zmianę stanu rzeczy wkrótce; c) znajdować zalążek czegoś, co wkrótce zmieni stan rzeczy.
Wiem co mówię, bo sam współpracuję z Newsweekiem. Nawet jeśli temat jest kupiony, to jego przełożenie na artykuł musi być sensacyjne. Inaczej nie ma szans na publikację.
link
Analiza całkiem trafna poza jednym punktem. Niestety, minąłeś się zupełnie z kulturą korporacyjną i widzisz korporacje jako bezduszne machiny do robienia pieniędzy.
Prawda jednak jest taka, że z ekonomicznego punktu widzenia, bycie bezduszną machiną się nie opłaca. W dzisiejszym społeczeństwie mamy kult marki. A marka jest tak dobra, jak nam się kojarzy.
Ja wiem, spłycam. Kiedyś czytałem genialny artykuł ekonomisty na temat kultury korporacyjnej, tego jak ważne jest budowanie pozytywnych skojarzeń z marką i że jednym z najlepszych sposobów jest właśnie budowanie uniwersytetów (z dodatkowym zyskiem w postaci przyszłych wykwalifikowanych pracowników), bibliotek, szpitali i żłobków (z dodatkowym zyskiem, że pracownicy firmy, mając gdzie zostawić dziecko, będą wydajniej pracować)
Wiele międzynarodowych korporacji stawia duży nacisk na pomoc lokalnym społecznościom, na sponsoring imprez masowych, na inwestycje w sfery socjalne.
Trzeba pamiętać, że produkty wielkich korporacji kupowane są za pieniądze zwykłych ludzi. I to zwykły ludź wybiera, komu odda swoje ciężko zarobione pieniądze. Więc jak korporacja zrobi dobrze ludziowi, to ludź zrobi dobrze korporacji. Tak to się kręci.
link
@ola link do “tekstu bez logowania” jest w pierwszym komentarzu
@moondancer - ja w to poprostu nie wierze. glownie dlatego ze skoro to tylko rachunek zyskow-strat to nawet jesli dzis jest tak jak piszesz to jutro moze sie to zmienic
@przemekspider - to widac gdy sie patrzy na naglowki, wiadomosci telewizyjne itp. jesli faktycznie tak jest jak piszesz to czytanie gazet czy innych mainstreamowych mediow w ogole stracilo sens. bo nie opisuja swiata tylko jakies z gory przyjete zalozenia lub w najlepszym wypadku jego wyobrazenie. tak czy siak jedno i drugie to po prostu klamstwa wiec roznica jest niewielka.
link
kiedy Apple bylo niszowe tez problemy istniały. Teraz sa niestety wieksze. Pisalemw o tym od dawna. Wiekszosc sie do tego przyzwyczaila.
Jest jestnak jedna roznica miedzy M$ a Apple. Apple nie kradnie technologii i nie stara sie krasc pomyslow. Jesli trzeba kupuje technologie. Niestety juz zamilcza konkurencje czy wrecz kosi ja jak jej sie nie podoba. (Ot, przyklad AppleStore czy Linux-a). Przejzyj forum starsze czy nawet glosy w prasie. Apple zawsze mialo latke monopolisty. Tylko mniejszego.
link
@BS: Dzięki, zauważyłam go po wysłaniu komentarza. Przejrzałam ten artykuł i jest bardzo kiepski. Trochę jestem zaskoczona, że w Newsweeku puścili taki tekst. Dawno już nie miałam ich gazety w ręku, czyżby jakość im spadła…
link
@ghkghkfhgk
“kiedy Apple bylo niszowe tez problemy istniały” i to jest wlasnie dowod na to ze skala nie ma w tym przypadku wielkiego znaczenia znaczenia. problemy te maja inna nature - slowem “monopol” sobie a “meritum” sobie. po czasie obie fale na pewno interferuja ale to bedziemy mogli ocenic jesli apple zagaranie 70% rynku pecetow na co sie - sami przyaznacie - raczej nie zanosi…
a “latki od zawsze” maja ta wade ze kiedys traca znaczenie a mimo to wciaz sie ich uzywa
link
@przemekspider: “Tak, ten artykuł w Newsweeku to po prostu słaby artykuł.” - wypowiada się znawca, a potem podaje najsłabszy powód na świecie tłumaczący dlaczego to jego zdaniem po prostu słaby artykuł: “Nawet jeśli przyjąć tezę dziennikarza, to widać jak na dłoni, że nie pokusił się on o liczne przykłady na poparcie swojej tezy.” - no proszę, autor artykułu nie napisał 5 stron przykładów i dlatego “to po prostu słaby artykuł”. Brawo Przemku za “najmocniejszy” argument świata! Dziwię się jeszcze że nie dodałeś do spółki argumentu “bo nie kocha Steve’a Jobsa”. ;))
Czytam Twój komentarz dalej: “Każdy jeden tekst w tygodniu opinii musi albo a) burzyć pewien stan rzeczy; b) obwieszczać zmianę stanu rzeczy wkrótce; c) znajdować zalążek czegoś, co wkrótce zmieni stan rzeczy.” - Przemku radzę Ci poczytać swój blog! Tak, Twój własny blog, poczytać najzwyczajniej w świecie, jak Newsweeka. A co można wyczytać? Co drugi Twój post jest szukaniem tego rodzaju właśnie taniej sensacji!. Oprócz tekstów miłosnych celujących w Steva Jobsa oraz proroctw dotyczących nowych modeli Apple, właściwie z każdym postem możesz startować do Newsweeka (zresztą Ty tam już byłeś, czego nie omieszkał niechcący wytknąć Ci BS w powyższym poście, o czym zaraz napiszę).
@BS: Kolejny raz na tarkę (nie na tapetę) kładziesz tekst dziennikarski, by zetrzeć go na miazgę blogerską. Używanie tarki ma to do siebie, że solidną całość rozdziela się na tysiące drobinek, które rozbryzgując się na wszystkie strony czynią trud złożenia ich wielości do kupy zadaniem niewykonalnym. Tak trudno właśnie złożyć do kupy rozproszone wątki strumienia myślowego, który Ci się w tym poście przydarzył, a których ciężar gatunkowy przechodzi przez wiele stanów skupienia - od banału poprzez śmieszność, aż po niepowagę i futurystycznie błahą dywagację.
Przypomnę Ci co napisałeś tu http://xrl.us/orttb: “uważam ze nawet skomplikowane rzeczy można - a nawet trzeba - opisywać jak najprostszym językiem nie upraszczając jednocześnie samego zagadnienia. a tu przeciez nie chodzi o nic naprawde skomplikowanego.” W sam raz się to odnosi do artykułu z Newsweeka, w którym skomplikowanych tez czy misternie tkanych przesłanek próżno szukać. Za to Daniel Lyons formułuje wg mnie ostrożnie acz bardzo klarownie zwykłą prognozę, nie siląc się nawet na poważną retorykę - “Apple może w przyszłości szerzej stosować praktyki monopolistyczne lub nawet stać się monopolistą”. Biorąc pod uwagę nieskrępowaną prostotę rozumowania Daniela Lyons zupełnie nie rozumiem do czego zmierzasz w swojej kolorowej i okraszonej wielowątkową zalewą słownej sałatce. Na pewno zmierzasz do zaprzeczenia cytowanym własnym słowom o rzekomej potrzebie upraszczania języka. Czytając Twój emocjonalny przekaz o m.in. cudownym Apple, teorii monopolu hermetycznej rzeczywistości, złych korporacjach, kiepskim Microsofcie i innych, zastanawiam się czy Ty sam wiesz o co Tobie chodzi. Na pewno chodzi o pokazanie umiejętności zniekształcenia sensu cytowanego artykułu oraz o wygibasy językowe gubiące po drodze ważką treść. Naturalnie w wielu rzeczach masz rację, podczas gdy w innych przekręcasz fakty maszynką manipulacji. Można by oczywiście podawać konkretne kontrargumenty, starać się komentować na bieżąco strumień wariackiej wypowiedzi, ale wtedy trzeba by napisać 3x tyle co Ty. Ja już swoją normę komentarza wyrobiłem z nawiązką, więc opuszczam zasłonę milczenia nad nieudanym postem.
P.S. “Artykuł nie jest napisany przez naszego rodaka a więc poziom kompetencji jest tu o rząd wielkości wyżej niż zwykle” - dziękujemy my rodacy za “uznanie” (szczególnie dla Przemka, który odważył się na świętokradztwo napisania czegoś w tym “niedobrym, mainstreamowym” Newsweeku).
BS, dumny blogerze tej samej co inni “niekompetentni” narodowości! Chcesz być lepszym od “mainstreamu”? Pisz lepsze artykuły, bo ten nie sięga “mainstreamowi” do pięt.
link
bardzo obrazowe metafory
to nie jest polemika z lyonsem - bo ja mozna by zamknac w jednym akapicie. to jest “blogerska salatka” do ktorej zainspirowal mnie newsweekowy tekst. i uwazam ze jako gatunek ona swoje zalety mimo kilku oczywistych wad. w koncu to blog a ja jestem blogerem. przyjmuje z pokora twoja negatywna ocene ale nie sadze aby moj post zawieral jakies skomplikowane tresci - mimo iz faktycznie odwolalem sie w nim do kilku - moze nazbyt gornolotnych co jednak nie znaczy ze falszywych - ogolnikow. nie chce tez wcale byc lepszy od mainstreamu - bo mimo zewnetrznych podobienstw “uprawiam zupelnie inny sport”. i na zakonczenie - nie rob z mainstreamowych mediow ofiary kolejnej krzywdzacej generalizacji bo powszechna niekompetencja i zaklamanie jest akurat w tej branzy widoczne golym okiem. ale to juz temat na zupelnie inna dyskusje.
link
@BS: “skomplikowane tresci - mimo iz faktycznie odwolalem sie w nim do kilku - moze nazbyt gornolotnych co jednak nie znaczy ze falszywych - ogolnikow” - brak skomplikowania przyporządkowałem Danielowi, nie Tobie.
Fałszywe ogólniki - oczywiście, że są: choćby teoria monopolu - sprawdza się tylko w sytuacji idealnej harmonii rynkowej, teoria złych korporacji, i wreszcie np. stwierdzenie, że “iPody wchodziły na rynek zdominowany przez wielokrotnie silniejszych graczy” jakby go nie rozumieć jest fałszywe - rynek raczkował, a Apple było właśnie jednym z tych silnych graczy, któremu się udało.
W końcu Fotogenia jest na to bezpośrednim dowodem.
“Jak nazwać inaczej wniosek o “powszechnej niekompetencja i zakłamani, widocznych gołym okiem w mainstreamowych mediach” jeśli nie “krzywdzącą generalizacją”? Jest wielu świetnych dziennikarzy, także internetowych, do których ta opinia nie pasuje. Może wybierasz do czytania akurat tych mniej dobrych, stąd ta opinia?
O blogowaniu - blogowanie przestaje być tylko “zapisem momentu wyobraźni” kiedy staje się manifestacją dziennikarskich zapędów oraz wpływa na opinie innych ludzi. A jak inaczej nazwać to, co robisz? Zauważyłem, że zwykle powołujesz się na “licencję blogera” by nie ponosić odpowiedzialności za to co ludziom wkładasz do głowy. Może warto się obudzić i nie udawać, że klawisze same się naciskają, Bartek.
link
1. owszem, lyonsowi przypisales prostote ale mnie zarzuciles zbytnie skomplikowanie jak rozumiem w sensie “ze moj tekst jest zawily/niejasny”.
2. mowimy o rynku przenosnych odtwarzaczy i muzyki - a ten byl zdominowany przez walkmana i sony. o monopolu i zlych korporacjach sobie tutaj nie pogadamy bo to nie miejsce - jak chcesz pisz na priv - wyraznie jednak zaznaczylem ze to uproszczenia majace pokazac pewne trendy/konteksty a nie meritum.
3. nie oceniam dziennikarzy bo ich nie znam ani nie sledze tego co pisza az tak skrupulatnie - oceniam media i one niestety sa zaklamane i niekompetentne. ba - nawet maja to klamstwo w sensie ontologicznym w sobie. co przeciez nie wyklucza tego ze X czy Y jest uczciwy i wie o czym mowi/pisze. nie wiem skad pomysl zeby traktowac tego typu stwierdzenia doslownie - ale wiem ze na pewno nie sluzy to dyskusji.
4. co do blogowania - nie sadze aby ktorykolwiek bloger cos komus “wkladal do glowy”. w tym wlasnie sila internetowych publikacji ze stanowia one zaczatek dyskusji, kontrblogow, polemik itd. a takze w ich rozproszeniu - nie ma tu kilku opiniotworczych (w sensie zasiegu a i “jakosc” podlega niesustannej weryfikacji) zrodel informacji wrecz przeciwnie jest ich bez liku. kazdy z nas wybiera je sobie sam. jesli ktos ogranicza sie do jednego - to jego wybor nie moj. poza tym ten blog powstal dlatego ze lubie maki - czego nigdy nie ukrywalem - wiec sila rzeczy mimo iz staram sie zachowac rownowage przedstawia raczej jeden punkt widzenia. po prostu patrze na apple z sympatia. i tyle.
link
@BS: ad.1 Faktycznie, trochę zakręciłem w odpowiedzi

ad 2. Ojej, BS, świetność walkmana Sony to przełom lat 80/90tych. Potem długo rynek podbijały przenośne odtwarzacze CD. A skąd Ci się wziął w tamtych czasach iPod? Ja mówiłem (za Tobą) o momencie gdy pojawiły się iPody - rynek odtwarzaczy cyfrowych jeszcze raczkował (małe pamięci, wysoka cena, różne formaty). Apple było silnym graczem (w znaczeniu potencjału) zaraz na wstępie, bo miało odpowiednią technologię, oprogramowanie i pomysł. To się sprawdziło. Tak samo z iPhonem - nikt nie miał wątpliwości po sukcesie iPodów, że iPhone będzie hitem. I proszę - 1/3 rynku tzw. smartphonów (nie lubię tego słowa) należy do iPhone’a.
ad 4. Optymistyczno-idealistyczna wersja wg BS. A realistyczna wersja, której dziś nikt nie kwestionuje - blogowanie to forma dziennikarstwa i tak jak każda inna publicystyka ma wpływ na kształtowanie opinii czytelników. Staram Ci się powiedzieć, że jest cienka granica mędzy “tylko” blogowaniem, a blogowaniem jako dziennikarstwem. Moim zdaniem Ty wielokrotnie tę granicę przekraczałeś i przekraczasz, więc w mojej ocenie nie jesteś “tylko” blogerem, o czym świadczą Twoje umiejętności pisarskie i słupki Twoich blogowych statystyk.
link
@makojad
- Zapomniałeś dodać, że 1/3 rynku w USA oczywiście.
@ad ad
- Oczywiście chodziło o USA
link
ale walkman to nie tylko kaseciak - to logo znajdzisz zarowno na playerach cd, mp3 jak i nowych telefonach s-e. gdyby sony nie zmarnowalo okazji to by rownie gladko weszlo na rynek cyfrowej muzyki jak weszlo na fotograficzny.
link
@BS: Sony powróciło do stosowania tej nostalgicznej nazwy Walkman w końcowej fazie rozwijania przenośnych odtwarzaczy CD, a więc wtedy gdy już wiadomo było, że to odtwarzacze mp3 opanują rynek. Ja myślę, że Sony okazji nie zmarnowało, cały czas oferuje bardzo dobry konkurencyjny produkt - jako rozwinięcie swojej tradycyjnej linii i tradycyjnej koncepcji. Po prostu iPod miał to coś, powiew świeżości, klasy, oryginalność, dobry software. No i strony Sony nigdy nie włożyło w swoje odtwarzacze tyle wysiłku ile Apple. Ale jest wciąż konkurencją i jak się noga Apple kiedyś powinie, może nazwa Walkman wyjdzie jeszcze z cienia.
Za słabą konkurencję na rynku cyfrowej muzyki już teraz musimy nadpłacać w Apple Store - takie są realia i sympatia czy jej brak niczego nie zmieni. 
A konkurencji i to tej najlepszej, z całego serca Apple życzę, bo to będzie oznaczać dalsze dobre produkty i przystępne ceny.
link
lubie czytac takie teksty - fajnie napisane, a chyba nic Tu jeszcze nie komentowalem, mimo ze sobie czasem czytam
Jedna rzecz mnie ciekawi - czy są jakieś statystyki osób które mając komputer apple, korzystają z linuxa albo windowsa? czy ktos zna? jak tak to rzućcie linkiem
link
czy moge prosic o jakies dane odnosnie tej 1/3 rynku iphona wsrod smartphone’ow w usa ? bo wedlug tego co sobie czytam/czytalem to bylaby taka dynamika wzrostu jakiej chyba jeszcze na swiecie nie bylo.
link
@halucjan: Być może coś niejasno wyraziłem, ale żeby być dokładnym chodzi o 1/3 udziału w sprzedaży smartphonów w USA w ostatnim okresie. Takie dane ja wyczytałem. Jeśli gdzieś jest pomyłka lub wiesz coś więcej, możesz napisać/sprostować. Dzięki.
link
o ile pamietam jobs pokazal takie dane podczas ktoregos z ostatnich keynotow

badania robil http://www.canalys.com/
jak sadze dane za 4 kwartal 2007. poszukalem troche w google i mysle ze dzis jest to w granicach 20% (optymistycznie 25%)
link
@BS Więc jeśli nawet przyjmiemy wersję “pesymistyczną” czyli 1/5 i tak jest to spory kawałek tortu i olbrzymi sukces osiągnięty w krótkim przedziale czasowym.
link
@makojad - piszesz “i tak jest to spory kawałek tortu i olbrzymi sukces osiągnięty w krótkim przedziale czasowym” - wyczuwam jakieś bezgraniczne uwielbienie połączone z nienotowaną wcześniej u Ciebie ekspresją miłosci do Apple
link
@przemekspider: No co Ty, suche fakty. Sukces to sukces, należy się uznanie, które zresztą wyraziłem już parę lat temu postanawiając używać Maków. Gdybym spotkał Jobsa pewnie bym mu za Maki podziękował oraz życzył zdrowia. Ale rozumiem, że żartujesz.
Wiesz, że jestem daleki od robienia z Apple świętej krowy, a z Jobsa swego idola. Od dywagacji nt wszelkich odcieni, przyczyn, motywów, skutków, nowych pomysłów, zdrowia, choroby i samopoczucia jesteś Ty. ;))
link
@ makojad
Piszesz o odpowiedzialności za słowa i w zasadzie nie sposób się nie zgodzić, ale nie przesadzajmy z tym wkładaniem do głowy. Blog to trochę odpowiednik dawnego pisania do szuflady. Fakt, iż któryś blog staje się popularny czy wręcz opiniotwórczy jest pokłosiem tego, że poziom czy tematyka tekstów trafiła do jakiejś większej grupy ludzi. Ludzie którzy bezkrytycznie przyjmują do wiadomości to co napisane powinni być trzymani we własnym interesie w odosobnieniu tak jak wszyscy głęboko nieprzystosowani.
Co zaś do tematu - nie mam danych rynkowych ale o ile pamiętam te czasy z autopsji to na rynku przenośnych odtwarzaczy mp3 dominował Creative, który wtedy oferował coś takiego jak “Nomad”, (bodaj kolejne wersje doszły do 20 Gb pojemności). Miał pierwotnie połączenie przez port LPT, gdyż jeszcze nie było szeroko stosowane USB. Było to dość długo zanim się pojawił iPod - początek 1999 r. a jeśli weźmie się pod uwagę, że był to po prostu wcześniejszy patent samsunga różnica w czasie rośnie. Trzy lata to nie mało na rynku nowych technologii, a firmę Creative która dominowała na rynku kart dźwiękowych dla PC trudno nazwać popychadłem, które bankrutujący podówczas apple z łatwością mógł z siodła wysadzić. W tym sensie popieram zdanie autora - apple zaatakował rynek już nieźle zagospodarowany. Weźmy pod uwagę, iż aktualny rozwój i rozmiary tego rynku są w znacznym stopniu właśnie wynikiem oddziaływania apple i ich iPoda. Wielu obecnych rywali iPoda weszło na rynek przed jego premierą.
BTW Jak widać konkurencja to błogosławiona rzecz, w 1999 r. mój odtwarzacz firmy Mio (mam do dziś) miał 32 Mb a owego Nomada kupił mój kolega i miał aż 64 Mb
Pozdrawiam
link
@Grzegorz: “W tym sensie popieram zdanie autora - apple zaatakował rynek już nieźle zagospodarowany.” - zgoda Grzegorz, ale BS wprowadził interpretację, wg której Apple było słabełuszem pośród wielkich graczy. Biorąc pod uwagę potencjał technologiczny, umysłowy i inżynierski, doświadczenie i zaplecze jakim dysponowała ta firma trudno nazwać nawet ówczesne Apple niewielkim graczem, który zabrał się za produkcję garażową. To tak jakby analogicznie dziś powiedzieć o Google, że to pikuś na rynku przeglądarek. Owszem, trudno przewidzieć czy Chrome odniesie sukces, ale jedno jest pewne - za Chrome stoi olbrzymi potencjał.
Dalej, Apple wykorzystało moment, gdy rynek odtwarzaczy cyfrowych rozwijał się powoli i w nieprzewidywalnym jeszcze kierunku (postęp technologiczny niestety nie pociąga za sobą wprost proporcjonalnej odpowiedzi rynku - patrz choćby Blue-Ray, HDDVD, SACD, DVD Audio itp.). Sukces miał należeć do tego, kto połączy technologię ze stylem, kto powie ludziom “to jest to czego potrzebujecie”. Apple rzeczywiście w pewnym sensie zredefiniowało ówczesny rynek cyfrowych odtwarzaczy produktem, który był najwyższych lotów i zawierał w sobie to wszystko z czego Apple było znane - prostotę obsługi, niebanalny design i najnowszą technologię, wysoką jakość dźwięku (np. Apple wprowadziło swoje formaty kompresji, w tym bezstratny). Kolejny raz realizacja tej samej co w Makach recepty, kolejny sukces.
Również pozdrawiam.
link
mp3, kaseta czy plyta cd to tylko nosnik - wiem ze w zdominowanym przez technologie swiecie trudno to moze zaakceptowac ale ma on znaczenie calkowicie drugorzedne - ludzie od zawsze chcieli sluchac ulubionej muzyki i ulubionych zespolow a nie mp3, radia lub plyt cd. dlatego wlasciwym punktem odniesienia jest tu cala “muzyka przenosna” - wraz z dystrybucja - a wiec takze odtwarzacze kasetowe i cd a nie tylko pierwsze plejery mp3. i to akurat byl doskonale zorganizowany rynek. a apple wchodzilo nan zupelnie z boku. podobnie bylo zreszta z iphonem. i nie napisalem wcale ze apple bylo slabeuszem tylko ze rynek byl zdominowany przez silniejszych. i tak sie sklada ze kazdy z nich mogl z latwoscia zrobic to samo co apple. to ze apple ma potencjal nie oznacza jeszcze ze inni go nie mieli/nie maja - prawda?
link
@BS: Akurat rzecz dotyczy odtwarzaczy cyfrowych, konkretnego segmentu rynku, więc nie mieszałbym i rozwadniał nostalgicznie, że “tu chodzi o muzykę”. Może zatem należałoby Apple porównać do firm produkujących gramofony w latach 60-tych, wg Ciebie, co?
To też był “zorganizowany rynek.” No właśnie takim stwierdzeniem udowadniasz, że potrafisz konkretny temat rozrzedzić i naciągnąć do swojej interpretacji.
Nie rozumiem jacy to byli silniejsi od Apple - Creative? Samsung? Philips? iRiver? Sony? Ja nie pamiętam, żeby te firmy robiły Maki i dysponowały tak zaawansowaną technologią jak Apple czy choćby podobnym oprogramowaniem. Bo nie zapominaj że “plejer” cyfrowy to po prostu dysk, płyta głowna, wyświetlacz, kontroler i oprogramowanie. Apple było w tych sprawach nieźle zorientowane. Gdyby robiło kaseciaka lub gramofon chyba by sobie nie dało rady. Więc nie musisz nagle z Apple robić małej firmy pośród silniejszych graczy bo to nie była prawda, to Apple było dużym graczem, który postanowił eksprolować rynek muzyki cyfrowej.
link
inni ktorzy chcieli urgyzc tort tez byli duzi tylko zapewne nie wierzyli ze to sie powiedzie - wiec czekali i przegapili wlasciwy moment. moja interpretacja jest calkowicie uprawniona - to ze sie z nia nie zgadzasz niczego nie zmienia - co wiecej sadze tez ze jest blizsza prawdy w tym sensie ze wiecej mowi o rzeczywistosci. niczego w ten sposob nie rozrzedzam to jest zwyczajne diachroniczne ujecie tematu. ale to wlasciwie nieistotne - nie mam zamiaru cie przekonywac ani urzadzac tu glosowania. czytlenicy na wlasne potrzeby sobie ocenili/ocenia i nasza rozmowa niewiele teraz juz zmieni. fakty sa takie ze gdy apple startowalo to mialo 0% a obecnie maja 70% udzialu a na rynku bylo w tym czasie przynajmniej kilku dobrze radzacych sobie w tej branzy graczy - czy to bylo sony z walkmanem czy creative z soundblasterem i nomadami to juz z tego punktu widzenia mala roznica.
link
@BS: Ależ Bartek, nie należy się irytować, to nie żadne głosowanie. Po prostu nie uważam, żeby Twoja interpretacja była słuszna, tym bardziej w kontekście w jakim się nią posłużyłeś (trzeba pamiętać o kontekście!). O tym np., że Apple trafiło na właściwy czas (słaby niemrawy rynek) dla odtwarzaczy cyfrowych, a nie na ogólny rynek muzyki również napisałem powyżej, więc radziłbym dokładniej czytać, bez irytacji i tworzenia przeciwieństw tam gdzie ich nie ma.
Argumentacja silny-słabszy (dychotomiczna raczej, bo nie zauważyłem tam diachronicznego ujęcia tego argumentu) jaką się posłużyłeś (bo jak napisałeś silniejszy, musi istnieć i słabszy) jest nieuprawniona w tym konkretnym wypadku. Apple nie było nigdy słabym graczem na rynku cyfrowej technologii, a czy produktem jest komputer czy odtwarzacz nie ma znaczenia, gdyż to ta sama technologia - jak już napisałem produkcja gramofonów (do dziś produkowanych i rozwijanych technologicznie, i także służących do słuchania muzyki, panie Bartoszu!) Apple by nie wyszła.
Mój głowny zarzut dla tego tekstu jak i paru poprzednich z Twojej ręki, że zamiast opisywania rzeczywistości kreujesz emocjonalne przestrzenie, w których umieszczasz argumenty w sieci uprzednio nakreślonych schematów, po czym dowolnie przyporządkowujesz argument jako kontrargument dla np. krytykowanego tekstu. Taki emocjonalny przekaz działa na czytelników, którzy są skłonni interpretację traktować jako fakty. Ale nie ma wiele wspólnego z krytyczną analizą tekstu, np. z Newsweeka. Taki post byłby dobry jako samodzielna dywagacja, ale jako odniesienie do innego tekstu jest kiepski, bo przekonuje czytelnika o jednym - to tamten nie miał racji, a ja mam. A tymczasem rzeczywistość jest taka: i pan Daniel Lyons miał rację, i Ty masz. Nie można “dla sportu” brać sobie czyjegoś tekstu, by zafałszować jego znaczenie “przy okazji” własnych podróży emocjonalnych.
link
irytuje mnie co najwyzej dzielenie wlosa na czworo kiedy z gory wiadomo ze to do prowadzi donikąd. to nie jest polemika z lyonsem - glownie dlatego ze on tego nigdy nie przeczyta - a ja niczego nie zafalszowalem - to jest tylko twoja opinia. poza tym wlasciwy kontekst nie brzmi “dlaczego lyons tak uwaza” bo mu wolno widziec sprawy inaczej i mnie nic do tego tylko “dlaczego newsweek to publikuje” - bo jak wiadomo w zadnej gazecie nic nie drukuje sie przez przypadek. EOT bo mam wrazenie ze zaczynam sie powtarzac.
link
@BS: “kiedy z gory wiadomo ze to do prowadzi donikąd” - mając takie z góry podejście powinieneś zamykać możliwość pisania komentarzy, a może w ogóle zamknąć blog.
Myślę, że prezentujesz dość egocentryczną zasadę. Każdy ma prawo do wypowiedzi. Jeśli uważasz że to droga donikąd, w jakim celu sam się wypowiadasz, Bartek?
link
ta argumentacja prowadzi donikad bo czy rynek bedziesz ogladal od pierwszych plejerow mp3 czy od kasetowych walkmanow nie ma w tym wypadku wielkiego znaczenia. apple mialo potencjal i go wykorzystalo, sony lub creative tez go mialy i go nie wykorzystaly. obie te firmy siedzialy w branzy a apple nie. to jest rok 2000 - ludzie uzywaja winampa, mp3 kojarzy sie glownie z piractwem, itunes nazywa sie soundjam i nalezy do C&G a apple powoli i z trudem wychodzi z glebokiego kryzysu i produkuje tylko komputery. koniec kropka reszta to w tym wypadku detale. dla mnie ten temat jest wyczerpany.
Inni napisali
[...] nie taki finał sprawy usuwania aplikacji z App Store miałem na myśli pisząc o nim że wkrótce się skończy ale wszystko wskazuje na to, że rychło przestaniemy śledzić ten serial na bieżąco. Apple [...]
[...] przyznano że tylko dlatego że atak na Apple będzie bardziej zauważalny? Pamiętacie tekst w Newsweeku który firmę mającą w porywach kilka-kilkanaście procent rynku napiętnował jako monopolistę? [...]
[...] nie tak dawno o rynkowym sukcesie iPhona - zresztą trudno ukryć że często i dużo o tym ostatnio piszę. Reszta makowej blogosfery [...]
[...] słyszę argument, że Apple jest takie samo jak reszta bowiem każda firma jest nastawiona na zysk i istnieje tylko po to aby go wypracować. To prawda, [...]
[...] wczoraj kolejny katastroficzny tekst o Apple. Dominik Kazanowski na swoim blogu napisał, iż - cytuję - iPhone zawłaszcza rynek systemów [...]
[...] komu to przeszkadza kiedy można na jej podstawie wygenerować złowrogi news? Apple nie tylko jest drugim - i oczywiście gorszym - Microsoftem, nie tylko monopolizuje rynek odbierając konsumentom wolność wyboru, nie tylko produkuje [...]
[...] Pająk pyta - ciekawe co skłoniło Apple do takiego ruchu? Odpowiedź jest bardzo prosta: czas. Pisałem o tym obszernie przy innej okazji więc tylko krótko powtórzę - całe to blokowanie miało jeden główny cel, chodziło o [...]
[...] przeklejających cudze treści serwisów. W efekcie niedługo znów usłyszymy jakie to Apple jest złe i o ile to jeszcze razy byłoby gorsze od Microsoftu. Tymczasem Tim Cook niczego takiego nie powiedział - to dziennikarze pytali go o Palma, to [...]
[...] że mamy prawo wam to zabrać. Mnie się to w głowie nie mieści. Podobnie jak wszystkie te dęte oskarżenia o monopol, niby niezależne a w istocie przecież tendencyjne komentarze, przytłaczający zalew bezmyślnej [...]
[...] to uleganie modom - oto jest logika która pozwala zaprzeczenie traktować jak potwierdzenie, dziesięcioprocentowy udział w rynku nazywać monopolem albo obwiniać iTunes za utrudnianie sprzedaży muzyki. Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin? - [...]
[...] jedyną prawdziwą opozycję dla applowskich rozwiązań. Co może się udać biorąc pod uwagę modę na robienie z Apple drugiego Microsoftu, dobrze sprzedającą się w mediach antyapplowską histerię i umiejętnie podsycaną przez [...]
[...] o tym, bo często spotykam się z opinią, że w biznesie liczy się tylko pieniądz a wszystkie działające na rynku przedsiębiorstwa mają za cel zedrzeć z nas, konsumentów [...]