Uwaga! Ten wpis ma ponad 4 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Dokładnie z tego samego powodu pisarze czy filmowcy opowiadają swoje historie pokazując je oczami dziecka - świat dorosłych ujawnia wtedy całą swoją absurdalność. Wiele najważniejszych fotografii w historii powstało bez żadnego przygotowania, na ulicy i bez niczyjej zgody. O zdjęciu decydują czasem ułamki sekund - światło, grymas, ułożenie obiektów w kadrze. Właściwy moment. Nie sposób tego przewidzieć uzgodnić czy przygotować. Umieć wyłowić taki moment to prawdziwa sztuka. Tymczasem we wspominanym tekście niefrasobliwie, na podstawie wątłych przesłanek i jakiegoś dewianta złapanego z aparatem - cyfrówkę ma dziś przecież każdy - uczyniono z fotografii podejrzany proceder a z ulicznego fotografa potencjalnego pedofila! Co będzie dalej? Architekturę fotografuje złodziej albo terrorysta, kobiety gwałciciel, zwierzęta zoofil, nagrobki nekrofil i tak dalej? Już teraz gdy chodzę z aparatem po mieście często spotykam się z bezinteresowną agresją - ludzie wychowani na fotografiach celebrytów publikowanych w tabloidach coraz częściej traktują fotografa jak intruza który przyszedł wykraść im wstydliwe sekrety i pokazać ich w krępującej sytuacji. Kilka lat temu fotografowałem zamieszki wywołane przez protestujących górników, obok zawodowych fotoreporterów całość filmowała i fotografowała także policja - pewnie by potem wychwycić zadymiarzy - ale tłum to tłum więc to ja oberwałem kamieniem.

Nie chcę dramatyzować - nie wiem na ile owa fundacja, publikacja Gazety Wrocławskiej i późniejszy przedruk całości na wp.pl to dla fotografujących poważny problem… Ale wiem, że jeszcze parę tego typu durnych akcji w mediach, być może wzmianka w telewizyjnych wiadomościach i szybko okaże się że mamy do czynienia z prawdziwym polowaniem na czarownice, które nie tylko uniemożliwi chodzenie z aparatem fotograficznym po mieście ale jeszcze - nie daj Boże! - skończy się jakaś tragedią. Być może więc nie należy tego zostawić samemu sobie? Może organizacje samorządowe skupiające fotografików powinny ostro zaprotestować przeciwko budowaniu w mediach takich skojarzeń? Może czytelnicy powinni zasypać redakcję e-mailami i domagać się sprostowania? Zwłaszcza że przecież pedofilia to zarzut, który właściwie sam w sobie jest już wyrokiem… A może odwrotnie - lepiej będzie litościwie spuścić na ten nieszczęsny artykuł i zawarte w nim “mądrości” zasłonę milczenia? Nie wiem. Ale jestem naprawdę oburzony. Dawno nie przeczytałem czegoś tak głupiego i szkodliwego jednocześnie. Żal zaś czuję tym większy że temat jest przecież poważny i wymaga raczej rozważnego podejścia niż kpin…
Fotografie użyte w tekście Lewis Hine, H. Cartier-Bresson i S. Salgado. (B) Bez żadnego pozwolenia.




2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 8
link
” Fotografowali je wszyscy. W tym także wielcy: Henri Cartier-Bresson, David Seymour, Robert Capa, Margaret Bourke-White, Dorothea Lange, André Kertész, Werner Bischof, Lewis Hine, Robert Dosineau, Eugene Smith, William Klein, Diane Arbus, Sebastian Salgado czy James Natchwey”
No jak, przecież to banda pedofilów!
Żart oczywiście. Jeżeli “pedofil się przy takich zdjęciach masturbuje” to można założyć, że nekrofil masturbuje się przy zdjęciu kozy, i też zakazać robienia zdjęć kozom. A potem na pogrzebach, żeby ukrócić niecne myśli nekrofilów.
Pomysł sam w sobie jest tak denny, że szkoda komentować.
link
Yh. Jakoś mi umknęło to zdanie w artykule i wyszło że się powtarzam. Chociaż - może to i lepiej pokazuje oczywistą oczywistość.
link
OK. A co mam zrobić, jeśli proszę kogoś, aby mi nie robił zdjęć, a on je nadal robi?
link
po pierwsze - jaki twoje pytanie ma zwiazek z powyzszym tekstem?
po drugie - nie wiem co masz robic. sam to powinienes wiedziec. kto to widzial zeby dorosly mezczyzna pytal sie co ma robic jesli ktos go zaczepia i/lub lekcewazy?
po trzecie - w takich sprawach wszystko zalezy od konkretnej sytuacji. kto, kiedy, gdzie, w jakim celu. trudno generalizowac. nie wyobrazam sobie aby fotografowac kogos kto sobie tego nie zyczy i wyraznie to artykuluje. nie wiem zreszta po co mialbym to robic - po co mi zdjecia czyjejs wykrzywionej zloscia twarzy albo reki zaslaniajacej obiektyw? nie znam tez zadnego fotografa ktory by tak postepowal. potrafie sobie natomiast wybrazic sobie taka sytuacje pomiedzy zlosliwymi znajomymi - ale to w ogole inna bajka mimo ze kotrys z nich trzyma w reku aparat. poza tym sadze ze w takiej - hipotetycznej! - sytuacji nie chodzi juz wcale o fotografie lub jej brak ale o zwykla dominacje.
po czwarte - ulica to miejsce publiczne i fotograf ma takie samo prawo jak ty aby tam byc i robic zdjecia. nie wiesz co tak naprawde fotografuje i nawet jesli kieruje obiektyw w twoja strone to nie wiesz czy ustawil ostrosc na ciebie albo czy w ogole robi ostre zdjecie. moze chodzi mu o rozmazany obraz sylwetkia ty akurat stoisz pod slonce? albo jest zajadlym piktorialista? albo fotografuje twoj but? poza tym istnieja dziesiatki sposobow aby zrobic zdjecie z ukrycia - wiec jesli ktos naprawde chcialby cie sfotografowac zrobi to bez twojej zgody i wiedzy. reagujac w takie sytuacji z rownym skutkiem moglbys probowac zabronic mu patrzec. “co sie gapisz” to nie przez przyapdek jedna z bardziej popularnych zaczepek.
po piate - w komentarzach pod zrodlowym tekstem jest historia krakowskiego fotoreportera ktory zebral po tzw. ryju podczas konfrontacji z rozsierdzonym rodzicem. jeden zyskal podbite oko i rozbity aparat, drugi stracil kilkanascie tysiecy zlotych ktore musial wyplacic w ramach odszkodowania i wyrok za pobicie. obaj za to zyskali bezcenna wiedze ze chyba nie warto bylo posuwac sie az tak daleko. zadanie skasowania zrobionego zdjecia jest nonsensowne - raz ze ciagle fotografuje sie tez na filmie i jest to po prostu niemozliwe, dwa ze zdjecie skasowane z karty latwo mozna odzyskac. nonsensem bylo sie wiec tez zbyt mocno opierac. to sa zreszta dwa bieguny ktore wytyczaja dosyc naturalna granice pomiedzy swoboda jednej i drugiej jednostki w kazdym takim potencjalnym konflikcie. sposoby rozwiazania reguluja obyczaje, kultura osobista i wreszcie - na koncu - prawo. nie wszystko trzeba i da się rozwiazywac za pomoca ustawy - prawda? co oczywiscie nie zmienia faktu ze to “tata-bokser” zdecydowanie przesadzil. przynajmniej tak wynika z opisu i wyroku sadu.
po szoste - caly ten temat to jest zreszta typowa medialna histeria. plytka, glupia i tania sensacja ktora ma wypelnic dziury pomiedzy reklamami i pokazac jak bardzo urzadnicy troszcza sie o nasze dobro. dziwnym trafem oni w pocie czola i bohatersko walcza z problemami a problemy jakos wcale nie znikaja. wrecz przeciwnie sa coraz wieksze i wieksze - bo przeciez tylko w ten sposob mozna uzasadnic to ze sie miesiac w miesiac bierze pensje. zreszta cala ta nagonka juz prowadzi do absurdu. w efekcie aby wyeliminowac podejrzanych fotografujacych wszystko sie… filmuje. jesli wiec komus naprawde zalezy zeby podgladac dzieci moze to robic w majestacie prawa i za pieniadze podatnikow - wystarczy ze sie zatrudni w strazy miejsckiej z zgorzelcu. i kto sprawdzi co sobie taki mysli siedzac za biurkiem i patrzac w ekranik?
po szoste - z wyzej wymienionych powodow w calym cywilizowanym swiecie trzeba miec zgode na publikacje zdjec a nie na ich robienie. i takie zapisy wystarczajaco chronia twoja prywatnosc - gazety nie sa zainteresowane zdjeciami nikomu nieznanych ludzi a osoby publiczne sila rzeczy i tak nie sa chronione - wiec szansa ze znajdziesz swoje zdjecie na okladce faktu jest praktycznie zerowa. zadna gazeta nie zlamie prawa dla zabawy albo bez powodu. zreszta w razie czego zapewne latwo byloby dosc swego i uzyskac stosowne odszkodowanie bo prawo jest tu dosyc jednoznaczne. byc moze nie w polsce - bo system sadowy mamy jeszcze gorszy niz sluzbe zdrowia - ale to juz takze inna bajka.
po siodme - rodzic ktory nie interesuje sie wlasnym dzieckiem to smutny widok. jeszcze bardziej jest smutne to ze o tak oczywistych rzeczach trzeba ludziom przypominac. szkoda ze robi sie to w glupi i nieodpowiedzialny sposob. zagrozeniem dla dzieci nie jest ani aparat fotograficzny ani fotograf - jest nim zboczeniec ktory moze byc wlasciwie wszedzie. i dlatego dziecko wymaga uwagi przez caly czas a nie tylko gdy jest na placu zabaw albo tylko po szkole. uwagi a nie sztucznie napedzanej histerii. zreszta wszystkie tego typu medialne akcje koncza sie zawsze tak samo - przez 5 minut jest szum a potem wszystko i tak wraca “do normy”. mysle sobie ze zamiast szokowac w mediach opowiesciami o tym co robia pedofile ze zdjeciami dzieci i chlapac ozorem o tym “ze nie ma powodu zeby ktos fotografowal nasz dzieci” lepiej byloby jak to pisal asnyk “w milczeniu sie zbroic”.
po osme - ewentualne konsekwencje tego kretynskiego “polowania na fotografa” jak zwykle dotkana najslabszych. gdy przerazony rodzic zadzwoni po policje bo ktos zrobil zdjecie jego dziecku - zawodowy fotograf wylga sie szybko pokazujac legitymacja prasowa albo stowarzyszeniowa. a co ma zrobic zwykly fotoamator? jesli policjanci uznaja ze trzeba by jednak sprawdzic jego komputer to go po prostu straci. musza go bowiem zobaczyc tzw. biegli - a przeciez nie zrobia tego na miejscu i w 5 minut, prawda? a po miesiacu albo i trzech zamiast “niewinny” uslyszy ze znaleziono pirackiego windowsa, gry albo muzyke… nawet jesli lezaly na zakurzonych plytach cd-rom na dnie szuflady - bo przeciez w swietle prawa to takze przestepstwo. a nawet jesli nie - to sam kontakt z podejrzliwym i opresyjnym systemem do przyjemnych raczej nie nalezy. jak nie wierzysz to poczytaj sobie rozne historie opisywane na vagla.pl. nie mowiac juz o specyficznym charakterze zarzutow…
link
Bardzo trafne spostrzeżenia, również w obszernym komentarzu. Dobrze, że napisałeś ten tekst. Zawsze to jakaś forma publicznego sprzeciwu wobec głupoty. Niestety z głupotą rzadko można wygrać racjonalnymi argumentami, pozostaje więc nadzieja na społeczny rozsądek i czasowe samowygaszenie. Wszystko wskazuje, że świat zmierza nieuchronnie w kierunku inwigilacji i kontrolowania wszelkich aspektów społecznych życia człowieka. Niemal w każdej dziedzinie spotykamy już mniej lub bardziej restrykcyjne nakazy i zakazy, które w bardzo dużym stopniu już obecnie ograniczają szeroko rozumianą wolność człowieka. Nietrudno sobie wyobrazić, że grupa ludzi myślących zgodnie z tezami tego nieszczęsnego artykułu najchętniej widziałaby ograniczenie możliwości fotografowania tak, aby tylko ten komu się pozwoli (będzie miał licencję) będzie mógł fotografować, a np. na kupno aparatu fotograficznego potrzebne będzie zezwolenie jak na kupno broni z pozwoleniem na jego użytkowanie. Oczywiście niemożliwe byłoby wbudowywanie aparatów do innych urządzeń np. komórek. Taka katastroficzna wizja na szczęście chyba nie jest możliwa choćby z powodu nieustającego i gwałtownego postępu technicznego i rozwoju technologii, który jednak niesie za sobą równie duże, a może jeszcze większe zagrożenia. Ale to już temat na inną okazję.
link
Zgadzam się z przedmówcami co do absurdu jaki przebija się z tezy sączącej się z artykułu. Jednak przyznać muszę, że nabrałem nawyku pytania o zgodę na zdjęcie chociaż nie zawsze się do tego stosuję. Mimo częstych wyjazdów w rejony “terrorystyczne” jak się je nazywa w wiadomościach, tylko raz miałem naprawdę groźną sytuację gdzie nie przesadzając każde słowo było na wagę krwi a winą było właśnie brak zapytania o zgodę. Wycelowałem teleobiektyw w coś leżącego daleko poza osobami stojącymi kilka metrów ode mnie jednak zupełnie nie pomyślałem że kobieta będąca na ulicy między swoim mężem i jego rodziną pomyśli że jest moim “celem”. W ciągu kilku sekund zrobiło się bardzo, bardzo gorąco, uratowała mnie znajomość języka i pokazanie tego co widać przez wizjer. Spociłem się wtedy jak nigdy, sytuację mogę spokojnie opisać terminem “miałem pełno w gaciach”. Wniosek? Warto się uczyć języków, chociaż kilku słów i warto zastanowić się zanim podniesiemy aparat do oka.
Od tego momentu staram się uzyskać zgodę lub chociaż kontakt wzrokowy z osobą którą chcę uwiecznić. Raczej nie pytam się gdy chodzi o ogólny plan z wieloma osobami, jednak jeśli jestem za granicą w mniej cywilizowanych regionach zawsze najpierw staram się dowiedzieć czy nie będzie problemu gdy zacznę robić zdjęcia. Naprawdę w wyjątkowych sytuacjach następuje odmowa. Zapewne takie postępowanie nie ma sensu w turystycznych zagłębiach gdzie ktoś kto nie robi zdjęć jest podejrzany, jeszcze w takim miejscu nie byłem więc nie wiem jak się zachować
Wracając do tematu dzieci znów doświadczenia wyjazdowe. Pierwszą rzeczą pakowaną przeze mnie do plecaka jest zestaw pocztówek z Polski i paczka długopisów czy mazaków jakich pełno rozdają firmy reklamowe. Jest to bezcenna waluta w miejscach gdzie dzieciaki naprawdę chcą chodzić do szkoły. Cieszą się znacznie bardziej z takiego prezentu niż z pieniędzy ponieważ kasę najczęściej oddają rodzicom którzy przeznaczą ją na tak “bezsensowne” wydatki z punktu widzenia dzieci jak jedzenie i utrzymanie. Długopis, pocztówka, brelok - zostają w ręku dziecka i są powodem do dumy i chwalenia się w wiosce. A ja mam swobodę w operowaniu aparatem
Jeśli widzę dorosłych zwykle wystarczy nawiązanie kontaktu wzrokowego i uśmiech - wiem że mogę fotografować i kijem mnie nikt nie poczęstuje. Wyobraźcie sobie teraz podobną sytuację w Polsce: idę na plac zabaw, rozdaję drobne upominki i robię zdjęcia. Jak myślicie ile zdjęć zdołam zrobić zanim rodzice mnie uduszą?
W wielu przewodnikach po Afryce mowa jest o szoku kulturowym. Ja go mam gdy wracam.
link
I jeszcze jeden głos, tym razem z bloga który czytam:
http://zawsze-kwad...u-dla-ktrego.html
link
Trochę obok tematu (fotografii) ale zgodnie z postępowa czujnością
http://wyborcza.pl...la_samotnych.html