Nawet ciasteczka mogą być dobre albo złe…

08 sierpnia

Uwaga! Ten wpis ma ponad 5 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Świat obiegła wczoraj sensacyjna wiadomość, że w iPhone wbudowano mechanizm dzięki któremu Apple może bez naszej zgody i wiedzy zablokować - lub nawet usunąć - z naszego telefonu dowolną aplikację. Zgroza, prawda? Otóż nie - nieprawda, że aż zgroza! Sensacyjne doniesienia firmował nazwiskiem Jonathan Zdziarski autor dwóch książek o programowaniu dla iPhona i były członek hakerskiej grupy dev-team. Słowem osoba kompetentna. Tym bardziej dziwi, że nikt nie posłuchał tego co ma on na ten temat do powiedzenia… Zacznijmy więc od początku - Zdziarski faktycznie odkrył ślady wskazujące na to że iPhone posiada jakąś bliżej niesprecyzowaną czarną listę aplikacji ale też nic więcej - żadnej podejrzanej aktywności, żadnych niebezpiecznych zachowań. Po kilku prostych testach okazało się też, że iPhone nie tylko nie wysyła do Apple żadnych informacji na temat używanych przez nas programów, ale też nie blokuje ani nie usuwa niczego z telefonu a tylko pobiera z sieci listę i odcina podejrzanym aplikacjom dostęp do funkcji sytemu związanych z GPS nazywanych Core Location. Zasady korzystania z nich zostały zaś precyzyjnie określone w iphonowym SDK i od dawna stanowią źródło krytyki całej platformy i choćby już z tego powodu trudno zarzucić im niejawność.

Zdziarols89Sdfdfgt

Łatwo też wyobrazić sobie w jakim celu powstał ten mechanizm - cały proces ma po prostu zagwarantować bezkolizyjne funkcjonowanie telefonu w systemie GPS. I tyle. Zdziarski przeczuwał to zresztą od samego początku i nawoływał do wstrzemięźliwości w formułowaniu wniosków a węszących sensacyjny materiał dziennikarzy i blogerów nazwał nawet wanna-be-watergate-journalist… Mimo to większość serwisów internetowych poświęconych komputerom a także kilka zupełnie niekomputerowych gazet opublikowała niepełne lub wręcz nieprawdziwe informacje nadając im sensacyjną - a przy tym oczywiście - jednoznacznie negatywną wymowę. Serwis osnews.pl donosił na przykład o biczu na hakerów, engadget pokazywał zdjęcie ET, który jak wiadomo przez cały film próbował zadzwonić do domu, a nie mający ostatnio dobrej passy dziennik.pl zilustrował swój tekst powyższą fotografią i nie pozostawiającym złudzeń podpisem: Apple podgląda właścicieli iPhonów… Wiem, że mamy wakacje i sezon ogórkowy w pełni ale to na prawdę przekracza już wszelkie granice! Co więcej już sam fakt kontaktowania się iPhona z applowską witryną wywołał w sieci prawdziwą histerię - mimo iż dziś informacje Zdziarskiego sprostował inny haker, John Gruber - a momentami nawet orwellowski seans nienawiści.

Zdziarols89Sdfdfgt

To o tyle nonsensowne, że iPhone jest od samego początku urządzeniem zamkniętym, zabezpieczonym i działającym w symbiozie z różnymi sieciowymi usługami - nie dość że pracuje w kompletnie niedemokratycznych sieciach GSM, to jeszcze łączy się ze sklepem iTunes i App Store a także usługami MobileMe. A przecież zarówno nasz operator jak i Apple zna dzięki temu nasze nazwisko, adres i numer karty kredytowej i bez trudu może zablokować nam do nich - to jest usług - dostęp. Po co więc miałby próbować jakiś łatwych do zauważenia i do tego podejrzanych sztuczek skoro może najzwyczajniej w świecie wysłać do nas list polecony z elegancko sformułowaną prawniczą groźbą? Nie wspominając już o tym, że za kilkanaście dni w świetle reflektorów ma ruszyć wreszcie ów złowrogi system notyfikacji oparty o applowskie serwery mający zastąpić działanie aplikacji w tle… Skąd więc ta panika? Zresztą dla porównania zobaczcie jak sprawę opisał PCWorld. Można? Widać można. Stali czytelnicy tego bloga wiedzą że jestem pierwszy w tworzeniu kasandrycznych scenariuszy odnośnie łamania zabezpieczeń iPhona i applowskich kontrataków niemniej - bądźmy sprawiedliwi - mimo wielu okazji nic takiego nie miało do tej pory miejsca… Zaś obwinianie Apple za to, że próbuje na różne sposoby zachować kontrole nad znoszącą złote jajka platformą przypomina oskarżanie o zabójstwo… noża.

1,247

komentarzy: 12

  1. 1 8 sierpień 2008 o 22:10
    link
       

    Problem w tym, że taka procedura może się okazać biczem na samo Apple. Na razie wiemy jedynie to, że jest. Możemy jedynie gdybać co do sposobu, w jaki rzeczywiście będzie przez Apple stosowana. Ale przypomnij sobie wojnę MSIE z Netscape i kłopoty, jakich napytał sobie Microsoft utrudnianiem instalowania konkurencyjnych programów.

  2. 2 8 sierpień 2008 o 22:36
    link
       

    Ach, i jeszcze jeden tekst, którego nie mogłem się doszukać wcześniej. Tu możemy przeczytać, że przedstawiciele Apple wprost sugerowali możliwość zdalnego wyłączania programów, które nie spełniają wymagań Apple.
    Apple executives were deliberately vague on this point Thursday, but some of what they said may give an indication of Apple’s future policies. (…) Since each iPhone program will be digitally signed by its creator, this gives Apple the ability to “turn off the spigot,” as Steve Jobs put it, and revoke programs that don’t meet its standards.

  3. 3
    Kris
    8 sierpień 2008 o 22:43
    link
       

    Oj chyba niezbyt dokladnie czytales to co zdziarski napisal.

    “With a little DNS spoofing, I fed my own list into the iPhone and effectively killed applications that attempt to use the GPS. It looks like that’s all it’s set to do right now, but I may just not have found the “vaporize” switch. (…) Either there is some mechanism that can be activated to kill the app entirely, or this isn’t really designed to kill “malicious” applications, as advertised, but rather applications that interfere with Apple’s business model. Either way, the idea that Apple can choose what functionality my applications should have frightens me.”

    Wydajesz sie w swoim wpisie bagatelizowac sprawe, tymczasem sytuacja jest taka, ze nikt do konca nie wie, czemu i w jaki sposob to ma sluzyc. Ty mowisz, ze nie ma sie czym przejmowac, bo wszystko jest super. A moim skromnym zdaniem, wskazana bylaby raczej ostroznosc,
    bo przykladow, kiedy tego typu rozwiazania byly stosowane nie tak jak trzeba nie trzeba wcale daleko szukac.

    Jak sam Zdziarski pisze, ze moze to rownie dobrze sluzyc do ubijania
    aplikacji, ktore “interfere with Apple bussines model”.

    Zgodze sie, ze temat zostal bezsensownie rozdmuchany, nie zgodze sie jednak z jego calkowitym bagatelizowaniem i mowieniem, ze wszystko cacy.

    I tez nie jest to tak do konca ze operator sobie moze robic co mu sie podoba, wszak wiaze i Ciebie i jego umowa, ktora okresla prawa jak i obowiazki obu stron. I jak operator Ci bez powodu odlaczy uslugi, do ktorych swiadczenia sie zobowiazal, to masz prawo zadac odpowiedniego odszkodowania.

    Ogolnie mam wrazenie, ze o ile sam iPhone jest swietnym urzadzeniem, o tyle Apple ze swoim modelem biznesowym “ssie” coraz bardziej.. vide
    slynne ostatnio fuckingnda.com … i pachnie coraz bardziej wstawkami made by MS z dawnych czasow.

  4. 4
    Kris
    8 sierpień 2008 o 22:46
    link
       

    Takze jeszcze patrzec z perspektywy czasu, to najwieksza ironia losu jest to, ze roznego rodzaju firmy ktory jeszcze jakis czas temu byly zamkniete na zewnatrz obecnie coraz bardziej sie otwieraja i zerkaja w strone otwartych rozwiazan (np. otwarcie Symbiana przez Nokie), o tyle Apple robi dokladnie odwrotnie.

  5. 5 8 sierpień 2008 o 22:53
    link
       

    ja to widze tak - ubijanie aplikacji to my akurat mamy tu ootb. ubijane sa na etapie projektu - bo od razu wiemy czego nie wolno - potem weryfikacji, potem wycofywane z dystrybucji wiec nie wiem skad to zdziwenie? nie pisze ze jest super - pisze ze to jest ich model i on z definicji jest maksymalnie zamkniety. pamietasz co bylo pol roku temu zamiast sdk? webapps. imho to sie jednak zmienia na lepsze niz na gorsze.

    druga rzecz z app store zostalo juz usuniete kilka aplikacji - jedna z nich mam na swoim iphonie i caly czas ma sie swietnie. gdyby chcieli - i mogli - walic z grubej rury to by zaczeli na dzien dobry. nie wierze w taki rozwoj wypadkow. bardziej juz uwierze w banowanie jailbrekowanych telefonow albo kont niz w zdalne usuwanie i blokowanie appstorowych aplikacji.

    po trzecie - iphona kupuje sie z cyrografem i abonamentem. zeby go uzywac obok trzeba go hakowac, jailbreakowac, odbezpieczc. jeden hack wiecej? to juz naprawde zaden problem.

  6. 6 9 sierpień 2008 o 0:28
    link
       

    A skąd założenie, że większość ludzi (bo tylko wtedy ten argument ma sens) będzie używała iPhone’a „obok”?

  7. 7 9 sierpień 2008 o 0:35
    link
       

    a skad zalozenie ze apple bedzie banowala - jesli w ogole mialoby taka mozliwosc - cos poza malwarem? i skad zalozenie ze mialoby to przeszkadzac uzytkownikom ktorzy zdecyduja sie na zamkniety system?

  8. 8 9 sierpień 2008 o 0:48
    link
       

    No znikąd, bo chyba nikt nie poważył się na wyrażenie takich obaw w postaci twierdzenia. To tylko przypuszczenia wynikające z obserwacji zachowania Apple w AppStore i znikania programów, które trudno by było zakwalifikować do grupy „malware”.

  9. 9 9 sierpień 2008 o 1:08
    link
       

    ale znikanie programow z app store i znikanie ich z telefonu to sa jednak dwie rozne rzeczy… z appstore znikaja aplikacje ktore nie spelniaja applowskich warunkow technicznych takie jak “lights” eryki sadun, do ktorych ktos zglasza zastrzezenia prawne jak “iphonesaber” przyblokowany przez lucas film czy majace jednak pewne cechy malwaru jak “im a rich”. i tym podobne. od poczatku bylo wiadomo ze to sie musi tak potoczyc - i od poczatku mowiono o tym otwartym tekstem. tyle ze bez drastycznych przykladow bo ich po prostu nie bylo. w tej chwili apple wykrawa sobie swoj kawalek wirtualnej przestrzeni i wprowadza w nim swoje zasady - na szczescie mozna uciec na bezdroza cydii czy installera - i tak dlugo jak dlugo nie beda probowali wprowadzic do iphona swojego “wlasnego internetu” zamiast tego prawdziwego maja do tego pelne prawo. nie twierdze ze to sie musi wszystkim podobac niemniej moim zdaniem nie narusza to zasad gry. a ze calosc dopiero startuje to sila rzeczy cos tam przy wytyczaniu granic zgrzyta.

  10. 10 9 sierpień 2008 o 2:12
    link
       

    No dobrze, a na czym polega malware’owość programów takich jak BoxOffice lub NetShare? Wydaje mi się, że tu sprawa rozbija się o niejasne zasady. Gdy Apple zdaje się działać na podstawie „widzimisia”, łatwo stracić pewność co do czystości ich motywów.

  11. 11 9 sierpień 2008 o 13:55
    link
       

    na niczym - malware potencjalnie usuwane czy blokowane zdalnie to jedno a usuwanie z dystrybucji niepasujacych im z roznych przyczyn aplikacji to drugie. rozumiem obawy ale - podkreslam - do tej pory apple nie zrobilo niczego co byloby naprawde nie fair wiec warto znac umiar. tylko o to mi chodzi.

  12. 12
    e
    13 sierpień 2008 o 18:43
    link
       

    Heidi no już przestań kibicować M$ a o pracy w Apple to zapomnij ;P. Znam to podejście godne prawdziwego malkontenta :). Panowie - będzie co ma być i tyl [ofpht&^%#!&].]

Inni napisali

  1. [...] Nawet ciasteczka mogą być dobre albo złe… [...]

  2. [...] głupiutki tekst o wadach iPhona z Dziennika? Nie mówiąc już o całej masie sensacji związanych z bezpieczeństwem iPhona - od słynnego “czarnego przycisku” aż po możliwość podglądania przez ramię - [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*