Uwaga! Ten wpis ma ponad 3 miesięcy. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Czemu ma służyć ten przydługi wstęp? Otóż dzisiejszy Dziennik opublikował kilka kolumn tekstu o iPhonie. Mainstreamowe media raczej rzadko piszą o Apple za każdym razem więc przyglądam się takim tekstom z dużym zainteresowaniem. Papier jest cierpliwy - czytelnik nie. Wybaczcie zatem ale tym razem nie dam rady sprawy przemilczeć - zwłaszcza że jest to wręcz modelowy przykład wszystkich powyższych wad. Artykuł - chcąc nie chcąc - wpisuje się w kampanie reklamową iPhona w Polsce, jest napisany w pośpiechu, przez niekompetentną osobę i zamiast faktów zawiera wygodną i banalną fikcję… Główna teza wyłożona jest już w podtytule i tłumaczy sukces iPhona - a jakże - umiejętnym marketingiem. Nawet jeśli przyjąć że słynne kolejki pod sklepami w dniu premiery pierwszego iPhona były tylko sprawnym zabiegiem guerilla-reklamowym - z czym nie widzę powodu polemizować - a kopirajt o powtórnym wynalezieniu telefonu okazał się tak bezczelny że aż sugestywny to i tak nie ma to żadnego znaczenia. iPhone od samego początku był bowiem urządzeniem oryginalnym i atrakcyjnym i nie wypromowały go żadne specjalne zabiegi marketingowe - ale właśnie jego unikalność. Przecież dokładnie te same kroki towarzyszą innym jabłkowym premierom, nieprawdaż? Czy AppleTV, iPod HiFi czy MacBook Air osiągnęły równie spektakularny rynkowy sukces?

Naprawdę ktoś myślący jest w stanie uwierzyć że tajemnica całego tego biznesu polega na potajemnym opłaceniu 40 osób żeby przez trzy dni udawały zainteresowanie i koczowały przed sklepem? Bez żartów. Przypomnicie sobie pierwszą publiczną prezentację iPhone! Przecież to był nokaut dla całej branży. Ba! Używam iPhona już blisko rok i do tej pory wydaje mi się czasem jakiś nierzeczywisty - jakby nie był zrobiony na ziemi. Przyznają to zresztą nawet najbardziej zaciekli krytycy Apple. On po prostu robił - i nadal robi - doskonałe pierwsze wrażenie! Widać to świetnie po reakcji rynku - mimo iż sprzedaż iPhone przy wynikach Nokii wygląda jak mrówka obok słonia to jednak - trzymając się tej metafory -to słoń próbuje wyglądać jak mrówka a nie odwrotnie. To zapewne też zasługa marketingu? Autorka pisze że iPhone to symbol stylu życia, znamię prestiżu, przynależność do informatycznej elity. Przepraszam? Że co? I gdzie niby tak jest? W Stanach? W Europie? W Polsce? A może raczej w wyobraźni laika? Przecież to czysta i do tego jeszcze cukierkowo pompatyczna fantazja… I jeszcze ta “długa” lista wad pokazująca jak ów sztucznie wygenerowany “owczy pęd” i chęć przynależności do elity przykrywa namacalne niedoskonałości techniki… Niektóre zupełnie kuriozalne typu niezbyt wielka pamięć (sic!), inne - jak zwykle - w stylu brak ememesów i słaba bateria a niektóre już od dawna nieaktualne jak brak wysyłania esemesów do kilku odbiorców jednocześnie… Zgroza!

Cały ten tekst jest niestety powtórzeniem kilku nieprawdziwych i negatywnych stereotypów. Po pierwsze - Apple to tylko genialny marketing. Jakie to proste, prawda? Kilka reklam i już wszyscy wierzymy, że maki się nie wieszają a kółko z iPoda jest bardziej wygodne w użyciu niż jedenaście klawiszy! Po drugie - ludzie są tak głupi że przy odpowiedniej reklamie można sprzedać im lub zrobić z nimi wszystko oraz po trzecie - chyba najdziwniejszy - że telefon bez obsługi MMS to jakaś techniczna niedoróbka. Nie chce tu dyskutować z autorką - chcę wam tylko pokazać absurd tego rozumowania. Kupujecie telefon opisywany hasłem “internet w kieszeni”. Co więcej kupujecie go w pakiecie z nielimitowanym dostępem do komórkowego internetu dzięki czemu w każdej chwili i z dowolnego miejsca możecie wysłać z niego za pomocą trzech - dosłownie! - puknięć mejla. Z załącznikiem zawierającym zdjęcie w sensownej rozdzielczości. I to całkowicie za darmo bo przecież macie to już wliczone w cenę abonamentu. Z litości nie wspominam już nawet o dodatkowym oprogramowaniu pozwalającym wysyłać zdjęcia na flickra, blogi i tak dalej i tym podobne.

A kupujecie to, bo to jest właśnie to, co odróżnia iPhone od oferty konkurencji. Wprawdzie dziś chyba każdy nowoczesny telefon potrafi wysłać mejla ale nie każdy potrafi wysłać mejla z nowoczesnego telefonu. I to jest właśnie ta różnica - nie tylko dostajecie świetną technologię ale też możecie jej bezboleśnie używać. Tymczasem MMS to jakaś rachityczna proteza, bez przyszłości, wysyłająca obrazki o wielkości znaczka pocztowego i do tego jeszcze ekstra płatna. I co? I nic. Bo w tej argumentacji wcale nie chodzi o to co i jak można zrobić ze zdjęciem w telefonie - tu chodzi tylko i wyłącznie o to żeby móc wysyłać ememesy, które pani Bożenka otworzy na swojej Nokii z ekranikiem 2×2 cm. O wtedy to jest haj-tek! I nikomu nie przyjdzie do głowy że pani Bożenka ma oprócz telefonu także komputer podpięty do internetu, cyfrówkę za tysiąc złotych i gdyby tylko mogła - lub gdyby tylko potrafiła - wolałaby robić zdjęcia aparatem fotograficznym, wysyłać je e-mailem i oglądać na ekranie monitora i być może - przy okazji - w telefonie. Nie - bowiem ememesy to jest po prostu wartość sama w sobie. A drzewa - jak powszechnie wiadomo - zasłaniają las. Ech…



2005-2008 by Bartosz Skowronek / 
komentarzy: 33
link
Boskie !!! A to moje ulubine dzisiejsze zdanie:
“Nie lubię dziennikarzy mających 5 minut na opracowanie tematu, napisanie kolejnego tekstu lub rozmowę z gościem w studio bo w takim tempie nie ma szans na zrozumienie, napisanie ani nawet wypowiedzenie niczego sensownego. Nie lubię wreszcie tego poczucia wyższości które charakteryzuje “ludzi z branży”.”
link
skan calego tekstu znajdziecie tutaj: http://img258.imag...age=skanujlt2.jpg
link
Mi się najbardziej spodobało, że wadą jest pojemność - pokażcie mi telefon z większą pojemnością niż 8 GB, o 16 nie wspominając.
link
Gdyby pani Sylwia przeczytała te komentarze, pokiwałaby tylko główką i umocniła się w przekonaniu, że ktoś nam wyprał mózgi i wcisnął za duże pieniądze urządzenie którego nawet telefonem nazwać nie wypada - bo przecież MMSów nie wysyła.
link
Mnie się to bardzo podoba:
“każdy nowoczesny telefon potrafi wysłać mejla ale nie każdy potrafi wysłać mejla z nowoczesnego telefonu”
Genialne i oddaje potęgę iPhona
link
Mnie z kolei zastanawia, dlaczego w polskich mediach wszystko musi byc tak przerysowane. I to juz nawet nie chodzi konkretnie o ten artykul. Pierwsze strony, wydawaloby sie powaznych gazet, bija po oczach tytulami typu “tragedia Kubicy!”, “koszmar Beenhakera!”, “panika w Miedzyzdrojach!”, “kultowy ajfon!”… Czy tam pracuja sami naspidowani stazysci?
btw. Zdanie o wysylaniu mejla z nowoczsnych aparatow, piekne
link
“iphonowa partyzantka”, “dilerzy oferujący polskie ładowarki” ;P i te lepsze kwiatki jak myapple.com czy optymistyczne podejście 100 tysięcy przewidywanej sprzedaży (przy założeniu, że telefonów dostaniemy tyle co w reszcie krajów to trochę poczekamy, chociaż o co ja się martwię, autorka wie przecież, że styknie :)). Mimo wszystko uważam, że warto byłoby podesłać autorce powyższy artykuł.
link
A może problem polega na tym, że autorka tekstu pisała o czymś, czego w życiu nie widziała na oczy? I, w najlepszej wierze, nie chcąc bazować jedynie na stronie apple.com, poszukała opinii użytkowników w Internecie. A to jest takie dziwne miejsce, że można z jego pomocą udowodnić dowolną tezę.
Myślę sobie, że problemem jest też to, że iPhone nie jest telefonem. Dużym błędem w podejściu do tego urządzenia jest traktowanie go jak telefonu z dodatkowymi możliwościami. Moim zdaniem iPhone to PDA lub nawet minikomputer z możliwością wykonywania połączeń telefonicznych. Dopiero przy takim podejściu pewne rzeczy stają się oczywiste i łatwiej zrozumieć, dlaczego wyposażony jest w takie, a nie inne funkcje.
link
Od początku istnienia tego blogu czytam z zainteresowaniem Twoje teksty i komentarze - chylę czoła niziuteńko, bowiem i tym razem kunszt słowa jest zacny, warsztat dopracowany a treść godna jego mistrzowskiej formy. Choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przez ten cały czas cynizm gości coraz częściej w kolejnych zapiskach, to nadal podtrzymuję - szacunek, Panie Bartoszu, szacunek…
J.
link
Bartoszu, a może pani Sylwia w ramach przygotowań weszła na myapple, poczytała dzieciaków płaczących że ich nie stać i doszła do takich wniosków jak w artykule.
link
Bartek, chociaż generalnie sią z Tobą zgadzam w ocenie tego artykułu, to miałbym kilka uwag. Przede wszystkim i tak jest niezły w porównaniu do tego, co inni pisali i mówili (vide Wprost i wszystkow-wiedzący-ło-ja-cię-co-to-ja-nie-jestem Robert Leszczyński w TVN24), bo przedstawia dość prawdziwe fakty (z małymi wyjątkami oczywiście). Gorzej z interepretacją, która wpisuje się w manierę polskich dziennikarzy, którzy lubią “dowalić” czemuś uznanemu, co jest fenomenem społecznym. Wtedy są tacy ponad to i “mają swoją opinię”, czują się lepsi od tych, których krytykują (w tym przypadku pewnie od Jobsa).
Ale, odnosząc się do Twojego tekstu. “Po pierwsze - Apple to tylko genialny marketing. Jakie to proste, prawda? Kilka reklam i już wszyscy wierzymy, że maki się nie wieszają a kółko z iPoda jest bardziej wygodne w użyciu niż jedenaście klawiszy” - marketing do nie tylko reklama. Reklama jest tylko częścią planu marketingowego. W bardzo dużym uproszczeniu marketing to: strategia - kreacja - dystrybucja - egzekucja. Reklama byłaby częścią egzekucji.
link
A ja sie nie zgodzę w pewnej kwestii. Mianowicie: Bez genialnego marketingu nie sprzedałoby się tyle urządzeń w ciągu pierwszego dnia/tygodnia. I ten artykuł jest częścią tego marketingu (no, może raczej efektem).
Nikt nie twierdzi, że iPhone nie jest fajny i że ‘merytorycznie’ (bez marketingu) by się nie przebił. Może tak, może nie. Ale to właśnie ten marketing sprawia, że iPhone *już* jest zajebisty, zanim jeszcze go kupiliśmy (dlatego wszyscy polecą do sklepów 22. sierpnia, nie czekając na opinie znajomych, etc)
link
Świetny art. Dzięki!
link
Przemek to co piszesz przypomina mi kwestie ktora Woody Allen wyglasza w jednym ze swoich filmow - “teraz to tylko idea ale mysle ze gdybym dostal pieniadze moglbym zamienic ja w pomysl, ktory potem przeksztalcilbym w projekt”. jakbys szeroko nie definiowal marketingu zawsze bedzie to zbior zasad jak sprzedac cos lepiej (czytaj wiecej), w zaleznosci od autora mniej lub bardziej etyczny (czytaj jedni wymysla jak skutecznie czlowieka oszukac a drudzy beda twierdzic ze liczy sie tylko szacunek dla klienta, uswiadamianie i zaspokajanie jego potrzeb) ale nigdy nie obejmie on tego co powstaje z innych niz ekonomiczne pobudek - z pasji lub z przekonania ze powinno-wygladac-wlasnie-tak-a-nie-inaczej. przypomnij sobie swoj wlasny post na myapple http://www.myapple...em-w-fortune.html a w szczegolnosci te fragmenty: “Wszyscy nienawidziliśmy naszych telefonów komórkowych. Wiedzieliśmy jednak, że to wielki rynek z miliardem nowych telefonów każdego roku. To cztery razy więcej niż liczba nowych PC. To było nasze wyzwanie: zrobić telefon, w którym sami moglibyśmy się zakochać.” lub “Zrobiliśmy iTunes, ponieważ wszyscy kochamy muzykę. Chcieliśmy mieć ze sobą całą naszą muzyczną bibliotekę. Pierwszymi klientami iTunes byliśmy my sami; tak chcieliśmy to mieć. Tu nie chodzi o pop kulturę, o nabijanie ludzi w butelkę, wmawianie im, że potrzebują czegoś, czego naprawdę nie chcą. Sami zdaliśmy sobie sprawę czego naprawdę chcemy jako użytkownicy muzyki. I zrobiliśmy to.” lub “Nie badamy rynku, nie zatrudniamy konsultantów. Chcemy po prostu robić świetne produkty”. i to wlasnie jest jedyny sposob zeby takie sceny mogly miec miejsce:
nie ma drogi na skroty. i zaden marketing nie zastapi dobrego produktu.
link
Ja myślę, Bartku, że w tym konkretnym wypadku Twoje opinie są nieco małostkowe. Skąd taka ocena? Wydaję się, że skupiasz się niepotrzebnie na detalach, a nie zauważasz całości wymowy krytykowanego artykułu. A poza tym po raz kolejny już pojawia się u Ciebie sztuczny podział na dziennikarzy “mainstreamowych” i tych niby-niezależnych internetowych, którzy wg Ciebie mają mieć z zasady rację.
Moim zdaniem właśnie tym ostatnim nie zaszkodziłaby odrobina trzeźwego “mainstreamowego” myślenia. Nie rozumiem dlaczego zajmować się krytyką tekstu kogoś, kto nie pretenduje do bycia znawcą tematu i siłą rzeczy posługuje się schematami i uproszczeniami, bo chce tylko opisać w sposób wypróbowany pewne zjawisko. A ileż w samym środowisku makowym opinii pobieżnych, redukcjonistycznych, fanatycznych, schematycznych - donkiszoterię można z powodzeniem (i lepszymi rezultatami) uprawiać na własnym podwórku.
Poza tym traktowanie podobnych artykułów jako “policzek” dla “specjalistów Apple”, biednego iPhone’a czy nawet samego Jobsa (przemekspider dokonał nawet tak szalonej transpozycji) wydaje się być niedojrzałe.
Zgodzę się, że wielu dziennikarzy pisze o Apple krytycznie dla zasady. Ale czy to ważne? Jak słusznie zauważył Maciej Łebkowski powyżej, to element szumu wokół Apple, którym przecież karmi się i ktory podsyca np. MyApple. Sugestia, że autorzy powinni dogłębnie analizować polską “scenę makową” by tam szukać podstaw dla konstrukcji tez nt. Apple jest nieco życzeniowa i autoafektywna, bo należy postawić pytanie podstawowe: czy w wyniku analizy “sceny” można uzyskać jakieś obiektywne wnioski? Wchodząc np. na MyApple wniosek z grubsza jest jeden: “iphonowa jazda na maxa” trwa!
Dalej - można śmiało stwierdzić, że to artykuł pani X będzie miał szerszą publiczność niż MyApple i wszystkie blogi makowe w Polsce razem wzięte. Wniosek? Zamiast wyśmiewać “mainstreamowych” dziennikarzy, że muszą być po części sprytnymi ignorantami, bo tego wymaga od nich praca, należałoby może znaleźć receptę jak dotrzeć z nieco bardziej pogłębionym spojrzeniem na temat iPhone’a do “mainstreamowej” publiki. To jest prawdziwa sztuka, która jak dotąd żadnemu “hermetycznemu makowem niezależnemu dziennikarzowi” chyba się nie udała. Bowiem musiałby wdziać “mainstreamowe” szaty. A może po prostu wykazać się zdrowym dystansem i szczyptą autoironii.
link
mnie interesuje tylko to czy ktos pisze z sensem czy bez - uwazasz ze to naprawde zbyt duze wymaganie? no bez jaj!
link
@ Bartek: piszesz “nie ma drogi na skroty. i zaden marketing nie zastapi dobrego produktu” - pełna zgoda, tyle, że nie ma produktu (nawet najdoskonalszego) bez marketingu, chociaż czasem może się nam tak wydawać. Ja cały czas powtarzam (i dostaję baty od makojada…), że Apple to doskonały marketing i PR. To z pewnością jest ponad 50% wartości sukcesu ich produktu. Ale to nie oznacza wcale, że ich produkty na to nie zasługują. Zasługują, tak jak produkty innych firm.
@makojad: a w związku z powyższym uważam, że Jobs jest częścią tego marketingu. Choćby mi ręce odcinali, to będę dalej pisał, że sukces Apple opiera się głównie (nie tylko, ale głównie) na kultice wodza, Jobsa. Jeśli go zabraknie, 50% magii produktów Apple pryśnie jak bańks mydlana.
“To jest prawdziwa sztuka, która jak dotąd żadnemu “hermetycznemu makowem niezależnemu dziennikarzowi” chyba się nie udała.” - przepraszam, a ja????
http://www.przemek...zne-jabuszko.html Nieskromnie powiem, że mój artykuł w Newsweeku był chyba jedyny w Polsce bez zawartości emocjonalnych. Ot suche fakty na temat iPhone’a, które dowodzą pewnych rzeczy, o których m. in. pisze Bartek.
“Moim zdaniem właśnie tym ostatnim nie zaszkodziłaby odrobina trzeźwego “mainstreamowego” myślenia.” - nie zgadzam się z tym i protestuję. Powtórzę jeszcze raz: mainstreamowi dziennikarze piszą negatywnie na temat fenomenu iPhone’a dlatego, że wtedy czują się “tacy mądrzy”, że “rozgryźli o co w tym chodzi”. Co więcej, ja znam kilku takich mainstreamowych dziennikarzy, którzy w prywatnych rozmowach podniecają się bardziej niż “dzieci z MyApple, jak ich nazywasz”, a oficjalnie napiszą coś zupełnie odwrotnie. Bo wtedy zabierają krytyczny głos. U nas w Polsce tak się po prostu robi. Dużo fajniej jest coś skrytykować niż napisać coś pochlebnego. Nie tylko o iPhone, oczywiście
link
oczywiscie ze maja doskonaly marketing - nigdy temu nie zaprzeczalem - ja polemizuje ze stwierdzeniem ze nie maja nic ponadto
link
@przemekspider: Co do roli marketingu i faktu, iż “Apple to doskonały marketing i PR” zgadzam się całkowicie i absolutnie z Tobą, podpisując się pod Twoją odpowiedzią. “Baty” dostajesz czasem za bezkrytyczne uwielbienie
(bo jak można nazwać traktowanie omawianego tekstu jako “krytyki Jobsa”, jeśli nie emanacją wewnętrznego kultu dla tej persony).
Przemku, nie chcę umniejszać Twoich zasług dziennikarskich, ale mówisz o jednym artykule “bez zawartości emocjonalnych” (ale, ale, wchodząc na Twój blog zawartości emocjonalnych zatrzęsienie :)). Mnie chodziło raczej o przekształcenie jakiejś części dziennikarstwa makowego w “mainstreamowe”, ale to dłuższy proces, a przede wszystkim wymagający zmiany postrzegania pisania o Apple.
Dlatego napisałem o ‘odrobinie trzeźwego “mainstreamowego” myślenia”, bo nie jestem zwolennikiem ideologizacji tematu, co niestety w mojej ocenie dzieję się obecnie w polskiej scenie makowej (ma na to wpływ wiele czynników, swoiście polskich). Więc ja się z Tobą nie mogę zgodzić, że wszyscy dziennikarze “mainstreamowi” to oszuści i hipokryci. Oczywiście są i tacy (którzy oszukują siebie i czytelników). Chciałem podkreślić potrzebę dystansu, autoironii, a czasami nawet konstruktywnej ignoracji. Fanatyzm, kult Jabłka nie są wg mnie dobrą receptą na rzetelne dziennikarstwo i zawsze pozostaną w niszy.
Nie ja pisałem o “dzieciach MyApple”, tego określenia użył btd. Myślę, że nam wszystkim potrzebne jest mniej grafomanii, a więcej skupienia i czytania w celu rozumienia cudzych tekstów, a nie tylko przewertowania - życzę kolegom i sobie. To tak na marginesie.
link
Na poczatek chcialem sie przywitac, bo to moj pierwszy post na tym blogu.
Nie, nie jestem specjalnym fanem macow, uzywam obu platform, jednak iphona wybralem swiadom przewagi rozwiazan interfejsu apple, nad chociazby windows mobile. Bo generalnie nie chodzi o MMS ktore tak naprawde sa juz martwe, a o ogromny i dopiero startujacy rynek aplikacji i internetu mobilnego, ktorego jedna z najwazniejszych platform (a na pewno jednym z mainstreamowych prekursorow) bedzie iphone. Swiadomosc technologiczna wiekszosci uzytkownikow jest niewielka, z reguly uzywaja tego co im sie poda na tacy. Iphone daje calkiem sporo, nie wymagajac nic w zamian. Generalnie pokrycie 3G w miastach “cywilizowanych” a jednoczesnie dostepnosc abonamentow typu “unlimited 3G browsing” powinny dosc mocno poruszyc rynek internetu mobilnego, gdzie iPhone zajmie swoje miejsce dokladnie tam, gdzie jest najwiecej pieniedzy, czyli w mainstreamie.
link
Szacun bo przez takich dziennikarzy jak ONA ten kraj wyglada jak wyglada.
link
Wlasciwie tylko dopisujac cos, co umknelo mi podczas pisania posta a Ciastek wlasnie uswiadomil. Pewne realia w Polsce sprawiaja, ze ten telefon jest postrzegany praktycznie wylacznie jako produkt applowego marketingu. W kraju w ktorym mieszkam, gdzie do punktu “geek squad” w PCWorld w sobotni dzien ustawiaja sie kolejki. (to tacy kolesie ktorzy zrobia ci defragmentacje dysku i usuna wirusa za odpowiednim wynagrodzeniem oczywiscie) taki telefon sie sprawdzi bo oferuje nowoczesne rozwiazania dla zwyklych (nie majacych pojecia co to jailbreak) konsumentow. Moge sie mylic, ale w Polsce pokutuje ciagle opinia ze prostota jest minusem tego telefonu, a co za tym idzie, caly ten hype jest cholernie podejrzany i czego nastepstwem sa takie artykuly.
link
Apple już przekonało się że dobry marketing to nie wszystko, i staneło na skraju bankructwa!
Bez wątpienia marketingowi zawdzięczamy markę Apple, ale za marką muszą iść dobre produkty, nie muszą być rewolucyjne. O ile mnie pamięć niezawodzi ostatnim prawdziwie rewolucyjnym produktem, które wprowadziło Apple (dzięki laboratoriom PARC) było GUI i Myszka.
Od tamtej pory Apple nie zaprezentowało nic rewolucyjnego, jednak (z niewielkimi wyjątkami) od tamtej pory produkuje solidne, świetnie zaprojektowane, i jak na rynek komputerowy dość niezawodne produkty (napewno tyczy to się oprogramowania)
link
@Halucjan: Witaj. W Polsce pokutują różne opinie, np. że najbardziej zaawansowanym użytkownikiem komputera jest się obsługując OS przez wiersz poleceń, czy “stawiając Linuxa”, itp. To są takie sposoby wychodzenia z polskich kompleksów (co prawda nierzadko mających mocne podstawy kompleksów) oraz skutki kształcenia akcentującego zbytnio aspekt teoretyczny wiedzy. Także nowoczesna technologia i komputeryzacja są ogólnie za mało potrzegane jako środki/narzędzia, a więcej jako zjawiska, przedmioty fascynacji, czy futurystyczne askpekty rzeczywistości. Dlatego o ile w UK (bo domyślam się że o “tę zagranicę” Ci chodzi) iPhone to dostępne (bez konieczności kombinowania i opróżniania całej skarbonki) narzędzie/gadżet, o tyle w Polsce może być przez niektórych postrzegane jedynie jako fenomen i “zabawkę dla bogaczy”.
To nam Polakom pokazuje tylko gdzie jesteśmy w szeregu i jakie “cuda” się tu naprawdę dzieją
@Raphael: Steve Jobs do “rewolucji z Cupertino” zaliczyłby jeszcze iPoda i jego promieniowanie na rynek muzyczny. Trudno się ze Stevem nie zgodzić w tym aspekcie.
link
oczywiscie ze maja doskonaly marketing - nigdy temu nie zaprzeczalem - ja polemizuje ze stwierdzeniem ze nie maja nic ponadto
A ja się zastanawiam, czy to prawda. Czy nie jest tak, że urządzenie Apple nie dysponuje żadną nowatorską funkcją, tyle że są one łatwiejsze w obsłudze niż w produktach konkurencji. To oczywiście jest jakaś wartość i zaleta, ale mam jeszcze jedną wątpliwość: ile z tych funkcji jest nam naprawdę potrzebnych, a ile z nich daliśmy sobie wmówić jako niezbędne do życia. Przeprowadziłem drobną analizę na własnym przykładzie, pod którą dopisało się jeszcze kilka osób o podobnych lub nie odczuciach. I tak się zastanawiam, czy naprawdę większość z nas musi mieć natychmiastowy dostęp do poczty i www o każdej porze dnia i nocy i w dowolnym miejscu?
Może jednak cały ten szał wokół iPhone’a to tylko marketing, który wmawia nam nieistniejące potrzeby?
link
ja to wlasciwie moge potwierdzic na swoim przykladzie - odkad kupilem iphona nie potrzebuje laptopa
link
Nie neguję tego, że są przypadki takie jak Ty i takie jak ja. Jednak interesuje mnie szerszy obraz. Jaki odsetek kupujących stanowią osoby, którym rzeczywiście to urządzenie jest potrzebne, a ile z nich dało sobie wmówić taką potrzebę.
link
ja mysle ze nie tedy droga - ludzie sa rozni i roznych rzeczy porzebuja. takie zestawienie po prostu nie ma sensu. jeden chce z tysiaca konkretnych powodow drugi bo jest modny - i to przeciez takze zaspokaja jakas potrzebe - trzeci dlatego ze ksiazka adresowa sie mu dobrze synchronizuje z makiem, czwarty bo po prostu zmienia telefon i moze akurat wybrac iphona a piaty bo mu sie ipod i normalna komorka w kieszeni kapielowek nie miesci. poza tym spora czesc ludzi w ogole nie kieruje sie racjonalnymi przeslankami - nie dokonuja zadnej analizy i kupuja pod wplywem impulsu, emocji lub wyobrazenia - i nie musi to byc wcale gorszy wybor! - a ewentualna swiadomosc i zadowolenie z wyboru przychodzi z czasem. dzis ewidentnie jest moda i “wszyscy chca miec iphona” ale to wcale nie oznacza ze iphone jest tylko nadmuchanym chwilowo balonikiem. to swietne urzadzenie ktore zmienia zupelnie wyobrazenie o telefonie komorkowym - i naprawde pozwala normalnemu niegeekowi zrobic wiele rzeczy nie wracajac do biura czy pedzac do domu. i sadze ze ludzie to potrafia docenic - tak przynajmniej mowia jesli temat zejdzie w ta strone. a szerzej - sadze ze na dobra sprawe wielu z nas w ogole nie potrzebuje telefonu, internetu a nawet 90% z tej calej tzw cywilizacji. i gdyby to nagle w magiczny sposob zniknelo odbyloby sie to z pozytkiem i dla ludzkosci i dla jednostek.
link
@Heidi:
Gdyby dziś zadać pytanie: “Po co mi telefon komórkowy? Przecież mam telefon stacjonarny, używam go do wszystkich moich potrzeb. A gdy jestem na mieście mogę skorzystać z budki telefonicznej. A tak w ogóle doceniam i wolę kontakty osobiste, przecież zamiast dzwonić mogę się spotykać z ludźmi, to ciekawsze i bardziej rozwijające.”
Pytanie nie bez racji, ale większość ludzi przyzwyczaiło się do obecności komórek w swoim życiu i… trudno sobie wyobrazić świat bez tego pożytecznego skądinąd gadżetu.
Gdyby dziś zadać pytanie: “Po co mi iPod/walkman/przenośny odtwarzacz muzyki? Przecież mam w domu stereo, o wiele lepszej jakości. Mogę włożyć płytę, usiąść wygodnie w fotelu i zanurzyć się we wszechświecie dźwięków. A tak w ogóle słuchanie muzyki gdzieś w tłoku w tramwaju, w hałasie świata zewnętrznego bywa bardzo nieprzyjemne, a nawet niebezpieczne - można się zagapić no i zniszczyć słuch. Wolę pójść do filharmonii czy na koncert i doświadczyć muzyki na żywo.”
Pytanie nie bez racji, ale większości z nas nie dziwi obecność ludzi ze słuchawkami w uszach w każdym prawie miejscu. Co więcej, chyba nie ma nikogo wśród nas, kto by takiej formy obcowania z muzyką nie uprawiał.
I chociaż powyższe pytania są jak najbardziej na miejscu - może nie raz pojawiła się myśl, że telefon komórkowy jest balastem, sprowadza kontakt międzyludzki do paru sms-ów, a bzyczenie iPoda męczy uszy i izoluje od otaczającego świata, innych ludzi. Może myśleliśmy “a gdyby tak tego wszystkiego nie było, świat byłby ciekawszy”. Zgadzam się, co więcej, myślę, że należy od czasu do czasu wręcz obowiązkowo przypominać sobie, że człowiek to nie tylko zgiełk cywilizacji.
Ale z drugiej strony czy należy przekreślać te wszystkie dobra rozwoju cywilizacyjnego? Przecież mądre z nich korzystanie nie tylko nas nie ograniczy, ale może poważnie ułatwić życie, czy sprawić, że za płaszczykiem technologii będziemy się mogli również rozwijać jako ludzie. Czy z gadżetami, czy bez, nadal nimi jesteśmy i to najbardziej się liczy.
A wyobraź sobie teraz, że za 10 lat ktoś zada pytanie: “Po co mi iPhone i cały ten mobilny internet…?”
link
Hmm, piszesz tu o efekcie wynikającym z „bo już mam”. A ja mam cały czas na myśli właśnie ten pierwszy impuls, bo to właśnie tym zajmuje się marketing. Jasne, mając już iPhone’a można zrezygnować z laptopa, ale czy mając laptopa, trzeba kupować iPhone’a?
link
@Heidi: Rozumiem że powyżej odpowiadasz BS.
link
W głównej mierze tak, ale Ty też możesz odpowiedzieć
link
@Heidi: No ale ja o czym innym, więc nie mogę za kogoś odpowiadać.
Zresztą ogólnie chyba się uchylę od odpowiedzi poprzez rychłe zapadnięcie w sen 
Inni napisali
[...] Gdy drzewa zasłaniają las [...]
[...] nie jest napisany przez naszego rodaka a więc poziom kompetencji jest tu o rząd wielkości wyżej niż zwykle - niemniej jednak i tak trudno znieść sensacyjny ton i wymowę tekstu. Może to się dobrze [...]
[...] umiecie dojrzeć różnicy równie dobrze od razu możemy się umówić, że Phona dyskwalifikuje brak ememesów. Nie będę się kłócił. Napisany przez BS. Opublikowany o godzinie 12:20. W kategorii [...]
[...] głupiutki tekst o wadach iPhona z Dziennika? Nie mówiąc już o całej masie sensacji związanych z bezpieczeństwem iPhona - od słynnego [...]
[...] z dotykowym ekranem. Rękawiczki doskonale eliminują jedną z największych iphonowych wad - obok braku ememesów oczywiście - a więc brak możliwości używania go w… rękawiczkach! Oto jak przykład jak [...]
[...] iPhonowi internetowych flejmów - w większości i tak są one zupełnie infantylne i oderwane od rzeczywistości - jednak jakąś tam, drobną nadzieję jednak mam. W końcu mówi się, że z faktami nie sposób [...]