Uwaga! Ten wpis ma ponad 3 lata. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Czemu iPhone jest taki fajny? Na rynku mamy tysiące odmian odtwarzaczy mp3 ale ludzie z jakichś powodów uparcie kupują iPoda. Co więcej, laicy traktują słowo ipod nie jak nazwę konkretnego produktu ale jak słowo oznaczające każdego plejera mp3 - zupełnie tak jak kiedyś walkman oznaczał każdy kieszonkowy magnetofon ze słuchawkami a adidasy każde buty sportowe na które nie dało się powiedzieć trampki. Dlaczego? Bo jest modny? Co więcej - także inni producenci takiego sprzętu go w pewnym sensie “kupują” czyli po prostu starają się go skopiować. I tak, montują w swoich odtwarzaczach kółko, mimo że nie ma ono zwykle ipodowej funkcjonalności, klonują obudowy, kolorystykę czy wygląd interfejsu. Naśladownictwo - jak to mówią - jest najwyższą formą podziwu. O czym to świadczy? Czy to tylko prosta recepta na powtórkę spektakularnego sukcesu? Czy może jednak coś więcej? Myślę, że raczej to drugie.

Kłopot bowiem nie w tym aby upakować w telefonie różne bajery - i kto da więcej ten lepszy - a w tym jak zrobić to w taki sposób żeby ludzie chcieli tego wszystkiego używać. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś kto jest zadowolony z istniejących rozwiązań, komu nie przeszkadza skomplikowana konfiguracja, dziwaczna obsługa itd. Ale bądźmy szczerzy - to nie tacy odbiorcy decydują o rynkowym sukcesie i prawdziwej popularności produktu. O tym decyduje biomasa (by użyć określenia Neila Stephensona). A ta oczekuje urządzeń, które nie tylko działają, które nie tylko są trendy i cool ale też takich które są naprawdę funkcjonalne. Nie czarujmy się - te wszystkie nowinki wbudowane w telefony to po prostu wielka marketingowa ściema ukrywająca kompletną pustkę. Tylko zżerają baterie. Co z kolei oznacza, że poświęcamy rozsądny fragment użyteczności (dłuższy czas pracy telefonu) w zamian za kiepskie zabawki. W gruncie rzeczy przecież nie używamy telefonów do surfowania po sieci, do grania w gry, do fotografowania czy słuchania muzyki bo wszystkie te funkcje to mniej lub bardziej koślawe protezy. Oczywiście, każda tego rodzaju generalizacja z definicji nie może być prawdziwa - zawsze sie znajdzie ktoś kto serfuje, gra, fotografuje bądź słucha - niemniej chyba rozumiecie o co mi chodzi?

Nie piszę tu o dzieciakach, które z braku czegoś lepszego traktują telefon jako wyraz własnej osobowości i wiary w wolność jednostki - bo przecież im przejdzie - a o normalnych ludziach. Może i pogracie sobie w poczekalni u dentysty w “węża” ale jeżeli lubicie grać to nie oczekujecie od telefonu, że zastąpi wam prawdziwą konsolę. Jeżeli lubicie fotografować, to może i zrobicie nim fotkę na imprezie ale przecież nie zastąpi wam jasnej i ostrej pięćdziesiątki. Dla niewtajemniczonych - nie piszę tu wcale o kieliszku! A nawet jeżeli telefon z sukcesem zastępuje wam iPoda to nie zastąpi komputera ze zripowaną muzyką, dostępem do iTunes czy sieci p2p. W internecie często spotykam się z pytaniem - dlaczego mam kupić maka skoro mogę mieć to samo dużo taniej gdy kupię peceta - albo - po co mi ten iPod skoro inny odtwarzacz ma więcej funkcji i jest tańszy. I jakaś część z tych ludzi, zwykle bez większego przekonania, dokonuje w końcu tego “nieracjonalnego” wyboru wybierając produkt droższy i po jakimś czasie zmienia zdanie! Okazuje się, że kupli coś więcej niż tylko “mogę to zrobić” i “mam szpanerski gadżet”. Dociera do nich, że zapłacili za coś dużo ważniejszego. Za, powiedzmy, “o rany! to działa tak jak zawsze tego chciałem!”. I to jest najsilniejsza broń Apple.

Po prostu, oni w tym Cupertino, myślą nie tylko o tym jak coś tam skonstruować i ile za to zażądać, ale także o tym, co też ludzie będą chcieli z tym robić. I dlatego produkty z jabłkiem są takie fajne. Dlatego wszystkim tak się podobają, dlatego budzą tyle emocji a nawet prawdziwe uczucia - choć z punktu widzenia sumy elementów składowych oferują tyle samo lub może nawet mniej niż konkurencja. Ale mają to coś czego brak np. urządzeniom Motoroli czy oprogramowaniu Microsoftu. Nie tylko możemy coś z nimi zrobić ale chcemy - i co ważniejsze - widzimy sens takiego postępowania. I to właśnie najbardziej nokautuje konkurencję. Bo też co komu przyjdzie z takiego Origami, które niby służy do wszystkiego a w gruncie rzeczy jest tylko niewygodnym w obsłudze laptopem skoro ludzie nie wiedzą po co mieli by tego używać? Po co komu telefon napakowany najnowszą technologią jak dyskotekowy maczo sterydami skoro nie posiada ona praktycznie żadnej prawdziwej użytkowej wartości? Po co nam zaawansowane algorytmy obróbki obrazu skoro nie umiemy nawet sobie wyobrazić jak ich używać w praktyce a obsługa wymaga wiedzy iście inżynierskiej? Oto tajemnica wiary - inni od lat dają nam za dużo. Gubimy się w tym, spalamy się kupując coraz droższe i nowsze technologie a wykorzystujemy je zaledwie w kilku procentach. Mniej znaczy lepiej.

Zbyt duża szybkość, zbyt duży wybór, zbyt wiele możliwości i nadmiar zmiennych powoduje, że człowiek zamiast na tym skorzystać staje się tylko coraz bardziej nieszczęśliwy i zagubiony. Te wszystkie nieograniczone możliwości i pęd za nowością oznaczają w gruncie rzeczy technologiczne piekło - nie potrafimy wykorzystać tego co już mamy a za rogiem stale czai się nowe i nowsze. Kolejne “wynalazki” obnażają nie tylko naszą niemoc ale i własną pustkę - bo czy w ciągu ostatnich 10 lat coś zmieniło się w waszej pracy przed komputerem czy ciągle siedzicie przed monitorem i stukacie palcami w klawiaturę? Jest łatwiej, przyjemniej i wydajność jest większa ale to tylko pozory. Od lat nie było żadnej rewolucji choć co dzień ktoś zapowiada z hukiem nowy przełom. Więcej nam dał Internet niż wszystkie przysłowiowe megaherce i miliardy trójkątów razem wzięte. Gdybyśmy wciąż siedzieli przed 8-bitowcami ale bylibyśmy podpięci do internetu świat prawdopodobnie byłby bardzo podobny do tego jaki znamy. Tyle, że rozdzielczości byłyby niższe, obrazy bardziej umowne, muzyka bardziej elektroniczna a kod bardziej zoptymalizowany. Gdy jednak wyobrazicie sobie, że mamy te wszystkie dzisiejsze gigaherce pod maską ale nie mamy dostępu sieci - wyobrażacie sobie rzeczywistość totalnie inną. Innymi słowy to wynalazki takie jak Internet i telefon komórkowy zmieniły świat a nie coraz to nowe elektroniczne bajery. Nie sam komputer a to co z nim zrobiliśmy. I mimo upływu czasu nadal wynajdujemy im zupełnie nowe czy zaskakujące zastosowania. Prawda jest taka, że dziś rozpaczliwie potrzebujemy czasu by to wszystko co w tym elektronicznym amoku stworzyliśmy ogarnąć.

I dlatego mam taką skromną, prywatną teorię, że w przypadku premier czy produktów Apple oszołomienie wśród widzów wzbudza nie tyle zaprezentowana technologia (bo cóż w końcu oni pokazali takiego czego już wcześniej nie widzieliśmy?) a to że ktoś pokazuje nam przede wszystkim jak z niej korzystać. Na tym przecież polega fenomen maka - to nie kolejny komputer a komputer dla zwykłych ludzi - czy iPoda, który służy nie tylko do “słuchania muzyki z kieszeni” ale też pozwala ją w legalny i przy tym prosty jak nigdy wcześniej sposób zdobywać. Dlatego przecież kochamy iLife, że pozwala nam obrobić nasze filmy, fotografie czy muzykę szybko, łatwo i tak jak chcemy a nie dlatego że w ogóle to potrafi albo że robi to o 0.000345 sekundy szybciej niż inny program. Otóż to! Apple wynajduje nie tyle sprzęt czy jakąś technologię ale ich zastosowania! Oni pokazują nam jak mamy sensownie używać tego co już wcześniej poznaliśmy. Biorą ze środka dywanu kilka starych klocków, z których nikt nie potrafi już niczego więcej zbudować, i po prostu łączą je ze sobą we właściwy sposób. Tylko tyle i aż tyle.

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo iPhone ma wielkie szanse wywrócić całą branżę na łopatki. Nawet jeżeli nie stanie się komercyjnym sukcesem i podzieli los, w swoim czasie też przecież rewolucyjnego Newtona, to nada mobilnemu wyścigowi zupełnie inny kierunek. Za kilka lat wszyscy właśnie tak będą sobie wyobrażali nowoczesny telefon, smartfon, osobisty organizer, palmtop czyli mówiąc wprost zwykły kieszonkowy komputer. Jak zwał tak zwał - iPhone zostanie punktem odniesienia. Plany Apple są raczej skromne, chcą urwać dla siebie zaledwie 1% z wartego niewyobrażalne miliardy dolarów rynku - i zapewne dzięki iPhone i współpracy z Cingularem - uda się je bez większego wysiłku zrealizować. Produkty konkurencji zostały daleko w tyle i mają do nadgonienia olbrzymi dystans - Apple zaś ma nie tylko świetny produkt i oryginalne pomysły ale też spore doświadczenie w produkcji użytkowej elektroniki. Słowem, jak mogłoby się im nie udać? Chyba tylko wtedy gdyby iPhone okazał się jednak zbyt dobry.
Zdjęcia pochodzą z serwisu engadget.com





2005-2009 by 


komentarze
link
Podoba mi się ale, nie jest praktyczny wdł. mnie telefon powinnien być poręczny i prosty w opsłudze, i oczywiscie wszystkie bajery:0 szukam jakieś fona dajcie znać jak znajdziecie jakiś ciekawy:P
Napisali
[...] który stoi za nimi. Pisałem o tym wielokrotnie - więc pewnie wiecie co mam na myśli. Marketing może pomóc ale nie zastąpi istoty - i Apple jest tego żywym dowodem. Zastanawiam się ile czerwonych oceanów trzeba zobaczyć aby [...]