Kto zjadł moje jabłko?

20 kwietnia

Uwaga! Ten wpis ma ponad 2 lata. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Pisząc tekst Skok przez okno chciałem wywołać dyskusję - i chyba się udało. Choć, przyznam się, że jestem trochę zaskoczony jej przebiegiem. Wydawało mi sie bowiem, że przy konstatacji “nowy mak=pecet” (co zresztą potwierdza dodanie maków do rankingu PC World) odezwą się oburzone głosy owych słynnych makowych mudżahedinów, a tu głucha cisza. Nikt nie podjął tego argumentu. Może więc owi słynni makfanatycy nie są aż tak bardzo fanatyczni, jak czasem się im to przypisuje… W każdym razie, spodziewałem się ideologicznego blitzkriegu a w zamian dostałem odpowiedzi stonowane lub - co przykre - obśmiewające całą tą makową i antypecetową retorykę. Gdzie podziali się ci wszyscy ludzie, którzy ostatnimi latami prowadzili ogniste flejmy i z zapałem udowadniali wyższość jednego komputera czy systemu nad drugim? Gdzie podział się ten słynny macjihad? Może już powymierali ze starości? A może po prostu nie czytują tego bloga? A może wręcz przeciwnie - zawsze bronią tego co zrobi Apple?

Cultofmac-2


W efekcie wyszło, że najbardziej “religijnym” makuserem w okolicy jestem ja sam - bo napisałem ów tekst… Przyznam, że jestem trochę szurnięty na punkcie Apple, gdyby tak nie było nie prowadziłbym przecież tej strony i nie tracił czasu na pisanie a wy - to swoją drogą - na jej czytanie, jednak jak sądzę daleko mi wszakże do prawdziwego płomiennego makewangeliztora. Nawet pisząc czasami na pcoa nigdy jakoś nie załapałem się na żadną krucjatę. Uważam jednak, że nie wolno przeczyć faktom - uwielbienia dla maków nie da się wytłumaczyć tylko racjonalnym wyborem, podobnie jak w żaden ezoteryczny sposób nie da się wytłumaczyć intelowej wolty Apple. Przez długie lata ideologia była integralną częścią komputerów Apple, tak jak karta sieciowa czy procesor, i jak śmiem sądzić, zarówno dla Apple jak i dla sporej części użytkowników równie ważną. Dawała firmie siłę.

Z dzisiejszej perspektywy łatwo określić ową wiarę mianem dziecinady czy zbyć pobłażliwym milczeniem, niemniej przecież właśnie dzięki m.in. wiernym użytkownikom firma nie zniknęła z rynku podczas kryzysu w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Dziś jak widać zwycięża pragmatyzm. Intel jest szybszy, tańszy i bardziej rozwojowy - wchodzimy w Intela. A jak coś się w zmieni to wejdziemy w coś innego. Innymi słowy gdyby nagle Vista okazała się tańsza, lepsza, bezpieczniejsza i bardziej niezawodna od OS X to masowo przesiądziemy się na Windowsy, zwłaszcza, że dzięki Boot Campowi będzie ich można używać bez potrzeby wymiany hardware. Cóż, trudno z tym polemizować, to przecież całkiem rozsądne podejście. Wybraliśmy Apple bo było lepsze. Żadnych sentymentów. Wybaczcie ale jakoś nie bardzo mogę w to uwierzyć. Ilu z was przed zakupem dokonało takiej zimnej kalkulacji? Bilansu strat i zysków, który pozwolił wybrać Apple? Wybraliśmy Apple bo było inne. Bo było intrygujące, nieznane, pociągające i mieliśmy nadzieję, że będzie także lepsze. To różnica.

84150739 3797205A9E-1

Warto też pamiętać, że pogoń za wydajnością, efektywnością itp. wartościami ma też oprócz oczywistych zalet także swoje wady. Kiedyś partnerom w interesach wystarczył uścisk ręki i najzwyklejsze słowo, dziś muszą podpisywać wydrukowane drobnym maczkiem wielostronicowe umowy bo przecież od najdrobniejszych szczegółów może zależeć zysk lub strata. Świat zamiast być lepszy staje się tylko bardziej skomplikowany, i co gorsza, coraz bardziej rozmywa się nam przed oczami. Im bardziej próbujemy go dookreślić, tym bardziej staje się nieokreślony - bo ilu z was przebrnie przez 3 strony pisanego prawniczym żargonem regulaminu kupując komórkę czy zakładając konto w banku? To skutki uboczne błyskawicznego rozwoju cywilizacji technicznej. Skupiając uwagę na nanometrach tracimy z oczu ogląd całości. A przecież, nie wszystkie granice są złe. Człowiek potrzebuje jakichś punktów odniesienia, musi wiedzieć co jest dobre a co złe, co wolno a czego nie, że białe jest białe a czarne jest czarne, inaczej po prostu błądzimy po omacku szukając jakiegoś punktu zaczepienia.

Ying Yang

Myślimy w sposób binarny, nasz język oparty jest na opozycjach - “tak/nie”, “dobry/zły” twardy/miękki” itd. Potrzebujemy punktów odniesienia, żeby móc go zrozumieć i w nim żyć. W jakimś sensie Mak był do tej pory właśnie jednym z wielu takich malutkich ale niezbędnych punkcików na mapie świata - i zresztą nadal próbuje nim być, uwalniając Intela czy sugerując że w makach procesor ten robi więcej niż w pecetach - tyle, że ostatnio stracił swoją materialność. Kiedyś był inny, dziś tylko o tym zapewnia. A ten inny jest nam potrzebny, dzięki niemu możemy określić własną tożsamość, dzięki niemu możemy się dowiedzieć czegoś nowego, możemy też nauczyć się tolerancji. I wreszcie - last but not least - gdyby wszystko było takie samo, wszyscy umarlibyśmy z nudów. Nic zatem dziwnego, że oprócz zalet przejścia na Intele część ludzi widzi też zagrożenia. Druga strona medalu, choć niewidoczna, może być przecież równie ważna co pierwsza. Dlatego sądzę, że zawsze warto jej się dobrze przyjrzeć i nie widzę w tym nic śmiesznego.

Cheekygirl300236

Nie sposób odpowiedzieć na wszystkie postawione przez was w komentarzach tezy i pytania. Gdybym chciał to zrobić, nie starczyłoby mi już czasu na pisanie bloga, niemniej jedno wiem na pewno - nie można zaprzeczyć, że kult maka istnieje ani temu, że miał olbrzymi wpływ na sukces tej marki na rynku. Ostatnie ruchy Apple budzą więc w środowisku zrozumiałe kontrowersje, których nie sposób wykpić czy zignorować chcąc zrozumieć fenomen makfascynacji. I nie chodzi to wcale o “komputerowych szalikowców” czy infantylną naiwność - co powiedzą w to uwierzę. Masa ludzi uwierzyła bowiem nie tyle w prestidigitatorskie sztuczki a w widoczny na horyzoncie nowy, lepszy świat, w którym swoja wagę miały takie wartości jak użyteczność, prostota, elegancja i dbałość o detale. A udział w ogólnoświatowym wyścigu kto szybszy nie pozostawia czasu na takie “drobiazgi”. Dziś więc zastanawiają się po prostu czy czasem nie zaczęli się od niego oddalać. Tym bardziej, gdy dwukrotnie szybszy G5 z dnia na dzień staje się nagle się czterokrotnie bardziej wolny - taka sztuczka musi budzić wątpliwości. Oczywiście, przesiadka na Intele i maki z preinstalowanym Windowsem to jeszcze nie koniec świata. Mak to przecież nie tylko hardware, to wygląd, jakość wykonania, software, użyteczne szczegóły i drobiazgi itd. Ale też nie wolno zapominać, że symbolika, której go ostatnio pozbawiono także była jednym z elementów tej układanki.

Snowwhite7

Co istotne wiele argumentów, które padło w dyskusji za Intelem nie dotyczyło w gruncie rzeczy komentowanego tekstu. Przecież ja nie pisałem o wadach intelowych maków (chyba, że wadą ma być pecetowa architektura) a o ludziach, którzy maków używają. A także o przewrotności applowskiej “dialektyki”, a nie o tym, że decyzja o przesiadce ta była niewybaczalnym błędem. Nie chodzi więc o to czy jabłko zostało zatrute,, ale o to, że ludzie tak uważają… Nie czarujmy się, Mak dzięki pojawieniu się Boot Campa w sposób oczywisty zyskał, a jeżeli potwierdzą się plotki o wbudowanym w Leoparda mechanizmie wirtualizacji, maki staną się swoistego rodzaju metakomputerami a OS X prawdziwym metasystemem, co może okazać się dla Apple bardzo korzystne. Oczywiście o ile inni producenci nie zrobią szybko tego samego… Pisałem już o tym wcześniej, i wcale nie zmieniłem zdania - to jednak, że przesiadka na Intele przynosi obiektywne korzyści (wzrost szybkości, kompatybilność z windowsowymi aplikacjami itp.) nie oznacza przecież, że musi z automatu wzbudzać zachwyt wśród wszystkich użytkowników całej platformy. Tym bardziej tych, którzy woleliby aby Apple zamiast mnożyć rdzenie i megaherce zajęło się ulepszaniem i optymalizowaniem już istniejącego oprogramowania - dla nich rozwój oznacza coś innego, niż dla tych, którzy dopiero planują zakup komputera.

Podbrix Keynote409199-1

Mówiąc Windows czy Intel nie mamy przecież na myśli konkretnych produktów ale raczej to co sobą reprezentują - nowoczesny, często nieuczciwy marketing, kreowanie potrzeb zamiast ich zaspokajania, zawłaszczanie rynku, windowanie w górę cen i minimalnych specyfikacji, pogoń za osiągami dla samych osiągów itd. itp. co w efekcie owocuje problemami, które znamy ze “świata pece”. Cóż z tego, że komputer posiada ogromną moc jeżeli pożera ją niedoskonały czy wręcz niedorobiony software? Jeżeli nowe wersje programów potrzebują jeszcze więcej mocy? Myślę, że tego głównie obawiają się mak-katastrofiści. Do tej pory Apple miało inne podejście, zamiast podbijać cyfry przed MHz poprawiało i optymalizowało swoje programy, dzięki czemu nowoczesny Tygrys potrafi chodzić wyraźnie żwawiej na stareńkim iBooku G3 niż sprzedawany z nim Jaguar. Dziś zaś Aperture wymaga do uruchomienia procesora G5 i minimum 1GB RAM (swoją drogą weźcie pod uwagę, że to program do obróbki fotografii a nie wideo w rozdzielczości HDTV!) choć podobny w działaniu Lightroom bez trudu pracuje na starej G4. iLife 06 nie pracuje już na G3, choć przecież nie robi zbyt wiele więcej od iLife 05. FrontRow i PhotoBooth to soft tylko dla posiadaczy nowych maków, pomimo iż nie ma przeszkód by działał ze zwykłym iSightem czy telefonem gsm zamiast oryginalnego pilota. Kto wie, czy za chwilę nie okaże się, że nowy fantastyczny program będzie “potrzebował” co najmniej dwóch rdzeni Core Duo?

Bited Apple

Oczywiście nie musi tak być, ale jeżeli założymy że od dziś liczą się dla Apple już tylko zyski to niestety scenariusz ten stanie się mocno prawdopodobny. Gdyby teza o tym, iż Apple to zwykła firma, która od zawsze kieruje się tylko opłacalnością i zyskownością swoich przedsięwzięć, była prawdziwa - to jak sądzę firma już dawno zarzuciłaby produkcję komputerów, a dziś zamiast przesiadać się na Intele, skupiłaby uwagę na iPodach i iTMS. Albo sprzedawała ubrania. A jednak cały czas Jobs mówi - to my robimy najlepsze komputery na świecie - i cały czas wszyscy w to wierzymy. Przyznacie chyba, iż ten upór trudno wytłumaczyć li tylko ekonomiczną kalkulacją, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż konkurencja ma - bagatela - 97% rynku. Zgoda - mak to nie religia, ale też na pewno jest to coś więcej niż tylko interes czy hobby. Popatrzcie na siebie, jak pieszczotliwie piszecie o swoich komputerach “maczki”, jacy dumni jesteście chwaląc się nimi otoczeniu, z jaką radością ich używacie… Kochacie te komputery, nawet jeżeli nie chcecie się do tego przyznać. Gdyby nagle Apple ogłosiło, iż przestaje rozwijać OS X i produkować komputery nikomu z was nie zrobiłoby się choć troszeczkę żal? Mnie jest np. żal, że nowe iMaki nie przypominają w niczym modeli Flat Panel, innym z kolei, że nie kupią już sobie nowego Pismo z zegarem 1,5GHz a jeszcze innym platformy PPC. Mierzi mnie też obserwowanie nowości sprzętowych “od Apple” na tydzień przed premierą i w wydaniu Asusa. Was nie? To nie poczucie wyższości - to tęsknota za starymi dobrymi czasami, które przecież z definicji są lepsze. Ktoś kurna zjadł nasze ulubione jabłko…

783

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*