Pociąg do maku

04 lutego

Uwaga! Ten wpis ma ponad 2 lata. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Wywołany do tablicy przez jednego z czytelników, postanowiłem zająć się “pociągiem do maków”. To prawdziwy fenomen - trudno bowiem inaczej nazwać przywiązanie makuserów do komputerów Apple lub też pociąg użytkowników innych platform do przesiadki. Jednym słowem, dziś będzie kilkadziesiąt słów o makfascynacji - stąd też ten dwuznaczny tytuł. W końcu wszyscy jesteśmy od naszych maczków jakoś tam “uzależnieni”, nieprawdaż? Tekst ten absolutnie nie ma nic wspólnego z dowodzeniem wyższości jednego komputera czy sytemu nad drugim komputerem i systemem, próbuje tylko odpowiedzieć na pytanie dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo chcą kupić maka choć, jak sami twierdzą, w gruncie rzeczy wcale go nie potrzebują… Na czym więc polega ta magnetyzująca, narkotyczna siła ugryzionego jabłuszka?

H Apple


Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba postawić jeszcze kilka innych. Na przykład, jak to możliwe, że bedąca pod koniec lat 90 na krawędzi bankructwa firma sprzedająca drogie, niekompatybilne z większością dostępnych na rynku peryferii komputery, przetrwała poważny kryzys między innymi dzięki wiernym użytkownikom? Jak to się dzieje, że producent mający zaledwie 3% udziału w rynku wyznacza jednocześnie standardy, które bez żenady kopiują nawet najwięksi gracze w branży? Przesadzam? Zobaczcie ostatnią prezentacje Windows Vista - tu akurat poglądowy mix: obraz z Tygrysa, głos Gatesa. Złośliwość - to prawda - ale trafiona. Zerknijcie też na listę “sklonowanych” produktów i podróbek dostępną tutaj. Co to za magia? Na czym polega ten magnetzm? Część odpowiedzi na te i podobne pytania jest bardzo prosta. Problem w tym, że właściwie każda taka odpowiedź rodzi nowe, dodatkowe pytania, a te zaś kolejne odpowiedzi i tak w kółko. Postaram się odpowiedzieć na część z nich, bez wikłania się w ten nieskończony łańcuch, jednakże też bez większych pretensji do obiektywizmu. Ludzie są różni i różne też mają motywacje. Nie mam złudzeń, że potrafię je ogarnąć, niemniej sam kiedyś długo “chorowałem na maka” mam więc nadzieję, że moje spostrzeżenia choć trochę pokryją się z waszymi…

3B G5-1Jet-Mercury Total
taki sam i inny

Komputer to komputer - urządzenie elektroniczne, które można wykorzystywać na wiele sposobów. W gruncie rzeczy, zwykłe narzędzie. Czemu budzi więc takie emocje? Czemu ludzie dzielą się na “wyznawców” jednej lub drugiej marki? Czemu wreszcie zajmują się nim samym zamiast go po prostu używać? Komputer to przecież tylko środek do celu - a nie cel sam w sobie. Mimo to dla wielu użytkowników staje się on często centrum uwagi. Zajmują się nim dla niego samego. Dziwne? Otóż, wcale nie. Warto pamiętać, że zjawisko to nie dotyczy tylko komputerów. Swoich fanów mają np. stare motocykle, znaczki pocztowe, mechaniczne maszyny do gier hazardowych, akcesoria birofilskie a także miliony innych przedmiotów i urządzeń. Mimo, że każde z nich służy do czegoś konkretnego, używamy ich jednak nieco inaczej. Stają się one czymś więcej niż tylko środkiem do pokonania odległości pomiędzy punktem A i B, opłatą za przesłanie informacji czy maszyną do zarabiania pieniędzy. Dzieje się tak dlatego, że zachwyca nas ich niepowtarzalność, piękno pomysłu i wykonania czy jakieś inne jeszcze cechy. Funkcjonalność schodzi na dalszy plan - dziś przecież wygodniej podróżować samochodem lub pociągiem niż motocyklem z lat 40-tych, znaczek z 1939 roku nie przyda się już dziś na poczcie - jest kompletnie bezużyteczny - podobnie jak stare butelki czy kapsle od piwa. A mimo to ludzie poświęcają swój czas i pieniądze aby takie eksponaty gromadzić, naprawiać i jednocześnie ich używać. Obcowanie z taki przedmiotami jest po prostu źródłem przyjemności. Analogia powyższa nie oznacza oczywiście, że komputery Apple to nieużyteczne dziś zabytki, używane wyłącznie w celach kolekcjonersko-snobistycznych - zwracam tylko uwagę, na podobieństwo mechanizmu. Bo jakimś cudem komputery Apple budzą nie tylko zainteresowanie ale i prawdziwą pasję.

Junak
Junak - piękna, prosta i niezawodna maszyna

Skąd bierze się ta fascynacja? Czym komputery Apple zasłużyły sobie na taką pozycję? Czy to kwesta genialnego marketingu, eleganckiego i nowoczesnego wzornictwa czy możliwości? Wydaje się, choć to banalne, że zgrabnym połączeniem wszystkich tych elementów. Komputery z jabłuszkiem są po prostu kompletne. Stanowią całość - połączenie możliwości, wyglądu i wygenerowanych przez specjalistów od wizerunku i marketingu ideii. Żadna to tajemnica, że żyjemy w czasach, w których coraz częściej nie kupujemy produktów a właśnie pewne abstrakcyjne, skojarzone z nimi, i atrakcyjne idee. To przecież istota współczesnej reklamy. Kupując np. jeepa nie kupujecie tylko terenowego samochodu, ale powiedzmy wolność i niezależność, męską przygodę, pewność siebie itd. Kupując coca-colę kupujecie radość, swobodę i dobrą zabawę a nie tylko gazowany napój. I tak dalej. Oczywiście, nie wszystkie idee stojące za kampanią wizerunkową czy reklamową danego produktu są aż tak cyniczne, czy mówiąc jeszcze inaczej, nie wszystkie służą tylko i wyłącznie zbudowaniu atrakcyjnej, pociągającej dla klienta marki, a ordynarnie już upraszczając temat, zarabianiu jeszcze większej ilości pieniędzy. Część z nich to przecież także prawdziwe cechy reklamowanego produktu - nie da się omamić ludzi samą tylko obietnicą, jeżeli mają w nią uwierzyć, trzeba ją także, choćby częściowo, zrealizować. Przynajmniej wtedy kiedy chce się przetrwać na rynku więcej niż jeden spektakularny (szybki start i wielka klapa) sezon. Dlatego też jeep jest w gruncie rzeczy porządnym samochodem terenowym a coca-cola najzwyczajniej gasi pragnienie. Nie da się przecież sprzedawać tylko i wyłącznie skojarzeń. Trzeba je jeszcze na czymś oprzeć.

Mn Apple1984D
kadr ze słynnej reklamy Apple - 1984, orwellowski seans z wielkim bratem

Apple bardzo starannie budowało swoją marketingowo-wizerunkową strategię. Głównie zresztą w opozycji do świata pełnego pecetów i windowsów. Stąd też aluzje do roku 1984 oraz chwytliwe hasła “Everything is easier on a Mac” czy słynne Think different!. Popularność i nośność tych sloganów pokazała nie tylko siłę reklamy ale także i samego produktu. Wiemy skądinąd, że reklama działa, gdyby tak nie było producenci nie wydawaliby tyle pieniędzy na jej produkcje i emisje itp., wiemy też, że gdy jest zupełnie oderwana od prawdziwych cech produktu jest na dłuższą metę nieskuteczna. Ludzie wprawdzie dają się mocno wodzić za nos różnym sprytnym socjotechnikom ale też wiemy, że nie kupią po raz drugi proszku do prania, który nie pierze. Reklamowy sukces Apple polegał m.in. na tym, że że produkt i powiązane z nim sugestie były ze sobą koherentne. Dzięki tej właśnie zgodności firmie udało się zbudować mocną świadomość marki, ożywić ją w wyobraźni milionów ludzi i w efekcie nadać ugryzionemu jabłuszku atrakcyjny charakter. Cały ten proces był możliwy między innymi właśnie dlatego, że Apple sprzedawało kompletne, zamknięte i apetytczne wizualnie komputery. Zauważcie, że podobna sztuczka nigdy nie udała się żadnemu producentom pecetów - trudno bowiem wzbudzić jakieś emocje wobec podzespołów, które w każdej chwili można wymienić. A przecież zdecydowana większość pecetów to albo składaki albo, w przypadku komputerów markowych, potencjalne składaki. Modularność pecetowej architektury to otwarta droga do zmiany. W zależności od potrzeb można do środka PC włożyć wszystko - co oczywiście stanowi sporą zaletę - ale też uniemożliwia jendoznaczne zdefiniowanie produktu i emocjonalne do niego przywiązanie. Dziś komputer z procesorem 486 to w oczach użytkownika PC, nie żaden uroczy staruszek, jak powiedzmy, Mac Classic czy Amiga 500, ale zwykły złom. Reasumując, konsekwentna strategia reklamowa, kilka odważnych decyzji i atrakcyjny design maczków spowodowały, że produkty z nadgryzionym jabłuszkiem zaczęły się na rynku mocno wyróżniać. Były wyraźnie inne niż cała reszta. I tak świat podzielił się na pecety i maki.

6713226 3Dc806C38B
kampania Think different - m.in. Miles Davis, Amelia Earhart, John Lennon i Yoko Ono, Albert Einstein, Jim Henson, Gandhi, Pablo Picasso

Apple udało się na stałe narzucić na rynek ten podział i spolaryzować sytuację - a przecież bycie zauważoną, “oficjalną” opozycją nie tylko nobilituje ale też wiele rzeczy upraszcza. Podział ten zapewnił więc makom nie tylko popularność ale też - co ważniejsze - stałą obecność w ludzkiej świadomości. Maki kuszą i przyciągają bo dają nam realną alternatywę dla monolitycznego świata PC+Windows - dzięki nim możemy wybrać inne rozwiązanie. Równie dobre, a według obietnic nawet lepsze. Przykuwają naszą uwagę także dlatego że są piękne. Ludzie od zawsze otaczali się pięknymi przedmiotami. Sztuka zawsze miała miejsce w ludzkiej kulturze, niezależnie od tego czy mówimy o naszej cywilizacji, o kulturze wschodu czy o Indianach żyjących w dorzeczu Amazonki. Wszędzie znajdziemy rysunki naskalne, ozdobne przedmioty itp. Piszę o tym, bowiem wzornictwo komputerów Apple to bardzo istotna cecha ich wizerunku. Nie dosyć że otrzymujemy komputer przyjazny, prosty w obsłudzie i niezawodny w działaniu (połączenie faktów i obietnic) to do tego z przyjemnością się nań patrzy. Dokładnie tak samo reagujemy na dobrze wyglądające samochody - jeżeli tylko nas stać, kupując auto wybierzemy przecież model, który cieszy oczy a a nie ten który gorzej wygląda. Dzieje się tak dlatego że obok rozumu, kalkulacji i zdolności do racjonalnego widzenia świata kierujemy się w życiu (dokonując wyborów) także uczuciami i emocjami. Nie chcecie wierzyć? To czemu panowie oglądają się na ulicy za ładnymi, wyzywająco ubranymi kobietami a nie tzw. “szarymi myszkami”? Czemu panie wzdychają do przystojnych amantów z kinowego ekranu a lekceważą sobie zaloty łysiejących okularników z brzuszkiem? To zwykły atawizm, a nie znak naszych czasów. Słowem, maki fascynują nas także dlatego, że atrakcyjnie wyglądają. Przy czym ów wygląd dotyczy zarówno widocznego gołym okiem designu, jak i ich designu hiperrzeczywistego, jakby to ujął Jean Baudrillard, a więc medialnego, niematerialnego wizerunku, o którym pisałem wyżej.

4392Imacg4-700-Large
o gustach się nie dyskutuje - ale iMac G4 to zdecydowanie najbardziej seksowny komputer Apple

Dobrze. Może to i racja - powiecie. Design i reklama namieszały nam w głowach. Ale co z możliwościami komputera? Dlaczego zamknięty, trudny do rozbudowy i koszmarnie drogi sprzęt ma być atrakcyjną alternatywą dla tańszych, równie przecież użytecznych komputerów PC? To szaleństwo wydać kilka tysięcy złotych więcej na obudowę, logo i jakieś imponderabilia. Liczy się efektywność. W pecetach znajdziemy przecież tą samą elektronikę a nierzadko większą moc obliczeniową, nowoczesne rozwiązania i znacznie większe możliwości dostosowania sprzętu do naszych oczekiwań - na rynku jest przecież miliony współpracujących z PC podzespołów na PCI i USB. Sedno w tym, że dziś kupując komputer patrzymy inaczej na jego funkcjonalność niż jeszcze 5 lat temu - interesuje nas czy komputer działa bezproblemowo, czy pozwala nagrać dane na płytę CDR lub DVD, czy można doń podpiąć urządzenia via USB2.0 lub FW itp., a tylko wydajność lub to co można w nim będzie kiedyś wymienić. Od kilku lat rozwój komputerów przegonił raptownie potrzeby zwykłych użytkowników. Nikt nie potrzebuje zegara 3GHz żeby napisać książkę, obrobić zdjęcia z imienin cioci Krysi czy po to aby surfować po internecie. Wykluczając jakieś specyficzne (np. gry) lub profesjonalne zastosowania, ludzie potrzebują domowych komputerów właśnie do takich, przyziemnych i niezbyt wyrafionawnych celów. Słowem, potrzebują dziś czegoś innego niż szybkich procesorów czy wydajnej grafiki. Stąd m.in. bierze się właśnie rosnąca popularność laptopów, z definicji przecież mniej wydajnych i trudniej rozszerzalnych od maszyn stacjonarnych, czy równie małowydajnych rozwiązań typu barebone. Wbrew pozorom wyścig na gigaherce to ostatnia rzecz, której dziś potrzebujemy. W codziennym użytkowaniu okazuje się, że znacznie ważniejsze stają się z pozoru mniej spektakularne cechy - cichy system chłodzenia, stabilność, bezpieczeństwo, prostota obsługi, niezawodność, czas pracy na baterii, dobry wygląd, trwałość itp. Apple zaczął sprzedawać pierwsze imaki, a więc właśnie niespecjalnie wydajne komputery przeznaczone do typowo domowych zastosowań już w roku 1998. Nie miały “wymiatającej” grafiki, szybkich dysków twardych czy wydajnych procesorów ale za to każdy miał niezłej jakości głośniki, wbudowany monitor, mikrofon, wyjście na słuchawki na froncie odbudowy, mysz i klawiaturę w zestawie itp. Słowem, wszystkie potrzebne i funkcjonalne dodatki zamiast imponujących osiągów. Mówcie co chcecie ale to było imponujące wyczucie rynku i potrzeb. Do dziś zresztą, można na takim komputerku całkiem przyjemnie pracować - odtwarza bezproblemowo divxy, filmy z DVD czy muzykę w mp3.

Speedbump Mac

To prawda, że w pecetach i makach mamy w gruncie rzeczy tą samą, lub jeżeli wolicie, podobną ale równie bezosobową elektronikę. To prawda, że bebechy komputera pozbawione są jakiejkolwiek magii, i nie żywimy do nich żadnych emocji, jednak w obu przypadkach patrzymy na nią inaczej. Po prostu, te wszystkie srebrno-zielone płytki drukowane, układy scalone, kondensatory i oporniki, a także cała ta plątanina kabli i ścieżek ukryta wewnątrz komputera tak naprawdę kompletnie nas nie interesuje. Istotne jest bowiem to jak ją obsługujemy a nie to że jest taka sama, inna lub podobna. Żadna to nowość, że nawet najbardziej wyrafinowana elektronika jest nic nie warta bez obsługującego ją oprogramowania. Jeżeli próbowaliście kiedyś uruchomić stary skaner od XP, nowiutką myszkę pod Linuksem czy windowsowy tuner usb pod Mac OS X wiecie o czym mówię. Co z tego, że urządzenie jest świetne jeżeli nie działa wcale lub nie działa tak jak trzeba? Interesuje nas tylko to co i jak możemy z nim zrobić i nic więcej. Zresztą, nie oszukujmy się - dziś swobodnie możemy zrobić dokładnie to samo zarówno na maku jak i na PC. A nawet pod pewnymi względami, głównie z racji popularności Windowsów, na PC zrobimy więcej np. wyślemy elektroniczny bełkot do ZUS za pomocą Płatnika… Ale właściwe pytanie brzmi - nie co możemy zrobić a w jaki sposób. I właśnie przez ten pryzmat postrzegamy ostatecznie możliwości sprzętu. Makowy soft jest prosty w obsłudze, sprytnie pomyślany, skuteczny w działaniu. Oczywiście to żaden argument, proste, dobrze pomyślane programy znajdziecie pod każdym systemem operacyjnym. Sedno tkwi jednak w tym, że tu znów mamy do czynienia z całością - systemem, który nie tylko jest częścią komputera, ale też konsekwentnie lansuje pewien czytelny i komunikatywny typ interfejsu. Nie zarzuca użytkownika pytaniami, nie oferuje różnych dróg postępowania do rozwiązania jednego problemu, nie wymaga też szczególnej uwagi. Po prostu działa. W konsekwencji OS X oferuje kompletne, zintegrowane rozwiązania, atrakcyjne wizualnie GUI i dobrze pomyślaną ergonomię kosztem elastyczności. Wada? A po co coś ma być elastyczne, jeżeli jest dobrze przemyślane? Po co komu nieograniczone możliwości ustawiania wszystkiego po swojemu skoro i tak nie ma pomysłu jak to ustawić? Nie chcę nikogo zaczepiać, ale zamiast upiększać np. KDE wolałbym żeby przyszło do mnie piękne prosto od producenta - tak jest zwyczajnie prościej. Wracając do tematu, makowe oprogramowanie obiecuje użytkownikowi prostotę, którą inni zwyczajnie pomijają. Skąd bowiem bierze się to przekonanie, że “po naszemu” będzie lepiej niż gdy skorzystamy z gotowego wzorca? Oczywiście z wcześniejszych windowsowych czy linuksowych doświadczeń. Odkąd pamiętam robiłem dla znajomych jako prywatny helpdesk - gdy pojawił się jakiś problem z komputerem mój telefon dzwonił. Po umakowieniu przestali - teraz wreszcie mamy czas żeby pogadać o zwykłych sprawach.

Indexmagneticanim20060109

Kolejny składnik makowego magnetyzmu upatrywałbym w drobiazgach. Mam na myśli np. automatycznie podświetlaną klawiaturę w nowych PowerBookach, dwupalcowy scroll, czujnik położenia komputera, staranność wykonania i wiele, wiele innych podobnych detali. Maki wyróżnia bowiem z masy innych komputerów także konsekwentna dbałość o szczegóły. Nie czarujmy się, wszystkie te dodatki, to elementy bez których komputer może się spokojnie obejść - jednak przecież mocno użyteczne. Są to proste, czasem innowacyjne i zwykle kopiowane potem przez innych rozwiązania. Chcecie przykład? Na tegorocznym Macworld Expo pokazano wiele nowości w tym pierwsze maki na Intelu. Niemniej dla mnie najbardziej makową nowością tej prezentacji wcale nie były nowe komputery a słynna już magnetyczna wtyczka. Banalnie proste rozwiązanie poważnego problemu. Zasilanie to jedyny kabelek z którego w laptopie nie można na razie zrezygnować, sieć może być bezprzewodowa, dodatkowe peryferia i tak zwykle leżą na biurku a kabelek z zasilaniem ciągnie się po ziemi aż do gniazdka z prądem. Według jakiegoś nierozpoznanego jeszcze prawa natury gniazdko zawsze jest po drugiej stronie pomieszczenia i zawsze ktoś ten kabelek, przechodząc, zahaczy, wyrywając wtyczkę czy nawet zrzucając cały komputer na ziemie. Magnetyczna wtyczka likwiduje ten problem. Drobiazg? Zgadza się - drobiazg. Ale jaki fajny! To samo dotyczy automatycznie podświetlającej się klawiatury czy nawet chwytaka przy kabelkach, dzięki któremu zwinięty w kłębek przewód nie będzie się plątał i rozwijał. Co istotne, wszystkie te drobiazgi nie istnieją sobie a muzom - idą w parze z opinią zadowolonych użytkowników. A przecież nie sposób zlekceważyć ich opinii - pociąga nas nie tylko sam sprzęt ale także to co mówią o nim inni. A oni w znacznej większość nie mogą się nachwalić produktów Apple. Jak to w ogóle możliwe, że miliony zupełnie różnych ludzi na całym świecie z przekonaniem mówią jednym głosem i praktycznie to samo? Zwłaszcza w zestawieniu z nieustającymi i powszechnymi narzekaniami, które dochodzą z przeciwnej strony barykady. Co nimi kieruje spisek, hipnoza, wiara, fanatyzm, szpan czy może jednak… prawda?

6611798

Mógłbym tak pewnie dłużej, ale sądzę, że już wam się to nudzi. Koniec końców sądzę, że wszystkie opisane powyżej elementy okazują się być dla pewnej grupy użytkowników równie ważne jak wydajność, możliwości rozbudowy a nawet cena. To po prostu zaprzeczenie technokratycznego podejścia do komputerów - otwartej obudowy, wypasionych wnętrzności i benchmarków na ekranie. Apple niczego tu nie wymyśliło, nie stworzyło też milionowej armii fanatycznych zombie, nie musiało używać jakichś tajemniczych, hipnotyzujących czy podprogowych technik reklamy ani nawet zatruwać jabłek jakimś eliksirem pożądania - po prostu firma konsekwentnie zaspokaja potrzeby pewnej grupy użytkowników. Mówiąc jeszcze inaczej nie wszystkim wystarcza możliwość, że można coś tam sobie na komputerze zrobić - wysłać mejla, wyretuszować zdjęcie itd. Chcemy robić to prościej, inaczej, z przyjemnością. I to właśnie, według wielu reklam, opinii użytkowników i różnych niezależnych źródeł, oferuje ludziom Apple. Rozsądną alternatywę, dbałość o szczegóły, nietypowe i wygodne rozwiązania, a także poczucie, że komputer przestaje być skomplikowanym, wymagającym urządzeniem, które łatwo popsuć i które wymaga specjalistycznych umiejętności. Na maku wszystko jest prostsze - mówiło jedno z haseł kampanii reklamowej. Co więcej, potwierdzali to zwykli użytkownicy. Nic dziwnego, że chce się tego spróbować. Człowiek zawsze czegoś szuka. Czegoś nowego, lepszego, innego. Ciekawość to wprawdzie pierwszy stopień do piekła, jak mówią, ale też podobno ostatni stopień do nieba. Czy to jednak rozsądne dokonywać zakupów urządzeń nie na podstawie specyfikacji technicznej a tylko wyglądu, cudzych opinii i własnych wyobrażeń? Pewnie że tak - lepiej żałować tego co się zrobiło, niż tego czego się nie zrobiło. Wbrew pozorom nie jesteśmy wcale istotami, które podejmując decyzje, kierują sie tylko racjonalnymi przesłankami - koszty, wydajność, możliwości. Wręcz przeciwnie, znacznie częściej używamy logiki i rozumu, aby zracjonalizować nie całkiem racjonalne decyzje. Chcecie znać odpowiedź na pytanie czemu kupujecie lub tak bardzo chcecie kupić maka? Bo wszyscy jesteśmy przekonani że mieć taki komputer to przyjemność. Ile w tym prawdy? Cóż, najlepiej będzie jak sprawdzicie samemu. Zapraszam gorąco do dyskusji!

1,763

Napisali

  1. [...] elektroniki, serwisu i tym podobnych tylko jakość pomysłu który stoi za nimi. Pisałem o tym wielokrotnie - więc pewnie wiecie co mam na myśli. Marketing może pomóc ale nie zastąpi istoty - i Apple [...]

Skomentuj

Twój e-mail nie będzie widoczny. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

*
*