Uwaga! Ten wpis ma ponad 2 lata. Jeżeli interesuje cie dany temat użyj blogowej wyszukiwarki lub zajrzyj do spisu treści istnieje bowiem spora szansa, że od tego czasu napisałem na ten temat coś jeszcze.

Interfejs Aperture jest bardzo prosty i czytelny - i to pomimo bezpośredniego dostępu do wielu, czasem dosyć skomplikowanych narzędzi - i stanowi wyrafinowane rozwinięcie idei znanej z iPhoto, tyle, że całość pozwala na znacznie bardziej wysublimowaną i efektywną ingerencję w obrabiany obraz. Jak pisałem wcześniej, nawet stare poczciwe narzędzia zyskały tu zupełnie nową funkcjonalność. Niesamowite wrażenie robi choćby lupa. Trzeba to zobaczyć na żywo, żeby w pełni docenić… Bardzo estetycznie wyglądają też generowane przez Aperture galerie i albumy, dobre wrażenie robi też tryb pełnoekranowy oraz elastyczność w dostrajaniu programu do własnych potrzeb. Wszystko tu może być ustawione “pod palcem”. No może prawie wszystko.

Co tu dużo gadać. Dwa słowa. Mniam, mniam. Aperture jest w pierwszym kontakcie baaaaardzo apetyczny i trudno się oprzeć wrażeniu, że po prostu trzeba go mieć. Program wygląda wręcz na idealne narzędzie - jest prosty w obsłudze, a w działaniu efektywny i efektowny. Spędziłem przy nim zbyt mało czasu, żeby wydawać definitywne oceny, ale z tego co widziałem, wydaje się, że jest całkowicie wart swojej ceny. Szkoda tylko, że do normalnej pracy wymaga tak dużej mocy… Prawdopodobnie największą rolę odgrywa tutaj ilość wolnej pamięci, przy 1GB program ustawicznie “szurał” po dysku, niemniej nie lekceważyłbym też apetytu Aperture na megaherce. Prawie słyszałem jak program mlaskał pożerając wolne zasoby. Słowem, drodzy koledzy po fachu, jeżeli macie apetyt na Aperture trzeba będzie zacząć odkładać na nowy komputer lub dodatkowe gigabajty pamięci. Inaczej się nie da. Niestety.

Oddając jednak sprawiedliwość - nie ma tak na prawdę co bić w bęben. Od pierwszych zapowiedzi jasne było, że wymagania Aperture są takie a nie inne, i można się było spodziewać, że nie wyrosły tak wysoko bez powodu. Trzeba też pamiętać, że program przeznaczony jest dla profesjonalistów, czyli ludzi którzy przyzwyczajeni są do wydawania pieniędzy na sprzęt, można więc spokojnie założyć, że albo dawno mają już odpowiednio mocne komputery, albo też, że wymuszona aktualizacja nie będzie dla nich zbyt problematyczna. Nasze, polskie warunki są oczywiście zupełnie inne, niemniej trudno liczyć na to aby zainspirowało to kogoś w Cupertino do jakiejś, szczątkowej chociaż, refleksji. Widziały gały co brały - żeby użyć eleganckiej konkluzji. Nie mam pretensji. Nie potrafię jednak oprzeć się wrażeniu, że pierwsze okienko Aperture powinno jeszcze zawierać dodatkowo odnośnik do Apple Store. Witamy na zakupach. Pomimo zachwytu - ja jeszcze trochę poczekam.



2005-2008 by Bartosz Skowronek / 