Niedawno świat obiegła wieść że nieznana nikomu bliżej firma
Psystar sprzedaje makowe klony - a właściwie to raczej pecety z
preinstalowanym Leopardem bo klony to chyba zbyt duże słowo - a chwilę potem informacja że całość jest prawdopodobnie
zwykłym, i do tego raczej drobnym, przekrętem. Stare porzekadło mówi że historia lubi się powtarzać jako farsa - być może pamiętacie
prawdziwe applowskie klony i polskiego
hamaka? Czemu do tego wracam? Otóż magazyn Wired
potraktował temat poważnie wysuwając jednocześnie tezę że z podróbkami uda się wygrać nie w sądzie a poprzez regularne aktualizacje oprogramowania. Interesująca i bardzo groźna, wręcz niehumanitarna, metoda - pisałem o niej przy okazji
ostatniej aktualizacji iPhona - bowiem jej rykoszety możemy poczuć wszyscy… Pytanie brzmi jednak czy naprawdę konieczna? Przecież już od dawna praktycznie każdy - i to bez wielkiego wysiłku - może sobie własnoręcznie
zbudować hakintosha a mimo tego prawie
nikt tego nie robi. Właściwie należałoby napisać, że owszem ludzie tak robią - niemniej zachowując wszystkie proporcje to przecież tylko garstka pasjonatów! Co więcej większość z nich to pecetowcy, którzy prędzej czy później i tak kończą z nowym błyszczącym imakiem na biurku… Czemu? Oto jest pytanie! Próbowałem kiedyś na nie
odpowiedzieć ale chyba bez
większego sukcesu… Dlatego dziś chciałbym zapytać was - szczerze, gdybyście mogli instalować OS X na pecetach kupilibyście sobie oryginalnego maka czy tańszego udawanego klona? A może
któregoś z tych potworków?
